Nr 13/2026 Na teraz

Chaos rzeczywistości

Tomasz Kowalski
Teatr Recenzja

Debiutująca na repertuarowej scenie reżyserka Jadwiga Klata stanęła przed niełatwym zadaniem. Wystawiony przez nią w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego „Koriolan” to rzadko inscenizowany dramat Williama Szekspira (być może zaczyna się to jednak zmieniać – na początku sezonu tę tragedię wyreżyserował w poznańskim Teatrze Nowym Stanisław Chludziński, a zalążki spektaklu Klaty były prezentowane w formule work in progress podczas zeszłorocznego, 29. Międzynarodowego Festiwalu Szekspirowskiego w Gdańsku). Tragedia ta stawia przed realizatorami szczególne wyzwania: wymaga wyrazistego klucza interpretacyjnego i dużej dyscypliny dramaturgicznej. Niejednokrotnie także – sporej odwagi w dokonywaniu skrótów, co w krakowskim przedstawieniu widoczne jest szczególnie wyraźnie: reżyserce, odpowiedzialnej także za adaptację i dramaturgię, udało się zamknąć całość przedstawienia w nieco ponad godzinie. Kosztem jej decyzji jest jednak utrata dramaturgicznej spójności i brak przejrzystości interpretacyjnej – spektakl nie wykorzystuje w pełni potencjału przyjętych założeń, a część jego sensów pozostaje niewyraźna albo powierzchowna.

Radykalne skróty przełożyły się na bardzo kameralną atmosferę przedstawienia, dobrze współgrającą z niewielką przestrzenią sceny w Domu Machin. Centralny element scenografii zaprojektowanej przez Wojciecha Miksa stanowi sporych rozmiarów dół, który kojarzyć się może z lejem po bombie albo rumowiskiem powstałym na skutek wojennego ostrzału, ale również z wykopaliskami archeologicznymi. Pomiędzy usypanymi na jego obrzeżach cegłami dostrzec można dawne i współczesne przedmioty codziennego użytku, a także fragmenty połamanych kolumn oraz inne elementy budowli odsyłające do starożytnego Rzymu. Publiczność zajmuje miejsca na trzech bokach prostokąta wyznaczanego przez metalowe ogrodzenie, typowe dla współczesnych placów budowy. W ten sposób widzowie zapełniają osobną, prowizorycznie oddzieloną przestrzeń – skutki wojny (i sama wojna) są tuż obok. Z tyłu sceny, we wnęce, w równym rzędzie wiszą kurtki od mundurów, widoczne tylko w niektórych scenach. Kiedy ujawnia je czerwone światło, wyglądają jak połcie mięsa na rzeźnickich hakach. Te subtelnie wprowadzane wieloznaczności dobrze realizują zamysł zaakcentowania współczesnego znaczenia sztuki Szekspira. Nie odbywa się to przez mnożenie doraźnych odniesień, tylko poprzez potraktowanie jej tekstu jako uniwersalnej opowieści o czasach chaosu, zagrożenia i niepokoju.

Obsada spektaklu została okrojona do czterech zaledwie osób. Bożena Adamek, Oliwia Durczak oraz Tomasz Wysocki występują w podwójnych rolach: grają zarówno rzymskie obywatelki (nie: obywateli), jak i – w tej kolejności – Wolumnię (matkę Koriolana), Wirgilię (jego żonę) i Aufidiusza, przywódcę wrogich Rzymowi Wolsków. Rolę tytułową gra Alina Szczegielniak, co jest pomysłem ciekawym, ale ostatecznie niewiele z niego wynika. Tłumaczenie go stwierdzeniem, że kobieta też może sprawować przywództwo, sprowadzałoby ten gest do banalnej deklaracji (a ponadto aktorka – z nielicznymi wyjątkami – wygłasza swoje kwestie w rodzaju męskim). Pozostaje on więc w dużej mierze zabiegiem symetrycznym wobec obsadzenia Wysockiego w roli obywatelki, co z kolei sugeruje rozluźnienie relacji pomiędzy płcią osoby odgrywającej daną rolę a płcią postaci. Zarazem jednak inscenizacja wyraźnie dąży do podkreślenia kobiecej perspektywy, czemu gender-blind casting – jeśli taka była intencja – raczej nie sprzyja.

Skondensowanie wyjściowego materiału skutkuje tym, że w przedstawieniu pozostaje niewiele miejsca na śledzenie rozwoju zdarzeń oraz ewolucji postaci. Wypreparowane z szekspirowskiej tragedii sceny skoncentrowane są wokół kluczowych punktów zwrotnych akcji: od zwycięstwa Koriolana nad Wolskami i perypetii związanych z jego staraniami o stanowisko konsula, przez utratę poparcia obywateli skutkującą banicją i sojusz z dawnymi wrogami, po odstąpienie od zemsty na Rzymie przypieczętowane śmiercią tytułowego bohatera. Niektóre z tych zdarzeń są ukazywane, przede wszystkim jednak stanowią punkt odniesienia, będąc przywoływane w wypowiedziach postaci. Za ich pomocą Klata stara się podejmować tematy odnoszące się do funkcjonowania wspólnoty: śledzi pojawiające się w niej napięcia będące wynikiem odmiennych, niejednokrotnie sprzecznych interesów jej członków i przygląda się zmiennym relacjom pomiędzy osobami sprawującymi władzę a obywatel(k)ami. Interesują ją również problemy związane ze sferą aksjologiczną. To szczególnie wyraźne, gdy odmienne wartości wchodzą ze sobą w konflikt, wymagając niełatwej, a nawet – jak na tragedię przystało – niemożliwej hierarchizacji. Redukcja klasycznie rozwijającej się akcji i oparcie spektaklu na ciągu następujących po sobie sytuacji sprzyja skupieniu uwagi na ich wymiarze afektywnym. Takie podejście rodzi jednak dwa poważne problemy: w połączeniu z dublowaniem ról sprawia, że bez dobrej znajomości tekstu niełatwo jest nadążać za tym, co się dzieje na scenie, a ponadto utrudnia niuansowanie i pogłębianie refleksji nad wielowymiarowymi kwestiami poruszanymi w spektaklu.

