Nr 14/2026 Na dłużej

Brzmienie młodej Szkocji

Maciej Kaczmarski
Muzyka

„Próbowaliśmy być jeśli nie eksperymentalni, to przynajmniej nieschematyczni” – zaręczali muzycy formacji Josef K, której album „The Only Fun in Town” obchodzi czterdziestopięciolecie istnienia.

Własna droga

Ktoś musiał rozpowszechniać kłamstwa na temat Josef K, bo chociaż szkocki kwartet był na dobrej drodze do sławy, pewnego wieczoru został rozwiązany. Alan Horne z wytwórni Postcard Records szybko zidentyfikował winnych: „Prasa muzyczna – a szczególnie »NME« – ciągle kwestionowała poczynania grupy, krytykując ją za podążanie własną drogą, a nie tą, którą według prasy powinna była obrać. To wywołało osobiste nieporozumienia”[1]. Ale muzycy mieli inne zdanie na ten temat; gitarzysta Malcolm Ross uważał, że „to nie jest sprawa osobista, tylko muzyczna. […] Po wydaniu płyty doszło do zerwania komunikacji pomiędzy Paulem a mną, nie utrzymywaliśmy już bliskich relacji, więc zwołałem spotkanie, żeby omówić sytuację grupy. On nie przyszedł i postanowiliśmy rozwiązać zespół”[2]. „Oddalaliśmy się od siebie. […] Nie chodziło wcale o sprzedaż ani o pieniądze, a już na pewno nie o prasę. Horne po prostu to zmyślił” – wyznał śpiewający gitarzysta Paul Haig.

Rzekomo w grę wchodziły też używki, jednak kroplą, która ostatecznie przelała czarę goryczy, była rzeczona płyta zatytułowana „The Only Fun in Town”. Nie dość, że stanowiła ona rezultat drugiego podejścia Josef K do nagrania longplaya, to na dobitkę spotkała się z wrogą reakcją wśród krytyków muzycznych – także tych, którzy jeszcze niedawno wynosili Szkotów pod niebiosa. Zespół rozpadł się zaledwie miesiąc po premierze albumu i trudno poczytywać to za przypadek, nawet jeżeli jego członkowie twierdzili, że nigdy nie planowali wydać więcej niż maksymalnie dwa pełnowymiarowe krążki. „Malcolm powiedział kiedyś, że nie powinniśmy robić tego co inne zespoły, to jest tworzyć marnej muzyki tylko dla samego faktu tworzenia. Nie chciałem robić czegoś, w co nie wierzyłem” – tłumaczył Haig. Ross dopowiadał, że „mogliśmy zostać razem i odnieść taki sam sukces jak Echo & The Bunnymen. […] Ale jeśli spojrzeć na to racjonalnie, to prawdopodobnie tak było najlepiej”.

Przez krótką chwilę Josef K, Orange Juice, The Associates, Fire Engines oraz inne szkockie zespoły funkcjonowały jako forpoczta brytyjskiego post-punka – migotliwe punkciki na muzycznym radarze kraju, które zgasły równie szybko, jak zapłonęły. Ich wkład w rozwój tamtejszej muzyki niezależnej był odwrotnie proporcjonalny do skromnego dorobku fonograficznego – Josef K „za życia” wydali tylko pięć singli i jeden album. I kiedy wydawało się, że Szkoci robili tylko za statystów na postpunkowej scenie zdominowanej przez pierwszoplanowych aktorów pokroju Joy Division czy Public Image Ltd, młodsze pokolenia twórców zaczęły przyjmować ich szablon jako swój własny. The June Brides, The Pastels, The Wedding Present, Franz Ferdinand, The Rapture, Kaiser Chiefs, Interpol i The Futureheads wiele zawdzięczają autorom „The Only Fun in Town”. Zwycięstwo iście pyrrusowe. Całkiem stosownie jak na grupę, która zaczerpnęła swą nazwę z powieści Franza Kafki.

