Nr 24/2025 Na moment

Opowieści z niepamięci

Piotr Dobrowolski
Teatr

Pierwszego września rozpoczęła się pięcioletnia kadencja Mai Kleczewskiej na stanowisku dyrektorki Teatru Powszechnego w Warszawie. Niecałe trzy miesiące później odbyła się pierwsza premiera, realnie inicjująca nowy rozdział w dziejach praskiej sceny. Wyreżyserowana przez Kleczewską „Sublokatorka” to pieczęć zmiany, którą zwiastowała koncepcja programowa i organizacyjna przyszłej dyrektorki, zatytułowana „Teatr Powszechny – TEATR PRZYSZŁOŚCI / TEATR OTWARTY”. Pojawiający się w niej projekt przedstawienia na podstawie reportaży Hanny Krall pochodzących z obszernego, wydanego w 2017 roku zbioru „Fantom bólu. Reportaże wszystkie” opisany został w drugim z dziesięciu punktów wskazujących kierunki rozwoju głównego programu stołecznej instytucji. Przedstawienie wpisane zostało w hasło „WARSZAWA, czyli PAMIĘĆ”. O ile odwołanie do stolicy – choć bez większego trudu można wskazać je w scenariuszu „Sublokatorki” i w samym spektaklu – nie pełni w nim kluczowej roli, o tyle temat pamięci wybija się w nim na pierwszy plan. Czy Kleczewska podważa tak znaczenie, akcentowanego w jej koncepcji, nastawienia na „przyszłość” i „otwartość”? Raczej daje wyraz przekonaniu, że pamięć i krytyczna wiedza o przeszłości mogą chronić społeczeństwa przed powtórkami historycznych błędów i zaniedbań. „Sublokatorka” to niełatwy w odbiorze spektakl o sporym ciężarze, w którym krytyczna refleksja etyczna i emocjonalne zaangażowanie widzów są ważniejsze niż estetyczne atrakcje.

Zrealizowane przez Kleczewską przedstawienie – wbrew deklaracji reżyserki, że nie interesuje jej „teatr sznurka i patyka”, która mogła być interpretowana jako zapowiedź powrotu do stylu zapewniającego jej popularność kilkanaście lat temu („Sen nocy letniej” Narodowy Stary Teatr 2006, „Burza” i „Podróż zimowa” Teatr Polski w Bydgoszczy 2012 i 2013) – wykorzystuje tradycyjne, raczej skromne narzędzia teatralnego oddziaływania. Priorytetem „Sublokatorki” jest etyczny wymiar ludzkiej egzystencji, co wpisuje ją w nurt twórczości Kleczewskiej, który koncentruje się na osobistym doświadczeniu jednostki, ukazywanej na tle tragicznych zdarzeń historycznych. Środki użyte w spektaklu Teatru Powszechnego opierają się głównie na narracji i konwencjonalnych, stonowanych działaniach aktorskich. Przedstawieniu, dotykającemu tematów znanych z wielu wcześniejszych projektów reżyserki, takich jak „Malowany ptak” (Teatr Polski w Poznaniu 2017) czy „Łaskawe” (Teatr Śląski 2022), zdecydowanie bliżej do – zrealizowanych znacznie skromniej od wspomnianych, ale bliskich im w wymiarze egzystencjalnym – „Golema” (Teatr Żydowski 2017) czy „Ocalonych” (Dom Spotkań z Historią 2024).

