Nr 14/2023 Na dłużej

Nieco ponad dwa tygodnie temu minęło czterdzieści pięć lat odkąd 30 czerwca 1978 roku ukazała się płyta „No One Is Innocent (A Punk Prayer By Ronald Biggs)” / „My Way” – ostatni singiel dogorywających Sex Pistols. W ten sposób symbolicznie zakończyła się wówczas epoka punk rocka. Wielkimi krokami nadchodził post-punk.

***

Gdy singiel trafił do sklepów, zespół od kilku miesięcy był już w agonii. W styczniu 1978 roku Johnny Rotten, Steve Jones, Paul Cook i Sid Vicious wyruszyli w trasę koncertową po USA. Sex Pistols grali głównie w podrzędnych spelunach na południu kraju, gdzie konserwatywna publiczność reagowała zazwyczaj gwizdami, buczeniem, pluciem i rzucaniem przedmiotów w stronę muzyków. Organizacja koncertów w takich miejscach była celowym zabiegiem Malcolma McLarena – menadżer pragnął sprowokować niebezpieczne sytuacje, które można było przekuć w rozgłos, a tym samym zwiększenie sprzedaży biletów i płyt. Największe problemy sprawiał Vicious – uzależniony od heroiny basista wyzywał ludzi na widowni i bił ich swoją gitarą, symulował akty seksualne na scenie, a w Memphis zachowywał się tak oburzająco, że został pobity przez wynajętą przez wytwórnię Warner Bros. ochronę, która miała dbać o bezpieczeństwo muzyków.

Tarcia istniały także wewnątrz zespołu, który podzielił się na swego rodzaju frakcje. Jones i Cook byli coraz bardziej zniesmaczeni wybrykami Viciousa. Rotten czuł się wyobcowany, na dodatek agresywna postawa publiki i działalność McLarena zniechęcały go do dalszego grania („Nie lubię muzyki rockowej, nie wiem, czemu to robię”[1] – narzekał wokalista). Ostatni koncert w ramach amerykańskiego tournée odbył się 14 stycznia 1978 roku w Winterland w San Francisco, w wielkiej hali mieszczącej niegdyś tor łyżwiarski. Zgodnie z licznymi przekazami było to wydarzenie ze wszech miar katastrofalne: fatalne nagłośnienie, wrogo nastawieni widzowie oraz zmęczony zespół z apatycznym wokalistą, przeziębionym gitarzystą i basistą, który udawał, że gra na niepodłączonym do wzmacniacza instrumencie. „Czy kiedykolwiek mieliście wrażenie, że was oszukano?”[2] – w pewnym momencie rzucił ze sceny Rotten.

Kilka dni później w wywiadzie dla „New York Post” Rotten ogłosił koniec Sex Pistols. McLaren próbował reanimować grupę, zastępując go za mikrofonem pozostałymi członkami oraz… Ronniem Biggsem, osławionym brytyjskim przestępcą stojącym za napadem stulecia w 1963 roku. To właśnie Biggs zaśpiewał w piosence „No One Is Innocent”, która trafiła na ostatni singiel Sex Pistols. Na drugiej stronie małej płyty umieszczono przeróbkę „My Way”, w której Vicious beczał do wtóru orkiestry smyczkowej. Singiel odniósł sukces komercyjny, lecz stanowił łabędzi śpiew praktycznie nieistniejącej już formacji. Po jej rozpadzie Rotten powrócił do nazwiska Lydon i założył Public Image Ltd, zaś Cook i Jones powołali do życia grupę The Professionals. Najgorzej potoczyły się losy Viciousa: w październiku 1978 roku został oskarżony o zabójstwo swej narzeczonej Nancy Spungen, a cztery miesiące później zmarł w wyniku przedawkowania narkotyków.