Następny poziom

„Chodziliśmy razem do szkoły, ale nigdy nie podjęliśmy świadomej decyzji, żeby zawiązać zespół i nagrywać płyty”[3] – utrzymywali członkowie Josef K. Tą szkołą była edynburska Firrhill High, gdzie splotły się losy Haiga, Rossa, perkusisty Ronniego Torrance’a i basisty Davida Weddella (wcześniej na basie przez chwilę grał Gary McCormack, który zrejterował do punkowej załogi The Exploited). Wszyscy byli jeszcze nastolatkami, gdy pod koniec lat 70. zaczęli działać pod szyldem TV Art, a za inspirację służyły im dokonania The Velvet Underground, The Stooges, Davida Bowiego, Pere Ubu, Lou Reeda, Roxy Music, Talking Heads, Teenage Jesus & The Jerks, Richard Hell & The Voidoids, Chic oraz Jamesa Browna. „Uwielbiałem energię Sex Pistols, ale gdy tylko usłyszałem Television i Wire, a potem album »No New York«, uznałem, że to winduje istotę punka na następny poziom”[4] – zaznaczał Haig, którego punkowa rewolta „uchroniła przed Wishbone Ash i tego typu grupami”.

W lipcu 1979 roku, tuż przed koncertem w Clouds Ballroom w Glasgow, TV Art przemianowali się na Josef K – na cześć tragicznego bohatera „Procesu” Kafki, bo jak podkreślał Ross, „to faktycznie pasuje do tego, czym się zajmujemy. Moim zdaniem widać tu pewne podobieństwa”[5]. Muzycy byli bardzo oczytani, a poza Kafką szczególną estymą darzyli Alberta Camusa, Hermana Hessego, Knuta Hamsuna i Fiodora Dostojewskiego. „Przez wszystkie ich książki przewijał się motyw alienacji, co wywarło duży wpływ na moje teksty” – deklarował Haig. „Absurdalność egzystencji była kolejnym wspólnym mianownikiem niemal wszystkich powieści tych autorów i to też odbiło się na tekstach”. Josef K byli intelektualni i purytańscy: unikali alkoholu i narkotyków (przynajmniej do czasu), nie korzystali z „usług” groupies, a pod szarymi płaszczami nosili stare garnitury z drugiej ręki. Ross wyjaśniał, że „nie znosiliśmy seksizmu i samczych zachowań. Byliśmy modernistami”.

W swojej twórczości zespół też przestrzegał surowych zasad, które można nazwać antyrockowymi: żadnych przesterów na gitarach i rezygnacja z instrumentalnych solówek na rzecz pracy zespołowej i czystego, wyraźnego brzmienia. Weddell i Torrance budowali szkielet rytmiczny w duchu funku i disco, na który nakładały się zdwojone partie gitar: rytmicznej Haiga oraz prowadzącej Rossa. Ten drugi mówił, że celowali w „uniknięcie przesteru przy równoczesnym podkręceniu wysokich tonów na maksa. Ponieważ lubiliśmy grać szybko i rytmicznie, potrzebowaliśmy naprawdę dokładnego brzmienia. Przester zrujnowałby ten efekt”[6]. Wizerunek i postawę Josef K dopełniał zakaz bisów na koncertach, podczas których muzycy – zafascynowani pierwiastkami obcości u Bertolta Brechta – zamiast nawiązywać kontakt z widownią, w milczeniu odtwarzali nagrane wcześniej zapowiedzi. „[Mimo to] ludzie bardzo nas polubili. Publiczność dobrze na nas reagowała” – zapamiętał Ross.

Początek historii

W przerwach pomiędzy występami Josef K pisali autorski materiał. Głównymi kompozytorami byli Ross i Haig, którzy niezależnie od siebie rejestrowali w domowych warunkach szkice utworów na dwóch magnetofonach, następnie dzielili się nimi z Weddellem i Torrance’em, a ci dorzucali swoje pomysły (Haig: „Bardzo rzadko improwizowaliśmy. […] Zbieraliśmy się jako zespół i zaczynaliśmy próby”). Takim sposobem powstało demo zawierające dziesięć utworów; taśma została wprawdzie odrzucona przez wytwórnie Dindisc, Rough Trade i Radar, lecz zwróciła uwagę Stevena Daly’ego, perkusisty Orange Juice, który w tamtym czasie otwierał niezależną oficynę Absolute Records. Jej pierwsze i zarazem ostatnie wydawnictwo było jednocześnie fonograficznym debiutem Josef K: w grudniu 1979 roku wytłoczono tysiąc egzemplarzy siedmiocalowego krążka winylowego „Chance Meeting”/„Romance” (to jedyne piosenki zespołu, w których rozbrzmiewa elektryczny fortepian).

