Nr 12/2026 Na dłużej

Więcej funku w punku

Maciej Kaczmarski
Muzyka

„Większość naszych dobrych piosenek to były pomyłki – ktoś zapominał o swojej gitarze i grał coś innego. Ale to twoja reakcja na taką sytuację rodzi najlepsze rzeczy” – utrzymują muzycy A Certain Ratio, którzy czterdzieści pięć lat temu wydali epokowy album „To Each…”.

Muzyczna odpowiedź

Samobójcza śmierć dwudziestotrzyletniego Iana Curtisa w maju 1980 roku niosła za sobą konsekwencje nie tylko dla rodziny – żona straciła męża, córka ojca, a rodzice syna – ale też dla współpracowników. Grupa Joy Division, której Curtis był wokalistą, uległa natychmiastowemu rozwiązaniu i transformacji w trio New Order. Niezależna manchesterska wytwórnia Factory Records, dla której nagrywali Joy Division, z jednej strony zyskała rozgłos przez samobójstwo Curtisa, a z drugiej była zmuszona do wyznaczenia następców najważniejszej i najpopularniejszej spośród swoich formacji. Teraz należało zainwestować w zespół odpowiednio podobny do tego, który zapewnił wytwórni sławę, i zarazem odpowiednio odrębny. Wybór Wilsona padł na A Certain Ratio.

Skład został zawiązany w 1978 roku w Manchesterze przez wokalistę Simona Toppinga i gitarzystę Petera Terrella, do których wkrótce dołączyli basista Jez Kerr oraz drugi gitarzysta Martin Moscrop. Poszukiwania perkusisty spełzły na niczym, toteż kwartet postawił przede wszystkim na brzmienie gitar i generatora białego szumu. „Graliśmy jakieś sześć miesięcy. Mieliśmy set bez bębnów. Bas w zasadzie utrzymywał rytm. To było naprawdę proste” – wspominał Kerr. Nastoletni muzycy zaczęli występować pod szyldem A Certain Ratio, zapożyczonym z piosenki „The True Wheel” Briana Eno. Wczesne inspiracje obejmowały dorobek The Velvet Underground, Iggy’ego Popa, Kraftwerku, Pere Ubu, Throbbing Gristle, The Pop Group, Cabaret Voltaire, Suicide oraz Wire. Na członków zespołu pewien wpływ wywarła również ideologia punk rocka, lecz jego estetyka szybko im spowszedniała. Moscrop podkreślał, że „A Certain Ratio powstało jako alternatywa dla kapel punkowych”[1].

Dzięki wsparciu organizacji Manchester Musicians Collective kwartet mógł regularnie koncertować w klubie Band on the Wall – i to właśnie tam zaobserwował go Rob Gretton, wspólnik w Factory Records, który podzielił się swoim odkryciem z Wilsonem. Błędnie przekonany, że ma do czynienia z „nowymi Sex Pistolsami”, Wilson zaproponował A Certain Ratio swoje usługi menadżerskie oraz wydanie singla. „[Tony] był dla nas jak ojciec” – przyznał Moscrop. „Byliśmy jeszcze nastolatkami, gdy podpisaliśmy kontrakt z Factory, a on się nami zaopiekował”[2]. Z kolei Wilson wierzył, że jego nowy nabytek stanowił „idealną muzyczną odpowiedź”[3] na zrujnowany, poprzemysłowy krajobraz Manchesteru. Pierwszym owocem współpracy był wyprodukowany przez Martina Hannetta singiel „All Night Party” (1979). Nakład w wysokości pięciu tysięcy kopii rozszedł się na pniu, ale recenzje były ambiwalentne: „Melody Maker”[4] chwalił muzykę, podczas gdy „NME”[5] ją wyśmiewał.

