Nr 15/2025 Na dłużej

Jądro ciemności

Maciej Kaczmarski
Muzyka

„To opowieść o bandzie głupich pojebańców, którzy jakimś cudem stali się najlepszym zespołem w całym kraju” – utrzymują członkowie Joy Division. Czterdzieści pięć lat temu ukazał się „Closer” – drugi i zarazem ostatni album jednej z najbardziej wpływowych grup w historii muzyki popularnej.

Puste przestrzenie

W marcu 1980 roku skład Joy Division – wokalista i tekściarz Ian Curtis, perkusista Steve Morris, basista Peter Hook oraz gitarzysta Bernard Sumner – wyjechał z Manchesteru do Londynu, żeby w tamtejszych Britannia Row Studios nagrywać swój drugi album. Należące do członków Pink Floyd lokum zostało wybrane przez producenta Martina Hannetta ze względu na nowoczesne wyposażenie oraz wrażenie całkowitej izolacji od świata zewnętrznego sprzyjające pracy w tak „dużych, pustych przestrzeniach”[1]. Hook wspominał, że grupa celowała w to, by „kolejny krążek dorównał poziomem świetnemu debiutowi »Unknown Pleasures«”[2]. Część nowego materiału („Atrocity Exhibition”, „Passover”, „Colony”, „A Means To An End” i „Twenty Four Hours”) została napisana podczas prób i dopracowana na koncertach w drugiej połowie 1979 roku. Pozostałe utwory („Isolation”, „Heart and Soul”, „The Eternal” oraz „Decades”) powstały na początku roku następnego[3].

Sesje nagraniowe trwały od 18 do 30 marca[4] i odbywały się głównie nocami. W kilku piosenkach Hook po raz pierwszy grał na sześciostrunowym basie, Sumner poza gitarą obsługiwał syntezatory w rodzaju ARP Omni 2, ARP 2600 i Powertran Transcendent 2000, Morris wykorzystywał zarówno akustyczny zestaw perkusyjny, jak i bębny elektroniczne Simmons oraz prostą maszynę rytmiczną Synare, którą przepuszczał przez „najbadziewniejszy fuzz, jaki można sobie wyobrazić”[5], Curtis zaś sięgnął po melodykę i gitarę Vox Phantom VI Special, która według Sumnera „brzmiała jak niektóre z cieńszych gitar w kawałkach The Velvet Underground, czysto i dźwięcznie”[6]. Hannett raz jeszcze okazał się nieocenionym współpracownikiem. Producent nie ograniczał się do rejestrowania muzyki, lecz inkrustował ją także efektami generowanymi między innymi za pomocą urządzenia Marshall Time Modulator oraz autorskimi partiami na sekwenserach, syntezatorach, a nawet fortepianie.

Proces twórczy przebiegał zwykle w następujący sposób: Hook, Sumner i Morris układali razem linie instrumentalne, a potem każdy zastępował swoje ścieżki nowymi podkładami. Curtis dogrywał próbne wokale, następnie wychodził ze studia i wracał po zmroku, aby w absolutnej ciszy nagrać właściwe partie. „[Większość muzyki] przepuszczaliśmy przez wielkie kolumny głośnikowe i zbieraliśmy dźwięki z tych głośników, żeby to zabrzmiało jak na żywo. […] Mieliśmy tym razem trochę więcej kasy, więc mogliśmy popracować nad brzmieniem” – opowiadał Sumner[7]. Poza wymienionymi wcześniej dziewięcioma utworami Joy Division utrwalili na taśmie również trzy kompozycje, które zamiast na album trafiły na singiel: „Komakino”, „Incubation” i „As You Said”. „Za każdym razem, gdy [Hannett] skończył pracę nad numerem, pakował nas do auta i woził po okolicy. Słuchaliśmy go przez głośniki Auratone, które walały się po podłodze starego volvo”[8] – mówił po latach Hook.

