3/2021 Na teraz

Kultura gwałtu

Mateusz Żebrowski
Film

My – męscy recenzenci – zderzając się z takimi filmami jak „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” Emerald Fennell, powinniśmy z pokorą i uwagą obejrzeć ów akt oskarżenia wobec agresywnego patriarchatu. Produkcja jest kolejną odsłoną kinowego procesu wytoczonego kulturze przemocy i gwałtu. Obok „Obiecującej. Młodej. Kobiety.” w ciągu ostatnich miesięcy mężczyźni zebrali cięgi między innymi w „Asystentce” Kitty Green, „Nigdy, rzadko, czasami, zawsze” Elizy Hittman, „Niedosycie” Carlo Mirabelli-Davisa i „Niewidzialnym człowieku” Leigha Whannella. To wystarczająco duża łyżka audiowizualnego dziegciu, by przemyśleć, jak i czym zawiniliśmy zbiorowo – jako uprzywilejowani przedstawiciele społeczeństwa (szczególnie jeśli mówimy o białych i heteroseksualnych mężczyznach); ale również jak i czym zawinił każdy z nas z osobna. Jeśli więc ktokolwiek, drodzy koledzy, myśli o sobie jako o „miłym dżentelmenie”, to być może powinien wziąć do serca słowa Cassie, głównej bohaterki filmu Fennell, że to właśnie tacy „okazują się najgorsi”.

Kiedy oglądam nakręcone przez reżyserki filmy, opowiadające o tym, jak żyje się kobietom w świecie patriarchatu, mam ochotę bić się w pierś, a może nawet zapaść pod ziemię. Z jednej strony dzieła te otwierają oczy, uczą patrzeć na pozornie przezroczyste konwenanse z odmiennej perspektywy. Z drugiej sprawiają jednak, że z tyłu mojej głowy pojawia się paląca myśl: a co jeśli nieświadomie mogłem ranić i/lub lekceważyć kobiety? Trudno, będąc mężczyzną, przebrnąć przez „Obiecującą. Młodą. Kobietę.”, trudno potem napisać o tym filmie coś, co nie będzie jedynie pysznym męskocentrycznym sprawozdaniem z seansu. Dlatego tekst ten traktuję jako pokorną ekspiację – a pokutą (bolesną!) niech będzie próba zrozumienia zjawisk przedstawionych w „Obiecującej. Młodej. Kobiecie.”.

Znaczący jest fakt, że dopiero teraz, gdy w wielu przybytkach dziesiątej muzy wciąż słychać jedynie świst wiatru dochodzący z otworów wentylacyjnych, w zbiorowej świadomości kinomanów zaczęły dominować takie tytuły, jak „Obiecująca. Młoda. Kobieta.”. Postaci z kina feministycznego zastąpiły herosów z Marvela oraz DC i stały się superbohaterkami czasów pandemii. Amerykańska produkcja jest tego najlepszym przykładem. Carey Mulligan wciela się w niej w nieco przygaszoną trzydziestolatkę pracującą w kawiarni, która nocą przywdziewa strój mścicielki i wybiera się do klubu. Trykotem Cassie są obcisłe i nieco frywolne stroje, a supermocą udawanie upojenia alkoholowego. Tak przygotowana wabi „miłych dżentelmenów”, którzy chcą pomóc bezbronnej niewieście w potrzebie, odprowadzając ją do domu. Zawsze jednak w wyniku niespodziewanych okoliczności dziewczyna, zamiast w swoim mieszkania, ląduje w lokum adoratora. Bo przecież druga taka okazja może się już nie nadarzyć, a bohaterka jest, jak twierdzą panowie, „taka piękna”. Całkiem trzeźwa dziewczyna daje im nauczkę, ale jednocześnie utwierdza się w przekonaniu, że zawsze znajdzie się potencjalny „kulturalny gwałciciel”. Odmalowanie takiego obrazu relacji damsko-męskich wydało mi się w pierwszej chwili nazbyt jednostronne. Czy naprawdę jest aż tylu facetów niepotrafiących pohamować swoich żądz? Moje wątpliwości rozwiały badania fundacji „Ster”, według których dziewięć na dziesięć Polek doświadczyło molestowania seksualnego, a połowa była całowana lub dotykana bez ich przyzwolenia. W USA jest jeszcze gorzej. Raport organizacji Thomson Reuters podaje, że Stany Zjednoczone są dziesiątym najniebezpieczniejszych krajem dla kobiet na świecie.

„Obiecująca. Młoda. Kobieta.” jest stanowczym sprzeciwem wobec świata, w którym zachętę do gwałtu czy molestowania mogą stanowić krótka spódniczka ofiary, upojenie alkoholowe czy narkotyki, bo „skoro tak się ubrała”, „do takiego stanu się doprowadziła”, to „sama się prosiła”, „sama jest sobie winna”. Wciąż przecież usprawiedliwiamy oprawców, bo „raz nie zawsze, a dwa razy nie często”. Niektórzy dostrzegają problem dopiero wtedy, kiedy agresja seksualna dotyka jego córkę, matkę, żonę, siostrę, przyjaciółkę. Niektórzy nie dostrzegają nigdy. Tak, nie tylko gwałciciele są winni istnienia kultury gwałtu. W równym stopniu wynika ona ze społecznego przyzwolenia – ktoś broni seksualnych drapieżników w sądzie; ktoś inny chętniej nazwie ofiarę „puszczalską”, niż będzie jej współczuł; a jeszcze ktoś machnie ręką i nie wyciągnie konsekwencji wobec oskarżonego mężczyzny, bo to przecież „młody obiecujący” lekarz, prawnik czy naukowiec.

