Nr 15/2023 Na teraz

Wrócić do Neapolu i umrzeć

Mateusz Żebrowski
Film

Najpierw powstała powieść urodzonego w Neapolu Ermanna Rei (autor zmarł w roku jej wydania). Sześć lat później książkę na ekran przeniósł krajan pisarza, Mario Martone. „Nostalgia” jest więc historią napisaną i nakręconą przez neapolitańczyków, opowiadającą o neapolitańczykach i być może przede wszystkim dla neapolitańczyków, którzy jako jedyni w pełni zrozumieją przedstawione w niej lokalne niuanse.

Choć włoski film ma w sobie uniwersalny potencjał (twórcy przyglądają się w nim wracaniu w rodzinne strony z emigracji), ostatecznie okazuje się przedstawiać dość hermetyczną historię osadzoną w kontekście egzystencji konkretnego miasta: skupia się na panoszeniu się mafii w życiu codziennym, biedzie, roli Kościoła katolickiego i jego wpływie na rozwiązywanie bieżących problemów, napięciu pomiędzy starym a nowym pokoleniem. Aż dziw bierze, że nie znalazło się tu miejsce dla SSC Napoli, ukochanego klubu piłkarskiego mieszkańców.

Główny bohater „Nostalgii”, Felice (w tej roli jedna z najjaśniejszych gwiazd włoskiego kina ostatnich lat, Pierfrancesco Favino, znany międzynarodowej publiczności ze „Zdrajcy” Marca Bellocchia), wraca do Neapolu po czterdziestu latach spędzonych w krajach arabskich. Chce odwiedzić starzejącą się matkę (Aurora Quattrocchi), ale przede wszystkim, co widz pojmie dopiero w miarę rozwoju akcji, ma zamiar skonfrontować się z przeszłością.

Felice zostawił w Neapolu życie, którego nie chciał porzucać, dlatego teraz wierzy, że może wkroczyć z powrotem na stare ścieżki – tak, jakby czas stanął w miejscu. Reżyser od początku daje jednak znać, że bohater przeistoczył się w obcego – przyjął islam, mówi po arabsku, przywykł do bliskowschodniej kultury, z trudem porozumiewa się po włosku. Po przylocie zatrzymuje się w hotelu, czyli w nie-miejscu, pozbawionym cech szczególnych, gdzie nie sposób poczuć się jak w domu, co potęguje postrzeganie Felicego jako kogoś wyrwanego z korzeniami.

Przez pierwsze pół godziny filmu można odnieść wrażenie, że twórcy będą eksplorowali przede wszystkim topos powrotu syna marnotrawnego, a tym samym sercem opowieści stanie się relacja dorosłego mężczyzny z leciwą matką. Początkowy akt jest przepiękną, czułą odą do uczucia łączącego dziecko i rodzica oraz do godnej starości. Scenę, w której Felice myje i pielęgnuje matkę, przepełniają delikatność i szacunek (niektórzy dopatrują się w tych ujęciach odwróconej piety). Subtelnie sfilmowany fragment daje wgląd w poczucie wdzięczności bohatera za trud włożony przez matkę w jego wychowanie, smutek z powodu straconych lat, a jednocześnie staje się rodzajem synowskich przeprosin. Tym bardziej dziwi i nieco zawodzi fakt, że po tych kilkudziesięciu minutach swoistego misterium więzów krwi „Nostalgia” skręca w inną stronę, a na pierwszy plan wysuwa się brutalnie przerwana przez los przyjaźń pomiędzy Felicem i Orestem (Tommaso Ragno), który jest dziś bezwzględnym mafiosem rządzącym dzielnicą Sanità, gdzie wychowywał się główny bohater. Oreste sprawił, że ulice Neapolu nie są bezpieczne, a codzienność miasta wyznaczają handel narkotykami, rozboje, haracze i zabójstwa. A jednak Felice podczas rozmów z innymi mieszkańcami, wbrew rozsądkowi, nie daje wiary, że dawny przyjaciel zmienił się aż tak i jest kimś więcej niż poczciwym łobuzem ze skłonnością do pakowania się w kłopoty.

