Nr 13/2026 Na dłużej

Nowa muzyka #2

Maciej Kaczmarski
Muzyka

Czterdzieści lat temu z list przebojów zszedł „Rise” – jeden z najpopularniejszych utworów grupy Public Image Ltd. Singiel pochodził z albumu zatytułowanego po prostu „Album”, na którym John Lydon sięgnął po hard rock. W ten sposób symbolicznie zakończyła się pierwsza faza post-punka.

Simon Reynolds zaczyna monografię „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984” od dezercji Lydona z Sex Pistols i założenia przezeń Public Image Ltd, kończy zaś na eksplozji new popu spod znaku Art of Noise oraz Frankie Goes to Hollywood (w epilogu pisze jeszcze o Live Aid, Madonnie, The Jesus and Mary Chain i innych głośnych zjawiskach 1985 r., kiedy „cała ta energia się rozproszyła, a wszystkie ścieżki rozwoju punka prowadziły do impasu albo donikąd”[1]). Wszelka periodyzacja historyczna i kulturowa jest oczywiście umowna, bo zależna od metodologii obranej przez danego autora; wyżej podpisany dokonałby zgoła odmiennego niż Reynolds podziału czasowego, rozpoczynając opowieść o post-punku od publikacji albumu „Real Life” formacji Magazine w czerwcu 1978 roku, który wyprzedził premierę debiutu PiL o pół roku[2] – i zamykając ją osiem lat później wraz ze spadkiem rzeczonego singla „Rise” z list i innymi znamiennymi wydarzeniami.

PiL od początku nie był zespołem wiernym jednej konwencji: pełna wściekłej energii płyta „Public Image: First Issue” (1978), na której Lydon odreagowywał burzliwe czasy w Sex Pistols, nosiła jeszcze widoczne znamiona punka; „Metal Box” (1979) znajdowała się pod dużym wpływem dubu; „Flowers of Romance” (1981) zawierała eksperymenty z taśmą, samplami i syntezatorami; „This Is What You Want… This Is What You Get” (1984) stanowiła natomiast krok w stronę przystępnej – by nie powiedzieć wręcz komercyjnej – stylistyki o tanecznym charakterze. Każdy z tych albumów był nagrywany w różnych konfiguracjach osobowych, co w połączeniu z głodem poszukiwań Lydona tłumaczyłoby nieustanne zmiany estetyki PiL. Ten płynny stan kadrowy ustabilizował się nieco pod koniec lat 80., ale w połowie dekady grupa była właściwie solowym i pozbawionym stałego składu przedsięwzięciem lidera, który musiał montować nową ekipę do pracy nad „Albumem” (1986).

Zręby materiału formowały się w domowym studiu Lydona w Los Angeles, gdzie partnerowali mu gitarzysta Mark Schulz, basista Bret Helm oraz klawiszowiec Jebin Bruni (zamiast bębniarza z krwi i kości wykorzystano prostą maszynę rytmiczną). „Dzieliliśmy się najdrobniejszymi pomysłami na piosenki i zaczynaliśmy razem grzmocić”[3] – wspominał Lydon. Kwartet opracował wstępne szkice kilku utworów, między innymi „Fishing”, „Round” i „Ease”, kiedy zaś przyszło wybrać producenta, lider zdecydował się na Billa Laswella, szarą eminencję nowojorskiego środowiska awangardowego i cenionego basistę znanego z kooperacji z Brianem EnoDavidem Byrne’em[4]. Na przełomie lata i jesieni 1985 roku Laswell zainicjował sesje nagraniowe w studiach rozsianych po Nowym Jorku: Power Station, Electric Lady, Quadrasonic Sound i RPM. Producent zapamiętał, że „istniał wyraźny plan stworzenia płyty znacznie bardziej rockowej i bezpośredniej niż poprzednie albumy PiL”[5].