Funkowy perkusista

W połowie 1979 roku stało się jasne, że perkusja jest nieodzowna. Topping, Terrell, Moscrop i Kerr zgłosili Wilsonowi zapotrzebowanie na „najbardziej funkowego perkusistę w Manchesterze”, a ten rychło zwrócił się do Donalda Johnsona, lokalnego muzyka, który zarabiał na życie jako bagażowy. „Nie znałem ani jednej nuty z ich repertuaru, ale kiedy tylko usłyszałem ich rytmy, zacząłem z nimi grać” – relacjonował Johnson. I dodawał: „To właśnie mnie przyciągnęło. Chodziło o to, że używali niewłaściwych instrumentów, by tworzyć właściwe rytmy. Chciałem to jeszcze bardziej rozwinąć”[6]. Muzyczna pożywka A Certain Ratio wzbogaciła się o dokonania Parliament, Funkadelic, Jamesa Browna i wykonawców Northern soul. Moscrop nie miał wątpliwości, że połączenie funkowego bębniarza z czterema instrumentalistami o punkowym rodowodzie „złożyło się na całkiem oryginalne brzmienie. […] Zmieniliśmy się w coś, czego przedtem nie słyszano”.

U podstaw stylu A Certain Ratio legły masywne bębny Johnsona z trzaskiem rimshotu i werblowym warkotem, melodyjny bas Kerra, trąbkowe wstawki Moscropa, głęboki baryton Toppinga oraz gitary Moscropa i Terrella, rozmyte i przetworzone do tego stopnia, że niekiedy przypominały syntezatory. Artyści deklarowali, że ich twórczość to „taka przeróbka wszystkiego, co kiedykolwiek słyszeliśmy, zrobiona tak, jak nam się podoba. Czasami działa, a czasami nie”[7]. Na scenie muzycy prezentowali quasi-militarystyczny fason: obszerne szorty w kolorze khaki, harcerskie getry sięgające do kolan i krótkie fryzury „na rekruta” (Chris Bohn porównał ich do „Jerry’ego Lewisa na castingu do Afrika Korps”[8]). Ten sznyt wynikał zarówno ze sposobu ubierania artystów funkowych oraz reggae, jak i z niedostatku. „Chodziliśmy do Oxfamu po odzież, żyliśmy z zasiłku. […] Nikt nie miał pieniędzy i szło się do Armii Zbawienia, a ubrania stamtąd były ciuchami starych gości” – tłumaczył Kerr.

Po wspólnej trasie koncertowej z Talking Heads w grudniu 1979 roku, A Certain Ratio opublikowali kasetową kompilację „The Graveyard and the Ballroom” (1980) podzieloną na nagrania studyjne i koncertowe. Jednak dalszy kierunek rozwoju kwintetu znacznie lepiej zapowiadały single „Flight” i „Shack Up” (oba z 1980 r.). Na pierwszej z tych małych płyt zespół przedstawił, według relacji Kerra, „perfekcyjne połączenie stylu Martina Hannetta z naszym własnym”, co poskutkowało 7. miejscem na niezależnej liście bestsellerów w Wielkiej Brytanii (Red Starr konstatował, że „gdyby ktoś robił disco przeznaczone do katedry, tak właśnie by to brzmiało: lekki, kosmiczny funk”[9]). Drugi singiel zawierał przeróbkę przeboju funkowej formacji Banbarra i osiągnął 46. pozycję na klubowej liście amerykańskiego „Billboardu”[10]. Być może to właśnie wtedy Tony Wilson zdecydował, że A Certain Ratio powinni nagrać swój debiutancki longplay w kolebce funku – w Stanach Zjednoczonych.

okładka albumu prezentuje surrealistyczny obraz w niepokojącej kolorystyce bązów, czerwieni i fioletu

Kolejny instrument

Wilson skorzystał z zaproszenia do Nowego Jorku, aby omówić współpracę z wytwórnią Antilles, oddziałem Island Records. Grace Jones – protegowana tej samej firmy, która przechodziła wówczas ewolucję z diwy disco w artystkę nowofalową – rozważała zatrudnienie A Certain Ratio jako swego zespołu akompaniującego. Chris Blackwell, producent Jones i prezes Island, zdecydowanie odrzucił ten pomysł i sam zmontował supergrupę Compass Point All Stars[11]. Mimo to A Certain Ratio w towarzystwie Wilsona, Hannetta i muzyków New Order wybrali się do Ameryki latem 1980 roku. Moscrop zapamiętał, że „to był pomysł Tony’ego. Sądził, że nagrywanie w Nowym Jorku jakoś na nas wpłynie, i tak też się stało”. Wilson wykoncypował, że multikulturowy klimat metropolii skłoni Brytyjczyków do poszerzenia brzmieniowej palety, ale nie wziął pod uwagę, że charakterystyczna produkcja Hannetta zdominuje materiał, którego gros i tak opracowano jeszcze przed podróżą.

