Nr 17/2021 Na moment

Na martwej planecie nie będzie sztuki – ani niczego innego

Aleksandra Skowrońska Aleksandra Polerowicz
Sztuka Wydarzenia Społeczeństwo Rozmowy

Aleksandra Polerowicz (kuratorka) i Aleksandra Skowrońska (koordynatorka) rozmawiają o realizowanym przez nie cyklu „Przesilenia”.

 

Aleksandra Skowrońska: Cykl „Przesilenia” to propozycja, którą wyłoniliśmy w ramach ogłoszonego jesienią zeszłego roku przez Pawilon solidarnościowego Open Calla skierowanego do przedstawicieli lokalnej sceny animacyjnej i kuratorskiej. Jego głównym tematem były młodość, zmiana pokoleniowa, wspólnotowość, formacje sprzeciwu i protestu. Zdecydowałaś się przedstawić propozycję skupioną wokół aktywizmu klimatycznego…

Aleksandra Polerowicz: Zmiana, bunt i protest kojarzą mi się bezpośrednio z ruchami aktywistycznymi działającymi na rzecz przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Mimo że w aktywizm klimatyczny zaangażowane są osoby w każdym wieku, to właśnie Młodzieżowe Strajki Klimatyczne organizowane przez nastoletnich aktywistów i aktywistki zwróciły publiczną i niemal powszechną uwagę na zagrożenia wynikające ze zmian klimatycznych; można powiedzieć, że wprowadziły ruchy klimatyczne do mainstreamu. Strajki szkolne odbywały się na całym świecie, co wskazuje na globalny wymiar problemu. Towarzyszyły im wymowne i bezkompromisowe hasła mówiące o tym, że chodzenie do szkoły nie ma sensu w obliczu bliskiej i nieuchronnej – w przypadku braku podjęcia adekwatnych działań – katastrofy.

Tej bezkompromisowej postawie towarzyszyły jednocześnie wiara w skuteczność i sprawczość działań wspólnotowych – co postrzegam jako zjawisko pokoleniowe, charakteryzujące generację wchodzącą właśnie w dorosłość. Jest to związane z pewnym gorzkim zjawiskiem: protesty tych młodszych pokoleń najczęściej pozbawione są wsparcia i zrozumienia pokoleń starszych, tych samych, które jeszcze niedawno nawoływały do zaangażowania się „młodych” w życie polityczne.

Ważny był dla mnie także kontekst zeszłorocznych protestów wokół sytuacji osób LGBTQ+, strajków kobiet, do których grupy klimatyczne także się włączały. Problem zmian klimatu był ciągle obecny, co dowodziło świadomości związków między nimi a walkami z dyskryminacją i o prawa człowieka, a zarazem poszerzało i upowszechniało tę świadomość.

 

Open Call przeprowadzany był w czasie drugiej fali pandemii. Czy miało to wpływ na zaprezentowaną przez Ciebie propozycję?

Pandemia jest oczywiście istotnym wątkiem w kontekście kryzysu klimatycznego: jest swego rodzaju reakcją ziemskiego ekosystemu na to, co robimy jako ludzkość. Jej początek był także ważny: dowiódł, że machina kapitalizmu napędzająca procesy zmian klimatu jest zdolna do spowolnienia, a nawet – do zatrzymania się.