Lydon zaangażował Schulza, Helma i Bruniego, ale okazało się, że muzycy są zbyt nieopierzeni, by podołać pracy w profesjonalnym otoczeniu. „Cała ta sytuacja kompletnie ich rozpieprzyła, palce w panice zaciskały się na strunach, a czas był na wagę złota” – rekapitulował Lydon. On i Laswell rychło podjęli decyzję o zatrudnieniu najlepszych dostępnych sidemanów. Lista była imponująca: perkusiści Ginger Baker (Cream), Tony Williams (Miles Davis) i Aïyb Dieng (Jon Hassell); basiści Laswell, Malachi Favors (Art Ensemble of Chicago) i Jonas Hellborg (Mahavishnu Orchestra); klawiszowcy Ryuichi Sakamoto (Yellow Magic Orchestra) i Bernie Worrell (Parliament); gitarzyści Steve Vai (Frank Zappa) i Nicky Skopelitis (Herbie Hancock); skrzypek Shankar Lakshminarayana (Lou Reed), a także śpiewający w chórkach Bernard Fowler (Sly & Robbie) i grający na didgeridoo Steve Turre (Art Blakey). Według relacji Lydona była to „zwariowana mieszanina muzyków”[6].

Obecność tych instrumentalistów, szczególnie Bakera i Vaia, zdeterminowała brzmienie albumu na równi z fascynacją Lydona i Laswella dorobkiem The Stooges, Led Zeppelin, The Who i Van Halen, a więc muzyką z pogranicza hard rocka i heavy metalu, jaką ten pierwszy nasiąkł po przeprowadzce do Stanów Zjednoczonych. „Ameryka faktycznie wywarła pewien wpływ na tę płytę. Byłem na paru heavymetalowych koncertach i spodobał mi się ich klimat. Publika wracała do domu z poczuciem partycypacji w tej atmosferze, a tego brakuje w Anglii”[7] – wyjaśniał Lydon. I dodawał: „[Piosenki na »Albumie«] przypuszczają zdecydowany atak na wrażliwość. To zszokuje wielu ludzi, bo gitara brzmi heavymetalowo”[8]. Z kolei Laswell odświeżał „wielkie albumy metalowe” ze swojej kolekcji płytowej, choć zdawał sobie sprawę, że byli z Lydonem „niebezpiecznie blisko odniesień do metalu. Ale w niektórych fragmentach słychać również nawiązania do muzyki greckiej oraz tureckiej”.

„Album” – w zależności od formatu znany też pod tytułami „Compact Disc” i „Cassette” – ukazał się 27 stycznia 1986 roku nakładem Elektry (USA i Kanada), Columbii (Japonia) i Virgin Records (reszta świata). Oszczędna okładka celowo miała przywodzić na myśl opakowania generycznych produktów sprzedawanych w amerykańskiej sieci supermarketów Ralphs, na dodatek próżno było szukać na niej nazwisk słynnych muzyków uczestniczących w sesjach. „Nikt by w to nie uwierzył, a większość krytyków prawdopodobnie mówiłaby tylko o osobach występujących na płycie, nie zaś o samej muzyce” – argumentował Laswell, a Lydon zgadzał się z kolegą: „Nie chciałem, by ten album był czymś na modłę Band Aid z [Bobem] Geldofem i listą celebrytów. Pragnąłem, aby oceniano go utwór po utworze”. Tak też się stało, o czym świadczyły przychylne recenzje w brytyjskich pismach „Sounds”[9], „Record Mirror”[10] i „Smash Hits”[11] oraz w amerykańskim „The Village Voice”[12].

Tydzień przed premierą „Albumu” wypuszczono singiel „Rise” (zgodnie z konwencją obraną przez twórców siedmiocalowy winyl reklamowano jako „Single”, krążek dwunastocalowy funkcjonował pod nazwą „12-Inch Single”). Utwór zrodził się z inspiracji postacią Nelsona Mandeli, apartheidem w Republice Południowej Afryki i torturami stosowanymi przez Królewską Policję Ulsteru wobec więźniów politycznych w Irlandii Północnej (Lydon: „Nie da się bez końca nagrywać beztroskich kawałków i całkowicie ignorować rzeczywistości”[13]). Melodyjna i gładko wyprodukowana piosenka nie reprezentowała zbyt dobrze ciężkiego charakteru longplaya, ale stała się przebojem w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Belgii oraz Nowej Zelandii. Mała płyta trafiła na UK Singles Chart w lutym 1986 roku i od razu zajęła 20. lokatę. Czternaście dni później była na 11. miejscu, z każdym tygodniem zjeżdżała jednak o kilka pozycji w dół. Pod koniec kwietnia ostatecznie zniknęła z zestawienia.