Nagrania rozpoczęły się we wrześniu 1980 roku w Eastern Artists Recording Studio w New Jersey, tuż po serii koncertów w nowojorskich klubach. Zanim zespół i producent weszli do studia, trzeba było dokupić efekty gitarowe i perkusję, ponieważ skrzynię ze sprzętem skradziono na lotnisku w Manchesterze (korzystając z okazji, w sklepie Mayan nabyto również gongi i inne perkusjonalia). A Certain Ratio zwerbowali na sesję Marthę „Tili” Tilson – wokalistkę grupy Occult Chemistry, którą poznali ledwo kilka dni wcześniej na parkiecie tanecznym jednej z nowojorskich dyskotek. Tilson zaśpiewała w piosenkach „Back to the Start”, „Loss” oraz „Oceans”. „Uważałam się po prostu za kolejny instrument. Wyczuwałam podteksty, których nie rozumiałam, i miałam muzyczne pomysły, których nie umiałam wyrazić. Ale to oczywiste, że gdy jesteś jedyną dziewczyną w zespole pełnym facetów, […] niektórzy rzeczywiście mogą wziąć cię za »śpiewaczkę«”[12] – twierdziła Tilson.

Praca szła szybko, lecz atmosfera w studiu była nader napięta. Wyszło na jaw, że metody Hannetta – stosowne przy szybkiej realizacji singli – były wyjątkowo trudne do zniesienia w trakcie dłuższych posiedzeń. Pragnąwszy uzyskać jak najczystszy dźwięk, producent stosował radykalną separację nie tylko instrumentów, ale również ich poszczególnych części. Moscrop narzekał po latach, że Hannett kazał Johnsonowi „nagrywać każdy element zestawu perkusyjnego osobno, przez co pozbawił nas mnóstwa funkowości”[13]. „[Hannett] w ogóle nie załapał, dokąd zmierzaliśmy. Chcieliśmy podążać w zupełnie innym kierunku niż on” – potwierdzał Johnson. Na domiar złego producent źle czuł się w studiu EARS, bo nie było tam jego ulubionych urządzeń, takich jak delaye AMS i modulatory czasowe Marshalla. Na przekór tym problemom A Certain Ratio skończyli rejestrację płyty kilka dni przed terminem, umożliwiając Wilsonowi i Hannettowi kooperację z żeńską formacją ESG.

Groteskowy obraz

Płyta otrzymała tytuł „To Each…” w nawiązaniu do sformułowania „Każdemu według jego potrzeb” z „Krytyki Programu Gotajskiego” Karola Marksa. Późną jesienią 1980 roku Hannett zmiksował ją w Strawberry Studios w Manchesterze – rzecz jasna po swojemu, co wywołało mieszane uczucia u członków A Certain Ratio. Kerr: „Teraz wiem, że on był geniuszem, ale wtedy miałem go za dupka. […] Naszym zdaniem nie udało się nam uchwycić na albumie naszego brzmienia w takiej formie, w jakiej go słyszeliśmy. Martin miał swoje brzmienie, które dziś uwielbiam, jednak w tamtym okresie nam się nie podobało”. Moscrop: „Martin sprawił, że na »To Each…« nie brzmieliśmy jak A Certain Ratio i to nas rozczarowało. […] W ogóle nie wypadliśmy tak, jak na żywo”. Ale był co najmniej jeden utwór, który zadowolił bodaj wszystkich: trzynastominutowy „Winter Hill”, rezultat studyjnej improwizacji pod wpływem krążka „The Apocalypse Now Sessions” grupy Rhythm Devils.

