Nr 8/2022 Na dłużej

„Jestem tu jedna, jedna”? COVID-19 i nowa poezja

Zuzanna Sala
Esej Literatura

„[I]mmunis jest ten, kogo nie dotyczą zobowiązania i zagrożenia, którym muszą stawić czoła wszyscy pozostali, ten, kto łamie obieg cyrkulacji społecznej, ustanawiając się całkiem poza nim”.
Roberto Esposito, Immunizacja i przemoc[1]

 

Minęły dwa lata od początku pandemii COVID-19 w Polsce i możemy już powiedzieć bez żadnych wątpliwości: koronawirus doskonale się metaforyzuje. Nie jest to jednak przypadek szczególny. O chorobie jako metaforze pisze się od czasu słynnego eseju Susan Sontag, a dziś zapewne – biorąc pod uwagę żywotność studiów maladycznych w humanistyce – tekstów na ten temat powstaje więcej niż kiedykolwiek.

Niebezpieczeństwa wpisane w covidowe praktyki metaforyczne są znane: myślenie o pandemii jak o wojnie ma uzasadniać poświęcenie bohaterów, społeczną mobilizację czy nieprzygotowanie służby zdrowia i struktur państwowych (wrogi atak jest bowiem ze zrozumiałych względów zaskakujący – nie należy za to nikogo winić)[2]. Analiza językowych konstrukcji potrafi być niezwykle frapująca i mówi nam nie tylko o tym, w jaki sposób COVID-19 kształtuje się w społecznej świadomości, ale też o tym, jak społeczna świadomość kształtuje się w COVID-19. Badając metaforykę dotyczącą SARS, Agnieszka Wojtukiewicz zwróciła uwagę na zaskakujące przesunięcie. O ile w przypadku AIDS i innych wirusowych chorób media często zwracały się w stronę porównań mobilizacyjnych i militarnych, wskazując na powszechność zagrożenia i wspólnotowość frontu, o tyle w tym przypadku było inaczej:

SARS często przedstawiany jest […] jako pojedyncza siła – „zabójca”, „zabójczy wirus” albo agresywne zwierzę, które „gryzie” lub które rządy próbują „upolować”[3].

Indywidualizacja doświadczenia choroby wiąże się więc nie tylko z przymusową izolacją, ale przekłada się też na samo myślenie o zagrożeniu. W tym kontekście pojedynczego zabójcę można przedstawić w kontrze do wrogich wojsk: wojna jednoczy i wymusza stworzenie frontu, pojedynczy zabójca wywołuje lęk i motywuje do wynajdywania indywidualnych sposobów obrony. COVID-19 miałby – idąc tym tokiem myślenia – powodować budowanie prywatnych tarcz i zabezpieczeń, sprowadzać nas do „ja”. W literaturze potwierdzają to liczne i prędko organizowane konkursy na dzienniki pandemii[4] – literatura dokumentu osobistego stała się w sytuacji izolacji domyślną formą artystycznej ekspresji.

Związki poezji i koronawirusa nie są jednak tak oczywiste. Na pierwszych miesiącach 2022 roku nie można zignorować obecności covidowych wierszy (albo i całych tomów), trudno jednak powiedzieć z pełnym przekonaniem, aby świadczyły one o zwróceniu się twórców ku strategiom konfesyjnym. Alina Świeściak w recenzji „Widoków wymazów Kacpra Bartczaka pisała:

Wymazy, wirusy, szczepienia, odporności, maseczki, efekty kwarantannowe i paszporty covidowe przydarzają się tym wierszom, infekują je, ale i pozwalają się przekuć na niehegemoniczne wiązania, a zatem nie różnią się szczególnie od innych materiałów podlegających mutacjom i akceleracjom.

Użycie metaforycznej konstrukcji zainfekowania wiersza przez tropy covidowe (rozumiane artefaktowo, hasłowo – jako medyczne słowa, które wkradają się do słownika poety) jest ciekawe i w pewnym sensie oddaje ogólny charakter relacji między nową poezją i pandemią. Koronawirus – jak można byłoby rozwinąć myśl katowickiej krytyczki – tak jak każde inne wydarzenie stanowi nieredukowalny element przestrzeni społecznej i dlatego wielu twórców nie może go przeoczyć. Włączają więc go do wiersza na takich samych zasadach, jak włącza się każdy inny element świata – czyli bez udawania, że istnieje jakaś alternatywa, że poezja bez świata jest możliwa, że jest wobec niego rozłączna et cetera.