Cassie ma w sobie coś z Harley Quinn z niedawnych „Ptaków nocy” Cathy Yan. W kulminacyjnej sekwencji kostium bohaterki „Obiecującej. Młodej. Kobiety.” ma zresztą w sobie pewną kpiarską bezczelność, z której znany jest image i zachowanie słynnej postać z uniwersum DC. Obie kobiety mszczą się za krzywdy doznane w przeszłości i obie walczą z męskim dyktatem. Zarówno Cassie, jak i Harley są infantylne, jakby zatrzymały się na ciągłym przeżywaniu swojego nastolęctwa, ale ich naiwność jest samoświadomą pozą, z której robią użytek, by uśpić przeciwników.

„Obiecująca. Młoda. Kobieta.”, chociaż opowiada o tym, co trudne i bolesne, ogrywa temat w sposób niezwykle atrakcyjny wizualnie, dający widzowi odbiorczą satysfakcję. Garściami czerpie z konwencji gatunkowych – raz jest mrocznym thrillerem, rape and revenge movie, by chwilę później przejść transformację i stać się realistycznym dramatem, a następnie przeuroczą komedią romantyczną. Jednocześnie Fennell pośród rewii atrakcyjnych rozwiązań fabularnych i wizualnych nigdy nie traktuje swojej opowieści nazbyt lekko. Żart, pastisz, a nawet odrobina slapsticku to jedynie maska, pod którą skrywają się trauma, złość i niezgoda na świat, z jakim przyszło się kobietom mierzyć. W każdej chwili seans przedstawianej po Tarantinowsku zemsty może ewoluować. Parodystyczny nawias nagle znika, a widzowie muszą stanąć oko w oko z prawdziwie wstrząsającą, emocjonalną sceną. Tak jest chociażby, kiedy na ekranie pojawia się dawny adwokat gwałcicieli (Alfred Molina). Moment ten jest kluczowy między innymi dlatego, że ujawnia prawdziwe intencje Cassie-mścicielki. Odwet jest dla dziewczyny tylko jedną z opcji. Nie musi dojść do skutku. Najważniejsze, żeby druga strona wyznała grzechy, pojęła ich okropność i żałowała dawnych win. Każdy z nas powinien spróbować uderzyć się w pierś, paść na kolana i prosić o wybaczenie – dostrzec swoją miernotę, która przyczyniła się do czyjegoś cierpienia. Niestety większość słusznie oskarżonych stać jedynie na banalne wymówki, typu: „bo wtedy byłem młody/inny”, „nie ma co do tego wracać”.

Reżyserka „Młodej. Obiecującej. Kobiety” dokonuje również reinterpretacji i rehabilitacji muzyki pop przełomu wieków. Ikony tamtego okresu – Britney Spears i Paris Hilton – których piosenki pojawiają się w filmie, uznawane były za twórczynie muzyki banalnej, naiwnej, infantylnej, ubranej w kostium nastoletniej seksualności rodem z high school. Fennell traktuje jednak pop jako manifest beztroski i nieoczywistej niewinności, do której każdy ma prawo i która nie powinna zostać w żaden sposób wykorzystana. Lizak, gumka frotka, plisowana spódnica i tatuaże z gumy balonowej są jednocześnie symbolami utraconego dojrzewania, zderzającego się z bezlitosną i brutalną codziennością życia w patriarchalnym i seksistowskim społeczeństwie. Słynny przebój „Toxic” Britney Spears, przywoływany w kluczowych momentach produkcji, brzmi tu niczym oskarżycielski hymn przeciwko toksycznej męskości, od której niezwłocznie należy się uwolnić.

„Obiecująca. Młoda. Kobieta” jest filmem niezwykle nowoczesnym – dynamicznym, przebojowym, świetnie zrealizowanym i zagranym. Dającym przewrotną satysfakcję znaną z kina Quentina Tarantino, gdy ten przepisywał historię znaną z kart podręczników, a jego bohaterowie dawali wycisk nazistom albo rasistom. Pewnym nietaktem jest jednak porównywać obraz Fennell do kina wyreżyserowanego przez mężczyznę. „Obiecująca. Młoda. Kobieta.” to raczej rewers męskocentrycznego punktu widzenia. To zupełnie tak, jakby „Lolitę” Vladimira Nabokova, zamiast rosyjskiego literata, stworzyła pisarka, a narratorem opowieści uczyniła tytułową postać, a nie podstarzałego pedofila. Historia z perspektywy Dolores nabrałaby zupełnie innego charakteru. Kobiety dzięki większej liczbie  takich wypowiedzi mogłyby zyskać autonomiczny głos rozsadzający prymitywną narrację o winie tej, która zerwała owoc i skusiła Adama. Nadszedł czas, by wysłuchać wersji Ewy czy też, jak kto woli, Cassie.

„Obiecująca. Młoda. Kobieta.”
reż. Emerald Fennell
premiera: 5.03.2021