„W moim odczuciu McLaren i spółka zniszczyli wszystko, co było wspaniałe i niesamowite w Sex Pistols”[3] – mówił później John Lydon vel Johnny Rotten. Prawda jest jednak taka, że zarówno ten zespół, jak i wiele innych punkowych grup, bardzo szybko stracił impet. Sam ruch zaś z otwartego środowiska przeistoczył się w hermetyczną subkulturę spętaną sztywnymi zasadami, stając się tym samym swoim całkowitym przeciwieństwem. Również pod względem muzycznym punk wcale nie był zapowiadaną rewolucją – jego prymitywne, surowe brzmienie w dużej mierze opierało się na muzyce gitarowej, rocku garażowym i rock’n’rollu w duchu The Velvet Underground, The Stooges i MC5. Tego typu formuła, prosta już z samego założenia, poczęła się bardzo szybko wyczerpywać, co spowodowało wysyp naśladowców Sex Pistols, The Clash, Buzzcocks, The Damned, Ramones itd. Wysoka fala punk rocka, na której płynęli ci i inni wykonawcy, załamała się i cofnęła.

Potrzebne było odświeżenie konwencji i poszerzenie jej o nowe, dotąd niewykorzystywane wpływy. Młodzi ludzie, którzy obserwowali wzlot i upadek pierwotnej sceny punkowej, zaczęli wzbogacać swą muzykę o elementy dubu, reggae, jazzu, funku, krautrocka, folku, disco, muzyki elektronicznej i eksperymentalnej. Polityczno-społeczny, zaangażowany wymiar punkowych tekstów poszerzono o nawiązania do filozofii, literatury, kina i sztuki. Post-punk – którego pierwsza nazwa brzmiała „new music” (czyli nowa muzyka) – miał wiele wzorców: David Bowie na krążku „Low”Iggy Pop na „siostrzanej” płycie „The Idiot”; Brian Eno i jego nonszalanckie, a zarazem twórcze podejście do sztuki; artystowskie pretensje załogi The Velvet Underground; producenckie techniki Lee „Scratch” Perry’ego; rezygnacja z gitar i perkusji na rzecz syntezatorów i automatów perkusyjnych u Suicide; twórczość Franza Kafki, Williama S. Burroughsa, J. G. Ballarda i Philipa K. Dicka; dadaizm, modernizm, egzystencjalizm.

Nie sposób również pominąć kontekstów społecznego i geopolitycznego. Świat na przełomie lat 70. i 80. XX wieku to apogeum zimnej wojny i strachu przed nuklearną zagładą; w Wielkiej Brytanii trwała „zima niezadowolenia” – ogólnokrajowy kryzys wywołany nieudolną polityką lewicowej Partii Pracy, który skutkował nie tylko powszechnymi strajkami związków zawodowych, ale w końcu doprowadził do zwycięstwa Partii Konserwatywnej pod przewodnictwem Margaret Thatcher. Bezrobocie, wegetacja na zasiłku, brak perspektyw, alienacja, groźba atomowej apokalipsy oraz egzystencjalna trwoga – to wszystko znalazło swoje odzwierciedlenie w tekstach postpunkowych poetów, takich jak Ian Curtis czy Mark E. Smith. Jednak w przeciwieństwie do punkowców, ich następcy chcieli tworzyć, a nie niszczyć. „Sex Pistols śpiewali, że nie ma przyszłości. Ale ona jest, właśnie próbujemy ją zbudować”[4] – przekonywał Allen Ravenstine z formacji Pere Ubu.

Ze względu na różnorodność muzyki, mnogość wpływów, liczbę zespołów i brak ideowej jedności, niemożliwe jest ścisłe, jednoznaczne i ostateczne zdefiniowanie post-punka ani umieszczenie tego zjawiska w określonych ramach czasowych. Simon Reynolds, brytyjski dziennikarz i autor książki „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984”, zaproponował widełki zawarte w tytule. Rzeczywiście, jest to okres, który można określić mianem złotego w historii gatunku, ale z całą pewnością zakres działalności postpunkowych artystów nie ogranicza się do opisanych przez Reynoldsa sześciu lat. W rzeczy samej, w ostatnich latach można przecież zaobserwować swoiste odrodzenie post-punka, o czym świadczą kariery Fontaines D.C., Protomartyr, Squid, Iceage, Dry Cleaning i Black Country, New Road. To zresztą nie pierwszy renesans gatunku: na początku XX wieku triumfy święciły Interpol, Franz Ferdinand, Editors, The Rapture i LCD Soundsystem.