W zależności od źródła, „To Each…” ukazał się w kwietniu, maju lub czerwcu 1981 roku (niektóre recenzje prasowe wydrukowano już w maju, przy czym warto pamiętać, że dziennikarze nierzadko dostają przedpremierowe egzemplarze). Na okładce zaprojektowanej przez Petera Christophersona z kolektywu Hipgnosis znalazł się obraz autorstwa Ann Quigley przedstawiający kolaż roślinności, dłoni Milesa Davisa grającego na trąbce i szeregu nagich postaci („Nienawidzę tego obrazu. […] W kategoriach artystycznych jest absolutnie groteskowy”[14] – wyznała po latach malarka). We wkładce i na etykietach winyli zamieszczono fotografie wieży ciśnień i sali radiowej w Metropolitan Vickers Trafford Park w Manchesterze. Chociaż albumu nie pilotował żaden singiel, do sierpnia sprzedano ponad dwadzieścia tysięcy sztuk i ten wynik wywindował „To Each…” na sam szczyt zestawienia UK Independent Chart. W sumie płyta spędziła aż dwadzieścia tygodni na niezależnej liście.

„To Each…” podzielił odbiorców. Red Starr ze „Smash Hits” utyskiwał, że „niewielka różnorodność [muzyki] po prostu trąci nudą”, a funk w wydaniu A Certain Ratio jest „bezbarwny” i „pozbawiony esencji”[15]. W recenzji Iana Penmana na łamach „NME” zarzut o zanudzanie słuchaczy sąsiadował ze złośliwą refleksją: „Dziewięć kawałków brzmi tak, jakby nagrali je skacowani ludzie śpiewający do mikrofonów owiniętych ściereczkami, a wyprodukował je ktoś o zbyt ograniczonej, obsesyjnie schludnej i uporządkowanej wizji”[16]. Zgoła przeciwną opinię wyraził Chris Burkham z „Sounds”, który wystawił płycie maksymalną ocenę, argumentując: „Oto twardość, z którą trzeba się zmierzyć, oto odporność, która nie ustąpi, oto połączenie, które się nie złamie”[17]. Do apologetów „To Each…” należał też Mark Total z „Record Mirror”, który pisał o grupie „pełnej mocy, opanowania i precyzji” – jednakże nawet on podsumowywał, że „ten longplay jest bardzo dobry, lecz nie genialny”[18].

Najlepsza płyta

Nowojorski epizod, jakkolwiek krótki, zatoczył szerokie kręgi w obozie A Certain Ratio. Podczas pobytu w Ameryce muzycy podziwiali koncerty Grandmastera Flasha i Afriki Baambaataa, chłonęli tamtejszą awangardę, no wave, funk, jazz, fusion, hip-hop, electro, a także jamajski dub oraz bossa novę, choro, sambę, forró, baião i inne gatunki latynoamerykańskie. Te doświadczenia przełożyły się na zawartość singla „Abracadubra” (1982) wydanego pod kryptonimem Sir Horatio oraz albumu wyprodukowanego już przez sam zespół bez pomocy Hannetta, czyli „Sextet” (1982). Tym samym spełnił się sen Wilsona o bardziej eklektycznym obliczu muzyki A Certain Ratio. „Sextet” dotarł do 53. lokaty na UK Albums Chart, a Kerr określił go mianem „naszego najlepszego albumu”, jednak był to ostatni longplay zespołu zrealizowany w „klasycznej” sześcioosobowej konfiguracji.

Najpierw odeszła Tilson. Po premierze płyty „I’d Like To See You Again” (1982) szeregi A Certain Ratio opuścili Topping i Terrell. Pozostali postanowili dostosować muzykę do gustów masowego odbiorcy i dokooptowali klawiszowca Andy’ego Connella i saksofonistę Tony’ego Quigleya, zaś pod koniec dekady przeszli z Factory do tłoczni A&M, w ramach której sięgnęli po modny wówczas acid house – ale żaden z tych zabiegów nie pomógł im przebić się do głównego nurtu (najbliżej tego byli w 1990 r., gdy utwór „Won’t Stop Loving You” pojawił się w Top 60 na UK Singles Chart). „Wiedzieliśmy, że jesteśmy do bani, ale nie mieliśmy pojęcia dlaczego tak jest. […] Próbowaliśmy być komercyjni” – komentował Moscrop. Zespół nigdy nie zaliczył sukcesu kasowego, lecz zdołał nieomal bez szwanku przetrwać brak powodzenia, zmiany wydawców i liczne rotacje personalne (z oryginalnego składu ostali się tylko Kerr, Moscrop oraz Johnson). Nadal koncertuje i nagrywa.

