Z Tomaszem Zajcherem, założycielem działającego w Poznaniu od dwudziestu trzech lat Teatru U Przyjaciół, oraz Moniką Chudą, wielorako zaangażowaną w działalność teatru aktorką, dramaturżką i projektantką rozmawia Marek S. Bochniarz. Do rozmowy swoje głosy dołączają: Sylwia Pietrowiak, Paweł Kolasa, Stanisław Przewoźny, Mateusz Jankowiak i Alicja Gotowała.
Tomasz Zajcher: Z rozmów o twórczości i biografii Brunona Schulza, którego ducha chcieliśmy przywołać – wówczas jeszcze pod szyldem Kawiarenki Literackiej U Przyjaciół, otwartej w grudniu 2002 roku – wyłonił się pomysł, aby zrealizować widowisko inspirowane biografią i twórczością tego pisarza. Tak powstał spektakl „Wiosna Schulza”, który współtworzyło ponad czterdziestu naszych znajomych. Było to doświadczenie interaktywne i miało charakter nie tylko teatralny. Odbywało się symultanicznie na dziedzińcu Poznańskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk i w samej kawiarni. Zaplanowaliśmy je jako misterium poświęcone Schulzowi. Historię wywiedzioną z jego twórczości rozbudowaliśmy o ożywianie obrazów artysty. Zaskoczył nas jego odbiór – na premierę w maju 2003 roku przyszło około czterystu osób. Energia tego doświadczenia zachęciła nas do kontynuowania naszych teatralnych zmagań. Już w październiku tamtego roku zrealizowaliśmy „Jesień Witkacego” – kolejne nasze widowisko inspirowane literaturą.
T.Z.: Do tej pory przygotowaliśmy ponad czterdzieści premier. Edgara Allana Poego: „Przedwczesny pogrzeb”, „Opowieści niesamowite – kryptyk”, Jamesa Joyce’a: „Bloomsday”, „Ulisses”, Witolda Gombrowicza: „Gomber”, Oscara Wilde’a: „Portret Doriana Wilde’a”, Brunona Jasieńskiego: „Dzisiaj wyjeżdżam – manifest futurysty”, Julię Fiedorczuk: „Oddychaj”, teksty Sylwii Chutnik: „Nie zapomnisz”, Franza Kafkę: „Kafka”, Stanisława Ignacego Witkiewicza: „Appendix”, „IP_Istnienia Poszczególne”, „WitKacy”, „Witkacy-Variete”, „Wariat i zakonnica”, nadto dialog z tekstami Michaiła Bułhakowa, Fiodora Dostojewskiego i Mikołaja Gogola: „Senne łagodne prześwity” czy adaptacje przygód słynnego detektywa Sherlocka Holmesa. Nie zawsze jednak inspirowała nas literatura. „Koncert maszyn” i „Magistryton” były doświadczeniami rytmiczno-muzycznymi, a „Bywalcy Absurdutu” i „Pasje i obsesje Teodora Astray” – eksperymentami z pogranicza teatru absurdu i czarnego humoru. Zrealizowaliśmy również program kabaretowy i dwa krótkometrażowe filmy.
T.Z.: Mamy bardzo różnorodną publiczność. Stali bywalcy, którzy odwiedzają nas od początku, dziś często przyprowadzają nowe pokolenie. Istotny wpływ na zapełnienie miejsc na naszej skromnej widowni ma dobór repertuaru. Spektakle, takie jak: „Kafka”, „Sherlock Holmes”, „WitKacy” czy „Frankenstein”, umożliwiają nam zrealizowanie produkcji mniej popularnych, jak monodram „Dzisiaj wyjeżdżam” na podstawie biografii i twórczości Jasieńskiego. Staramy się tak układać repertuar, żebyśmy mogli zaproponować widzom zróżnicowane doznania artystyczne. Poza promocją w przestrzeni Kawiarni U Przyjaciół i przez stronę internetową drukujemy plakaty oraz repertuary pocztówkowe, które wyruszają w miasto. Staramy się docierać z repertuarem do poznańskich czasopism i stacji radiowych zajmujących się promocją kultury.