Głównym tematem teatralnej „Sublokatorki” jest pamięć – widziana zarówno w kontekście rys, które wydrapują w niej zagrożenie, lęk czy przemoc, jak i wyparcia, pozwalającego na odzyskanie wewnętrznego spokoju przez jednostkę, a nawet nieświadomości, chroniącej ją przed możliwym bólem. Charakterystyczne dla literatury Krall odwołania do Zagłady nie pozwalają na zignorowanie przedmiotu pamięci – tego, o czym się pamięta, czego wspomnienia zostają przekłamane i wszystkiego tego, co znika we mgle niepamięci albo zostaje pogrzebane przez nowe wrażenia. Na scenie pojawiają się i wspominane są postaci ofiar, których pamiętanie powinno być naszym obowiązkiem. Mówi się też o oprawcach i ich winach – ich także nie wolno zapominać. Wybrzmiewają również relacje świadków, których los zobowiązał do przechowywania wspomnień i dawania świadectwa. Równocześnie jednak większość, z licznie przywołanych osób i zdarzeń, pojawia się w spektaklu jedynie we fragmentarycznych, szczątkowych relacjach. Tylko jedna, może dwie sceny pozwalają publiczności na pełniejszą rekonstrukcję ludzkich istnień: to sekwencja ukazująca dziewczynkę o „niedobrym” wyglądzie i jej „aryjską” matkę na posterunku granatowej policji, oraz scena odtwarzająca incydent, podczas którego dziecko, zaskoczone wejściem do pokoju obcego mężczyzny, chowa się w szafie, będącej jego bezpiecznym schronieniem. Poza tym w centrum zainteresowania realizatorów nie znalazły się konkretne zdarzenia czasu minionego, które chcieliby obudowywać szerszym kontekstem. Częściej obracają w palcach iprzyglądają się fragmentom rozpadającego się archiwum zbiorowej pamięci, do którego pełny dostęp mają już tylko nieliczni – zainteresowani, specjaliści i czytelnicy Krall. Wielu pozostałych – zbyt często wykazując się ignorancją – gotowych jest po przeczytaniu kilku lektur szkolnych deklarować, że o Holokauście wiedzą już wszystko. Takie osoby, opierając się na fasadowych informacjach i schematach poznawczych, potrafią krytycznie odnosić się do każdego wykorzystania odniesień do Zagłady we współczesnej twórczości artystycznej. To ich, ale też nasza niepamięć mogła skłonić realizatorów spektaklu do przesunięcia akcentów: wbrew wielokrotnie podkreślanej przez autorkę „Fantomu bólu” konieczności przechowywania wiedzy o ofiarach Zagłady tematem „Sublokatorki” nie są konkretne osoby ani wydarzenia, a natura pamięci.

Teatralna „Sublokatorka” nie opiera się na jednorodnej, rozwijanej stopniowo, fabularnej narracji. Wskazany w tytule reportaż, sam zresztą nielinearny, wzbogacają motywy pochodzące z innych tekstów Krall, takich jak „Biała Maria”, „Król kier znów na wylocie”, a nawet – znajdującego się na liście lektur szkolnych – „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Wiele z wykorzystanych w scenariuszu sytuacji zostało dopowiedzianych po latach w opublikowanej przez Wydawnictwo Literackie na początku października tego roku rozmowie Wojciecha Tochmana z autorką („Pożegnanie z Narwią”). Część z nich zyskała tak nowy, współczesny kontekst. Można nawet odnieść wrażenie, że osobiste komentarze i dopowiedzenia reporterki, a także formułowane przez nią deklaracje dotyczące celów literatury, stały się drogowskazami dla twórców warszawskiego przedstawienia. Wpisaną w nie narratorkę rozpoznać można jako alter ego Krall.

Grana przez Karolinę Adamczyk postać trzyma się na marginesie fragmentarycznych opowieści i odgrywanych scenek. Nie jest ich pełnoprawną uczestniczką, a jednak angażuje się w ich przebieg: ujawnia własne emocje, zadaje pytania dociekając szczegółów, a czasem też dopowiada coś od siebie albo powtarza zdania wypowiadane przez inne postacie. W ten sposób podkreśla znaczenie ziaren pamięci i przyczynia się do zachowania ich dla przyszłości. Przyjmuje funkcję strażniczki pamięci. Nie ujawnia się jednak jako artystka języka, co nie było bez znaczenia dla samej Krall, kiedy opisywała zasłyszane historie, wzbogacając je własnym doświadczeniem. Choć sceniczna postać nie wyręcza teatralnych widzów, łatwo domyślić się, że ze skrawków ludzkich wspomnień jest w stanie uszyć pełną wizję świata, który naziści, ich współpracownicy, opłacani i ochotniczy kolaboranci chcieli „oczyścić” z Żydów. To ona, na samym początku przedstawienia, inicjuje wielogłosowy strumień opowieści, przeplatających się w dalszych jego częściach. Na samym początku, jeszcze przed wygaszeniem świateł na widowni, prosi: „Opowiedzcie mi coś. Opowiedzcie historię. Ważną, prawdziwą. Cudzą albo o sobie”. Po tym wezwaniu spośród publiczności wychodzą osoby dzielące historiami Żydów w Polsce czasu II wojny światowej. Przywołują zdarzenia z życia – i śmierci – swoich matek, dziadków i babć. Wspominają próby ucieczek z transportów zmierzających do obozów zagłady i próby samobójcze. Mówią o poczuciu zagrożenia, obezwładniającej rezygnacji i sile pragnienia, by przeżyć. Po kilku zdaniach każda z tych osób schodzi w głąb scenicznej zapadni, co można rozumieć jak zapowiedź zniknięcia jej opowieści w odmętach niepamięci.