Czy jednak proponowana przez Świeściak metafora „infekowania” oddaje jedyny sposób, w jaki koronawirus wpłynął na polską poezję najnowszą? Zdawałoby się, że odpowiedź twierdząca jest zbyt prosta – pomija choćby skalę zjawiska. Gdy po 2010 roku powstał fenomen poezji smoleńskiej, ta była przyrównywana między innymi do twórczości okresu stanu wojennego, a Bartosz Sadulski i Przemysław Witkowski pisali, że w ciągu ostatnich dwudziestu lat nie było żadnego wydarzenia ze sfery publicznej, które umotywowałoby powstanie tak wielu utworów o ujednoliconej tematyce[5]. Dziś duża liczba wierszy na jeden temat nikogo nie dziwi, nikt raczej nie uważa tego za zjawisko wyjątkowe. Masowe pisanie rymowanek korzystających z lingwistycznej żonglerki słowami „koronawirus”, „korona” i „ukoronowany” wywołać może na twarzach regularnych czytelników poezji jedynie pobłażliwy uśmiech. Jednak oprócz poezji na facebookowych grupach twórczych i wysyłanej masowo na okazjonalne konkursy (czyli tej, którą ciekawie analizuje się jako fenomen socjologiczny, lecz która ze względu na swoją prostotę i generyczność nie pozostawia zbyt wiele przestrzeni do sensownej interpretacji krytycznej) mamy jeszcze niedające się zignorować wiersze poetów i poetek, którym warsztatowa biegłość pozwala kontrolować owe „infekcje wiersza”.

Zanim jednak przejdziemy do konkretnych przykładów, warto zastanowić się nad jeszcze jedną cechą, która mogłaby zostać uznana za charakterystyczną dla wierszy okołopandemicznych (i tym samym za odróżniającą COVID-19 „od innych materiałów podlegających mutacjom i akceleracjom”), a mianowicie – nad jednostkowością perspektywy. Schodząca do poziomu pojedynczego wiersza metaforyka SARS-CoV-2, o której pisała Wojtukiewicz, nie pojawiła się w języku bez powodu, a jej śladów można szukać także poza obiegiem informacyjnym. Nie sposób nie zauważyć, że przywoływana wyżej wypowiedź Świeściak dotyczy książki Bartczaka, który w okresie pandemii wydał najbardziej konfesyjny ze wszystkich swoich dotychczasowych tomów. Jest to co prawda konfesja specyficzna, bo autokreacyjna, umocowana bardziej w tradycji literackiej niż w próbach oddania niezapośredniczonego doświadczenia, ale jednak ustawiająca na powrót wizję sieci społecznej tak, by w jej centrum znajdował się podmiot mówiący. Rzecz jasna, trudno upatrywać źródeł tej zmiany jedynie w pandemicznych warunkach tworzenia, wszak Bartczak okazywał żywe zainteresowanie kategorią autokreacji już od jakiegoś czasu[6]. Nie można jednak zupełnie przeoczyć charakterystycznego dla „Widoków wymazów” współwystępowania twórczych prób autokreacyjnych z ukonstytuowanymi covidowo obrazami samotnego kontaktu ze światem.

Taką właśnie tendencję – skupienia się na doświadczaniu „ja” – próbują uchwycić Jolanta Prochowicz i Bartosz Wójcik, redaktorzy antologii „Poetki na czasy zarazy”, gdy decydują się na przedrukowanie przedpandemicznego wiersza Krystyny Miłobędzkiej:

najprędzej gubię czasowniki, zostają rzeczowniki, rzeczy
już tylko zaimki osobowe (dużo ja, coraz więcej ja)
a imiona? giną, spójniki giną
trzy słowa, dwa słowa
wreszcie mój, mój we mnie
mój ze mną
świat
ja w pierwszej i ostatniej osobie

Skojarzenie metafory reorganizacji języka z warunkami izolacji jest symptomatyczne, kieruje nas w stronę myślenia skoncentrowanego na jednostce. Potraktowanie wiersza Miłobędzkiej jako komentarza dotyczącego współczesnych warunków komunikacyjnych nie zostało opatrzone odredakcyjnym wyjaśnieniem – redaktorskie motywacje musiały się więc jawić jako domyślne.

