Nr 15/2025 Na moment

W listopadzie minie dziesięć lat od premiery spektaklu „nie-boska. wyznanie” – efemerycznego projektu zrealizowanego przez Olivera Frljicia, Gorana Injaca, Agnieszkę Jakimiak i Joannę Wichowską w ramach festiwalu POP-UP w Krakowie. Przedstawienie stanowiło poruszający, formalnie oryginalny komentarz do wydarzeń związanych z przygotowywanym dwa lata wcześniej przez tych samych realizatorów i realizatorki spektaklem „Nie-Boska komedia. Szczątki”. Nie został on ukończony, ponieważ Jan Klata, ówczesny dyrektor Narodowego Starego Teatru w Krakowie, podjął decyzję o przerwaniu prób na kilka dni przed planowaną premierą. Stało się to w wyniku presji wywieranej przez środowiska prawicowe, które – oburzone doniesieniami o formie i tematyce powstającego przedstawienia – kierowały pod adresem teatru protesty i groźby. Decyzja Klaty miała charakter dyrektorskiej (auto)cenzury – ten gest uległości jest częstym następstwem prawicowej nagonki, która w latach 90. i zerowych znacząco wpływała na programy wystawiennicze galerii sztuki, a w kolejnych latach po wydarzeniach wokół „Nie-Boskiej komedii. Szczątków” jeszcze kilkukrotnie ograniczała swobodę wypowiedzi artystycznej w polskim teatrze.

„nie-boska. wyznanie” wydała mi się przed dekadą interesującym spektaklem. W jego pierwszej części twórcy i twórczynie nawiązywali do problemu polskiego antysemityzmu, wokół którego osnuta miała być w „Szczątkach” interpretacja „Nie-Boskiej komedii” Zygmunta Krasińskiego. Postacie grane przez Dominikę Biernat, Jana Sobolewskiego i Romualda Krężela – noszące ich imiona i nazwiska – mówiły o swoich żydowskich korzeniach, które rzekomo stanowiły warunek angażu do spektaklu, oraz o swojej sytuacji materialnej odzwierciadlającej warunki ekonomiczne pracy w polskich teatrach. W drugiej części troje osób aktorskich zasiadało do nakrytego stołu wraz z Injacem, Jakimiak i Wichowską, by w posępnej atmosferze porozmawiać o doświadczeniu odwołanej premiery w Starym Teatrze, widzianej z ich perspektywy. Tytułowe wyznanie – pełne emocji i sprawiające wrażenie trudnego dla twórców i twórczyń, a zarazem niekomfortowe dla publiczności – wytwarzało napięcie rzadko spotykane w polskim teatrze. Ostatnia część przedstawienia angażowała publiczność w „demokratyczną”, jak określili ją na początku aktorzy, dyskusję o instytucjonalnym funkcjonowaniu i warunków prowadzenia działalności artystycznej w polskich teatrach. Czy o ksenofobii należy mówić tak, by nikogo nie urazić? Pytali: czy nie-Polak może mówić o Polsce? Czym jest interes teatru? Kto decyduje o kształcie przedstawienia? Czy gdy oglądamy spektakl, to oglądamy spektakl czy hierarchię interesów? Każde kolejne pytanie kierowane do publiczności coraz dobitniej ujawniało, że dialog był tylko pozorowany, a demokratyczność – pustą deklaracją. Scena ta stanowiła komentarz do sposobu, w jaki zakończyła się praca nad „Szczątkami”.

Podejmując tematy planowane w niezrealizowanym przedstawieniu i problematyzując okoliczności jego odwołania, „wyznanie” było substytutem życia spektaklu, który nigdy nie powstał. Zrealizowany w ramach POP-UPu projekt stanowił ważny głos w interesującej mnie wówczas dyskusji na temat alternatywnych sposobów myślenia o dokumentacji i archiwizacji sztuk performatywnych. Główną osią tematyczną przedstawienia twórcy uczynili własne doświadczenie odwołanej premiery i polityczny kontekst, który do tego doprowadził. W ten sposób oba krakowskie spektakle Frljicia – odwołane w atmosferze skandalu „Szczątki” oraz kameralne „wyznanie” – były komentowane w kontekście napięć związanych z rosnącym poparciem dla prawicy w Polsce, legitymizowanymi przez partię rządzącą próbami i aktami cenzury oraz konformistycznymi postawami osób pełniących funkcje dyrektorskie w instytucjach kultury. Z perspektywy czasu widać jednak, że „nie-boska. wyznanie” – prosty spektakl, obejrzany przez niewielką grupę osób podczas dwóch festiwalowych pokazów i szybko zapomniany – należy do najważniejszych teatralnych wydarzeń minionej dekady także z innych powodów.