W tamtym roku na listach przebojów królowały hity Berlin („Take My Breath Away”), Simple Minds („All the Things She Said”), The Smiths („Bigmouth Strikes Again”), New Order („Bizarre Love Triangle”), The Police („Don’t Stand So Close to Me ‘86”), Debbie Harry („French Kissin’ in the USA”), Human League („Human”), Duran Duran („Notorious”), The Psychedelic Furs („Pretty in Pink”), Eurythmics („Thorn in My Side”) i Depeche Mode („Stripped”). Wszyscy ci wykonawcy wywodzili się ze środowiska postpunkowego, lecz zyskali sławę dopiero po skomercjalizowaniu swojego brzmienia. Ci zaś, którzy pozostali wierni gatunkowi, jak grupa The Chameleons na płycie „Strange Times”, ponieśli porażkę. Post-punk, zaledwie kilka lat wcześniej nadawany w publicznych mediach i czasami zahaczający o listy przebojów, został wyparty przez new pop, a zwrot pionierów gatunku – w tym PiL – ku nowym kierunkom personifikował koniec złotego okresu tej konwencji.

Warto przypomnieć o warunkach społecznych i ekonomicznych, w jakich kształtował się brytyjski post-punk. Lata 1978–1984 to okres zmagań Zjednoczonego Królestwa ze skutkami kryzysu z końca lat 70. (tak zwana zima niezadowolenia[14]), który doprowadził do odwrotu lewicowej Partii Pracy i przejęcia sterów rządu przez Partię Konserwatywną pod wodzą Margaret Thatcher. Pierwsze lata jej gabinetu to radykalna walka z szalejącą inflacją poprzez monetaryzm (gwałtowne podniesienie stóp procentowych oraz cięcia wydatków publicznych celujące w zmniejszenie ilości pieniądza w obiegu), prywatyzację przemysłu i masowe zamykanie fabryk, hut i kopalni przy jednoczesnym ograniczeniu działalności związków zawodowych (wywołało to ogólnonarodowy strajk górników w latach 1984–85, zakończony klęską robotników). Taczeryzm początkowo spowodował recesję, rekordowe bezrobocie, olbrzymie rozwarstwienie klasowe oraz podział kraju na bogatsze południe i uboższą północ.

Paradoksalnie to wszystko pozytywnie odcisnęło się na twórczej inwencji młodych Brytyjczyków. Dochody z podatków paliwowych i eksportu ropy naftowej ze złóż na Morzu Północnym pozwoliły rządowi na finansowanie zasiłków dla bezrobotnych. Dzięki relatywnie niskim kosztom utrzymania, bezpłatnej edukacji uniwersyteckiej oraz państwowym grantom umożliwiającym samozatrudnienie w ramach małych przedsiębiorstw (obejmujących także członkostwo w zespołach muzycznych, co ułatwiało zakup instrumentów i sprzętu, opłacenie sali prób i studia nagraniowego oraz organizację tras koncertowych), niepracująca młodzież miała środki pieniężne i mnóstwo czasu na malowanie, kręcenie filmów, komponowanie muzyki oraz inne formy wyrazu. Jeśli ktoś nie chciał lub nie mógł wynajmować mieszkania, czekało na niego miejsce w jednym z wielu pustostanów przemienionych na squaty (tak przez pewien czas egzystowali członkowie The Clash, Scritti PolittiThe Slits).

Początkującym artystom sprzyjała także infrastruktura w postaci licznych klubów, pubów, sklepów płytowych oferujących nagrania z całego świata, sal koncertowych, redakcji fanzinów, niezależnych tłoczni płytowych, małych zakładów poligraficznych i autonomicznych firm dystrybucyjnych. Ten drugi obieg kulturowy operował poza kontrolą wielkich koncernów – jego przedstawiciele cieszyli się więc pełną sprawczością oraz nieskrępowaną swobodą artystyczną. Do tego dochodził rozwój technologiczny, upowszechnienie i miniaturyzacja syntezatorów, coraz tańsza aparatura rejestrująca (także domowa, jak na przykład czterościeżkowy kaseciak Portastudio marki TASCAM, idealny do rejestrowania demówek), mnogość efektów i elektronicznych gadżetów. Alternatywą dla droższych jednostek były dość przystępne cenowo zamienniki, które napływały do Wielkiej Brytanii z Europy Wschodniej i Azji. Nie bez znaczenia były wszechobecne narkotyki: marihuana i amfetamina.