Tekst autorki „Po krzyku” nie był tu zresztą wyjątkiem. Podobny zabieg nadania nowego, pandemicznego wydźwięku poprzez przedruk w antologii miał miejsce w przypadku Justyny Bargielskiej czy Lubowy Jakymczuk. Ta pierwsza w wierszu pierwotnie opublikowanym w „Dziecku z darów”[7] opisywała doświadczenie przejmującej samotności, które próbuje przełamać wysłaniem maila. Ta druga pisała o wojnie w Donbasie, a inicjalna fraza jej wiersza – „wszystkie moje związki rodzinne teraz są telefoniczne”[8] – łatwo (być może zbyt łatwo?) dawała się rekontekstualizować „na czas zarazy”.

Opisane wyżej redakcyjne manewry każą się zastanowić, czy aby na pewno chęć uchwytywania doświadczeń samotności i wyalienowania jest tak fundamentalnie związana z pandemicznymi warunkami życia, jak chciałoby się sądzić. Wątpliwość tę podsyca dodatkowo lektura tomu Kamili Janiak „Zakaz rozmów z osobami nieobecnymi fizycznie” (2020) – książki tematyzującej kwestię covidovej izolacji, wskazującej literalnie na aktualność opisywanych scen. Jak słusznie zauważyła w swojej recenzji Marta Koronkiewicz, najnowsza publikacja Janiak jest jednak „raczej kroniką niż dziennikiem”, a metoda twórcza poetki przesunęła się z ekspresyjnych, często wulgarnych zestawień zewnętrznych warunków funkcjonowania z emocjonalnym wnętrzem (charakterystycznych dla poprzednich tomów Janiak) w stronę znacznie bardziej wyciszonej liryki sytuacyjnej. Fakt, że autorka „zwęglonej jantar” przeszła w swojej pandemicznej książce zupełnie inną drogę niż ta, której można byłoby się spodziewać po indywidualizujących, konfesyjnych tendencjach językowych – drogę od „ja” do szerokiej panoramy sieci społecznej – komplikuje nieco wnioski o komunikacyjnych przesunięciach w koronawirusowej poezji.

Nie bez powodu zresztą wspomniana antologia „Poetki na czasy zarazy” zawiera równie wiele wierszy o samotności i o prawach kobiet (czyli tekstów o wydźwięku proaborcyjnym i antyprzemocowym). Co prawda Prochowicz nazwała we wstępie poezję kobiet „poezją doświadczenia kobiet” (sic!), ale zwróciła też uwagę na szczególną – zwłaszcza z punktu widzenia socjalnego feminizmu – perspektywę izolacji:

Dom – sfera prywatna, do której powrót był koniecznością – w czasie rozprzestrzeniającej się pandemii w liberalnych narracjach jawi się jako to, co najbardziej osobiste, autentyczne, wolne od społecznych determinacji i działania władzy. W narracjach wrażliwych genderowo z kolei jest także miejscem wyzysku, nieodpłatnej pracy opiekuńczej, emocjonalnej, fizycznej i reprodukcyjnej oraz przestrzenią przemocy. Pandemia jednoznacznie pokazała, że sfera prywatna broniona przez reguły kapitalizmu nie jest bezpiecznym miejscem dla osób z doświadczeniem kobiecości.

Tytułowy „czas zarazy” stał się więc w antologii także czasem wyostrzonej czujności na przemoc, a ze względu na wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który zapadł w Polsce w październiku 2020 roku – czasem społecznej mobilizacji i intensywnego protestu w obronie praw kobiet. Dzięki kontekstowi politycznemu fundacyjne dla antologii pojęcie pozornie rozszerzyło swoje znaczenie, ale w gruncie rzeczy – uległo kontekstualizacji i uhistorycznieniu. Dlatego też wiersze związane ze Strajkiem Kobiet zdają się najlepszą i najrzetelniej uzasadnioną częścią całej pandemicznej antologii. Koronawirusową narrację uspójniło doświadczenie kolektywne i polityczne, a nie – jak można by oczekiwać – związane z opisem samotności.

fot. Kai Bossom on Unsplash

Ciekawie w tym kontekście prezentują się także autorskie korekty i przepisywania covidowych utworów. Wydana z końcem marca 2020 roku jednodniówka poetycka „Wiersze w czasach zarazy” pomieściła utwory dwudziestu twórców. Broszurę otworzył tekst Anny Adamowicz:

_____

jedyna zbrojna rewolucja jakiej pragnę
to okruch RNA w kuleczce z białka
który wyludni ulice i tramwaje
który zamknie restauracje i fabryki
który wyludni place i pociągi
który zamknie banki i magazyny
skróci oddech wydłuży oddech

okruchu RNA w kuleczce z białka
daj wszystkim umowę o pracę
święty spokój i zapasy w domu
szybki internet i czyste powietrze
spraw żeby tarnina pachniała jak co roku
a ostre marcowe słońce pocięło wszystkich
skróć oddech wydłuż oddech

Wiersz ten może zastanawiać z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszym jest jego przekorna perspektywa – próby oswojenia pandemii koronawirusa nie tyle językiem apokalipsy, ile myśleniem politycznym. Podczas lektury do głowy mogą przychodzić skojarzenia ze wszystkimi głośnymi, motywowanymi stanem wyjątkowym dyskusjami o prawach pracowniczych, możliwościach pozytywnego wykorzystania biopolityki czy o gospodarce globalnej – dobry przegląd dyskursywnych tekstów na te tematy można było od początku pandemii śledzić na facebookowym fanpage’u czasopisma „Praktyka Teoretyczna”. Wiersz Adamowicz nie jest jednak prostą próbą wpisania się w te debaty czy optymistycznego pomyślenia o potencjale demistyfikacyjnym sytuacji pandemicznej, ale nie jest też próbą wypisania się z takich dyskusji czy perspektyw. Wszak w rozmowie z Karoliną Kapustą Adamowicz mówiła o pozytywnych skutkach pandemii i jednocześnie jej destrukcyjnym charakterze czy też nie bagatelizowała jej negatywnego potencjału. I w takiej ramie działa również ów wiersz: jego pierwsza strofa zdaje sprawozdanie z postapokaliptycznego krajobrazu, a pragnienie podmiotki jest zarazem niepokojące i kojące.

Drugim powodem zaskoczenia może być świadomość tego, jaką drogę przebyła inicjalna fraza wiersza („jedyna zbrojna rewolucja jakiej pragnę”): od pandemicznej jednodniówki do znalezienia się w tomie „Nebula” (2020) – który, nota bene, kończy się specyficznym dopiskiem: „Autorka pragnie podziękować […] pandemii wirusa SARS-CoV-2 za podarowanie wolnego czasu niezbędnego do zakończenia prac nad książką”. W tomie poetka umieściła znacznie krótszy utwór zatytułowany „idę z tyłu, bo chodnik jest za wąski”:

chciałabym, żeby przylecieli po mnie kosmici,
a jedyna zbrojna rewolucja, jakiej pragnę,
to koniec świata, który wszystkich zmiecie z planszy (s. 12).

Pandemiczny trop został tu zastąpiony fantazją rodem z myśli Juana Posadasa (na co zresztą wskazywał Dawid Kujawa w swojej recenzji), a już sam tytuł wiersza, zarysowujący sytuację liryczną, choć oderwany nieco od głównego tekstu, świadczy o jakiejś kolażowości ostatecznego materiału poetyckiego. U Adamowicz koronawirus po kilku miesiącach od początku pandemii przeszedł od roli upragnionej „jedynej zbrojnej rewolucji” do technicznego uwarunkowania zapewniającego czas, który można przeznaczyć na pracę literacką, ograniczył swoją dosłowną obecność w wierszu na rzecz bycia tłem procesu twórczego.

Co ciekawe, do podobnej niechęci wobec literalnego wprowadzania tematyki koronawirusa do wierszy przy jednoczesnym traktowaniu go jako patrona ostatniej książki przyznaje się Przemysław Suchanecki. W rozmowie ze mną[9] autor zadeklarował, że jego drugi tom poetycki zatytułowany „O” jest w istotnej części próbą oddania atmosfery zamknięcia i odizolowania – ta zaś wiąże się z warunkami życia w pandemii. Jak u innych twórców, u Suchaneckiego także można doszukać się covidowej terminologii czy medycznego rekwizytorium – stosowane są one jednak wyjątkowo oszczędnie. Wiersz o znamiennym tytule „To nas atakują przeciwciała” otwierają słowa: „