Singiel wzbudził zainteresowanie Alana Horne’a – jednoosobowego szefostwa Postcard Records z Glasgow. Horne założył tłocznię z myślą o publikacji płyt Orange Juice, ale jego ambicje szybko rosły: pragnął, żeby Postcard była domem dla najbardziej ekscytujących zespołów reprezentujących „brzmienie młodej Szkocji”[7], jak głosiło hasło będące parodią motta amerykańskiej firmy Motown. „Życzyłbym sobie znaleźć się na poziomie takich wytwórni jak Fast Product i Factory i mieć taką siłę oddziaływania”[8] – opowiadał impresario. Josef K była drugą kapelą, z którą podpisał umowę. Horne zrobił dobre wrażenie na Edynburczykach – Torrance był przekonany, że „Postcard Records może zyskać sporą renomę. Wygląda na to, że Alan wie, co robi”[9] – choć było jasne, że zaoferował im kontrakt, by wypromować swoją wytwórnię. „Wiedzieliśmy, że nie przepadał za naszą muzyką, ale nie dbaliśmy o to. To był sposób na wydawanie płyt i to nas zadowalało” – rekapitulował Haig.

Od sierpnia 1980 roku do maja roku następnego Josef K zrealizowali w barwach Postcard Records trzy single: „Radio Drill Time”, „It’s Kinda Funny” i nową wersję „Chance Meeting”; dodatkiem do tej serii była mała płyta „Sorry for Laughing” (1981), wypuszczona przez belgijską wytwórnię Les Disques du Crépuscule. Ekstatyczna recepcja singli w czasopismach „Record Mirror”[10] i „NME”[11], a także znakomicie przyjmowane koncerty u boku The Clash, Bauhausu, MagazineThe Cure oraz obecność w audycji Johna Peela na antenie BBC Radio 1 spowodowały, że o Josef K zaczęło być głośno. Bodaj największymi orędownikami zespołu zostali Paul Morley i Dave McCullough, którzy w odstępie miesiąca poświęcili Szkotom przepełnione zachwytem artykuły na łamach „NME”[12] i „Sounds”[13]. Haig nie miał wątpliwości, że „tak naprawdę to właśnie wtedy wszystko zaczęło się dla nas kręcić, to był początek całej tej historii. […] Ludzie zaczęli traktować nas bardzo poważnie”.

Komercyjne samobójstwo

Horne zamierzał kuć żelazo, póki gorące – już w listopadzie 1980 roku zorganizował Josef K sesje nagraniowe debiutanckiego longplaya w studiu Castle Sound pod Edynburgiem. Efekt kilkudniowej pracy okazał się katastrofalny: tak istotne dla brzmienia zespołu dwie gitary ginęły stłumione pod wyeksponowanymi w miksie bębnami i basem. Nikt nie był ukontentowany: Haig narzekał, że na skutek nieodpowiedniego masteringu zespół wypadł „płasko i sterylnie”, a Ross dodawał, że album pod roboczym tytułem „Sorry for Laughing” wyszedł „doprawdy beznadziejnie. Wrzuciliśmy tam za dużo elementów i tanich chwytów: trzaskanie drzwiami i krzyki gdzieś w tle, tego typu rzeczy”[14]. Przewidzianą na styczeń 1981 roku premierę płyty anulowano, zaś nieliczne egzemplarze testowe multiplikowały się w postaci bootlegów sprzedawanych na rynku wtórnym. „Sorry for Laughing” wyszła oficjalnie dopiero w 1990 roku w ramach kompaktowej reedycji „The Only Fun in Town”.