Jednak pomysł i potrzeba realizacji cyklu sięga głębiej. Pierwotną inspiracją było dla mnie „Pokolenie CO2”, czyli próba określenia naszej współczesności poprzez odwołanie się do nazwy „pokolenia JP2”, jak usiłowano nazywać osoby urodzone w Polsce w latach 80. i 90. Tytuł „Pokolenie CO2” nosiło zresztą pierwsze wydarzenie w cyklu, zainspirowane fragmentem z książki Naomi Klein „To zmienia wszystko. Kapitalizm kontra klimat”. Klein cytuje w niej wypowiedź młodej aktywistki, która podczas jednego ze spotkań COP (konferencji ONZ dot. zmian klimatu) zarzuciła przedstawicielom wszystkich obecnych tam państw, że przez „całe jej życie nic nie zrobili”; podobne oskarżenia wybrzmiewają także w wypowiedziach Grety Thunberg i wielu młodych osób aktywistycznych. Kiedy czytałam te słowa, czułam, że dotyczą również mnie, osoby notabene urodzonej w roku, kiedy odbył się Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro. Wówczas, czyli w 1992 roku, podpisano międzynarodową umowę, która zobowiązywała wszystkie kraje członkowskie do ograniczania emisji gazów cieplarnianych – tymczasem niemal przez całe swoje życie obserwowałam, jak emisje rosły. Wiedza dotycząca zagrożenia klimatycznego była dostępna i jawna już od co najmniej lat 70., więc poczucie oburzenia biernością lub globalnym przyzwoleniem na zmiany klimatu może być wspólne dla przedstawicieli/ek kilku pokoleń.

 

Tymczasem do niedawna kwestie kryzysu klimatycznego nie interesowały niemal nikogo poza badaczami i aktywistami. Własną edukację ekologiczną – bo przecież nie klimatyczną – kojarzę z dorocznymi szkolnymi wyjściami do lasu na „sprzątanie świata”: zajmowaniem się usuwaniem skutków, nie przyczyn.

Chyba wszystkie współdzielimy to doświadczenie… Uświadomienie sobie, że przez całe moje życie system edukacji przygotowywał mnie do bycia przedstawicielką pokolenia JP2, zamiast CO2, czyli reprodukował tradycyjną narodowo-katolicką kulturę, zamiast edukować w kwestii rzutującej na przyszłość moją i całej planety, zainspirowało mnie do przedstawienia projektu w tym konkretnym kształcie. To także moja propozycja przejęcia prawa do samostanowienia: to subwersywne odebranie nazwy pokolenia, do którego rzekomo powinnam posłusznie należeć.

Zastanawiam się, czy gniew i emocje, które towarzyszyły mi w momencie zyskania tej świadomości, mogą być czynnikiem mobilizującym do walki o klimat, czyli właściwie do walki o zmianę systemu, który pozwolił na doprowadzenie do sytuacji zagrożenia dla całej planety.

 

Działasz w polu kultury i aktywizmu od dłuższego czasu. Jakie zebrane przez Ciebie doświadczenia przekładają się na obecną działalność?

Wywodzę się ze środowiska twórczego: jestem absolwentką UAP, przez wiele lat zajmowałam się animacją kultury i działaniami artystycznymi. Od początku zwracałam uwagę na pojęcie „naturokultury”, tematy związane z posthumanizmem czy też innym niż antropocentryczny postrzeganiem świata i na tyle, na ile było to możliwe, włączałam to swojej praktyki. Od 2018 roku zaczęłam współtworzyć Obóz dla Klimatu. Od tego czasu zastanawiałam się, jak mogę na stałe połączyć te dwa pola działalności. Chociaż doceniam działania artywistycze, nie są one dla mnie wystarczające. Szukam na siebie innej strategii. W zeszłym roku współpracowałam z Galerią Miejską Arsenał przy wystawie „Magiczne zaangażowanie” – współtworzyłam część poświęconą aktywizmowi. Przyglądam się też temu, w jaki sposób instytucje kultury otwierają się na aktywizm klimatyczny i nadają widoczność tym tematom. Gdy protesty klimatyczne stały się liczne, a przez to i medialne – zaczęły intensywniej wpływać także na kulturę, co dla instytucji stało się naturalnie tematem do skomentowania.

 

Co oznacza „otwieranie się na aktywizm” w przypadku instytucji kultury?