W połowie lat 80. brytyjska gospodarka zaczęła zbierać owoce bolesnych reform wprowadzonych przez rząd Thatcher. Deregulacji londyńskiej giełdy towarzyszył rozrost sektora finansowego, cięcia podatku dochodowego i dalsza prywatyzacja przemysłu przyciągały globalnych inwestorów, a nagły wzrost PKB, spadek bezrobocia oraz uwolnienie rynku kredytowego dały Brytyjczykom możliwość brania pożyczek na kupno nieruchomości i innych dóbr konsumpcyjnych. Było to położenie skrajnie inne od tego z początku dziesięciolecia – i też znalazło swoje odzwierciedlenie w kulturze. Wiele z samorządnych firm płytowych trafiło pod skrzydła fonograficznych gigantów, niezależni niegdyś artyści wiązali się z wielkimi wytwórniami, po salach prób i świetlicach grasowali łowcy talentów na usługach korporacji, a na scenie brylowali wylansowani popowi idole. Post-punk zdawał się być pieśnią przeszłości. Oto dziesięć rozdziałów z jego krótkiej, ale nad wyraz intensywnej historii.

Au Pairs

Mieszany kwartet damsko-męski, w którym pierwsze skrzypce stanowczo grały kobiety: śpiewająca gitarzystka Lesley Woods i basistka Jane Munro, wspierane przez drugiego gitarzystę Paula Foada i perkusistę Pete’a Hammonda. Piosenki z albumów „Playing with a Different Sex” (1981) i „Sense and Sensuality” (1982) dotykały takich tematów jak feminizm, role płciowe, seksualność, przemoc domowa, gwałty, tortury, zaborczość w związkach i rozmaite nierówności, a jedna z nich – „Come Again” – została zakazana przez stację BBC z powodu aluzji do orgazmu. Nie powinno zatem dziwić, że dziewczyny z Au Pairs, podobnie jak ich koleżanki z The Slits i The Raincoats, wywarły głęboki wpływ na kobiecy rock w rodzaju ruchu Riot Grrrl. Zespół rozpadł się w 1983 roku i to tuż przed rozpoczęciem prac nad trzecim albumem. Woods nie kryła, że decydującym czynnikiem była wrogość, z jaką spotykała się jako kobieta w branży zdominowanej przez mężczyzn.

Bunnydrums

Zasłuchani w punk rocku, funku, psychodelii i muzyce elektronicznej, zaczytani w literaturze Philipa K. Dicka reprezentanci amerykańskiej sceny postpunkowej. Grupa działała w latach 1980–1986 na terenie Filadelfii, a jej trzon stanowili członkowie The Boneheads i The Autistics: wokalista David Goerk, basista Greg Davis, gitarzysta Frank Marr i perkusista Joe Ankenbrand. Instrumentarium kwartetu rozszerzono o efekt gitarowy Echoplex, semi-modularny syntezator analogowy Korg MS-20, stompboxy, magnetofon kasetowy generujący pętle i ambientowe tekstury oraz instrumenty dęte – zarówno drewniane, jak i blaszane. Efekt był piorunujący: gęste, bezkompromisowe brzmienie na styku PiL i australijskiego The Birthday Party, z elektronicznymi podkładami, ostrymi jak brzytwa gitarami i dudniącymi bębnami. Niewielka ilościowo spuścizna Bunnydrums – tylko dwa albumy i trzy epki – to obowiązkowy odsłuch, zwłaszcza krążki „PKD” (1983) i „Holy Moly” (1984).