Bliżej brzmienia

Zachęcani przez producenta muzycy nie stronili od eksperymentów. W „Atrocity Exhibition” Hook i Sumner wymienili się instrumentami: basista grał na gitarze potraktowanej flangerem i chorusem, a gitarzysta na basie; Morris podłączył do perkusji japoński przester, co zaowocowało „odgłosami przypominającymi zarzynanie świni”. W „Isolation” zrezygnowano z gitary elektrycznej na rzecz wyeksponowania instrumentów klawiszowych („Nigdy nie myślałem o wykorzystaniu syntezatorów i elektroniki, aż dopiero Ian zaszczepił mi Kraftwerk[9] – wyjaśniał Sumner) i perkusyjnych („Martin przepuścił oryginalną ścieżkę z perkusją przez flanger, a potem przez syntezator, [i] kazał Steve’owi nagrać partię jeszcze raz”[10] – relacjonował Hook); finał utworu wynikał z błędu inżyniera dźwięku Jona Caffery’ego. W „Passover” główny nośnik melodii stanowiła sześciostrunowa gitara basowa z efektem Electro-Harmonix Clone Theory i delayem nastawionym na osiemdziesiąt milisekund.

Morris opowiadał, że „Colony” „był łatwy do zrobienia. […] Właściwie wszystko potoczyło się mniej lub bardziej na żywo, ponieważ wszyscy dokładnie wiedzieliśmy, jak to idzie”. Hook określił „A Means To An End” mianem „pieprzonego numeru w stylu disco”[11], którego pierwotna wersja powstała wprawdzie przed sesjami nagraniowymi, lecz nabrała kształtów dopiero dzięki zabiegom Hannetta. „Heart and Soul” oparto na pochodzie sześciostrunowego basu Hooka przepuszczonego przez syntezator, spiętrzonych klawiszach Sumnera oraz gitarze i wokalu Curtisa. Zgodnie z relacją Morrisa „Twenty Four Hours” „zaczęło się od piosenki na modłę Northern soul […], czyli rytmu w środku, a potem grania w połowie tempa”. W „The Eternal” Sumner zagrał na fortepianie melodię podsuniętą przez Hannetta, a w „Decades” użyto automatu perkusyjnego Roland CR-78; ustawienie tej aparatury było problematyczne, bo dołączony do niej przełącznik pochodził z innego zestawu.

Po wydaniu „Unknown Pleasures” członkowie Joy Division podzielili się na dwa obozy w kwestii oceny działalności Hannetta: Curtis i Morris byli zadowoleni z jego pracy, tymczasem Hook i Sumner narzekali, że producent zmiękczył ich brzmienie (zmienili zdanie dopiero wiele lat później). W przypadku drugiego albumu muzycy byli zgodni: nie licząc zastrzeżeń Hooka do miksu gitary w „Atrocity Exhibition”, wszyscy podkreślali wielki wkład Hannetta. „Znaleźliśmy się bliżej brzmienia, o które szczególnie mi chodziło”[12] – zachwalał Sumner. „To płyta, z której jestem chyba najbardziej dumny” – uzupełniał Morris, a Hook dodawał: „Hannett wykonał piękną robotę, [choć] znów nie do końca się z nim zgadzałem”. Co ciekawe, opinie co do roli producenta w kształtowaniu brzmienia zespołu do dziś są podzielone: jedni uważają, że miał on decydujący wpływ na muzykę, inni zaś przekonują, że najważniejsze były piosenki tworzone przez manchesterski kwartet[13].

Zapis dramatu

Aura panująca w Britannia Row była kreatywna i zarazem napięta; Hannett sądził, że sesje spowite były „dziwną atmosferą”[14] – „z tego względu, że Ian miewał swoje napady”[15]. Chory na epilepsję artysta często doznawał ataków w czasie sesji nagraniowych; pewnego razu koledzy znaleźli go w łazience studia nieprzytomnego i z rozbitą głową po wyjątkowo gwałtownym epizodzie grand mal. Istniały również inne źródła nerwowości: praca w podgrupach przyczyniająca się do cichego rozłamu w zespole, chimeryczność uzależnionego od środków odurzających Hannetta oraz obecność Annik Honoré, kochanki żonatego Curtisa. „Przy drugim albumie nie było już tak kolorowo – coraz bardziej się od siebie oddalaliśmy”[16] – przyznawał później Hook.