Druga próba miała miejsce w kwietniu 1981 roku w studiu Little Big One w Brukseli – tym razem w wypracowaniu pożądanego brzmienia grupie pomagał koproducent Marc François. Zmianie uległy też dobór i liczba piosenek – z pierwotnych dwunastu wyselekcjonowano dziesięć: „Fun ’n’ Frenzy”, „Revelation”, „Crazy To Exist”, „It’s Kinda Funny” (na przekór informacji spopularyzowanej przez Simona Reynoldsa w jego książce o post-punku, nie był to utwór poświęcony Ianowi Curtisowi, lecz inspirowana nieodwzajemnioną miłością refleksja Haiga na temat „kondycji ludzkiej oraz śmierci”), „The Angle”, „Forever Drone”, „Heart of Song” (swego rodzaju nowa wersja „Radio Drill Time”), „16 Years”, „Citizens” i „Sorry for Laughing” (dedykowana osobom z niepełnosprawnościami piosenka o „antymaczystowskim charakterze”). Wyrzucono między innymi „Heads Watch”, „Sense of Guilt”, „Art of Things”, „Variations of Scene”, „Terry’s Show Lies”, „No Glory” oraz „Endless Soul”.

Chcąc jak najwierniej oddać koncertową dynamiczność zespołu, François nagrywał go grającego na setkę, a później zmiksował całość według ścisłych wytycznych Haiga, Rossa, Torrance’a i Weddella, chowając wokal głęboko pod warstwami poszczególnych instrumentów, z których na pierwszy plan wysunięto gitary. Po sześciu dniach album był gotowy i w przeciwieństwie do falstartu z listopada, spełnił oczekiwania zarówno członków Josef K, jak i Horne’a – a przynajmniej tak im się zdawało. Po pewnym czasie dotarło do nich, że stworzyli „płytę, której praktycznie nie da się słuchać”. Haig określił to mianem „komercyjnego samobójstwa”. „Wtedy nie zdawaliśmy sobie z tego sprawy. […] Mogliśmy uczynić ten album przystępniejszym. W tamtym czasie jednak nas satysfakcjonował, bo udało się nam uchwycić klimat występu” – wspominał. Ross miał poczucie, że gdyby wydali „Sorry for Laughing” zamiast „The Only Fun in Town”, nie zmarnowaliby „fali, na której płynęliśmy”[15].

Ostatni koncert

Album z nocną panoramą miasta na okładce trafił do sklepów w czerwcu[16] lub lipcu 1981 roku. Nie był pilotowany żadnymi singlami, chyba że za takowe przyjąć wcześniejsze „It’s Kinda Funny” oraz „Sorry for Laughing”. Jako niezależna wytwórnia Postcard Records dysponowała ograniczonymi środkami na reklamę (nawet pomimo wsparcia ze strony Rough Trade), co nie przeszkodziło „The Only Fun in Town” dotrzeć do trzeciego miejsca na UK Independent Chart. W sumie rozeszło się około trzydziestu tysięcy kopii płyty, co oznaczało świetny wynik jak na niekomercyjny zespół pod egidą małego wydawcy. Rzecz jasna, pozycja Josef K na alternatywnych listach nie przekładała się na popularność w głównym nurcie ani tym bardziej lokatę w popowych zestawieniach. Nie żeby to martwiło artystów. „Nasza muzyka była zdecydowanie zbyt szorstka i nie nadawała się do tańca. […] Nie interesowało mnie nagrywanie popu ani zdobywanie rozgłosu”[17] – zarzekał się Haig.

Recenzje były jednak alarmujące. O ile Lynden Barber z „Melody Makera”[18] zachwycał się płytą, a Red Starr ze „Smash Hits”[19] wykazał ostrożny entuzjazm, o tyle Sunie Fletcher z „Record Mirror” pisała o „cieniutkiej produkcji” i „ogromnym rozczarowaniu”[20]. Największe ciosy spadły na Josef K z najmniej oczekiwanych kierunków – od dawnych piewców grupy. Dave McCullough z „Sounds” opisywał „nieustanny metaliczny hałas” na płycie pełnej „przesadnej gitarowości i pozerstwa” oraz „niesłyszalnych, ale także nieudolnie zawiłych i niejasnych tekstów”. „To jest złe”[21] – podsumował dziennikarz. Jeszcze bardziej bezlitosny był inny niegdysiejszy fan Szkotów, Paul Morley z „NME”: „Zespół musiał sprawić, aby te utwory brzmiały autentycznie, poprawnie czy jakkolwiek to nazwać. […] A on postawił je na głowie, niszcząc ich przejmującą wielkość, posępną radość oraz niezręczny urok. […] Josef K zaniżyli swoją wartość i oszukali cały świat: nieźle jak na pierwszy album”[22].