Brałeś przed się i to skarlało / Zawsze była szarość”. Wizja bardziej lub mniej metaforycznej wycieczki rozpoczyna się deklaracją bezradności albo nawet niemocy. „Przed się wzięcie” maleje w oczach i chociaż w dalszej części tekstu jukstapozycje budują obraz pędzącej wyobraźni, to pojawiające się tam czasowniki i epitety raczej studzą eksploracyjny zapał, niż go podsycają. Na najciekawszą rzecz wskazuje jednak tytuł: „To nas atakują przeciwciała”. Metafora immunologiczna kształtuje specyficznie pojęty podmiot zbiorowy: tych, którzy stanowią zagrożenie dla szerzej rozumianego organizmu. Przeciwciała to taka biologiczna policja – myślimy o nich dobrze, dopóki nie atakują naszych. U Suchaneckiego perspektywa się odwraca, to „nasi” (to „my”) są instancją zagrażającą. Obrazy w wierszu nakładają się palimpsestowo: widoki pandemiczne prześwitują przez ekologiczną metaforę człowieka jako pasożyta, w tle majaczy metaforyzowanie chorób autoimmunologicznych, portretowanie kleistości miasta i dźwięków natury. Autor „Wtracenia” robi wiele, by uniknąć łatwej alegoryzacji – chodzi mu raczej o uchwycenie atmosfery niż konkretnego miejsca i czasu. Owszem: tu pojawią się „przeciwciała”, gdzie indziej w tomie znajdziemy „zarazę”, wszystko jednak zostało skrupulatnie wyczyszczone z literalnych pandemicznych opisów.

Dotychczasowe rozważania nie powinny nas jednak prowadzić do ustalenia prostej opozycji między „koronawirusem jako tematem wiersza” a „koronawirusem jako tłem dla utworu/książki”. Byłaby ona w tym sensie fałszywa, że każdy wiersz, który stawia sobie za zadanie opisanie i skomentowanie zjawiska łączącego w sobie tak wiele problemów społecznych, będzie prawdopodobnie skazany na artystyczną klęskę (co widać dobitnie w takich utworach jak „Marzenie” Yvonne Weekes[10]). Ciekawe z punktu widzenia analizy warsztatu twórców jest jednak obserwowanie procesu „czyszczenia” wierszy ze słownika covidowego. Stoi za tym, jak mniemam, nie tyle chęć uniwersalizacji utworów, ile raczej ich „deokazjonalizacji” – zauważenia, że komentowane stany, problemy, sytuacje i tym podobne są wynikiem szerszych procesów społecznych i psychologicznych, a kontekst pandemii jedynie je podkreślił i unaocznił.

Już teraz, dwa lata po wprowadzeniu pierwszych obostrzeń sanitarnych, materiału do analizy literatury koronawirusowej uzbierało się na całą monografię. Żeby uczciwie zarysować pełną panoramę zjawiska, należałoby jeszcze napisać o poezji i prozie łączącej ekspresję osobistego doświadczenia z rozbudowanym komentarzem kolejnych posunięć rządu i mediów (przykładem takiego utworu jest poemat Zbigniewa Macheja „2020”), wskazać na innych twórców, do których książek wkradały się tropy covidowe (m.in. Jerzego Jarniewicza, Jakuba Sajkowskiego czy Ilonę Witkowską) i skrupulatnie rozróżnić metody owego „wkradania się”. Nie ma bowiem wątpliwości, że otwartość na „infekowanie wiersza” jest różnoraka: część twórców chciała otwarcie komentować sytuację pandemiczną, ale zdecydowana większość raczej poddała się tym wpływom i godziła na ingerowanie koronawirusa w tkankę wiersza. Jeszcze inni – jak Olive Senior[11] czy Przemysław Rojek[12] – wsłuchiwali się w melodie newsów i portali informacyjnych, wskazując albo (jak ta pierwsza) na problemy i absurdy nowej rzeczywistości zapośredniczonej przed media, albo (jak ten drugi) na problem z samym medium i jego nieporadnością.