Pomimo narastających problemów zdrowotnych i małżeńskich wokalista Joy Division pracowicie układał kolejne wersy, rzadko nanosząc na nie poprawki. „Podczas pisania i nagrywania tekstów do »Closer« Ian zachowywał się, jakby był w transie. […] Przebywał w innym świecie”[17] – odnotowała jego żona Deborah. Curtis zdradził Sumnerowi, że „dziwnie się czuje przy tej płycie, bo słowa jakby same mu się pisały. […] Cała piosenka przychodziła od razu”[18]. Gitarzysta zacytował również słowa Curtisa o „strasznym klaustrofobicznym uczuciu – jakby tonął wciągany przez wir wodny”. Honoré jako jedna z pierwszych dostrzegła, że teksty wokalisty to „zapis dramatu, tragedii. […] Słychać wyraźnie, jak on tam cierpi, jak wszystko traktuje strasznie serio, wkłada w te piosenki całego siebie”[19]. Tony Wilson z wytwórni Factory Records także nie miał wątpliwości, że „pisanie materiału na tę płytę wpłynęło na jego stan: pogrążył się w nim, zamiast po prostu to wyrazić”[20].

W swojej twórczości Curtis czerpał nie tylko z własnych doświadczeń, ale też ze sztuki, literatury, muzyki i kinematografii. „Atrocity Exhibition” nawiązuje do tak samo zatytułowanej książki J.G. Ballarda z 1970 roku, podczas gdy „Colony” ma swoje źródła w opowiadaniu „Kolonia karna” Franza Kafki. „The Eternal” powstał pod wpływem historii żyjącego z zespołem Downa chłopca, który mieszkał opodal Curtisa; tytuł utworu odwoływał się zaś do filmu „The Eternal Flame” Franka Lloyda z 1922 roku, o istnieniu którego Joy Division dowiedzieli się z plakatu z repertuarem odnalezionego w berlińskim kinie Kant. A ponieważ Curtis zawsze miał „kłopot z dobrymi tytułami”[21] utworów, Sumner tłumaczył, że „za każdym razem, gdy potrzebowaliśmy tytułu, patrzyliśmy na ten plakat i wybieraliśmy dwa lub trzy tytuły”[22]. To między innymi z tego powodu teksty niemal wszystkich piosenek grupy nie zawierają tytułowych fraz.

Fot. Tsukiko YAMAMURA on Flickr | CC BY-NC-SA 2.0

Serce i dusza

Po zakończeniu sesji Joy Division intensywnie koncertowali w ramach rozgrzewki przed pierwszym tournée po USA, zaplanowanym na drugą połowę maja i początek czerwca 1980 roku. W kwietniu Curtis usiłował odebrać sobie życie, zażywając luminal. Była to jego druga próba samobójcza: dwa miesiące wcześniej pociął się kuchennym nożem (Hook: „Zbagatelizowaliśmy sprawę. Olaliśmy to, że nasz kumpel zaczął się okaleczać”[23]). Dwa dni po płukaniu żołądka Curtis znów stał na scenie, jednak lwią część kolejnych koncertów w Wielkiej Brytanii odwołano, bo niemal za każdym razem wokalista dostawał ataku epilepsji. W niedzielny poranek 18 maja 1980 roku – dzień przed wylotem do Ameryki i dwa miesiące przed dwudziestymi czwartymi urodzinami – Curtis powiesił się na sznurze od suszarki w kuchni swojego domu w Macclesfield. Przedtem obejrzał przejmujący film „Stroszek” Wernera Herzoga, wysłuchał płyty „The Idiot” Iggy’ego Popa i napisał list do żony.