Holger Czukay/Jah Wobble/Jaki Liebezeit

Krautrockowo-postpunkowe supertrio utworzone przez dwóch byłych członków Can i jednego PiL, a że byli oni utalentowanymi multiinstrumentalistami oraz producentami dysponującymi własnym studiem nagraniowym, nie potrzebowali nikogo innego (poza dwoma realizatorami). Połączone siły Czukaya (gitara, organy, fortepian, waltornia, instrumenty perkusyjne, maszyna rytmiczna, sample, wokal), Wobble’a (gitara basowa, syntezator, wokal) i Liebezeita (perkusja, instrumenty perkusyjne, trąbka, wokal) na albumie „Full Circle” (1982) zaowocowały doskonałym amalgamatem rozmaitych wpływów, u podstaw którego legł gęsty dub. Motoryczne bębny i głębokie linie basowe składają się na szkielet rytmiczny o precyzji doskonale naoliwionej maszynerii. Czegóż tutaj nie ma! Taneczny zabójca „How Much Are They?”, transowy „Mystery R.P.S. (No. 8)”, improwizowany „Full Circle R.P.S. (No 7)” i posępny „Twilight World” w duchu Joy Division. Mało znana klasyka.

Lizzy Mercier Descloux

Kosmopolityczna kobieta-orkiestra: piosenkarka, multiinstrumentalistka, poetka, pisarka, malarka, animatorka ruchu punkowego i postpunkowego. Descloux urodziła się we Francji, a jako nastolatka wyjechała do Nowego Jorku, gdzie nagrała solowy debiut „Press Color” (1979). Kolejne płyty – „Mambo Nassau” (1981), „Zulu Rock” (1984) i „One for the Soul” (1986) – tworzyła na Bahamach, w RPA i Brazylii z udziałem miejscowych muzyków, a na ich zawartość silnie wpłynął kulturowy koloryt tych miejsc. Descloux śmiało mieszała ze sobą afrykański folk, francuski pop, amerykański funk, brytyjski punk, latynoamerykański jazz oraz muzykę elektroniczną – ale za życia nie zdobyła rozgłosu poza ojczyzną, chociaż powinna była zostać gwiazdą na miarę Grace Jones (z którą zresztą wiele ją łączyło). Po komercyjnym niepowodzeniu albumu „Suspense” (1988) artystka wycofała się z przemysłu muzycznego i osiadła na Korsyce, gdzie przedwcześnie zmarła w 2004 roku.

The Passions

Brytyjsko-irlandzka formacja niesłusznie postrzegana jako „one hit wonder”, czyli autorzy jednego przeboju. Wydany w 1981 roku „I’m in Love with a German Film Star” wspiął się na 25. miejsce na UK Singles Chart, ale The Passions mieli do zaoferowania znacznie więcej niż tę tęskną piosenkę o angielskim aktorze niezawodowym Stephenie Conollym, który zagrał w kilku niemieckich filmach i serialach. O ile na pierwszej płycie, „Michael & Miranda” (1980), zespół pozostawał pod wpływem Siouxsie and The Banshees, o tyle na drugiej, „Thirty Thousand Feet Over China” (1981), wykazał więcej pomysłowości. Ich brzmienie opierało się głównie na nastrojowym wokalu Barbary Gogan oraz przepuszczonej przez Echoplex gitarze Clive’a Timperleya. Gdy gitarzysta odszedł z zespołu w 1981 roku, jego funkcję przejął Kevin Armstrong, ale nagrana z nim płyta „Sanctuary” (1982) nie była już tak interesująca i The Passions zakończyli działalność prawie rok po jej premierze.

Scars

Teoretycznie ten szkocki kwartet miał bodaj wszystko, co potrzebne do osiągnięcia sukcesu: dobre piosenki, wsparcie prężnych wytwórni Fast Product i Charisma oraz wpływowego radiowca Johna Peela, bardzo pozytywny odbiór w prasie i przede wszystkim świetnie dobrany skład personalny, to jest charyzmatycznego wokalistę Roberta Kinga, rewelacyjnego gitarzystę Paula Researcha i solidną sekcję rytmiczną w osobach basisty Johna Mackiego oraz perkusisty Stephena McLaughlina. Ale sześć singli i wysoko oceniany album „Author! Author!” (1981) przepadły w zestawieniach. Krótko po jego wydaniu King opuścił grupę; pozostali członkowie Scars próbowali jeszcze ratować się z Researchem na wokalu, ale nic z tego nie wyszło i ich drogi rozeszły się na dobre. Trudno osądzić, dlaczego Edynburczykom się nie udało. Być może byli zbyt podobni do Echo and the Bunnymen, The Psychedelic Furs oraz The Cure – a może po prostu zabrakło im odrobiny szczęścia.