Nieco łatwiej scharakteryzować składowe szeroko pojętego, wcale niejednolitego brzmienia postpunkowego. Wspólny mianownik stanowią śmiałe próby zerwania z konwencją tradycyjnego rock’n’rolla bazującego w dużej mierze na progresji trzech akordów, rhythm’n’bluesowych skalach harmonicznych i dominacji gitary elektrycznej. Rezygnując z bluesowych akordów, mięsistych riffów i rozbudowanych solówek na rzecz oszczędnego, rytmicznego brzmienia inspirowanego funkiem i reggae, postpunkowi gitarzyści dali przestrzeń sekcji rytmicznej, która z nienarzucającego się tła stała się fundamentem całego brzmienia. W takiej konfiguracji gitara basowa była wiodącym instrumentem: nie tylko tworzyła wraz z perkusją szkielet rytmiczny, ale nierzadko grała też linie melodyczne. To dlatego tak istotnym punktem odniesienia dla post-punka były silnie zrytmizowane źródła: jamajski dub, niemiecka elektronika i muzyka świata (zwłaszcza afrykańska).

To wszystko sprawiło, że przełom lat 70. i 80. – ów złoty okres post-punka – był zapewne jednym z najbardziej twórczych, poszukujących i ekscytujących epizodów w historii muzyki, który zostawił po sobie trwały ślad w kulturze popularnej. Można wręcz pokusić się o stwierdzenie, że najlepszą rzeczą, jaką dał świat punk, był właśnie post-punk. Rzecz idzie nie tylko o bezpośrednią inspirację dla wymienionych wcześniej zespołów spod znaku „post-punk revival”, ale i o artystów, albumy i całe nurty w muzyce, na które ten efemeryczny gatunek wpłynął w sposób mniej oczywisty. Madchester, synthpop, industrial, rock alternatywny, indie pop, dance punk, neopsychodelia, shoegaze, no wave, house, techno – wszystkie te zjawiska zawdzięczają swoje istnienie w dużej mierze post-punkowi. Nawet płyta „Mezzanine” trip-hopowych gigantów z Massive Attack powstała z fascynacji Roberta Del Naji brytyjskimi grupami postpunkowymi, w których zasłuchiwał się jako nastolatek.

Nietrudno wskazać kanon sceny postpunkowej: The Cure, Bauhaus, Siouxsie and the Banshees, Talking Heads, Joy Division, Cabaret Voltaire, Wire, Public Image Ltd, The Birthday Party, XTC, Throbbing Gristle, Gang of Four, The Slits, Devo i The Fall oraz zespoły związane z „odpryskiem” post-punka, czyli synthpopem: Depeche Mode, Talk Talk, Human League, New Order, OMD itd. W Wielkiej Brytanii te grupy były nadawane w publicznym radiu i występowały w bardzo popularnym programie telewizyjnym „Top of the Pops”. Ich historie zostały dobrze opisane na łamach prasy muzycznej i książek, w tym we wspomnianej „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz”. W związku z tym niniejszy tekst skupia się na mniej znanych twórcach z postpunkowego kręgu – takich, którzy nagrali niewiele płyt, nigdy nie zdobyli większej popularności, przedwcześnie się rozpadli i zostali wspomniani jednym zdaniem lub całkiem pominięci przez Reynoldsa.

Abecedarians

Trio z Los Angeles, które nazwę zapożyczyło od XVI-wiecznej niemieckiej sekty abecedarian negującej wartość wszelkiej wiedzy. Przewrotnie, bo Chris Manecke (wokal, gitara, klawisze), John Blake (gitara basowa) i Kevin Dolan (perkusja) byli pilnymi uczniami postpunkowej szkoły grania. Debiutancki singiel „Smiling Monarchs” (1985) nosił wyraźne piętno tanecznego synthpopu à la New Order, co nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że w nagrywaniu brał udział gitarzysta i wokalista tej grupy, Bernard Sumner, zaś całość została wydana przez manchesterską wytwórnię Factory. Szczytowym osiągnięciem Abecedarians pozostaje nastrojowy album „Eureka” (1986) zawierający długie, transowe kompozycje z pogranicza psychodelii i dream popu. Równie kapitalna jest płyta „Resin” (1988) będąca łabędzim śpiewem tego niedocenionego zespołu, który miał pecha funkcjonować poza szczytowym okresem post-punka i ostatecznie rozpadł się w 1995 roku.