W wielu książkach poświęconych Joy Division – takich jak „Przejmujący z oddali” Debory Curtis, „Nieznane przyjemności” Petera Hooka i „Przenikliwe światło, słońce i cała reszta” Jona Savage’a – wprost roi się od wypowiedzi ludzi z otoczenia Curtisa próbujących wyjaśnić motywy kryjące się za jego dramatyczną decyzją. Składają się one na mieszaninę złości, żalu, tęsknoty, goryczy, złudzeń, niedowierzania, samousprawiedliwienia oraz samobiczowania. „Choć może to zabrzmieć dziwnie, dopiero po śmierci Iana naprawdę wsłuchaliśmy się w jego teksty i wyraźnie usłyszeliśmy w nich wewnętrzny zamęt. […] Nigdy z nami nie rozmawiał, nie komunikował głębszych problemów, ale niestety od początku było to słychać w jego słowach” – wyznał Sumner, Hook zaś doprecyzował: „Patrząc wstecz, jego teksty mówią wszystko. Po prostu postanowiliśmy nie słuchać. Byliśmy zbyt niedoświadczeni w sprawach tego świata. Byliśmy zbyt młodzi i nie daliśmy sobie z tym rady”. Wdowa po Curtisie napisała, że „teksty odzwierciedlały jego intencje i uczucia. Kiedy żył, piosenki wydawały się dwuznaczne, ale w okamgnieniu […] wszystko się wyjaśniło”[24]. „Closer” zawiera między innymi takie fragmenty: „Oto kryzys, o którym wiedziałem / Że musi nadejść”; „Wiem, że za każdym razem czeka mnie przegrana”; „Śmiertelna lista – punkty do zatwierdzenia”; „Pozbawiony duszy i skazany na zniszczenie”; „Nie ma odwrotu przed ostatnią walką / Serce i dusza – jedno spłonie”; „Wisi nade mną chmura i znaczy każdy ruch”; „Płaczę jak dziecko choć / Starzeję się z roku na rok”; „Teraz nasze serca stracone na zawsze / Drzwi do których zmierzaliśmy / Otwarte i zamknięte / […] Zatrzaśnięte nam prosto w twarz”[25].

Wielki album

Jeszcze przed śmiercią Curtisa muzycy wybrali projekt graficzny okładki opracowany przez Petera Saville’a i Martyna Atkinsa: fotografię Bernarda Pierre’a Wolffa przedstawiającą grobowiec rodziny Appiani na cmentarzu Staglieno w Genui. Nad zdjęciem widniał tylko tytuł albumu, nazwy zespołu nie było – Saville’owi zależało na połączeniu neoklasycznego stylu typografii z „dwudziestowieczną płytą winylową, na której znajdują się dźwięk i język z 1980 roku. Grafika jest czysto historyczna, ale całość stanowi nowoczesną mieszankę”. Gdy projektant dowiedział się o samobójstwie Curtisa, naszły go wątpliwości. „Trzeba było podjąć decyzję, czy robimy taką okładkę, czy nie, w końcu postanowiono – taką okładkę wybrał zespół łącznie z Ianem, to była ich okładka”[26] – komentował Saville. Zastrzegał też, że „gdyby ktoś przesłał mi wtedy próbkę jego tekstów i byłbym choć trochę wrażliwszy, pomyślałbym: Nie przyłożę się do tego. […] Zaproponuję im zdjęcie drzewa”[27].

Przez chwilę rozważano wydanie podwójnego albumu, bo nie wszystkie utwory z sesji zmieściły się na jednym krążku, ale Hook, Sumner i Morris odrzucili ten pomysł, oferując bezpłatną pocztówkę dźwiękową dodawaną do każdego egzemplarza albumu pojedynczego. Ta koncepcja nie spodobała się z kolei właścicielom sklepów płytowych, toteż miesiąc przed premierą ów darmowy dodatek w postaci siedmiocalowego singla „Komakino” / „Incubation” / „As You Said” też trafił do sprzedaży. Album pod wieloznacznym tytułem „Closer” („bliżej”, ale i „osoba, która coś domyka” lub „element domykający, kończący całość”) ukazał się 18 lipca 1980 roku i niemal od razu dotarł do szóstego miejsca w brytyjskim zestawieniu bestsellerów i do trzeciego w Nowej Zelandii; w ciągu dwóch lat sprzedano blisko 250 tysięcy egzemplarzy na całym świecie. Joy Division oczywiście już wtedy nie istniał – kilka tygodni po samobójstwie Curtisa pozostała trójka założyła formację New Order.