Monika Chuda: Formalnie jesteśmy stowarzyszeniem, a wszyscy w nie zaangażowani pracują na zasadzie wolontariatu. Wpływy z biletów przeznaczamy na produkcję kolejnych spektakli i utrzymanie sceny. Zespół wkłada wiele energii i siły, żeby to miejsce trwało, zaznaczając swoją obecność na kulturowej mapie Poznania. Być może stąd bierze się różnorodność naszego repertuaru.
T.Z.: Ta różnorodność bierze się również z przekonania, że warto unikać powtarzalności. Mamy repertuar dramatyczny, „na smutno”, ale także rozrywkowy – co sprawia, że możemy w różny sposób pracować na scenie i rozwijać się twórczo.
M.C.: Nie mamy osobnej sceny prób. Gdy bieżący spektakl z repertuaru ma rozłożoną scenografię, a pracujemy nad innym, to każda próba do nowego tytułu wymaga dodatkowej pracy polegającej na montażu i demontażu dekoracji. Czasami też – tak było w przypadku „Kafki” – robimy sobie miesiąc przerwy od innych przedstawień, by dopracować zbliżającą się premierę. Stąd w naszym zespole rozdarcie – pracować nad premierą czy grać bieżący repertuar, który pozwoli nam zapiąć budżet.
T.Z.: Jesteśmy amatorami w pierwotnym znaczeniu tego słowa, czyli „miłośnikami” teatru. Trzeba wykazać się dużymi chęciami i samozaparciem, by prowadzić taką działalność. Nie ukrywamy, że na 100% osiąganego przez nas efektu przypada 80% pracy w dziedzinach, którymi niekoniecznie chcielibyśmy się zajmować. Uczymy się ciągle nowych rzeczy. Trzeba sprzątać salę, przygotować ją technicznie, ogarnąć obsługę mikserów… Dopiero na końcu możemy na przykład zająć się pisaniem scenariusza, komponowaniem muzyki, reżyserią i graniem w przedstawieniu. Ten cały szereg „etatów” obsługuje kilka osób.
M.C.: Zaczynałam typowo, od teatru szkolnego. Podczas studiów próbowałam wrócić do szkolnej pasji i trafiłam na „Jesień Witkacego” w Teatrze U Przyjaciół. Spodobał mi się ten teatr i panująca w nim atmosfera. Powiedziałam Tomaszowi, że chętnie dołączyłabym do zespołu, ale wówczas stchórzyłam. Dopiero trzy lata później uczestniczyłam tu w warsztatach, po których zostałam w grupie. I tak minęło dwadzieścia lat.
T.Z.: Jesteś naszą „wychowanką”.
M.C.: Przechodziłam różne etapy wtajemniczenia teatralnego – od drobnych ról aż do pisania scenariuszy, reżyserii, realizacji światła i dźwięku.
T.Z.: Ja też zaczynałem od teatralnych etiud, grając w Teatrze Żywego Słowa im. Mirona Białoszewskiego. Po paru miesiącach od otwarcia Kawiarni U Przyjaciół powstał pierwszy spektakl. Obecnie teatr zajmuje większość mojego czasu po godzinach pracy zawodowej.
T.Z.: Zależy nam bardzo na osiągnięciu efektu immersji, a nasza scena jest bardzo mała – wszystko rozgrywa się praktycznie na wyciągnięcie ręki. Dlatego każdy spektakl jest wyzwaniem techniczno-adaptacyjnym. W „Kafce” perspektywę i wrażenie głębi budujemy, używając świateł i cienia.
M.C.: Podobnie dzieje się też w innych spektaklach. Przy każdej premierze staramy się też naszą przestrzeń wykreować inaczej, żeby zaskoczyć widza i wciągnąć go w tworzony świat. Staramy się jednak nie wchodzić w jego strefę komfortu.
T.Z.: Może trochę, czasami…
T.Z.: Scenariusz tamtego spektaklu był podobny do scenariusza nowej premiery. To nie jest adaptacja „Procesu”, lecz próba uchwycenia autora przez jego biografię, teksty, obsesje. Mamy w repertuarze dużo takich spektakli. Wielokrotnie był tak przez nas interpretowany Witkacy, a w przeszłości Schulz i Gombrowicz. Tę perspektywę, łączącą różne teksty i konteksty, nazywam „artysta i jego dzieło”. W przypadku Witkacego nawiązywaliśmy do jego obrazów, fascynacji fotografią i filozofią. Przy Schulzu ożywialiśmy rysunki. W „Portrecie Doriana Wilde’a” próbowaliśmy zderzyć biografię Oscara Wilde’a z jego twórczością, nie ograniczając się do „Portretu Doriana Greya”.