And Also The Trees

Zespół założony w 1979 roku na angielskiej prowincji przez dwie pary braci: Jonesów (Justin na gitarze i Simon Huw na wokalu) oraz Havasów (Graham na basie i Nick na perkusji). Na początku lat 80. muzycy wysłali taśmę demo do członków The Cure, co zaowocowało wspólnym tournée i współpracą w studiu nagraniowym. Debiutancki album grupy, zatytułowany po prostu „And Also The Trees” (1984), został wyprodukowany przez Lola Tolhursta, ówczesnego perkusistę The Cure. „To było bezstresowe doświadczenie”[5] – wspominał po latach Tolhurst. Muzyki również słucha się z przyjemnością, choć to nieco mroczniejsza odmiana post-punka, bliższa już rockowi gotyckiemu. Warto posłuchać również płyt „Virus Meadow” (1986)„The Millpond Years” (1988). Pomimo patronatu słynnych przyjaciół, And Also The Trees nigdy nie przebili się do komercyjnej pierwszej ligi, co nie przeszkadza grupie (w zmienionym składzie) nadal nagrywać i koncertować.

Basement 5

Ewenement – postpunkowy zespół złożony niemal wyłącznie z czarnoskórych muzyków (nie licząc bębniarza Richarda Dudanskiego) tworzących politycznie zaangażowany miks punk rocka, reggae i dubu. Dzikie pokrzykiwania Dennisa Morrisa, gitarowe rzężenie Humphreya Murraya, puls basu Leo Williamsa i szybkie, proste rytmy Dudanskiego złożyły się na mieszankę wybuchową, jednak paliwa wystarczyło im tylko na jeden longplay („1965-1980”), dwa single („Last White Christmas”„Silicone Chip”) oraz epkę z dubowymi przeróbkami piosenek („In Dub”). Na dodatek wszystkie te tytuły ukazały się w 1980 roku – tym samym, w którym zespół nieodwołalnie zawiesił działalność. Warto dodać, że ich producentem był Martin Hannett, człowiek odpowiedzialny za brzmienie Joy Division. Basement 5 zdecydowanie bliżej było jednak do Public Image Ltd, The Ruts, Killing Joke i Bad Brains. W 2017 roku ukazała się winylowa reedycja longplaya i dubowej epki.

The Chameleons

Reynolds nie poświęcił im w swojej książce nawet jednego zdania, a był to prawdopodobnie najlepszy i najbardziej wpływowy z puli mniej znanych zespołów postpunkowych. Grupa powstała w 1981 roku w angielskim mieście Middleton z inicjatywy Marka Burgessa (wokal, gitara basowa), Rega Smithiesa (gitara), Dave’a Fieldinga (gitara) i Johna Levera (perkusja). Nie zdobyła wielkiej sławy i nie odniosła komercyjnego sukcesu, ale wśród fanów gatunku funkcjonuje jako formacja kultowa. Zasłużenie, bo albumy „Script of the Bridge” (1983), „What Does Anything Mean? Basically” (1985) i „Strange Times” (1986) to klasyka post-punka. Szczególnie godna uwagi jest ta pierwsza płyta, na której znalazły się tak powalające utwory, jak „Second Skin”, „View From a Hill”„Less Than Human”. The Chameleons ulegli rozwiązaniu po nagłej śmierci menadżera w 1987 roku, lecz później reaktywowali się jeszcze kilka razy (ostatnio w 2021 roku).