Tragiczna śmierć Curtisa siłą rzeczy rzutowała na odbiór „Closer” – także wśród krytyków. Dave McCullough z „Sounds” opisał całość jako „zapierającą dech w piersiach muzykę rockową, szczyt aktualnych szczytów”[28]. Alastair Macaulay ze „Smash Hits” pisał o „ćwiczeniu w mrocznej, kontrolowanej pasji”, które „samo w sobie stanowi epitafium zespołu”[29]. Paolo Hewitt z „Melody Makera” zaznaczał, że „najlepsza muzyka rockowa zawsze zajmowała się emocjami oraz myślami, a nie stereotypowymi, znormalizowanymi postawami – i to właśnie sprawia, że »Closer« oraz Joy Division są tak istotni”[30]. Mikal Gilmore z „Rolling Stone’a” zobaczył w muzyce Brytyjczyków „spełnienie wizji świata, w którym cierpienie nie ustaje”[31]. Redakcja pisma „NME” uznała „Closer” za najlepszy album A.D. 1980. Płytę doceniono też w Polsce – na łamach „Magazynu Muzycznego” Tomasz Beksiński oceniał, że to „bez wątpienia pierwszy wielki album tego dziesięciolecia”[32].

Synonim postpunku

Simon Reynolds nie bez racji skonstatował, że „samobójstwo Curtisa w wieku dwudziestu trzech lat natychmiast się zmitologizowało. Sam akt potwierdził autentyzm tekstów i muzyki Joy Division”[33]. W podobnym tonie wypowiadał się Mark Bennett, recenzując „Closer”: „Prawie niemożliwe jest oddzielenie niepokojącej atmosfery muzyki Joy Division od rozpadu osobowości i nagłej śmierci wokalisty zespołu. […] Trudno traktować ten album jako coś innego niż list samobójcy”[34]. Mityczna postać udręczonego artysty przebywającego w jądrze ciemności i spalającego się dla swojej sztuki szybko została skapitalizowana przez Factory Records, co skłoniło Marka E. Smitha z The Fall do sarkastycznej refleksji: „W Manchesterze istnieją dwa rodzaje fabryk: jedne produkują martwych ludzi, a drugie się z nich utrzymują”[35]. Krótko po śmierci Curtisa menedżer Rob Gretton nieudolnie pocieszał jego kolegów, że „za dziesięć lat Joy Division będzie znanym zespołem”[36].

Nie mylił się: maniera manchesterskiej grupy, która funkcjonowała zaledwie cztery lata i nagrała tylko dwa albumy oraz garść singli, bardzo szybko zostało podchwycona przez takie postpunkowe zespoły, jak The Sound, A Certain Ratio, Bauhaus, Crispy Ambulance i The Cure (Robert Smith nie ukrywał, że „Closer” to jego ulubiony album wszech czasów i prekursor longplaya „Faith”). Dziś elementy stylistyki Joy Division są właściwie wszędzie: od U2Radiohead do Psychic TVNine Inch Nails, od Grace JonesXiu Xiu do Cocteau TwinsThe Killers, od Moby’egoJamesa Blake’a do SwansLow, od Smashing PumpkinsTears For Fears do Red Hot Chili PeppersChromatics, od LCD SoundsystemTalking Heads do Interpolu i Editors, od Fontaines D.C. i Colder do Radio 4 i Kasabian. Wpływ Joy Division wykracza daleko poza szeroko pojętą muzykę rockową, zahaczając też o raperów, choćby Vince’a Staplesa, Danny’ego Browna oraz Tylera, the Creatora.

Nie sposób przecenić ani oddziaływania Joy Division na kolejne pokolenia rozmaitych twórców, ani potężnej siły ich ostatniego albumu. Colin Larkin na kartach „The Encyclopedia of Popular Music” wyrokował, że „Closer” został „zasłużenie okrzyknięty przez wielu krytyków najgenialniejszą płytą rockową lat 80.”[37]; Andrew Mueller z „Uncut” wyraził pogląd, że „jedynie The Velvet Underground dorównuje Joy Division w kategoriach ustanowienia tak wpływowej spuścizny przy tak niewielkim kanonie nagranej muzyki”, a Ned Raggett z AllMusic.com podsumował, że „niezależenie od tego, jak go zdefiniować, rock rzadko wydaje się tak ważny, żywotny i niemożliwy do zignorowania, jak w tym przypadku”. Kevin Liedel ze „Slant Magazine” ujął to najcelniej: „Fakt, że sama nazwa Joy Division jest synonimem postpunku lat 80. – na przekór temu, że grupa wydała w tamtej dekadzie tylko jedną płytę – świadczy o wielkim wpływie »Closer« na gatunek”.