mat. prasowe Gutek Film

Odnawiając więź z matką (co wskazywałoby na fabularną służebność tego wątku a nie jego pierwszoplanową ważność), bohater rodzi się dla miasta raz jeszcze. Wynajmuje dom w Sanità i stara się ponownie zapuścić korzenie. Tytułowa nostalgia nie wynika jednak z realistycznego osądu zastanej rzeczywistości. Ksiądz Luigi (Francesco di Leva), sprzeciwiający się mafijnej tożsamości miasta, pyta Felicego, czy po tych czterech dekadach rozłąki z Neapolem wiele się tu zmieniło. Ten odpowiada: „To dziwne, ale nie”. Bohater przeżywa utraconą młodość, kupuje motocykl – taki sam, na jakim niegdyś ścigał się po ulicach. Beztrosko, zupełnie jakby był nastolatkiem, błądzi bez celu po różnorakich zaułkach. Brakuje mu tylko starego kompana, dlatego za wszelką cenę chce się spotykać z Orestem (dziś nazywanym krótko, acz dosadnie: Zły) i wyjaśnić z nim to, co się niegdyś wydarzyło. Kto wie, może dzięki tej rozmowie przerwana nić przyjaźni znów się zawiąże?

Konfrontacja obu postaci, które niczym baśniowi bracia poszli swoimi drogami, a teraz, już odmienieni, ponownie się spotykają, unaocznia naiwność i egotyzm Felicego. Mężczyzna patrzy na miasto i ludzi wzrokiem pragnącego sobie pożyć dzieciaka. Zagarnia mentalnie przestrzeń, idealizuje odzyskane miejsce, ale też z łatwością stawia się w roli skrzywdzonej przed laty ofiary. Oreste wylewa na dawnego druha kubeł zimnej wody. Z ich obu temu, który pozostał w Neapolu, było w życiu ciężej. Pozbawiony bratniej duszy, mierzący się z mrokiem zbrodni, Oreste mimowolnie przeistoczył się w Złego. Nie miał szansy uciec, odciąć się i przechowywać w głowie idyllicznego obrazu młodości. Nostalgia jest więc w filmie Martonego przywilejem, bo aby jej doświadczyć, trzeba wyrwać się z bagna codzienności. Na miejscu, w Neapolu, nie ma na nią czasu, ponieważ trzeba walczyć o byt.

Dostrzeżenie w Felicem ambiwalencji i rysu samoluba pozwala przyjrzeć się ludzkiej skłonności do tęsknot i melancholii. Uwznioślenie przeszłości ma w sobie dużo naiwności, pretensjonalnej wiary w „kiedyś było lepiej”. Bohater „Nostalgii” przesuwa granicę tego myślenia i wmawia sobie, że „kiedyś” może istnieć niezmienione także „dziś”. Francuski filozof Michel de Certeau pisał o doświadczaniu i osobistym wytwarzaniu miasta w ruchu. Felice często spaceruje, ale zamiast po de Certeauowsku doznawać poprzez ciało ulic, lunatykuje, odtwarzając w pamięci (co widzimy w retrospekcjach) obrazy z młodości. Subwersywne i świadome bycie w mieście uprawia za to ksiądz Luigi, co widać podczas jego obchodu po parafii. Duchowny próbuje przy tej okazji nauczyć bohatera, jak powinien poruszać się po Sanità i jak korzystać z jej struktury, ale Felice nie chce go naśladować. Wydaje mu się, że zna to miejsce lepiej i nie potrzebuje żadnych rad.

„Nostalgia” jest filmem niebanalnym, poetyckim, pozbawionym sztubackiego romantyzmu (ten rodzaj infantylnej fascynacji światem cechuje bohatera). Gładko przechodzi się w niej od prywatnego postrzegania rzeczywistości do społecznych refleksji (tę postawę prezentuje przede wszystkim ksiądz Luigi). A jednak czegoś mi w obrazie Martonego brakuje. Być może nie umiem się do końca pogodzić ze zbyt szybkim porzuceniem wątku matki Felicego, a być może nieco kłuje mnie w oczy obecna w produkcji, niepasująca do refleksyjnej estetyki domieszka kina sensacyjnego, wprowadzająca do filmu pewną tabloidowość. Najbardziej jednak prawdopodobne, że w pełni mógłbym docenić przenikliwe spojrzenie na miasto w „Nostalgii” dopiero wtedy, gdybym miał okazję pomieszkać w Neapolu i poznać jego duszę. Niełatwo na odległość zrozumieć metropolię, która doczekała się opisującej ją przewrotnej frazy: „Zobaczyć Neapol i umrzeć”. Śmierć z powiedzenia tłumaczy się symbolicznie jako zachwyt nad pięknem stolicy Kampanii albo dosłownie jako zgon z powodu panujących tu często na przestrzeni wieków epidemii. Martone zapewne dodałby do tego również śmierć w wyniku naiwnej nostalgii odciągającej wzrok człowieka od tego, co tu i teraz.

 

„Nostalgia”
reż. Mario Martone
premiera: 7.07.2023