Jeden z tych powodów został zdefiniowany niedawno przez Marcina Kościelniaka, który, podsumowując dyrektorską drogę Klaty od Narodowego Starego Teatru w Krakowie do Teatru Narodowego w Warszawie, zauważył: „[…] dyskusja o przemocy w polskim teatrze mogłaby zacząć się w roku 2015 – »nie-boska. wyznanie« przypomina bowiem spektakle ostatnich kilku lat, których archiwum zbudowane zostało na świadectwach teatralnej przemocy”[1]. Być może „wyznanie” sprowokowało pierwszy przypadek nazwania przemocą nadużycia władzy w przestrzeni teatru publicznego, a teatr – jak pisze Kościelniak – zaistniał jako rodzina patologiczna na wiele lat przed ukazaniem się książki Igi Dzieciuchowicz[2]. Chciałabym poszerzyć tę myśl: spektakl Frljicia, Injaca, Jakimiak i Wichowskiej był przedstawieniem, które zapoczątkowało w Polsce modę na autotematyczne spektakle i roznieciło – często wręcz obsesyjne ­– zainteresowanie teatru samym sobą.

Przełamujące czwartą ścianę bezpośrednie zwroty do publiczności, w których aktorzy i aktorki zdają się wychodzić z ról, mówiąc nie w imieniu postaci, ale swoim własnym, są charakterystyczne dla spektakli Frljicia. Sceny takie – będące dziś popularną strategią reżyserską – w 2015 roku stanowiły rzadkość w polskim teatrze. Nieczęste było także mówienie w spektaklach o funkcji i kondycji teatru. Tematyzowana w przedstawieniach autorefleksja to kolejny znak rozpoznawczy twórczości Frljicia, który wielokrotnie odnosił się autokrytycznie do swojej uprzywilejowanej pozycji jako reżysera, niezależnie od tego, gdzie pracował. Choć większości jego spektakli pokazywanych w Polsce towarzyszyły skandale – jak prezentowanemu podczas Festiwalu Prapremier w Bydgoszczy przedstawieniu „Nasza przemoc, wasza przemoc” (2016) czy zrealizowanej w warszawskim Teatrze Powszechnym „Klątwie” (2017) – to używane przez niego strategie artystyczne były chętnie przejmowane i zostały spopularyzowane przez wielu twórców i twórczyń. Jednak metateatralność i autorefleksyjność, które na początku były narzędziem krytyki, z biegiem czasu stały się rutyną. Twórcy wykorzystujący te konwencje, zamiast wytrącać widzów z przyzwyczajeń, zaczęli utwierdzać ich w nowej, coraz lepiej znanej i przewidywalnej praktyce.

Czynnikiem, który znacząco wpłynął na pogłębienie tej tendencji, był ruch #MeToo i jego kilkuwymiarowy wpływ na polski teatr. Po tym, jak w 2017 roku amerykańska aktorka Alyssa Milano przypomniała hashtag użyty kilka lat wcześniej przez aktywistkę Taranę Burke zwracającą uwagę na przemoc wobec kobiet, Hollywood, a potem środowiska artystyczne na całym świecie rozpoczęły dyskusję o nadużyciach wynikających z hierarchiczności struktur w domenie kultury i sztuki. W wielu krajach, między innymi w Niemczech czy w Polsce, debata związana z #MeToo ominęła kulturę popularną, największy rezonans zyskując w teatrze, który jest – jak w kontekście niemieckim pisał Daniele Vecchiato – „[…] medium często służącym jako sejsmograf współczesnych trendów i obaw społecznych”[3]. Oprócz medialnych call-outów „ruch #MeToo zaczął być również obecny w programach teatralnych, głównie za pośrednictwem produkcji scenicznych i cyklów wydarzeń, które podejmowały kwestię przemocy seksualnej za pomocą różnych narzędzi estetycznych i dyskursywnych”[4]. Teatrem, który najbardziej zaangażował się w debatę o przemocy na gruncie niemieckim, był berliński Gorki Theater. Bezpośrednim komentarzem do skutków ruchu #MeToo były zrealizowane tam przedstawienia, takie jak „Yes but No” Yael Ronen (2018) czy „You Are Not the Hero of This Story” Suny Gürler and Lucien Haug (2018).