T.Z.: Nie kieruje nami chęć wyrażenia sprzeciwu wobec środowiska czy praktyk teatralnych. Oboje jesteśmy absolwentami filologii polskiej, z pasji i z zamiłowania zdeterminowanymi do czytania. W teatrze tworzymy światy przez pryzmat naszej czytelniczej wrażliwości.
M.C.: Część spektakli powstała z naszych fascynacji literackich. Ja chciałam na scenę przenieść literaturę kobiecą, a przy tej okazji pobawić się formą monodramu. Dlatego sięgnęłam po Fiedorczuk. Na podstawie jej opowiadania i wierszy zrobiliśmy spektakl „Oddychaj”. W kolejnych latach powstał monodram „Nie zapomnisz” inspirowany twórczością Chutnik.
M.C.: Od czasu studiów fascynował mnie Gombrowicz i bardzo chciałam zmierzyć się z jego twórczością na scenie. W 2015 roku powstał spektakl „Gomber”, nad którego wznowieniem obecnie pracujemy. W minimalistycznej scenografii złożonej z czterech krzeseł cztery postacie – alter ego pisarza/bohatera własnej powieści – zmagają się z narzuconą im przez społeczeństwo formą.
T.Z.: Powrót na afisz spektaklu, poza nowym tytułem „Gęby GOMBRowicza”, będzie „miętoszeniem” się z naszymi wyobrażeniami na temat adaptacji literatury. To kolejna próba pokazania na scenie twórcy i jego dzieła. Przy tej okazji popracujemy nad dramaturgią, interpretacją tekstu, dopiszemy dodatkowe sceny. Zapytamy, co jeszcze możemy zrobić lepiej.
T.Z.: Recepcja młodej widowni pozytywnie nas zaskakuje. Z rozmów z młodzieżą dowiadujemy się, że udaje nam się do niej dotrzeć, poruszyć ją i zainspirować. Prowadzimy też „Lekcje teatralne” po naszych spektaklach – spotkania z umówionymi grupami, przygotowanymi przez opiekuna.
M.C.: Zawodowo pracuję w kancelarii radców prawnych jako paralegal i manager kancelarii. W teatrze zajmuję się niemal wszystkim: od pozyskiwania dotacji, projektowania kostiumów i scenografii, przez kreacje aktorskie i obsługę widza, po pisanie scenariuszy, reżyserię i realizację. Największą radość sprawia mi pisanie scenariuszy teatralnych – mam wtedy pełną wolność.
T.Z.: Po studiach, w 2002 roku, otwarliśmy z żoną Kawiarenkę Literacką U Przyjaciół. Po „Wiośnie Schulza” podejmowaliśmy kolejne wyzwania, mające charakter wydarzeń plenerowych. Dopiero możliwość użytkowania sali pod dachem pozwoliła nam na systematyczną, bardziej regularną i precyzyjną pracę, a wraz z nią zbudowanie zróżnicowanego repertuaru i stałego zespołu.
Sylwia Pietrowiak: Do Teatru U Przyjaciół trafiłam w 2006 roku, podczas studiów realizując tu projekt „Warsztaty etnologiczne”. Poszukiwałam zamkniętej grupy, którą mogłabym poznać poprzez obserwację uczestniczącą. Całkowicie pochłonął mnie świat tego teatru, w którym koncepcja opowiadanej historii angażowała ciąg powiązanych, choć nieoczywistych czynności.