Haig nie krył, że tekst Morleya „był szokujący. Na pewno się tego nie spodziewaliśmy. […] »The Only Fun in Town« to mroczny i ostry album, a Morley chyba sądził, że nie spożytkowaliśmy tego potencjału, który w nas dostrzegał. To zakrawało nieomal na zdradę”[23]. Ross miał większy dystans do tej sytuacji: „Paul oświadczył mi, jak bardzo był rozczarowany, że to brzmi jak płyta punkowa, podczas gdy jego zdaniem powinniśmy byli iść naprzód i brzmieć niczym The Police. […] Ale w rzeczywistości prasa muzyczna w ogóle mnie nie ruszała, miałem w nosie dobre i złe recenzje”[24]. Niezrażeni fatalnym odbiorem albumu muzycy wyruszyli w letnie tournée po Wielkiej Brytanii jako support grupy Aztec Camera, najnowszej nadziei Horne’a na przebicie się Postcard do mainstreamu. Ale do tego czasu ktoś zaczął już rozpowszechniać kłamstwa na temat Josef K i koncert w klubie Maestro’s w Glasgow 23 sierpnia 1981 roku okazał się ostatnim w dwuletniej karierze zespołu.


Przypisy:
[1]     D. Johnson, „Josef K Split Starts Scottish Pop Avalanche”, „NME”, 29 sierpnia 1981, s. 3 (tłum. własne).
[2]     S. Hills, „Josef K Split”, „Record Mirror”, 5 września 1981, s. 2 (tłum. własne).
[3]     C. Westwood, „The Quiet World of Josef K”, „Record Mirror”, 27 września 1980, s. 35 (tłum. własne).
[4]     D. MacIntyre, G. McPhee, N. Cooper, „Hungry Beat. The Scottish Independent Pop Underground Movement (1977–1984)”, London 2022, s. 143 (tłum. własne).
[5]     R. Starr, „Independent Bitz”, „Smash Hits”, 2–15 października 1980, s. 20 (tłum. własne).
[6]     S. Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984”, tłum. J. Bożek, Warszawa 2015, s. 381.
[7]     C. Larkin, „The Guinness Who’s Who of Indie and New Wave Music”, London 1992, s. 217 (tłum. własne).
[8]     D. McCullough, „Postcard from Paradise”, „Sounds”, 30 sierpnia 1980, s. 21 (tłum. własne).
[9]     C. Westwood, „The Quiet…”, op. cit., s. 35.
[10]   Zob. S. Tebbutt, „Singles”, „Record Mirror”, 28 marca 1981, s. 14.
[11]   Zob. P. Morley, „Singles”, „NME”, 21 marca 1981, s. 18.
[12]   Zob. P. Morley, „Four Shadows in Search of a Sunny Day”, „NME”, 4 października 1980, s. 25.
[13]   Zob. D. McCullough, „Postcard from…”, op. cit., s. 21.
[14]   I. Pye, „Aural Postcard from Scotland”, „Melody Maker”, 22 sierpnia 1981, s. 21 (tłum. własne).
[15]   S. Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć…”, op. cit., s. 391.
[16]   Zob. G. Gimarc, „Post Punk Diary 1980–1982”, New York 1997, s. 169.
[17]   P. Morley, „Paul Haig: The Face and Sound of ‘82”, „NME”, 17 lipca 1982, s. 22 (tłum. własne).
[18]   Zob. L. Barber, „Albums”, „Melody Maker”, 11 lipca 1981, s. 16.
[19]   Zob. R. Starr, „Independent Bitz”, „Smash Hits”, 6–19 sierpnia 1981, s. 19.
[20]   S. Fletcher, „Josef K – »The Only Fun in Town«”, „Record Mirror”, 11 lipca 1981, s. 14 (tłum. własne).
[21]   D. McCullough, „A Tragedy of Manners”, „Sounds”, 4 lipca 1981, s. 28 (tłum. własne).
[22]   P. Morley, „Just Out of Their Grasp”, „NME”, 25 lipca 1981, s. 36 (tłum. własne).
[23]   D. MacIntyre, G. McPhee, N. Cooper, „Hungry Beat…”, op. cit., s. 238.
[24]   Ibidem, s. 238–239.