Kwestia nadchodzącej katastrofy klimatycznej jest nadrzędna wobec wszystkich innych tematów. Na martwej planecie nie będzie ani pracy, ani kultury i sztuki. Wrażliwość wypracowywana podczas pracy artystycznej, twórczej, w środowisku kultury pomaga w dostrzeżeniu tych problemów – ale sama wrażliwość, której nie towarzyszą konkretne działania, nie jest sprawcza, nie jest w stanie zmienić wiele.

Mimo tego, że problemy klimatu wydają mi się nadrzędne, nie uważam wcale, że słuszną strategią byłoby przekierowanie każdego tematu poruszanego przez artystów/ki i miejsca kultury w stronę klimatu lub środowiska (wąsko rozumianych). Nie każda wystawa musi być o wzroście temperatury na Ziemi czy o podnoszeniu się poziomu wód. Ważniejsza jest świadoma praca w kierunku ograniczania wpływu na naturę, wzmacniania sprawiedliwości społecznej, a więc i współpraca instytucji kultury także pomiędzy sobą: zaczynając od świadomych wyborów rozwiązań produkcyjnych (materiałów, transportu itd.), a kończąc na namyśle nad nadprodukcją informacji, wydarzeń czy wystaw.

Kryzys klimatyczny to splot wielu kryzysów: gospodarczego, wspólnoty, bezpieczeństwa socjalnego – i wielu innych. Zadaniem miejsc związanych z kulturą, sztuką i edukacją powinno być, jak sądzę, ich odkrywanie i komentowanie: szczególnie w przypadku takich zjawisk, które są trudno zauważalne czy niezrozumiałe z powodu ich złożoności. Wydaje mi się, że takim niełatwym do rozpoznania dla większości problemem jest przede wszystkim związek zmian klimatycznych z systemem kapitalistycznym (co niektórzy znają pod pojęciem kapitałocenu).

Żeby to się mogło wydarzyć, ważna jest (auto)edukacja pracowniczek i pracowników sektora kultury. Jedną z takich inicjatyw jest think-tank „Postwzrost w muzeach”, współorganizowany przez Muzeum POLIN i MSN, w którym miałam okazję uczestniczyć w ostatnich miesiącach. Wspólnie z innymi uczestniczkami zastanawiałyśmy się nad przyszłością instytucji kultury i kierunkiem, który powinny obrać, by stać się częścią frontu przeciwdziałania kryzysom, o których przed chwilą powiedziałam.

Jedną z obserwacji, którą dyskutowałyśmy, był pewien opór instytucji. Po części wynikał on z czynników od instytucji niezależnych: ich zadaniem jest często spełnianie norm lub założeń oceniających efekty działań w sposób ilościowy, co związane jest z problemem nadprodukcji przy jednoczesnej rywalizacji z innymi instytucjami o uwagę odbiorców/czyń. Tak było na przykład w przypadku wielości zeszłorocznych wystaw podejmujących temat klimatu i antropocenu. Podejmowano podobne wątki, często prezentowano podobne prace – a nad każdą z wystaw pracował osobny zespół, który wykonywał prace koncepcyjne, logistyczne, produkowane były osobne materiały promocyjne. To, paradoksalnie, wpisuje się w kapitalistyczne wyobrażenie o (nad)produkcji sztuki. Tymczasem przeciwdziałanie kryzysowi klimatycznemu musi być działaniem wspólnotowym, przekraczającym rywalizację. Stąd w trakcie wspólnych dyskusji pojawił się pomysł, by zamiast kilku lub kilkunastu wystaw o podobnej tematyce stworzyć przy współpracy kilku podmiotów jedną, migrującą pomiędzy miastami.

 

materiały cyklu "Przesilenia" | Pawilon

 

Wiemy już, jaka była geneza cyklu i w jakim kontekście należy go postrzegać. Porozmawiajmy więcej o samym cyklu. Co oznaczają tytułowe „Przesilenia”?

Nazwa ta odnosi się do momentu krytycznego, do przełomu – myślę, że to najlepiej opisuje kryzys, w jakim obecnie się znajdujemy i który weryfikuje wydolność naszego systemu. A w związku z tym, że mamy do czynienia ze splotem wielu kryzysów, w tytule cyklu pojawiła się liczba mnoga.