Tytuł spektaklu jest nie tylko nawiązaniem do – wznowionej w maju tego roku z poprawkami autorki – książki Krall. Sublokatorka to także figura reprezentująca tymczasowość; osoba niezakotwiczona, zależna od innych, pozostająca na ich łasce i niełasce, często samotna. Ze sceny mówi się, że jej atrybutem – co podkreśliła Krall w swoim tekście – jest czerń. Wiele sublokatorek czasu wojny, poza śmiercią, która mogła przyjść w każdej chwili, albo rezygnacją z dalszego życia, do której często ograniczały się możliwości podjęcia przez nie jakiejkolwiek świadomej decyzji, nie miało innego wyjścia, jak tylko znieczulać ból. Jedna z postaci stwierdza w czasie przedstawienia: „Przeżyli ci, którzy zdecydowali się nie dopuszczać do siebie współczucia i cierpienia”. Inna uczy się, jak reagować na opowieści o stracie, doświadczanej przez innych ludzi, kiedy jej matka sugeruje, by odpowiadała: „No trudno, ale ja żyję”. To zdanie wybrzmi w dalszej części spektaklu.

Najważniejszą z kryjówek sublokatorek są zakamarki w mieszczańskich kamienicach – schowki, komórki, szafy. Nawiązania do takich miejsc odnaleźć można w scenografii stworzonej przez Fabiena Lédé. Kilka wielkich, przesuwanych przez aktorki i aktorów modułów, które mogą kojarzyć się z przesuwnymi drzwiami wielkich naściennych szaf w zabudowie – a może też z pokrytą parkietem w jodełkę podłogą – raz zasłania, to odsłania wnętrze sceny. Znikający za nimi ludzie czasem giną bez śladu, jakby porywani byli do innego wymiaru czy świata, a czasem – wraz z kolejnym przesunięciem – wracają do scenicznego życia i realnego istnienia w jego ramach.

Większość pierwszej, dwugodzinnej części spektaklu Kleczewskiej przypomina patchwork złożony ze skrawków wspomnień. Postaci, których role czasem przyjmowane są przez aktorki i aktorów tylko na chwilę, mogłyby przywracać pamięć o przeszłości. Jednak fragmentaryczność opowieści, w których uczestniczą i które współtworzą, „morfowanie” (jak w wywiadzie z Anetą Kyzioł w „Polityce” Kleczewska nazwała sytuację, w której jeden aktor gra kilka osób), przeplatanie się odmiennych wątków oraz planów czasowych czy niestabilność fabuły dezorientują teatralnych widzów. Taka konstrukcja nie służy atrakcyjności spektaklu. Dodatkowym obciążeniem są ciągłe powroty do narracyjnych form wypowiedzi, będące komentarzami dystansującymi widzów wobec prezentowanych zdarzeń. Przytłaczający, ciężki, monotonny szum informacyjny kondensuje się i materializuje w trzech postaciach, znajdujących się w małym pokoiku zbudowanym w głębi sceny, wyobrażającym wnętrze posterunku granatowej policji w okolicach warszawskiego dworca. Przed umundurowanym funkcjonariuszem (Mateusz Łasowski) stoi matka (Agnieszka Przepiórska) trzymająca za rękę córkę. Matka ma bardzo dobry wygląd. Córka jest podejrzanie ciemna. Matka nie zna modlitwy Anioł Pański, którą córka mówi ją bez chwili wahania. Policjant nie wie, co zrobić. Nakazuje, by same, przez noc, zdecydowały, która z nich jest Polką, a która Żydówką. Polka wyjdzie – decyduje, a Żydówka zostanie. To sytuacja, która zostaje kilkukrotnie powtórzona w działaniach aktorskich i opowieściach różnych osób. W każdej z jej wersji córka – którą wyobraża manekin dziecka – milczy. W jej imieniu wypowiada się narratorka, ponieważ to ona jest strażniczką pamięci. Pomiędzy postaciami, ubrana w białą szatę, krąży katolicka święta i adresatka niewypowiedzianej modlitwy – Maryja. Krall sugeruje, że wie, komu kobiety zawdzięczają ocalenia.