The Comsat Angels

Przypadek podobny do The Chameleons – trzy rewelacyjne albumy („Waiting for a Miracle” [1980], „Sleep No More” [1981]„Fiction” [1982]), trasy koncertowe po Ameryce Północnej i Europie u boku U2, Yellow Magic Orchestra i Captaina Beefhearta, potem coraz gorsze wyniki sprzedaży płyt i gasnąca popularność, a wreszcie skazanie na los zapomnianych prekursorów (w książce Reynoldsa nieobecni). Na początku lat 90. przemianowali się na Dream Command i wydali kiepską płytę „Fire on the Moon” (1990), która nie miała nic wspólnego z post-punkiem. Zespół aktywny w latach 1978–1995 i ponownie w 2009–2010 miał relatywnie stabilny skład (śpiewający gitarzysta Stephen Fellows, basista Kevin Bacon, klawiszowiec Andy Peake i perkusista Mik Glaisher) oraz bogaty repertuar pełen znakomitych piosenek, ale zabrakło mu szczęścia. Po latach do inspiracji ich muzyką przyznawali się między innymi członkowie Interpolu, Editors, Bell Hollow i Blacklist.

Crispy Ambulance

Niedorzeczna nazwa (Chrupiąca Karetka?), pierwszorzędna muzyka. Brytyjski kwartet, o którym zazwyczaj mówi się przy okazji Joy Division – obie grupy pochodziły z Manchesteru, powstały po występie Sex Pistols w tym mieście, nagrywały dla miejscowej wytwórni Factory i nie raz dzieliły scenę. Styl obydwu zespołów był dość podobny, choć to Joy Division (z pomocą producenta Martina Hannetta) wcześniej opatentowali przestrzenne brzmienie ufundowane na ascetycznej gitarze, melodyjnym basie i suchych bębnach. Najciekawszymi płytami w dorobku Alana Hempsalla (wokal), Roberta Davenporta (gitara), Keitha Darbyshire’a (bas) i Gary’ego Madeleya (perkusja) są epka „Live on a Hot August Night” (1981) (ze znakomitym, trwającym prawie kwadrans utworem „The Presence”) oraz longplay „The Plateau Phase” (1982). W 1982 roku zespół został rozwiązany, ale reaktywował się w 1999 roku na prawie dekadę, a potem raz jeszcze w 2014 roku.

For Against

Rzadki przypadek post-punka wyrosłego na amerykańskiej ziemi. Pomimo licznych personalnych przetasowań i okresów milczenia, zespół funkcjonuje nieprzerwanie od 1984 roku, a obecnie jego skład tworzą: wokalista i basista Jeffrey Runnings, gitarzysta i klawiszowiec Harry Dingman III oraz perkusista Nick Buller. Trzy pierwsze wydawnictwa For Against – albumy „Echelons” (1987)„December” (1988) oraz epka „In The Marshes” (1990) – ukazały się wiele lat po złotym okresie post-punka, toteż grupa nigdy nie zrobiła wielkiej kariery. Fakt, że w stanie Nebraska, który kojarzy się raczej z country (ewentualnie z płytą Bruce’a Springsteena), powstała melodyjna, dynamiczna i zarazem melancholijna muzyka na tropach Echo & the Bunnymen i The Chameleons dowodzi, jak żywotny i wpływowy był i jest post-punk. Echa brzmienia For Against można usłyszeć między innymi w dokonaniach ich młodszych kolegów z zespołów Interpol, Editors i White Lies.

Magazine

Absolutni postpunkowi pionierzy, z niewiadomych przyczyn wymienieni mimochodem w książce Reynoldsa na zaledwie trzech stronach i opisani jako zespół, który „nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań”[6] (czyich?). O sile tej fenomenalnej grupy stanowiły wybitne indywidualności, które ją tworzyły: wokalista Howard Devoto (wcześniej w Buzzcocks), gitarzysta John McGeoch (grał też w Siouxsie and the Banshees i Public Image Ltd), basista Barry Adamson (późniejszy współpracownik między innymi Nicka Cave’a), klawiszowiec Dave Formula (Visage) i perkusista Martin Jackson, zastąpiony później przez Johna Doyle’a. Trio płyt „Real Life” (1978), „Secondhand Daylight” (1979)„The Correct Use of Soap” (1980) to żelazny kanon post-punka, ale już krążek „Magic, Murder and The Weather” (1981) wyraźnie ucierpiał na braku McGeocha. Brytyjczycy powrócili w 2009 roku, aby dać serię świetnie przyjętych koncertów i nagrać bardzo solidny album „No Thyself” (2011).

