Nr 7/2026 Na moment

Z Michałem Traczykiem, organizatorem Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej i kierownikiem Czytelni Komiksów NOVA w Bibliotece Uniwersyteckiej w Poznaniu, rozmawia Dominika Gracz-Moskwa

Dominika Gracz-Moskwa: W tym roku organizujecie kolejną edycję Poznańskiego Festiwalu Sztuki Komiksowej. Dziewiątą, a może trzynastą? Zanim festiwal stał się festiwalem, funkcjonował jako Dzień Darmowego Komiksu. I może od tego zacznijmy. Skąd pomysł, żeby rozdawać za darmo komiksy?

Michał Traczyk: Rozdawanie darmowych komiksów zostało podpatrzone u Amerykanów, którzy od wielu lat organizują Free Comic Book Day. Chodziło o to, żeby przyciągnąć uwagę (potencjalnych) odbiorców, a zarazem podziękować tym wszystkim, którzy doceniają komiks, interesują się, kupują, czytają, biorą udział w imprezach, przyczyniając się do rozwoju i poprawy sytuacji tego medium. Od 2018 roku nasza inicjatywa funkcjonuje jako Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej. Ale darmówki zostały i są jedną z cech charakterystycznych wydarzenia.

Ile komiksów udało Wam się rozdać przez te wszystkie lata?

Pytasz o liczbę publikacji czy łączny nakład? Tylko tych, które przygotowujemy sami, czy wliczyć darmówki ściągane ze Stanów Zjednoczonych?

Opowiedz mi o wszystkim.

Przygotowaliśmy około 300 zinów, czyli uśredniając, rozdaliśmy jakieś 60 000 egzemplarzy. Jeśli dołożymy darmówki amerykańskie – a tych dziś nie umiem już dokładnie policzyć – trzeba by doliczyć przynajmniej 10 000 kolejnych egzemplarzy.

Popraw mnie, jeśli się mylę: najpierw były to tytuły sprowadzane ze Stanów Zjednoczonych, a potem dołączyły do nich też komiksy polskich twórców. Jeszcze później zaczęły pojawiać się komiksy z innych europejskich krajów. Skąd czerpiecie wydawnictwa, jak je znajdujecie?

Komiksów ze Stanów Zjednoczonych było na początku trochę więcej, ale nie były jedynymi darmówkami. W 2014 roku towarzyszyła im rodzima antologia, choć tytuł „Zine Free Zone” nie za bardzo wskazuje na to pochodzenie. Po dwóch latach przekształcił się w swojsko brzmiącego „Darmozina”. Z każdym kolejnym rokiem imprezy proporcja zmieniała się na korzyść polskich zinów. Dziś wyznaczenie proporcji jest bardziej skomplikowane, ponieważ rozdajemy komiksy twórców właściwie z całego świata.

Międzynarodowość dotyczy nie tylko zinów, ale także gości festiwalu. W zeszłym roku byli to artyści z Węgier, wcześniej gościliście reprezentację Rumunii, a w pandemii gościem honorowym były Czechy. Czy macie jakiś klucz, według którego wybieracie kolejne kierunki?

Klucz jest prosty – chcemy zaznajamiać polskich czytelników z tym, co w zakresie komiksów dzieje się w innych krajach europejskich, z naciskiem na region środkowo-wschodni. W związku z tym – po czeskim, rumuńskim i węgierskim – w tym roku zaprezentujemy wystawę komiksu łotewskiego. Jednak nie ograniczamy się do jednego wybranego kraju i, w miarę możliwości, staramy się przedstawiać rodzimej publiczności twórców z różnych, nie tylko europejskich krajów. W ramach projektu Comics Connections łączymy w pary twórców z różnych zakątków świata, a oni tworzą połączone ze sobą (na określonych zasadach) historie. Wielu z tych artystów, dzięki wsparciu różnych instytucji, gościmy później na festiwalu.

Wiele zinów wydajecie sami, jako Biblioteka Uniwersytecka. Sprzężone jest to z drugą Waszą inicjatywą – jesiennym 24-godzinnym maratonem rysowania komiksów.