Na początku angażowałam się w proste, codzienne działania oraz stanęłam za kamerą na filmowym plenerze. Potem zajęłam się realizacją światła i dźwięku, więc pytana, co robię w teatrze, przewrotnie odpowiadałam, że głównie ściemniam. Zajmowałam się obszarem wizualnym: tworzyłam obrazy – portrety w stylu Witkacego do spektaklu „Appendix”, a później też plakaty, repertuary i bilety. Nigdy nie myślałam, że będę aktorką, i choć czasami statystowałam w większych realizacjach czy happeningach, scena bardzo długo była poza moim obszarem zainteresowań. Jednak także ten obszar działań teatralnych w końcu mnie wciągnął. Dzisiaj gram, realizuję dźwięk i światło oraz zajmuję się charakteryzacją i oprawą plastyczną spektakli. Zawodowo przez wiele lat pracowałam jako technolog w firmie poligraficznej oraz realizowałam projekty etnograficzne. Obecnie pracuję w wydawnictwie książek dla dzieci na stanowisku redaktorki technicznej i prowadzącej.
Paweł Kolasa: Swoją przygodę z Teatrem U Przyjaciół rozpocząłem w 2007 roku. Początkowo jako widz, zachęcony przez mojego dobrego znajomego. Pierwszy spektakl, który zobaczyłem, to „Appendix” – w którym później miałem przyjemność grać. Wyszedłem z niego oczarowany. Odtąd przychodziłem jako widz niemal na każdy spektakl. W 2009 roku stanąłem na scenie, spełniając swoje marzenia. Brałem udział w wielu projektach, prócz „Appendixu”: „Niebostrzyg”, „Horla”, „Bywalcy Absurdutu”, „Alicja w krainie czarów”. Obecnie gram w spektaklach „Senne łagodne prześwity” i „Witkacy-Variete”.
Teatr to moja wielka pasja. Jako trupa teatralna realizujemy wszelkie prace we własnym zakresie, by to miejsce mogło trwać. To „praca u podstaw”: budowanie scenografii, prace remontowe czy pełnienie funkcji biletera. Ukończyłem prawo na UAM w Poznaniu i pracuję w zawodzie. Jednak zawsze, gdy przekraczam bramę dziedzińca na Mielżyńskiego, mówię sobie „chwilo trwaj” – i oby ta chwila trwała jak najdłużej!
Stanisław Przewoźny: Do Teatru U Przyjaciół zawitałem przez LO w Pniewach. Nasza polonistka organizowała Wycieczki Teatralne. Działałem wtedy w kole teatralnym i warsztat tam wypracowany pozwolił mi na kontynuowanie tej pasji na poznańskiej scenie. Długo zwlekałem z umówieniem się na przesłuchanie, ale w końcu, wczesną wiosną w 2018 roku, wypełniłem formularz i dołączyłem do trupy. Byłem wtedy na pierwszym roku analityki medycznej.
Obecnie jestem diagnostą laboratoryjnym. Pracuję w laboratoriach szpitalnych, a ponadto jestem asystentem w Zakładzie Immunobiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Łączenie nauki ze sztuką jest dla mnie warunkiem uprawiania którejkolwiek z tych dziedzin. Ponadto nic tak nie ułatwia prowadzenia dydaktyki, jak doświadczenie sceniczne. Zaczynałem jako Dedalus w spektaklu „Ulisses-Bloomsday”. Role kaskaderskie dla każdego nowicjusza w teatrze były obowiązkowe – mnie przypadła rola Hucznego Kryspina w „Bywalcach Absurdutu”. Była to postać przyschnięta do kredensu, co oznaczało siedzenie na pierwszym planie bez ruchu przez godzinę.
Poprzeczka szła w górę. W „Niebostrzygu” ze względu na znajomość tematu z zajęć charakteryzowałem się na „Trupa w trumnie”. Przygotowując się do „Sennych Łagodnych Prześwitów”, nauczyłem się grać na fisharmonii. Aranżowałem piosenki do spektaklu „Witkacy-Variete”. Stworzenie postaci Śledzia w „Fobii” wymagało ode mnie z kolei nauki chodzenia na piętnastocentymetrowych szpilkach i perfekcji w nakładaniu pełnego makijażu. W roli Watsona w „Sherlocku Holmesie” doszła nauka elementów szermierki. Jednak najbardziej dumny jestem z Kabaretu U Przyjaciół z – jak na razie – jednym programem pod tytułem „Więzienie”. To nowa ścieżka, którą utworzyliśmy w 2020 roku. Napisałem scenariusz, muzykę i z pomocą Tomasza to wyreżyserowałem.