fot. Natalia-Kabanow

Prężnie rozwijająca się w Polsce w drugiej dekadzie XXI wieku krytyka instytucjonalna stworzyła solidny fundament do dyskusji o przemocy w instytucjach kultury – również, być może w szczególnie podatnym na nadużycia, teatrze. Toczyła się ona nie tylko na łamach prasy, która publikowała kolejne śledztwa dziennikarskie i call-outy, ale też w ramach projektów artystycznych. W reakcji na ruch #MeToo i jego echa w polskim teatrze powstały spektakle takie jak – nawiązujące do oskarżeń Jana Fabre’a o mobbing i molestowanie seksualne – „Nosexnosolo” Jakimiak (Komuna//Warszawa, 2019), czytanie performatywne „Instytucje i backlash” Agaty Adamiecka-Sitek i Jakimiak (Forum Przyszłości Kultury i Teatr Polski w Poznaniu, 2022) czy szeroko komentowane „Trzy epizody z życia” Markusa Öhrna (Nowy Teatr w Warszawie, 2020).

Nie dziwi mnie potrzeba twórczyń i twórców, by umieszczać doświadczenia przemocy w ramie spektakli teatralnych. Wiąże się to z chęcią odpowiedzi na wszechobecną teatralizację przemocy, rozumianą jako wystawienie jej na pokaz. Jak zauważają redaktorzy numeru „Theatre Journal” poświęconego ruchowi #MeToo w teatrze, „nadużycia cielesne stały się publicznym widowiskiem, okrutną formą rozrywki o różnych skutkach dla różnych grup odbiorców”[5]. W tym kontekście opowiadanie na scenie o doświadczonej przemocy czy ujawnianie sprawców uważam za istotny, wywrotowy gest pozwalający zobaczyć to, co wcześniej było przeźroczyste ze względu na znormalizowaną w przestrzeni publicznej przemoc. W Polsce, podobnie jak w innych krajach, „świadectwa i wyrazy wsparcia, artystyczna interpretacja, reprezentacja i performowanie doświadczeń #MeToo stały się ważnym sposobem rozpowszechniania informacji, a w niektórych przypadkach stanowiły sposób na próbę przepracowania traumy”[6]. Działania te były intuicyjną odpowiedzią na konkretną sytuację historyczną i nierzadko okazywały się interesującymi – świeżymi i potrzebnymi – eksperymentami artystycznymi. Jednak w pewnym momencie sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Twórcze reakcje na #MeToo przekształciły się z czasem w niekończącą się serię autotematycznych spektakli, koncentrujących się na różnych problemach współczesnego polskiego teatru. Ich autorami są artyści i artystki należący do teatralnego mainstreamu – od twórców progresywnych, przez reprezentantów teatru środka, po dawnych buntowników, których język wydaje się dziś konwencjonalny. Potrzeba wyznawania, a przynajmniej relacjonowania własnej perspektywy, widoczna jest i w przedstawieniach dyplomowych szkół teatralnych (zainspirowany przez Karolinę Szczypek „Spektakl dyplomowy, czyli kilka piosenek o przemocy w teatrze”, Teatr Nowy Proxima, 2020; „Casting” w reżyserii Mateusza Atmana i Jakimiak czy wyreżyserowana przez Katarzynę Minkowską „Mewa”, Teatr Collegium Nobilium AT w Warszawie, 2024), i w repertuarach teatrów instytucjonalnych. Niektórzy twórcy i twórczynie próbują zwracać uwagę na problemy systemowe, dotyczące przede wszystkim warunków pracy w teatrze, a inni rozgrywają swoje wewnątrzśrodowiskowe interesy[7]. Ich przedstawienia nie są już kameralnymi eksperymentami dla branżowej publiczności, podobnymi swoim charakterem do „wyznania” Frljicia, Injaca, Jakimiak i Wichowskiej, a wielkoobsadowymi produkcjami na dużych scenach teatrów instytucjonalnych. Jasne jest, że tylko w ten sposób poruszane przez twórców i twórczynie kwestie – wysokość wynagrodzeń dla artystek i artystów oraz reguły finansowania projektów teatralnych czy wielowymiarowa przemoc w teatrze – mają szansę zostać dostrzeżone i usłyszane. Wydaje się jednak, że, chcąc zwrócić uwagę na te problemy, polski teatr przekształcił się w zamkniętą i hermetyczną przestrzeń, wykorzystywaną do realizacji prywatnych interesów. Widać to szczególnie w przypadku spektakli, które wychodząc od konkretnego tematu – jak praca seksualna w projekcie „Seks, praca i marzenia” w reżyserii i na podstawie scenariusza Jakimiak, zrealizowanym we współpracy z Grupą Artystyczną Teraz Poliż (2023), czy naród i zbiorowe traumy w „Zamachu na Narodowy Stary Teatr. Narodzinach narodu” (Narodowy Stary Teatr w Krakowie, 2025) – ostatecznie przekształcały się w autorskie, metateatralne manifesty.