Umieszczony w motcie mojego tekstu cytat z Roberto Esposito odnosi się, rzecz jasna, do przekładalności myślenia immunologicznego na analizę wspólnoty. Choć słownik Esposito ma strukturę metaforyczną i szczególnie poręczny wydaje się przy myśleniu o problemie migracji, to trudno nie ulec pokusie udosłownienia go w obliczu pandemii. Przeciwieństwem communis jest immunis; przeciwieństwem wspólnoty – izolacja, a choroby – szczepienie. I choć na podstawie prostych przewidywań, wyłapywania ogólnych tendencji komunikacyjnych czy metafor budowanych w codziennych informacjach moglibyśmy zakładać, że wyjątkowy stan pandemii będzie sprowadzał wszystkie języki (także te poetyckie) do „ja”, będzie je izolował i koncentrował na doświadczeniu samotności, to sprawa okazuje się nieco bardziej skomplikowana. Różnice nie przebiegają zawsze i koniecznie na linii „ja” kontra „my” – ale zmian na tej matrycy nie da się nie zauważyć, a w wielu dykcjach doszło do pewnych przesunięć w obrębie struktur komunikacyjnych (czy powodowanych wynikaniem, czy jedynie koincydencją – trudno w tym momencie przesądzić). Nie jest to jednak ruch jednolity, wymaga jeszcze długodystansowego śledzenia.

 


Przypisy:
[1] Motto pochodzi z książki: R. Esposito, Immunizacja i przemoc, tłum. M. Wrana, [w:] idem, Pojęcia polityczne. Wspólnota, immunizacja, biopolityka, Kraków 2015, s. 97. Z kolei cytat w tytule pochodzi z wiersza Barbary Klickiej sztandar, sztandar, opublikowanego w tomie Allel (Wrocław 2021) i przedrukowanego w antologii Poetki na czasy zarazy.
[2] M.in. do takich wniosków prowadzi analiza metaforyki wcześniejszej epidemii SARS w Hong Kongu, zob. P. Baehr, Susan Sontag, battle language and the Hong Kong SARS outbreak of 2003, „Economy and Society” 35(1)/2006, s. 42–64.
[3] A. Wojtukiewicz, Pandemia COVID-19 – metaforyka w głównych wydaniach polskich dzienników telewizyjnych, „com.press” 3(2)/2020, s. 55. Przytoczony wniosek odnosi się do chińskiej epidemii SARS z 2003 r., jego aktualność jest jednak w artykule omawiana w kontekście SARS-CoV-2.
[4] M.in. konkurs literacki „Dziennik pandemiczny” organizowany przez Instytut Literatury, owocujący trzema tomami pokonkursowymi oraz pracą socjologiczną opartą na materiale konkursowym (Dzienniki stanu pandemii (czytane z perspektywy socjologii codzienności), Kraków 2021) czy konkurs „Pamiętniki Pandemii” organizowany przez Instytut Socjologii UW, Instytut Kultury Polskiej UW oraz Instytut Filozofii i Socjologii PAN, który zaowocował cyklem Pamiętniki pandemii w czasopiśmie „Mały Format”.
[5] B. Sadulski, P. Witkowski, Stratosferyczni. Rzecz o poezji smoleńskiej, „Odra” 4/2012, s. 149.
[6] Szerzej na ten temat piszę w mojej recenzji Widoków Wymazów.
[7] Zob. J. Bargielska, że przepraszam, [w:] eadem, Dziecko z darów, Lusowo 2019, s. 33.
[8] Wiersz jak zabiłam w tłumaczeniu Anety Kamińskiej po raz pierwszy po polsku opublikowany został w autorskim tomie Morele Donbasu, Poznań 2018.
[9] Materiał nie został jeszcze opublikowany; rozmowa nagrywana była na potrzeby portalu „Nowy Napis Co Tydzień”.
[10] Y. Weekes, Marzenie, tłum. B. Wójcik, [w:] Poetki na czasy zarazy, red. J. Prochowicz, B. Wójcik, Poznań 2021, s. 57: „Marzę o świecie, / gdzie maseczki nie dyndają jak kolczyki, / nie są przenoszone jak przybrudzone koloratki, / nie są chustą na twarzy rabusia / ani nakryciem głowy – niewypolerowaną koroną. Takie to / teraz mam marzenia. Życie złamał / nam wirus, przybył samolotem i statkiem wycieczkowym, / zupełnie jakby robił sobie wakacje”.
[11] O. Senior, Poetka podsłuchuje, tłum. B. Wójcik, [w:] Poetki na czasy zarazy, red. J. Prochowicz, B. Wójcik, Poznań 2021, s. 60.
[12] P. Rojek, Wyrób poezjopodobny (1), „biBLioteka”, 7.03.2022.