A Certain Ratio pozostają prawie anonimowi dla szerszej publiczności, jednak wywarty przez nich wpływ nadal rezonuje w muzyce. Jako jedna z pierwszych formacji postpunkowych położyli nacisk na więcej funku w punku, zaś ślady tej operacji słychać między innymi u takich wykonawców, jak Heaven 17, Chakk, LCD Soundsystem, Andy Weatherhall, Beck, Yukihiro Fukutomi, Pigbag, Liquid Liquid, !!!, 23 Skidoo, Liars, Franz Ferdinand, Radio 4, The Rapture, Section 25, Maximum Joy i The Stone Roses (werbel w „I Am the Resurrection” brzmi jak kalka perkusyjnej partii z „Winter Hill”). Paul Morley przekonywał, że manchesterska grupa zwiastowała nadejście Happy Mondays i The Chemical Brothers, a nawet „wychodzących poza granice muzyki elektronicznej rekonfiguracji w wykonaniu Autechre”[19]. I nawet Wilson osiągnął swój pierwotny cel wypromowania kolejnego po Joy Division popularnego zespołu – tyle tylko, że został nim nie A Certain Ratio, a New Order.


Przypisy:
[1]     J. Robb, „The North Will Rise Again: Manchester Music City 1978–1996”, London 2009, s. 115 (tłum. własne).
[2]     J. McCready, „Ten Years on the Factory Floor”, „NME”, 10 stycznia 1987, s. 27 (tłum. własne).
[3]     P. Morley, „From Manchester with Love: The Life and Opinions of Tony Wilson”, London 2021, s. 371 (tłum. własne).
[4]     Zob. J. Savage, „Singles”, „Melody Maker”, 23 czerwca 1979.
[5]     Zob. A. Thrills, „Singles”, „NME”, 9 czerwca 1979, s. 27.
[6]     J. Nice, „Shadowplayers. The Rise and Fall of Factory Records”, London 2025, s. 80 (tłum. własne).
[7]     P. Morley, „Failed CSE Rock!”, „NME”, 6 września 1980, s. 25 (tłum. własne).
[8]     C. Bohn, „Live! A Certain Ratio, Durutti Column, Section 25, Blurt”, „NME”, 28 czerwca 1980, s. 51 (tłum. własne).
[9]     R. Starr, „Independent Bitz”, „Smash Hits”, 19 lutego–4 marca 1980, s. 16 (tłum. własne).
[10]   Moscrop zarzekał się, że perkusyjny break w tym utworze został zagrany na kościach z owczej szczęki.
[11]   Więcej na ten temat w wywiadach z A Certain Ratio dla „Attack Magazine”„The Quietus”.
[12]   J. Nice, „Shadowplayers. The…”, op. cit., s. 166.
[13]   S. Reynolds, „Podrzyj, wyrzuć, zacznij jeszcze raz. Postpunk 1978–1984”, tłum. J. Bożek, Warszawa 2015, s. 364.
[14]   J. Nice, „Shadowplayers. The…”, op. cit., s. 166.
[15]   R. Starr, „Independent Bitz: A Certain Ratio – »To Each…«”, „Smash Hits”, 14–27 maja 1981, s. 30 (tłum. własne).
[16]   I. Penman, „A Certain Sound of The Big Let Down”, „NME”, 2 maja 1981 (tłum. własne).
[17]   C. Burkham, „A Certain Ratio – »To Each…«”, „Sounds”, 9 maja 1981 (tłum. własne).
[18]   M. Total, „Rhythm Method”, „Record Mirror”, 2 maja 1981, s. 18 (tłum. własne).
[19]   P. Morley, „From Manchester…”, op. cit., s. 369.