Nr 25-26/2025 Na teraz

Zburzone ściany, przesunięte okna

Michał Piepiórka
Film

„Zgoda buduje, niezgoda rujnuje” – powiada znane porzekadło. Pierwszy anglojęzyczny film Jana Komasy, „Rocznica”, wydaje się przekorny. Staje po stronie agonistycznego podejścia do polityki i życia społecznego, w którym konflikt jest sednem demokratycznego porządku i stanowi o jego trwałości. Polski reżyser trafia w czuły punkt dzisiejszych debat, których najważniejszym tematem jest pogłębiająca się polaryzacja. Tymczasem sugeruje, że najgorsza jest właśnie zgoda.

„Rocznica” jest przeciwieństwem poprzedniego filmu Komasy – „Sali samobójców. Hejtera”. Można odnieść wrażenie, że autor raz jeszcze przemyślał stawiane wcześniej tezy i doszedł do całkiem odmiennych wniosków. W „Hejterze” stał na pozycjach symetrycznych – zestawiał ze sobą polskich narodowców z liberałami, ukazując obłudę i zacietrzewienie obu stron. Kreował się na twórcę apolitycznego, dla którego gra o władzę jest tylko cyniczną rozrywką zdeprawowanych hejterów, a polityka to rywalizacja o stawce zerowej. „PiS, PO – jedno zło”, a rosnąca ze względu na ideologiczną polaryzację społeczna nienawiść musi w końcu doprowadzić do tragedii: zarówno w filmie, jak i w rzeczywistości – „Hejter” kończy się planszą z informacją, że zdjęcia ukończono w grudniu 2018 roku, kilka tygodni przed zabójstwem Pawła Adamowicza.

Trudno nie odnieść wrażenia, że „Hejter” kręcony był jakby z ironicznym uśmieszkiem, nawet jeśli opowiadał o szczególnie ważkich tematach rodzimej współczesności, w czasie, kiedy temperatura polityczna była bliska wrzenia. Wydaje się, że podczas kręcenia „Rocznicy” zastąpił go krzyk niezgody i postępującej bezsilności. Uczucia te towarzyszą także Ellen, której dwudziestą piątą rocznicę ślubu z Paulem bohaterowie świętują na początku filmu. Życie bohaterki z perspektywy wielu lat wydaje się idealne – jest poważaną profesorką na dobrym uniwersytecie, jej mąż spełnia się jako właściciel popularnej restauracji, doczekali się piątki dzieci, które również zaczynają osiągać niemałe sukcesy. Rodzina jest jak wyjęta z filmów o amerykańskiej, liberalnej elicie – z dostatnim życiem, postępowej, cieszącej się z własnych osiągnięć i zdobytego statusu. Świat bohaterów zaczyna się trząść w posadach, gdy na imprezę w roli partnerki syna przychodzi niepozorna Liz – była studentka Ellen, która kobiecie zapadła w pamięć z powodu wyjątkowo radykalnych poglądów. Jej obawy pogłębiają się, gdy syn z partnerką wręczają jej egzemplarz „The Change” – napisanej przez dziewczynę kontrowersyjnej książki, która nie tylko z miejsca staje się bestsellerem, ale realnie i dogłębnie wpływa na politykę Stanów Zjednoczonych – odpowiedzialny za jej wydanie think tank, bazując na wyjętych z niej ideach, zdobywa coraz większą władzę i zaczyna dyktować nowe prawo, przekształcając ustrój USA na autorytarny.

„Rocznica” to klasyczne political fiction, choć rozgrywane z dala od polityków, mediów informacyjnych i sejmowych debat. Akcja toczy się w przestrzeni domowej i skupia się na rodzinie, która na własnej skórze przekonuje się o sile rażenia radykalnych idei. Od jednej imprezy rodzinnej do kolejnej obserwujemy, jak polityka wdziera się w ściany domu, zamieszkiwanego przez głównych bohaterów. Fabuła opiera się na dialogach i realizuje głównie w artykułowaniu politycznych stanowisk, pogłębiających różnice ideologiczne wewnątrz rodziny. Gdy jedni się radykalizują, podążając za tendencjami „zmiany”, inni próbują stawiać opór, często ponosząc za to wysoką cenę społecznej banicji.