Section 25

Larry Cassidy był synem zamożnego założyciela Casdon Toys, producenta popularnych zabawek dla dzieci, ale sam nie chciał mieć nic wspólnego z rodzinną firmą. Zainspirowany punkową rewolucją, krautrockiem oraz muzyką psychodeliczną, w 1977 roku stanął na czele Section 25 w roli wokalisty i basisty, dokooptowując do składu brata Vincenta (perkusja) i Phila Dentona (gitara); tego drugiego zastąpił później Paul Wiggin. Trio pochodziło z Blackpool, lecz trafiło do drużyny manchesterskiej wytwórni Factory Records, a ich debiutancki singiel „Girls Don’t Count” (1980) wyprodukowali Ian Curtis i Rob Gretton. Nic zatem dziwnego, że płyty „Always Now” (1981) i „The Key of Dreams” (1982) nosiły silne piętno Joy Division, A Certain Ratio i innych protegowanych Factory. Section 25 zyskali wreszcie własny głos na albumie „From the Hip” (1984), gdzie znalazły się zachwycające utwory „The Process” oraz przekuty na klubowy przebój „Looking From a Hilltop”.

Tones on Tail

Po rozpadzie Bauhausu w 1983 roku Daniel Ash skoncentrował się na swoim pobocznym projekcie założonym rok wcześniej z Glennem Camplingiem. Na epce „Tones on Tail” (1982) Ash śpiewał i grał na gitarze, a Campling obsługiwał bas; obaj muzycy sięgali też po perkusję i klawisze. Później dołączył do nich były perkusista Bauhausu, Kevin Haskins – i w tym składzie, poszerzonym tylko o dwóch gościnnych instrumentalistów (wiolonczelistka Caroline Lavelle i gitarzysta rytmiczny Juan Pedro Diego Ignatius Barraclough y Valls), zespół zrealizował kapitalny album „Pop” (1984). Jego tytuł był nieco mylący, bo choć zawarto tam lżejsze utwory w rodzaju „Lions”, to jednak całość cechowała się atmosferą na pograniczu mroku i melancholii, jak we wspaniałej kompozycji „Rain”. Tones on Tail nie odnieśli sukcesu, toteż Ash rozwiązał grupę i szybko powołał do życia Love and Rockets razem z Haskinsem i kolejnym wyrzutkiem z Bauhausu, basistą Davidem J.

Virgin Prunes

Prawdopodobnie jedna z najmniej znanych i przez to najbardziej niedocenianych formacji w historii gatunku. Virgin Prunes powstali w 1977 roku w Dublinie z inicjatywy gitarzysty Dika Evansa (brata Edge’a z U2), basisty Trevora Rowena, perkusisty Anthony’ego Murphy’ego (zastąpionego później przez Haa-Lackę Binttiiego i Mary D’Nellon) i trzech wokalistów: Dereka Rowena, Gavina Fridaya oraz Davida Busarasa. Pierwsza połowa „…If I Die, I Die” (1982), wyprodukowanej przez Colina Newmana (Wire) wybitnej płyty debiutanckiej, przypomina ścieżkę dźwiękową do tajemniczego pogańskiego rytuału, z kolei na drugiej zespół brzmi jak prekursor rocka gotyckiego. „The Moon Looked Down and Laughed” (1986) to przejście w stronę ballad, popu i muzyki kabaretowej. Friday odszedł z Virgin Prunes w 1986 roku i rozpoczął karierę solową (współpracował między innymi z Coilem), a pozostali muzycy przechrzcili się na The Prunes i grali razem do 1991 roku.