Wydajemy je wspólnie z Fundacją Instytut Kultury Popularnej. Część z nich jest efektem maratonu rysowania komiksów, ogólnopolskiego (a właściwie międzynarodowego) wydarzenia, podczas którego artyści tworzą 24-stronicowe prace na zadany temat. Mają na to dobę, a temat poznają w momencie rozpoczęcia wyzwania. Nie jest to zatem łatwe. Dlatego dopuszczamy też krótsze dystanse: 4-, 8- i 12-godzinne – powstające komiksy są wtedy odpowiednio krótsze. Za każdym razem liczba stron jest równa liczbie godzin. Wszyscy uczestnicy poznańskiej odsłony mają obiecaną publikację w postaci festiwalowego zina – to jednak nie tyle nagroda, co motywacja do skończenia, zamknięcia tworzonych historii.

Każdy może zgłosić się do takiego rysowniczego maratonu? Czy może trzeba się pochwalić jakimś wcześniejszym dorobkiem?

To wyzwanie, z którym może zmierzyć się każdy. I robią to zarówno doświadczeni artyści, jak i amatorzy – ci już rysujący i ci, którzy z komiksem wcześniej nie mieli zbyt wiele do czynienia. Wspieramy jednakowo wszystkich, organizując miejsce do pracy i wypoczynku. Staramy się zapewnić każdemu jak najlepsze warunki. Bo nie jest łatwo wytrwać tyle czasu, w dodatku tworząc.

Wydajecie ziny autorskie, a także antologie: „Darmozina” i „Królową łez”, która jest kolejną spadkobierczynią „Babskiego zina”. Czy każdy może opublikować z Fundacją Instytut Kultury Popularnej swojego zina w ramach PFSK?

Właściwie tak, każdy może z nami współpracować, ale kwestia publikacji nie jest aż tak prosta. Żeby się udało, muszą wystąpić dwie okoliczności. Po pierwsze, musimy chcieć, po drugie – mieć na to środki. O ile z naszą wolą zazwyczaj nie ma większych problemów – zależy nam na promowaniu różnorodności komiksu – o tyle ze środkami bywa różnie. Staramy się pozyskiwać pieniądze w ramach programów grantowych – tym zajmuje się Fundacja Instytut Kultury Popularnej. Dzięki dofinansowaniu Miasta Poznania od kilku lat mamy możliwość wydawania około 30 zinów rocznie. Ale z pieniędzmi z innych źródeł bywa różnie. Na przykład w tym roku ekspertowi oceniającemu wniosek złożony w jednym z programów MKiDN nie spodobało się coś, co we wcześniejszych latach nie budziło wątpliwości. Cóż, łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Nie zrażamy się.

Zdarza się jednak, że z powodów finansowych musimy odmawiać albo odkładać jakąś współpracę na kolejne edycje festiwalu.

Wspomagacie tworzenie komiksów i ich wydanie. Ale także po publikacji wspieracie twórców, organizując nagrodę dla najlepszych zinów PFSK. Co to za nagroda?

Wybieramy najlepszy zin spośród publikacji przygotowanych – nie tylko przez nas – specjalnie na nasz festiwal. W ten sposób powracamy do imprezy sprzed roku, wybierając najlepszy festiwalowy zin spośród wydanych w roku ubiegłym. Głosowanie ma charakter otwarty.

Nie jest to jedyna nagroda, za którą odpowiadamy. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu i Fundacja Instytut Kultury Popularnej są także, wspólnie z Polskim Stowarzyszeniem Komiksowym oraz Stowarzyszeniem Twórców „Contur”, organizatorami Orient Menów, czyli nagród polskiego środowiska komiksowego. W zamyśle fundatorów mają odzwierciedlać opinie środowiska komiksowego: twórców, animatorów, publicystów, badaczy, wydawców. Czyli tych wszystkich, którzy komiksem zajmują się na co dzień. W przeciwieństwie do głosowania na najlepszy zin PFSK Orient Meny przyznaje, założona przez wymienione organizacje, Polska Akademia Sztuki Komiksu

okładki Darmozinów leżących na stole
fot. materiały Nova. Czytelnia komiksów i gazet

PFSK jest sprzężony z Biblioteką Uniwersytecką jako organizatorem, ale wychodzi także poza jej mury. Rok temu odbyły się wystawy w Collegium Maius, Baraku Kultury, na Uniwersytecie Artystycznym i w Bibliotece Raczyńskich – w tych dwóch ostatnich miejscach odbywały się także warsztaty. PFSK jest zrośnięty z ideą poznawania Poznania, odwiedzania kolejnych miejsc?