Przypisy:
[1]     J. Savage, Przenikliwe światło, słońce i cała reszta. Joy Division w ustnych relacjach, tłum. F. Łobodziński, Warszawa 2020, s. 280.
[2]     P. Hook, Joy Division od środka. Nieznane przyjemności, tłum. A. Wyszogrodzka, Wrocław 2014, s. 323.
[3]     Zob. B. Sumner, Chapter and Verse – New Order, Joy Division and Me, London 2014, s. 78–128.
[4]     Savage podaje daty 12–30 marca (s. 276), ale większość źródeł (w tym Hook oraz oficjalna strona Joy Division) wskazuje 18–30 marca.
[5]     S. Reynolds, Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984, tłum. J. Bożek, Warszawa 2015, s. 161.
[6]     P. Graham, Instrument, San Francisco 2011, s. 40 (tłum. własne).
[7]     J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 281.
[8]     P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 326.
[9]     J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 239.
[10]   P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 361.
[11]   Tamże, s. 363.
[12]   J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 280.
[13]   Zob. J. Kennedy, Joy Division and the making of „Unknown Pleasures”, London 2006, s. 53–60, Ch. Ott, Unknown Pleasures, New York City 2004, s. 46–47, P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 214 oraz J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 176, 189 i 290.
[14]   S. Reynolds, Podrzyj, wyrzuć…, dz. cyt., s. 160.
[15]   J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 285.
[16]   P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 206.
[17]   D. Curtis, Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali, tłum. K. Obłucki, Warszawa 2008, s. 187.
[18]   J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 285–286.
[19]   Tamże, s. 307.
[20]   R. Dimery (red.), 1001 albumów muzycznych. Historia muzyki rozrywkowej, tłum. M. Bugajska, J. Topolska i J. Wiśniowski, Poznań 2017, s. 462.
[21]   J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 249.
[22]   Ch. Ott, Unknown Pleasures, dz. cyt., s. 81 (tłum własne).
[23]   P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 320.
[24]   D. Curtis, Joy Division…, dz. cyt., s. 227.
[25]   Wszystkie tłumaczenia autorstwa Tomasza Beksińskiego pochodzą z tomiku Joy Division – Closer, Kraków 1992, s. 4–10.
[26]   J. Savage, Przenikliwe światło…, dz. cyt., s. 330.
[27]   P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 333.
[28]   D. McCullough, Closer To The Edge, „Sounds”, 26 lipca 1980 (tłum. własne).
[29]   A. Macaulay, Joy Division: „Closer”, „Smash Hits” vol. 2, no. 15, 24 lipca – 6 sierpnia 1980, s. 29 (tłum. własne).
[30]   P. Hewitt, Joy Division: „Closer”, „Melody Maker”, 26 lipca 1980 (tłum. własne).
[31]   M. Gilmore, Joy Division: „Closer”, „Rolling Stone”, 28 maja 1981 (tłum. własne).
[32]   T. Beksiński, Moje 10 płyt lat osiemdziesiątych, „Magazyn Muzyczny”, sierpień 1989.
[33]   S. Reynolds, Podrzyj, wyrzuć…, dz. cyt., s. 163.
[34]   R. Dimery (red.), 1001 albumów…, dz. cyt., s. 462.
[35]   S. Reynolds, Podrzyj, wyrzuć…, dz. cyt., s. 164.
[36]   P. Hook, Joy Division…, dz. cyt., s. 353.
[37]   C. Larkin (red.), The Encyclopedia of Popular Music, London/New York 2011, s. 509 (tłum. własne).