mat. prasowe Monolith Films

Ta perspektywa jest znacząca. Na wstępie bowiem dekonspiruje fałsz, na którym ufundowany jest ruch proklamowany przez sympatyków doktryny „zmiany”. Jej idea jest potencjalnie prosta i na pierwszy rzut oka kusząca: wszyscy jesteśmy zmęczeni wiecznymi kłótniami, które wyniszczają naród, dlatego należy się zjednoczyć w imię prawdziwych amerykańskich wartości. „The Change” postuluje tradycjonalizm i konserwatyzm, który – paradoksalnie – ma brać się ze zmiany. Z kolei przeciwnikami tak sformułowanego programu politycznego stają się ci, którzy wydają się na co dzień go realizować: heteronormatywne, białe, zgodne małżeństwo z długim stażem, własnym biznesem, domem, samochodami, sukcesami i piątką dzieci, American dream w praktyce. Ale tu przecież wcale nie chodzi o ideały, lecz o władzę, siłę i supremację.

Scenariuszowi, który Komasa podpisał wraz z Lori Rosene-Gambino, można zarzucić uproszczenia i zbytnie uogólnienia. Faszyzująca doktryna „zmiany” jest pretekstowa – mówi wszystko i nic. Pasuje do każdej prawicowo-narodowej narracji politycznej – tej spod znaku zarówno Donalda Trumpa, jak i którychkolwiek populistów, wycierających sobie twarze „zgodą narodową”. „The Change” jest symbolem wszystkich tych, którzy pod pozorami alternatyw dla dominujących narracji politycznych, wierności, sprawiedliwości i prawa sprzedają chaos, zniewolenie i wyrzucenie poza obręb debaty szerokich grup społecznych – wszystkich tych, którym owa alternatywa się nie podoba i nie potrafią być wiernymi wobec nowego prawa i oferowanej wizji sprawiedliwości.

Jednak wąska perspektywa jednej rodziny sprawia, że z oka tracimy szersze procesy społeczne, które sprawiły, iż wydanie kontrowersyjnej książki doprowadziło do wejścia Stanów Zjednoczonych na drogę autorytaryzmu. Jeszcze nigdy opasłe tomiszcze nie miało tak realnego i szybkiego wpływu na rzeczywistość społeczną jak w filmie Komasy. Widzimy tylko efekty – a rodzina staje się metaforą szerszych przemian: między jej członków wkradają się terror, strach, manipulacja i cynizm. Polityczna wykładnia jest aż nazbyt czytelna i upraszczająca, zamienia się w prostą przestrogę: uważaj na fałszywych proroków oferujących zgodę i pojednanie.

Zalet „Rocznicy” trzeba szukać gdzie indziej. W bardzo sprawnym – również dzięki świetnej reżyserii Komasy – manipulowaniu sympatiami widzów, które przekładają się na realne procesy polityczne, dostrzegalne również w codziennej praktyce. Liz jawi się jako delikatna, wręcz krucha, z tremą wchodzi do ważnej rodziny. Wydaje się bezbronna i nieszkodliwa. Wściekłość, z jaką reaguje na nią Ellen, zdaje się kompromitować starszą kobietę – powszechnie nie lubi się tych, którzy nie potrafią utrzymać nerwów na wodzy, którzy krzyczą, wściekają się, a nawet wyzywają innych od groźnych radykałów. Aż za dobrze znamy obrazki z telewizyjnych programów politycznych czy relacji z Sejmu, na których obie strony politycznych sporów obrzucają się inwektywami, by znaleźć dla Ellen zrozumienie. Chcielibyśmy odrobiny spokoju – tak samo jak rodzina kobiety, która wolałaby w miłej atmosferze skonsumować urodzinowy tort przygotowany na cześć Paula. Ale –sugeruje Komasa – każdy kęs słodkiego ciasta zjedzony w milczeniu coraz szerzej otwiera okno Overtona, przesuwając zakres tego, co akceptowalne w życiu społecznym i kręgu idei.

Dawno zapomnianą prawdą, którą przywołuje polski reżyser, jest, że nie z każdą polityczną frakcją się dyskutuje. Nie powinno się dawać przestrzeni tym, którzy wykrzykując hasła propagujące nienawiść i ksenofobię, wykorzystają ją do tego, by pozbawić nas głosu. Lepiej wrzaskiem niezgody burzyć ściany, niż milczeniem rozszczelniać okna.

„Rocznica”
reż. Jan Komasa
premiera: 21.11.2025