Tak jak przesilenia w cyklu pór roku oznaczają okres pomiędzy zakończeniem się jednej a rozpoczęciem kolejnej, tak my jesteśmy w momencie niewiedzy i niepewności; przełomu, który doprowadzi nas – nie wiadomo dokąd… Raporty IPCC, postrzegane jako dość umiarkowane, prezentują katastroficzne scenariusze przyszłości; jeśli natychmiast nie podejmiemy radykalnych działań, możemy przekroczyć próg krytyczny wzrostu temperatury o 1,5ºC nawet w kolejnej dekadzie XXI wieku.

Istotą trwającego przesilenia jest jednak to, że jeszcze nie nastąpiło: nie przekroczyliśmy jako ludzkość momentu, kiedy będzie za późno na podejmowanie jakichkolwiek działań mogących zmianę zatrzymać lub choć opóźnić. Nadal wierzę, że mamy wpływ na naszą przyszłość na Ziemi i możemy się efektywnie przeciwstawić katastrofie. W innym przypadku jedyne, co nam pozostanie po faktycznym przesileniu, to próbować przeżyć, próbować przetrwać.

 

W jaki sposób tytułowe przesilenia ujawniają się w debatach i spotkaniach w ramach cyklu? Pytam więc o to, w jakich sferach tematycznych przyglądasz się przesileniom i co oznaczają one w praktyce.

W wiosennej odsłonie cyklu zdecydowałam się przyjrzeć chwilom ujawniania się i rozlewania krytycznych momentów w przestrzeni publicznej. Rozmawialiśmy więc o protestach klimatycznych, o aktualnym i przyszłym stanie działań aktywistycznych oraz ich roli w kształtowaniu postaw młodego pokolenia (dyskusja „Pokolenie CO2? Pokoleniowość, wspólnoty i zmiany w czasach kryzysu”). Podczas rozmowy „Kruszenie betonu” dyskutowałyśmy o zeszłorocznych strajkach osób kobiecych oraz społeczności LGBTQ+ – o przeciwstawianiu się dyskryminacji systemowej. Ten sam system, który pozwala na eksploatowanie planety i niechybną jej zagładę, przyzwala na dyskryminację osób nieheteronormatywnych. I młode pokolenie to wie, wyraźnie dostrzega tę niesprawiedliwość, a zarazem narusza ten stan – czego, przyznam, im zazdroszczę. Chciałabym jako nastolatka mieć taką świadomość dotyczącą zagrożenia zmian klimatu i taką wrażliwość na szerokie spektrum tożsamości, jaką mają dzisiejsi licealiści i licealistki.

Natomiast jesień rozpoczęłyśmy tematem systemu edukacji i reedukacji. Mówiłyśmy o brakach w rzetelnej edukacji klimatycznej, o szkole, która w obecnym kształcie, opartym na reprodukcji i na internalizacji hierarchicznego modelu społeczeństwa, nie odpowiada na wyzwania współczesności. Szkoła przystosowuje swoich wychowanków do bycia częścią systemu opresji, niebuntowania się, biernej akceptacji zasad. Na szczęście istnieje także wiele oddolnych inicjatyw, alternatywnych modeli edukacji, które zapełniają systemowe luki i wspierają obserwowane pokoleniowe zmiany. Edukacja klimatyczna dzieje się obecnie pomimo stanu edukacji szkolnej i kryzysu edukacyjnego, który spotęgowała pandemia.

 

A przyszłość? Jakie tematy będą dyskutowane podczas najbliższych wydarzeń z cyklu?