Od samego początku zależało nam na niezamykaniu się w bibliotece i wyjściu w miasto. Owszem, biblioteka pozostaje sercem imprezy, ale równie ważne są wszystkie pozostałe lokalizacje festiwalowe. W tym roku do wymienionych ponownie możemy dodać Galerię Centrala. Mam nadzieję, że festiwal będzie wrastał coraz bardziej w tkankę miasta, a miasto coraz bardziej brało udział w festiwalu.

Dostrzegam jeszcze inny wymiar otwarcia – na różnorodną publiczność. Sprzyja temu festiwalowy dualizm – połączenie konferencji naukowej i klasycznej formuły festiwalu komiksowego.

Jesteśmy otwarci na wszystkie grupy wiekowe, osoby o przeróżnych doświadczeniach i zainteresowaniach, te zaznajomione z komiksem i te niemające o nim pojęcia. Staramy się dać coś każdemu i mam wrażenie, że jakoś nam się to udaje. Wierzę, że z każdą kolejną edycją coraz lepiej. Chociaż wydaje się, że niektóre elementy nie są dla przygodnych osób, także część naukowa cieszy się coraz większym zainteresowaniem osób spoza środowiska akademickiego. Dzieje się tak, ponieważ referaty wygłaszają ludzie po prostu lubiący komiks, którym w zajmowaniu się tym medium nie przeszkadzają ani poważne dyscypliny, ani tytuły naukowe.

Wkładamy – nie robię tego sam – dużo wysiłku, by przygotować wszystkie elementy jak najlepiej, wsłuchując się w głosy z zewnątrz, zwłaszcza uczestników. Także dobór poszczególnych składowych festiwalu to wypadkowa doświadczeń z wszystkich edycji, mająca jak najlepiej odpowiedzieć na zapotrzebowanie publiczności.

Chcemy robić festiwal po swojemu – taki, na jakim sam czułbym się dobrze. Wydaje mi się, że nam się to udaje. To wszystko sprawia, że z roku na rok liczba uczestników rośnie.

Jak chciałbyś, aby impreza się rozwijała?

Chciałbym, żeby kiedyś całe poznańskie centrum przez kilka dni żyło komiksem. Być może kiedyś się to spełni.

Co powiedziałbyś sobie z 2014 roku, przygotowującemu się do pierwszego Dnia Darmowego Komiksu?

Wówczas tylko pomagałem, kto inny odpowiadał za przygotowanie imprezy. Ale powiedziałbym obojgu: „Nie oglądajcie się na innych. Róbcie swoje!”.

A co powiedziałbyś komuś, kto nigdy komiksów nie czytał – albo nie czytał ich od naprawdę bardzo dawna – i zastanawia się, czy zajrzeć na festiwal? Albo – jeśli nie na festiwal – do czytelni komiksów, których kolekcja w Bibliotece jest największa w Polsce.

Powiedziałbym to samo, co grupie seniorów, którzy niedawno odwiedzili naszą czytelnię: „Warto spróbować”. Na rozpoczęcie tej przygody nigdy nie jest za późno.

Przybliżmy więc może nieco historię czytelni NOVA i kolekcji komiksów Biblioteki Uniwersyteckiej w Poznaniu.

Idea utworzenia kolekcji zrodziła się w 2007 roku, gdy jej pomysłodawca, Rafał Wójcik, uświadomił sobie – oraz swoim przełożonym – że komiks jest właściwie od samego początku swojej historii lekceważony i pomijany przez biblioteki, co sprawia, że ta część polskiego dziedzictwa kulturowego stopniowo ulega zatraceniu. A im dłużej ten stan będzie trwał, tym trudniejszym zadaniem będzie dotarcie do archiwalnych materiałów i ich ocalenie. Rok później powstał zalążek kolekcji komiksów, a komiksy zostały wpisane w politykę gromadzenia biblioteki. Od tamtej pory mozolnie i konsekwentnie rozbudowujemy naszą kolekcję. Mamy największy zbiór w Polsce – obecnie liczy ponad 32 000 woluminów i stale się powiększa. Jednocześnie stwarzamy coraz lepsze warunki do jego przechowywania i udostępniania (w tym celu w 2016 r. powstała Czytelnia Komiksów NOVA), promując go (temu służyły i służą organizowane przez nas imprezy, z Poznańskim Festiwalem Sztuki Komiksowej na czele, ale i Obwoźna Czytelnia Komiksów, z którą odwiedziliśmy sporą liczbę festiwali i targów, oraz dziesiątki, jeśli już nie setki przeróżnych prelekcji), a także budując zaplecze dla prowadzonych na coraz większą skalę badań naukowych (w tym celu w 2018 r. powstała Pracownia Komiksu) i biorąc w nich udział.