Mateusz Jankowiak: Do teatru trafiłem z chęcią twórczą i pomocą przy czymś, co miało dla mnie sens ponad dziesięć lat temu. Od roku moja aktywność znacznie wzrosła. Wyzwań jest cała masa – z najbardziej widocznych to jestem realizatorem dwóch spektakli, skomponowałem muzykę i wchodzę w wyzwania aktorskie. Dużo satysfakcji daje mi też praca u podstaw, czyli spędzanie wolnego czasu na pomocy w obsłudze widowni, sprzątaniu przestrzeni, pracy nad scenografią, ustawianiu świateł. Kiedy tylko mogę, pomagam.
Alicja Gotowała: Znajomy zaprosił mnie na spektakl, w którym grał („Portret Doriana Wilde’a”). Bardzo spodobał mi się klimat Teatru U Przyjaciół, a że akurat szukałam nowych wyzwań aktorskich i artystycznych, postanowiłam spróbować swoich sił i zaaplikowałam. Szczęśliwie mi się udało. Pracuję w korporacji, wykonując pracę biurową. W teatrze miałam okazję zarówno grać, jak i próbować swoich sił jako realizatorka światła i dźwięku, co okazało się dla mnie równie ciekawe i satysfakcjonujące. Zmierzyłam się także aktorsko z monodramem, który był dla mnie dużym i bardzo rozwijającym wyzwaniem. Zagrałam role Molly („Ulisses”), SI („Oddychaj” – realizacja i głos SI), Konfitury („Kabaret U Przyjaciół”), Siostry Lizawiety („Senne łagodne prześwity”), Ali („Nie zapomnisz” – monodram) oraz Duszy 1 („Witkacy-Variete”). Jako realizatorka światła i dźwięku pracuję przy spektaklach „Elektra”, „Frankenstein” i „Oddychaj”, a obecnie jestem zaangażowana w nowy projekt inspirowany twórczością Gombrowicza.
T.Z.: Spektakl „Sherlock Holmes” powstał z zamiłowania do książek Doyle’a. Inspirowały nas także liczne ekranizacje – nawiązania do nich z pewnością nie ujdą uwadze wnikliwych widzów. W spektaklu przewijają się wątki pochodzące z wielu opowiadań, które początkowo tworzą spójną fabułę, opartą na motywie zabójstwa, a potem rozpadają się, przekierowując uwagę na psychikę ikonicznego bohatera i jego obsesji dotyczącej relacji z odwiecznym wrogiem. Jak to wszystko się skończy? Musicie przyjść i przekonać się sami!
T.Z.: Spektakl „Gomber” wznawiamy pod nowym tytułem „Gęby GOMBRowicza”. Wznowienie będzie miało nową obsadę i realizatora. Zostaną dodane także dwie sceny. Modyfikacji ulegnie również reżyseria świateł. Prace nad wznowieniem zależą od ilości zmian, które wprowadzamy. Tym razem nie modyfikujemy dramaturgii, dlatego możemy skupić się głównie na grze aktorskiej. Potrzebujemy czasu, by nowy zespół stworzył jeden „organizm”, co w tym akurat spektaklu jest ważne. Tu nic nie ukryje się za scenografią czy kostiumami: na czarnej scenie są tylko cztery krzesła i czterech aktorów. Kluczowe są dynamika i synchronizacja ciągłych zmian ról, ponieważ „nie ma ucieczki przed GĘBĄ swą, jak tylko w inną GĘBĘ”.
T.Z.: Po wakacyjnym przejęciu sceny przez „Sherlocka Holmesa”, na jesień przygotowujemy wznowienie spektaklu inspirowanego twórczością i biografią Gombrowicza: „Gęby GOMBRowicza”. Pokażemy też nasze ostatnie premierowe tytuły: „Witkacy-Variete” i „Kafkę”. Planujemy również zaprezentować pozostałą część naszego repertuaru: „WitKacego”, „Wariata i zakonnicę”, „IP_Istnienia Poszczególne”, „Senne łagodne prześwity”, „Elektrę”, „Frankensteina”, monodramy „Oddychaj”, „Nie zapomnisz”, „Dzisiaj wyjeżdżam – manifest futurysty”, a także program kabaretowy Kabaretu U Przyjaciół – „Więzienie”.