fot. Joanna Siwiec

Główną linię napięcia między ludem a Koriolanem wyznacza konieczność uzyskania poparcia obywateli, będącego warunkiem objęcia przez niego urzędu konsula. Podziw dla bohaterskiego wodza odnoszącego zwycięstwa nad wrogiem i nadzieja na stabilizację, którą w niepewnych czasach ma gwarantować przywódca narażający wcześniej swoje życie dla ojczyzny, ustępują miejsca rozczarowaniu, kiedy się okazuje, że sprawa pustych spichlerzy niespecjalnie go interesuje, a zwykłymi ludźmi otwarcie gardzi, ujawniając przy tym autorytarne zapędy. Odniesienia do współczesnych przywódców nasuwają się tu same, nawet jeśli twórcy spektaklu stronią od doraźnych aluzji. Spektakl nie wychodzi jednak znacząco poza tę konstatację – w obróceniu się Koriolana przeciwko własnej ojczyźnie trudno dostrzec projekt zmiany istniejącego porządku czy choćby alternatywną wizję wspólnoty (gdyby oczywiście szukać dla jego walki innego uzasadnienia niż urażona duma). Również sposób prowadzenia aktorów nie pomaga w pogłębieniu tego konfliktu. Szczegielniak dobrze oddaje charyzmę granego przez siebie bohatera, jego żarliwość i wierność własnym przekonaniom, jednak nawet kiedy mówi ściszonym głosem, nie udaje jej się uniknąć patosu – to zresztą problem dotyczący wszystkich postaci: w ich sposobie mówienia dominuje deklamatorski ton, jakby nieustannie chodziło tylko o podkreślenie starcia idei. Tak umykają niuanse: troszczący się o własny byt obywatele, przeciwstawieni szlachetnemu bohaterowi, wzniośle mówiącemu o wartościach i poświęceniu, zostają sportretowani – zdaje się, że mimowolnie – jako niewdzięczna masa, która nie potrafi wznieść się ponad doraźne, przyziemne potrzeby (znika tu wątek trybunów ludowych, rozgrywających nastroje obywateli dla własnych korzyści).

Wyraziście wybrzmiewa natomiast negatywna ocena wojny. W spektaklu konflikt stanowi oczywiście źródło chwały Koriolana i pozwala scementować wspólnotę w obliczu wroga nastającego na ważne dla niej wartości. Reżyserka kontrapunktuje jednak tę perspektywę śpiewaną przez Koriolana piosenką „War isn’t murder”, którą w kontekście ludobójstwa w Gazie napisał Jesse Welles (funkcjonowanie warstwy muzycznej przedstawienia, stworzonej przez Kubę Dyniewicza, sugeruje wpływ estetyki teatru Jana Klaty na twórczość córki). Krakowski spektakl nie odnosi się jednak do konkretnego konfliktu zbrojnego – ironiczny wydźwięk wprowadzonego tekstu pozwala zdystansować się wobec prowojennej retoryki, w wielu przypadkach brzmiącej identycznie po obu stronach konfliktu. Hierarchizuje też przeciwstawne perspektywy poprzez dowartościowanie głosu tych, którzy tracą bliskich i zamartwiają się tym, co przyniesie kolejny dzień.

Przy innych kwestiach poruszanych w spektaklu brakuje jednak choćby sugestii tego rodzaju rozstrzygnięć. Klata obrazuje mnogość punktów widzenia, wprowadza rozmaite, niejednokrotnie wykluczające się uzasadnienia i racjonalizacje działań podejmowanych przez postacie. Ukazując chaos rzeczywistości, dla której trudno znaleźć stabilną podstawę pozwalającą budować coś trwałego, sama weń wpada. To w jakimś sensie znak czasu – wyraz niepewności i zagubienia w obliczu otaczających nas sprzeczności. Jednak samo ich nawarstwianie nie uzasadnia odpowiedzi na pytanie, czemu ma służyć przyglądanie się losom Koriolana. Czy w imię uznania dla wierności osobistym przekonaniom należy też zaakceptować jego autorytarne zapędy? Przyklaskiwać jego walce, nawet jeśli wynika z osobistych pobudek, czy ją potępić, podtrzymując tym samym status quo? Nie ma tu oczywiście prostych recept, ale jakoś trzeba nawigować w przedstawionej rzeczywistości. Tymczasem u Klaty sensy ulegają rozmyciu. Trudno uchwycić nadrzędną ideę przedstawienia, przez co – mimo ciekawych pomysłów i znakomitej warstwy wizualnej – nie jest ono w pełni przekonujące. „Koriolan” Jadwigi Klaty okazuje się spektaklem nie do końca udanym, nie zawsze czytelnym i tylko częściowo realizującym ambicje swoich realizatorek i realizatorów. Nie jest jednak porażką, ujawniając duży potencjał, którym dysponuje debiutująca reżyserka.

William Shakespeare
„Koriolan”
tłumaczenie: Jerzy S. Sito

reżyseria, scenariusz: Jadwiga Klata

scenografia, reżyseria światła: Wojciech Miks
kostiumy: Zuzanna Tymińska
muzyka: Kuba Dyniewicz
choreografia: Eryk Pawłowski

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie
premiera: 24.04.2026