Z których elementów kolekcji jesteś najbardziej dumny?

Najbardziej jestem dumny z zespołu, który nie ustaje w wysiłkach, by rozwijać i uzupełniać naszą kolekcję, bo nie jest to łatwym zadaniem. A założenia są ambitne – chcemy mieć każdy komiks, który kiedykolwiek ukazał się w Polsce, od najstarszych zabytków, w rodzaju tek Artura Bartelsa z 1858 roku, po najnowsze, coraz liczniejsze publikacje, w tym te ulotne, niskonakładowe (mamy w kolekcji ok. 3000 zinów). Mogę to ująć prościej: cieszy mnie każdy kolejny komiks, który uda nam się zdobyć.

Wedle Twojej opowieści czytelnia od początku miała wyznaczone konkretne cele. Jakie zadania widzisz dla niej dzisiaj jako jej kierownik?

Cele wytyczone na samym początku, zarówno kolekcji, czytelni, jak i pracowni, pozostają aktualne: gromadzić, zachowywać, udostępniać, badać, promować, edukować kolejnych czytelników. Z czasem zmieniła się skala – wszystko jest teraz dużo większe niż na początku. Ale zmieniają się także możliwości – dochodzą nowe narzędzia, takie jak platforma Mirabilium Collectio, na której dostępne są i katalog naszej czytelni, i Polska Bibliografia Wiedzy o Komiksie, i historyjki obrazkowe publikowane w prasie wielkopolskiej w okresie dwudziestolecia międzywojennego.

Czujesz, że ten potencjał tkwiący w Waszej kolekcji jest w pełni wykorzystany? Jeśli nie – co musiałoby się zadziać, aby tak się stało?

W coraz większym stopniu tak. Ale musi upłynąć jeszcze trochę czasu, by wyglądało to tak, jak bym sobie tego życzył. Jedną z rzeczy, które mogą mieć taki wpływ, jest większe zrozumienie dla tego, czym jest egzemplarz obowiązkowy i po co został wymyślony. Biblioteka Uniwersytecka w Poznaniu jest uprawniona do jego otrzymywania – co jest niezwykle istotne w procesie rozbudowywania naszej kolekcji i zachowania jej aktualności.

Jednocześnie mam wrażenie, że robimy coś, czego nie da się już zatrzymać. Nasze działania są jednym z przejawów normalności, jaka w końcu staje się udziałem komiksu w Polsce.

Jak w ogóle zacząć budować kolekcję komiksów w bibliotece? Czy każda biblioteka jest w stanie to zrobić? Żebyśmy jako czytelnicy mogli wypożyczać komiksy w naszych osiedlowych bibliotekach?

Każda biblioteka jest w stanie zbudować swoją kolekcję komiksów, ale każdorazowo musi to być proces przemyślany i dostosowany zarazem do realiów (a te nie zawsze są sprzyjające). Inaczej będą wyglądać zbiory w bibliotekach naukowych, inaczej w publicznych, inaczej w książnicach obsługujących czytelników dorosłych, inaczej w tych nakierowanych na młodych odbiorców. Ale to już się dzieje: powstaje coraz więcej wydzielonych kolekcji, tworzonych przez coraz bardziej świadomych bibliotekarzy.

Coraz bardziej świadomych, a zatem mogących wprowadzać w świat komiksu, doradzać, polecać lektury. A Ty poleciłbyś mi na koniec rozmowy kilka komiksowych lektur? Twój ulubiony tytuł lub coś, co ostatnio zrobiło na Tobie wrażenie?

Nic z tego! Polecanie ma sens wtedy, gdy wiemy, komu polecamy. Moje lektury i fascynacje nie muszą odpowiadać preferencjom innych. Komiks jest na to zbyt różnorodny.

Poznański Festiwal Sztuki Komiksowej
16-19 kwietnia 2026
Poznań