Najbliższe spotkanie dotyczyć będzie intersekcjonalności w kontekście zmian klimatycznych. Intersekcjonalność to nakładanie się i krzyżowanie różnych kategorii społecznych (np. orientacji seksualnej, etniczności, przynależności klasowej) związanych z dyskryminacją. Działania proklimatyczne powinny być intersekcjonalne, to znaczy łączyć wątki między innymi feministyczne, pracownicze, tożsamościowe – zarówno na poziomie identyfikowania przyczyn, jak i skutków zmian klimatu. Powinny przyglądać się obszarom, gdzie pojawiają się nierówności i gdzie ktokolwiek walczy o swoje prawa.

Międzynarodowe ruchy klimatyczne często podnoszą kwestię intersekcjonalności w kontekście globalnej sprawiedliwości klimatycznej. Zauważają, w jak nierówny sposób skutki kryzysu klimatycznego dotykają społeczności o odmiennym kapitale finansowym, kulturowym i społecznym. Tak zwana Globalna Północ żyje kosztem Globalnego Południa; społeczności wiejskie dotykają skutki działań wielkich ośrodków przemysłowych – tam, gdzie eksploatuje się paliwa kopalne, mieszkańcy i mieszkanki ponoszą koszty środowiskowe w większym stopniu niż mieszkańcy miast i metropolii. W Polsce widać to wyraźnie na przykład na obszarach odkrywkowego wydobywania węgla brunatnego – we wschodniej Wielkopolsce doprowadziło to do wysychania okolicznych terenów rolniczych i jezior. Dlatego kluczowe jest, by systemowo walczyć z pogłębianiem się tego rodzaju podziałów i niesprawiedliwości. Intersekcjonalność jest nam niezbędna – a szansę na jej włączenie do proklimatycznych działań aktywistycznych dostrzegam w zróżnicowaniu w obrębie grup aktywistycznych. Ich członkinie i członkowie wywodzą się z różnych środowisk, co ułatwia „skrzyżowaną”, międzysektorową refleksję.

Swój intersekcjonalny charakter wyraźnie podkreśla między innymi kolektyw Wilczyce. Walczą one o las i solidaryzują się z nieludzkimi istotami. Jednocześnie wyraźnie wskazują, że walczą o przyszłość w świecie wolnym od faszyzmu, patriarchatu, homo- i transfobii. Bo jeśli mamy walczyć o uniknięcie katastrofy klimatycznej, to tylko dla przyszłości bezpiecznej i sprawiedliwej dla wszystkich.

Cykl zakończymy grudniowym spotkaniem poświęconym gniewowi – afektowi, który pozwala nam licznie wyjść na ulice (jak przed rokiem), a zarazem łatwo ulega – jak to ujmował Peter Sloterdijk – odłożeniu do „banku”; z łatwością godzimy się na opóźnienie erupcji, w miejsce gniewu wpuszczając… przyzwyczajenie? marazm? adaptację do kryzysu? Czy gniew jest wciąż uczuciem mobilizującym, czy przeciwnie – paraliżującym? Może jego miejsce zajmuje depresja klimatyczna lub to, co Ewa Bińczyk nazywa „marazmem antropocenu”? „Przesilenia” zamkniemy więc pytaniem do nas samych – o to, jak właściwie czujemy się po półtora roku pandemii, po lockdownie, ale i po zeszłorocznej strajkowej fali.

 

I co dalej? Pytam nie tyle o to, co po zakończeniu cyklu, ile o Twoją wizję dalszej przyszłości. Chociaż… czy w kontekście nadchodzącej katastrofy możemy w ogóle mówić o przyszłości?

Nie wybiegam za daleko w przyszłość. Wizja świata za 20, 30 lat napełnia mnie niepewnością – choć jeszcze nie lękiem. Dlatego skupiam się na bieżących zadaniach, na byciu obecną w tej burzliwej teraźniejszości, od której zależą kolejne lata.

Daję sobie 10 lat na działanie i obserwowanie zmian. Jeśli nic nie zmieni się w ciągu tych 10 najbliższych lat – najpewniej nie pozostanie nam nic innego, niż wejść w tryb przetrwania.