Zazou/Bikaye/Cy1

Efekt studyjnej współpracy kongijskiego śpiewaka Bony’ego Bikayego, francuskiego kompozytora Hectora Zazou, duetu producenckiego Cy1 (Claude Micheli, Guillaume Loizillon) i zaproszonych sidemanów (perkusista Chris Joris, klarnecista Marc Hollander, saksofonista Fred Wallich, skrzypek Fred Frith oraz gitarzysta Vincent Kenis). Album zatytułowany „Noir et Blanc” (1983) stawia się w jednym rzędzie z „My Life in the Bush of Ghosts” (1981) Briana Eno i David Byrne’a. I słusznie, bo to tak samo porywający eksperyment w łączeniu muzyki afrykańskiej z dźwiękami elektronicznej proweniencji („Fela Kuti spotyka Kraftwerk na parkiecie tanecznym”, jak opisywał recenzent pisma „International Musician”). Zazou i Bikaye nagrali w duecie jeszcze dwa longplaye, ale żaden z nich nie dorównał pierwszemu. To kwintesencja post-punka: śmiała, multikulturowa hybryda gatunkowa. To także rodowód dokonań Afrorack, IzangoMa i Mark Ernestus’ Ndagga Rhythm Force.

Postpunk zmutował w inne gatunki (synthpop, dream pop, shoegaze, post-rock, rock alternatywny i tym podobne), ale jeszcze w latach 90. pochodnię rozpaloną przez PiL, The Fall oraz Gang of Four niosły takie grupy jak Disco Inferno, Elastica i Six Finger Satellite. Na początku XXI wieku nastąpił renesans post-punka, któremu przewodzili choćby Interpol, The Rapture, LCD Soundsystem, Franz Ferdinand oraz Liars. Nie bez powodu to odrodzenie zbiegło się w czasie z atakiem na World Trade Center 11 września 2001 roku oraz światową zapaścią finansową siedem lat później. Przypadkowa nie jest również trzecia fala post-punka datująca się na lata 10. i 20. obecnego stulecia, podsycana przez Brexit, ruch MAGA, kryzys klimatyczny i widmo atomowej apokalipsy, uosabiana zaś przez Fontaines D.C., Dry Cleaning, Protomartyr, Sleaford Mods, Black Midi, Squid i innych. Wygląda bowiem na to, że im gorsza kondycja świata, tym donośniej post-punk wybrzmiewa.


Przypisy:
[1]     S. Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984”, tłum. J. Bożek, Warszawa 2015, s. 428.
[2]     Ten wybór też byłby względny, nie sposób bowiem wskazać pierwszą płytę postpunkową; równie dobrze mogła być to „The Scream” Siouxsie and The Banshees z listopada 1978 roku, a nawet o rok starsza „Pink Flag” Wire.
[3]     J. Lydon, „Gniew jest energią. Moje życie bez cenzury”, tłum. W. Weiss, Czerwonak 2015, s. 368.
[4]     Lydon i Laswell współpracowali już przy singlu „World Domination” (1984) Afriki Bambaaty pod szyldem Time Zone.
[5]     J. Bessman, „Sidebar”, „Musician”, czerwiec 1986 (tłum. własne).
[6]     H. Johnson, „Feature: John Lydon”, „Kerrang!”, 20 lutego 1986 (tłum. własne).
[7]     C. Clerk, „Apocalypse Now”, „Melody Maker”, 24 maja 1986 (tłum. własne).
[8]     J. Barron, „The Punk – Ten Years After”, „Sounds”, 8 lutego 1986, s. 8 (tłum. własne).
[9]     Zob. N. Perry, „Albums”, „Sounds”, 8 lutego 1986, s. 26.
[10]   Zob. R. Morton, „Albums”, „Record Mirror”, 8 lutego 1986, s. 15.
[11]   Zob. T. Hibbert, „Albums”, „Smash Hits”, 29 stycznia–11 lutego 1986, s. 47.
[12]   Zob. R. Christgau, „Christgau’s Consumer Guide”, „The Village Voice”, 3 czerwca 1986.
[13]   T. Hibbert, „The Man Who Invented Punk”, „Smash Hits”, 12–25 lutego 1986, s. 12 (tłum. własne).
[14]   J. Simpson, „Unreliable Sources: How the 20th Century Was Reported”, London 2010 (tłum. własne).