Nr 10/2021 Na teraz

Szczerości i słabości

Michał D. Wieczorek
Muzyka

Trudno uwierzyć, że Muzyka Końca Lata będzie za rok świętować dwudziestolecie artystycznej działalności. Wszystko zaczęło się w 2002 roku „pod wpływem deszczowej końcówki sierpnia i lektury książek Bohumila Hrabala”. Na początku był to – jak byśmy powiedzieli dzisiaj – solowy projekt Bartka Chmielewskiego; z czasem rozwinął się w prawdziwy zespół. Od samego początku stał w poprzek trendów. Gdy muzycy wydawali „Jedno wesele, dwa pogrzeby” w 2006 oraz „2:1 dla dziewczyn” rok później, polski indie światek i rodzący się wtedy niezal zapatrzone były w Londyn i Nowy Jork. Artyści z MKL wówczas nie tylko uparcie śpiewali po polsku, ale także szukali muzycznych inspiracji nad Wisłą. Podkreślali swoją prowincjonalność i małomiasteczkowość, nawet gdy zamienili Mińsk Mazowiecki na Warszawę (a zrobili to dużo wcześniej, zanim na podobny krok zdecydował się Dawid Podsiadło). W swoich tekstach Chmielewski budował romantyczny obraz zwykłego życia, wspominał nastoletnie miłości, wracał do dzieciństwa, starał się patrzeć na świat z odświeżającą naiwnością

Przez moment, dekadę temu, gdy ukazała się czwarta płyta grupy – „PKP Anielina” – wydawało się, że Muzyka Końca Lata dołączy do zespołów takich jak Muchy czy Happysad. Utwór „Dokąd” śmigał w radiu i w zajawkach ramówki w TVN, a MKL było tuż od dołączenia do tuzów alternatywy. Ale się nie udało – moment na zyskanie ogólnokrajowego rozgłosu minął.

Nie tylko z tego powodu (choć z niego także) na następcę owego epokowego albumu trzeba było czekać sześć lat. Przekornie zatytułowany nowy album „Złoty krążek” był stoickim zapisem pogodnej rezygnacji. Nie będzie wielkiej kariery, trzeba chodzić do nudnej pracy, nie będzie wyprzedanych stadionów, muzycy nie zagrają trasy z Dawidem Podsiadłą – i to wszystko też jest fajne. Pograją w małych klubach, małych miastach – i spoko. Takie jest po prostu życie, nie ma co się napinać.

Od „Złotego krążka” minęły cztery lata. Przez ten czas muzycy już do końca pogodzili się z rzeczywistością. Nic nie muszą, wszystko mogą. Wróciła radość z samego grania – słowa „próba nie jest już jak święta msza” z „Chłopaka z futerałem” zastąpiła fraza „próba lepsza jest niż koncert […] czysta radość z muzy” w „Nie napiszę już piosenki”. Tak powstał „Prywatny Ciechocinek”. Rozsiani teraz po Polsce artyści – przykładowo Ola Bilińska kilka lat temu zamieniła zgiełk stolicy na spokój Suwalszczyzny – grają już tylko dla przyjemności, bez zbędnej presji. Zdjęcie jej z siebie nie było łatwe, czego echem są teksty Chmielewskiego: śpiewa on o potrzebie wyciszenia się, odcięcia od mediów, a także o starzeniu się. Słychać, że przez te cztery lata wiele się w życiu artysty wydarzyło (niekoniecznie dobrych rzeczy), a muzyka jest dla niego formą psychoterapii. Nie są to teksty smutne, depresyjne, wręcz przeciwnie: trochę melancholijne, ale w gruncie rzeczy optymistyczne. Niekiedy ocierają się o banał, ale może czasem potrzeba przypomnienia, że „oprócz życia nie ma nic” i trzeba ten czas wykorzystać jak najlepiej, zamiast roztrząsać i rozpamiętywać w nieskończoność różne minione możliwości; że należy po prostu robić swoje; że warto głośno mówić swoje zdanie; że najkrótsza droga do szczęścia to polubienie siebie. Mnie również potrzeba tego przypomnienia, toteż teksty Chmielewskiego trafiły w moim przypadku w samo sedno. Wzmocnił to fakt, że muzyk ma ogromny talent do budowania poczucia bliskości i swojskości. Może dlatego fani zespołu są mu tak wierni? Łatwo się w tej zwykłości odnaleźć: takie historie, jak karmienie ciężarnej kotki wegańskim barszczem ukraińskim w utworze tytułowym, nawet jeśli zmyślone, są po prostu przeurocze. Kto by nie chciał być w podobnej sytuacji – w lesie nad jeziorem, na kilka dni odcięty od zewnętrznego świata?

Zarówno w muzyce, jak i w tekstach MKL nie sili się na kombinowanie i „wykwintne progresje akordów”. To proste, trochę staroświeckie rockowe granie, może nawet nieco ogniskowe, wywodzące się z bigbitu i rodzimej alternatywy z lat 90., ale przy tym bezpretensjonalne. Odniesienia do innych artystów są zgrabnie wszyte w piosenki, bo muzycy z MKL nie mają potrzeby epatowania swoją erudycją. A ta jest spora, wszak Muzyka Końca Lata to chodząca muzyczna encyklopedia – dowodem wyliczanka zespołów w utworze „To co widziałem”, który otwiera ich drugi album, „2:1 dla dziewczyn”. Znów cichym bohaterem grupy jest Marcin Biernat, który swoimi solówkami i wtrąceniami wypełnia szkielet piosenek. Zespołową tradycją jest przeplatanie piosenek utworami instrumentalnymi: najciekawsze z nich to postpunkowe „Silent Disco w Pogłosie” oraz „Dziki wschód” z wiodącą rolą gościnnej sekcji dętej, ale już riffowa, wymuszona „Myślówa” to najsłabszy punkt albumu.

Emblematyczna dla „Prywatnego Ciechocinka” jest piosenka „W boule gram”. Ot, prosta opowieść o braniu się za siebie po trzydziestce, walce z rosnącym brzuchem i bólem (fantastycznie dwuznaczny jest tytuł piosenki), ale też o niepoddawaniu się marazmowi i czerpaniu radości z życia. Chmielewski śpiewa „książki, płyty to nasz skarb, starczy nam na wiele lat” – i to jest zdanie, które mógłbym wypowiedzieć; biorę je za swoje. Podobne poczucie utożsamienia się z tekstem piosenki miałem ostatnio podczas słuchania „Mija czas” poznańskiego Psa.

„Naucz się być sam”, murowany hit koncertów MKL, to przebojowy zbiór porad dla świeżego singla, który zakończył długotrwały związek – opisuje kolejne doświadczenie, które przeżyła zdecydowana większość słuchaczy zespołu.

Muzyce Końca Lata udaje się uchwycić poczucie, że „to już”. Tekst ubierają w charakterystyczny dla siebie neo-bigbit, mrugają okiem w stronę Czerwonych Gitar i Kobiet.

Piosenki MKL są odtrutką na (post)ironię, która w za dużych dawkach bywa męcząca. Przywracają wartość szczerości (co wpisuje się w szerszy trend New Sincerity) – Chmielewski nie boi się śpiewać o własnych słabościach w taki sposób, że łatwo się odnaleźć w jego tekstach. To pochwała zwykłości, lokalności, bezpretensjonalności. Nie trzeba niczego gonić, szczęście kryje się koło nas. To ważna lekcja – przynajmniej dla mnie; ciągle się tego uczę.

 

Muzyka Końca Lata, „Prywatny Ciechocinek”
Thin Man Records
2021