Fot. Karolina Jóźwiak

Przewrotnym odbiciem reporterki jest – grana przez Michała Czachora w pierwszej części – postać w kostiumie Arlekina. Nie sposób jednoznacznie określić, czy przywołuje ona, ukrywane pod pudrem i kostiumem, traumatyczne doświadczenia. Z pewnością nie niesie pocieszenia. Może jest demonem pamięci, a może – przeciwnie – zapomnienia? Nie ma cech upiora ani Jokera – antagonisty Batmana, do którego porównywali ją pierwsi komentatorzy „Sublokatorki”, poszukujący w spektaklu Kleczewskiej punktów wspólnych z „(A)pollonią” Krzysztofa Warlikowskiego, również sięgającego do literatury Krall. Zadanie łagodzenia lęku przejmuje inna, w przeciwieństwie do Arlekina milcząca, bohaterka spektaklu. Tańcząca pomiędzy aktorami i przybierająca pozy charakterystyczne dla lalki kobieta z ogromną kokardą we własach może być uosobieniem bezpiecznej myśli, do której wraca się w momentach szczególnego napięcia lub strachu. Miękko poruszająca się po scenie Emilia Cholewicka wzbogaca tę ulotną figurę sporym ładunkiem wdzięku. Ciekaw jestem, jak tę samą postać gra, obsadzona w dublurze z Cholewicką, Kaya Kołodziejczyk – często współpracująca z Kleczewską tancerka, której gest charakteryzuje większa szorstkość.

Pierwszą część „Sublokatorki” kończy retoryczne pytanie zadane reporterce przez Arlekina: „Dlaczego ludzie nie chcą cię słuchać?”. Czy staje się ono pretekstem, by prezentowana po antrakcie opowieść stała się bardziej różnorodna, a przez to – atrakcyjna? Statyczność narracji zostaje rozbita; przybywa kolorów i dźwięków, jest więcej sytuacji inscenizowanych. Nadal powraca jednak temat pamięci, którą zaburzać mogą narracyjne atrakcje (tańczona na scenie samba), reprezentacje (wykorzystanie zmodyfikowanej historii w filmie), interpretacje (dokonana przez dzieci ocena zachowania chłopów gwałcących ukrywaną dziewczynkę), dawne nawyki (uczenie baletu, muzyki i manier w powojennym sierocińcu) czy stereotypy (tłumaczenie determinacji Marka Edelmana walczącego o życie osób po ciężkich zawałach jego oswojeniem ze śmiercią). Centralna, powtórzona wielokrotnie scena tej części nawiązuje do fabuły filmu „Dekalog VIII”, którego scenariusz oparty został na opowiadaniu Krall „Według Mateusza”. Chodzi o niedokończony chrzest żydowskiej dziewczynki, której szanse na przeżycie mogły znacznie wzrosnąć, gdyby miała metrykę. Narratorka wspomina zmiany, których w opowiadaniu Krall dokonali Krzysztof Kieślowski i Krzysztof Piesiewicz. Warianty zdarzeń pamiętanych, odtworzonych, rekonstruowanych i adaptowanych stają się pretekstem do wiwisekcji pamięci.

Znakomicie zrealizowanym, w pełni teatralnym podsumowaniem całego spektaklu jest jego finałowa scena. Biorą w niej udział dzieci z sierocińca, wzorowanego na tym, w którym Krall spędziła jakiś czas po wyzwoleniu. W skandowanym przez nie „Ptasim radiu” kondensują się niedosłowne i niewysłowione sensy oraz znaczenia „Sublokatorki”. Liczba wypowiadających te same słowa, ale niezestrajających się ze sobą głosów utrudnia zrozumienie wiersza, który – jak wspomina autorka „Sublokatorki” w rozmowie z Tochmanem – czytał dzieciom odwiedzający je w Otwocku Julian Tuwim. Teatr rozbrzmiewa kakofonią dźwięków. Przeinaczane, zamazywane, rozpadające się na fragmenty opowieści to znaki wspomnień o przeszłości. Kleczewska mogła oprzeć się na mocnym gruncie opowieści zebranych i opisanych przez Hannę Krall. Jednak, wykorzystując jedynie ich skrawki i rezygnując ze spójnej narracji, opowiedziała więcej niż historię, która wydarzyła się w przeszłości. Obrazując praktykę niepamięci, sportretowała naturę pamięci. I pozwoliła, żeby publiczność sama wyciągnęła wnioski z historii, która lubi się powtarzać. Z historii, którą każdy i każda z nas nosi w sobie, nawet jeśli chowa ją głęboko poza zasięgiem świadomości.