Psychic TV

Jeden z najbardziej zdumiewających i płodnych projektów, jakie wyrosły na postpunkowym łonie. Liderem i jedynym stałym członkiem Psychic TV był Neil Megson, znany lepiej pod pseudonimem Genesis P-Orridge – założyciel kolektywu artystycznego COUM Transmissions, współtwórca grupy okultystycznej Thee Temple ov Psychick Youth i pomysłodawca Throbbing Gristle, pierwszej w dziejach grupy industrialnej. Przez blisko cztery dekady działalności P-Orridge wydał pod szyldem Psychic TV setki płyt, których zasięg gatunkowy wahał się od post-punka i psychodelicznego rocka, poprzez industrial i ambient, aż po acid house i rave. W pierwszym składzie zespołu grali między innymi Alex Ferguson (gitarzysta punkowego Alternative TV) i Peter Christopherson – kolega P-Orridge’a z Throbbing Gristle i przyszła podpora duetu Coil. Z bogatej dyskografii Psychic TV warto przede wszystkim wyłonić „Force The Hand of Chance” (1982)„Dreams Less Sweet” (1983).

The Sound

Został zdyskredytowany przez Reynoldsa jako klon Joy Division i Public Image Ltd, tymczasem był to jeden z najwspanialszych zespołów pierwszej fali post-punka. Grupę założył wokalista i gitarzysta Adrian Borland na gruzach punkowego tria The Outsiders, zaś w pierwszym składzie The Sound poza liderem grali: Graham Bailey (gitara basowa), Michael Dudley (perkusja) i Benita Marshall (instrumenty dęte); ta ostatnia została później zastąpiona Colvinem „Maxem” Mayersem (klawisze). Płyty z lat 1980–1982 – „Jeopardy”, „From The Lions Mouth”„All Fall Down” – to obowiązkowe pozycje dla każdego poszukiwacza postpunkowych skarbów, podobnie jak minialbum „Shock of Daylight” (1984). Jest jeszcze rewelacyjny album „World of Rubber” (1981) sygnowany nazwą Second Layer – pobocznego projektu Baileya i Borlanda, który popełnił samobójstwo w 1999 roku. Ciekawostka: swoją wersję utworu „Golden Soldiers” nagrała Izabela Trojanowska.

***
To oczywiście tylko promil; w powyższym zestawieniu celowo pominięto grupy, o których pisał Reynolds (Josef K, Mission of Burma, A Certain Ratio, Killing Joke, The Pop Group, Young Marble Giants itd.). Na odkrycie, opisanie i ewaluację czekają jeszcze dorobki Section 25, Chakk, Eyeless in Gaza, Dance Chapter, Sad Lovers and Giants, Opposition, The Danse Society i innych. A przecież jest jeszcze post-punk rodem ze Szwajcarii (Grauzone), Włoch (CCCP Fedeli alla Linea), Niemiec (Fehlfarben), Rosji (Kino), Izraela (Minimal Compact), Japonii (Jagatara), Australii (Crime and The City Solution), Argentyny (Patricio Rey y sus Redonditos de Ricota), Brazylii (Patife) i oczywiście z Polski (Brygada Kryzys, Klaus Mitffoch, Republika, Maanam, Kult, Siekiera, Madame, 1984, Made In Poland, Variete, Kosmetyki Mrs. Pinki, One Million Bulgarians, Pornografia). Post-punk może mieć swoje najlepsze lata za sobą, ale nadal jest to nieprzebrana studnia inspiracji.

 


Przypisy:
[1]   J. Savage, Historia punk rocka. Englands Dreaming, tłum. M. Marciniak, Warszawa 2013, s. 523.
[2]   M. Cooper, The Sex Pistols: Winterland, San Francisco, „Record Mirror”, 28.01.1978.
[3]   Teraz historia. 14 stycznia 1978, „Teraz Rock” 1/2016, s. 95.
[4]   S. Reynolds, Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984, tłum. J. Bożek, Warszawa 2015, s. 19.
[5]   L. Tolhurst, Cured. The Tale of Two Imaginary Boys, London 2016, s. 203.
[6]   S. Reynolds, Podrzyj…, op. cit., s. 399.