Często były to przedstawienia i wydarzenia udane. Dramat „Zmęczone” Darii Sobik (finalistka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2023), wystawiony w Teatrze Nowym w Łodzi w reżyserii Joanny Drozdy (2025), okazał się przełomowym tekstem w debacie o warunkach pracy w teatrze. Z kolei „Lista uchybień” Doroty Ogrodzkiej w reżyserii Pameli Leończyk (Stowarzyszenie Pedagogów i Pedagożek Teatru, Warszawskie Obserwatorium Kultury, Teatr Dramatyczny im. Gustawa Holoubka w Warszawie, 2023) otworzyła szerszą dyskusję o pracy w kulturze w ogóle. Zaadaptowana przez Jana Czaplińskiego i wyreżyserowana przez Minkowską „Burza. Regulamin wyspy” (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, 2024) – solidnie osadzona w tekście Williama Szekspira – w poruszający i przekonujący sposób uniwersalizowała tematy takie jak podporządkowanie autorytetom i poświęcenie dla sztuki. „Paprykarz szczeciński” Marcina Libera na podstawie tekstu Michała Kmiecika (Teatr Współczesny w Szczecinie, 2025), choć opowiadał o kryzysie polskiego teatru, był wysokojakościowym spektaklem rozrywkowym.

Nie martwię się szczególnie o to, czy te hermetyczne przedstawienia, pełne branżowych aluzji, będą na dłuższą metę interesujące dla szerszej, niebranżowej publiczności. Środowisko artystyczne wielokrotnie było już atrakcyjnym tematem dla mainstreamu. Klasyka dramatu – zarówno teksty Szekspira, jak i Luigiego Pirandella – obfituje w historie opowiadające o teatrze. Również bardziej współczesne sztuki poświęcone aktorom, reżyserom czy dramatopisarzom, takie jak „Czego nie widać” Michaela Frayna czy „Akt przerywany” Tadeusza Różewicza, często zyskiwały status teatralnych hitów. Moje wątpliwości budzą raczej cele i skuteczność tak częstego, wręcz obsesyjnego sięgania po metateatralność i autotematyczność. Jeśli teatr zaczął mówić ze sceny o sobie, by uwrażliwić kochające go widzki i widzów na problemy, których być może nie dostrzegali, wydaje mi się, że strategia nieustannego skupiania na sobie uwagi może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Teatr, który uparcie zamienia scenę w lustro dla samego siebie, tworzy system zamknięty i pożera własny ogon w przekonaniu, że wciąż mówi coś ważnego. Tymczasem – zamiast poruszać publiczność – znieczula ją kolejnymi wyznaniami o sobie.


Przypisy:
[1] M. Kościelniak, Schizma. Jan Klata w Narodowym, „Didaskalia” 2025, nr 187–188, https://didaskalia.pl/pl/artykul/schizma-jan-klata-w-narodowym.
[2] I. Dzieciuchowicz, Teatr. Rodzina patologiczna, Agora, Warszawa 2025.
[3] D. Vecchiato, Staging Consent and Threatened Masculinity: The Debate on #MeToo in Contemporary German Theater, [w:] German #MeToo: Rape Cultures and Resistance, 1770–2020, ed. E. Krimmer, P. A. Simpson, Boydell & Brewer, Camden House 2022, s. 304.
[4] Tamże, s. 305.
[5] Performing Our Pain or Performing Through It. Contextualizing #MeToo, „Theatre Journal” 2023, vol. 75 no. 1, s. xii.
[6] J. Rudakoff, Introduction, [w:] Performing #MeToo. How Not To Look Away, ed. J. Rudakoff, Intellect, Bristol/Chicago 2021, s. 1.
[7] Pisałam o tym w kontekście spektaklu Klaty: https://czaskultury.pl/artykul/tesknota-za-mistrzem/.