„Sublokatorka” nie jest kolejnym spektaklem o Zagładzie. Kleczewska, razem ze współpracującym z nią kolejny raz Grzegorzem Niziołkiem – autorem adaptacji reportaży Krall, dramaturgiem i najwyższej klasy specjalistą zajmującym się reprezentacjami Zagłady w kulturze – zajęła się współczesną, kolektywną pamięcią i niepamięcią. Z wielogłosu wspomnień; z powtórzeń i drobnych różnic; z nazwisk tych, którzy żyli obok swoich sąsiadów, a pewnego dnia zniknęli; z niedokończonych opowieści o wrogości, obojętności i zaangażowaniu, które wykazywali świadkowie dokonującej się tragedii; z niewypowiedzianych wprost oskarżeń wobec jej inicjatorów i ich popleczników; z obrazu zabijanych i czekających na Umschlagplatz – na pierwszy plan „Sublokatorki” wysuwa pytanie o to, jak widzimy dzisiaj przeszłość. Przeszłość, której fundamentalnym, założycielskim punktem dla współczesności jest Zagłada, o której jeszcze niedawno mogliśmy myśleć jak o dobrze nam znanym, niemal dotykającym nas doświadczeniu. Jej kulturowe oswojenie sprawia, że wiele symbolicznych odniesień, konkretnych obrazów i opowieści zakorzenionych w zbiorowej świadomości funkcjonuje dzisiaj niczym szczególny, wielowarstwowy palimpsest. Nakładające się na siebie relacje świadków, wspomnienia ofiar, kulturowe reprezentacje, powtórzenia i zapośredniczenia ograniczają siłę osobistego, żywego zaangażowania tych, do których docierają jako echa opowieści, a nie jako tragedie konkretnych osób.

Pamięć, która miała stać się stabilnym elementem naszej kultury i przestrogą na przyszłość, zamienia się w wielogłosowy, niejednoznaczny mit. Podobnie, jak fabuła „Sublokatorki” rozbijana przez wielogłos – podobnych, ale różniących się od siebie – opowieści. To opowieści z niepamięci. Ich powrót może być warunkiem dobrej, bezpiecznej przyszłości. Na razie jest ostrożną wróżbą na przyszłość Teatru Powszechnego. Nawet jeśli jego dyrektorka nie chce, by był to „Teatr, który się wtrąca”, reżyserując dzisiaj spektakl o niepamięci Zagłady, wykonała znaczący, odważny gest. Dziś, kiedy antysemityzm jest tylko jedną z postaci polskiego rasizmu, nawiązała do postaw ludzi w czasie II wojny światowej, żeby mówić o zagrożeniu ksenofobią. Jedyne oskarżenie, które wybrzmiewa ze sceny, pochodzi z najnowszej, wydanej w zeszłym roku książki Krall pod tytułem „Jedenaście”. Mogą odnosić się one do Żydów w czasie okupacji, ale też do osób na wschodniej granicy. Występujący w „Sublokatorce” gościnnie Jerzy Walczak, aktor Teatru Żydowskiego, mówi: „No pewnie, że pomagać nie mogli. Ale mogli na przykład nie zauważać, nie nasłuchiwać, nie dopytywać się, nie domyślać się. Mogli nie szukać. W piwnicach, stodołach, stogach, bunkrach ani po lasach. A jak już po tych lasach szukali, mogli nie wołać: Żydzie! Wiem, że tu jesteś!”.

„Sublokatorka”
na podstawie prozy Hanny Krall

Reżyseria: Maja Kleczewska
Adaptacja tekstu i dramaturgia: Grzegorz Niziołek
Asystentka reżyserki: Marta Twardowska

Scenografia: Fabien Lédé
Kostiumy: Konrad Parol
Muzyka: Cezary Duchnowski
Wideo i światła: Kacper Fertacz, Patryk Majchrzak
Choreografia: Kaya Kołodziejczyk

Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
Premiera: 25 października 2025