Nr 13/2026 Na moment

Co należy do wszystkich

Joanna B. Bednarek
Społeczeństwo Teatr

Zaledwie kilka dni minęło od 70. rocznicy wydarzeń Poznańskiego Czerwca 1956, jednego z pierwszych otwartych buntów społecznych przeciwko komunistycznej władzy w bloku wschodnim. Robotnicy upomnieli się wówczas o godne warunki życia – żądali zmian ekonomicznych i socjalnych. Poznań nie świętował jej spektakularnie, jak to modne – wielkim koncertem rodzimej czy zagranicznej gwiazdy – ale w sposób rozproszony. Wielość i różnorodność wydarzeń sprawiały, że informację o okrągłej rocznicy niełatwo było w Poznaniu przeoczyć, ale trudno było też poczuć jej wagę.

Formy upamiętnienia

Rację mają ci, którzy wskazują, że miasto nie znalazło formuły, by mówić o wydarzeniach robotniczego zrywu i ugruntować ich obecność w społecznej świadomości. Trudno przecież uznać, że taką rolę spełniły oficjalne obchody, które zwieńczone zostały 28 czerwca uroczystościami z udziałem władz miejskich, władz państwowych i przedstawicieli państw Europy Środkowej. Takie uroczystości mają zawsze podobny cel: chodzi w nich o zarządzanie historią prawomocną i ustanawianie kanonu narodowych upamiętnień. Są wyrazem szacunku i próbą kanonizacji konkretnych wydarzeń, ale niewiele więcej z nich wynika. Ich patos i sztampa celebry – przemówienia oficjeli, składanie kwiatów pod pomnikami czy tablicami pamiątkowymi, asysta żołnierzy – nie pomagają żywej pamięci o wydarzeniach z przeszłości.

Lepiej w tkankę miasta rocznicę Czerwca ’56 wprowadzał projekt zaproponowany przez Teatr Ósmego Dnia: Szlak Ofiar. W miejscach, w których zginęły uczestniczki i uczestnicy protestów umieszczono specjalne, artystyczne znaki graficzne autorstwa Jarosza i Niny Budzyńskiej. Przedstawiają one postaci ludzkie w konwencji podobnej do szablonowych graffiti obecnych w miejskiej przestrzeni (często przekazujących hasła aktywistyczne). Umieszczane nie na ścianach, ale na nawierzchni chodników i ulic, kojarzyć się mogą z oznaczeniami miejsc zbrodni. W ich bezpośrednim sąsiedztwie znalazły się plakaty z informacją i kodami QR, odsyłającymi do biografii zamordowanych osób. Jedna z osób zaangażowanych w projekt zaproponowała, by miejsca te upamiętnić na stałe, montując w nich Stolpersteiny (Kamienie Pamięci) – które (co ma również znaczenia dla niniejszego tekstu) są formą chronioną prawem autorskim i zastrzeżoną dla pierwotnego celu, jakim jest upamiętnianie ofiar nazizmu. Być może jednak nie potrzeba zamiany oznakowania na złote kostki: Szlak Ofiar mógłby zostać w mieście na stałe, oznaczony grafikami Budzyńskiej, zainstalowanymi w przestrzeni w innej, trwałej formie.

Obok tego, poznańskie instytucje kultury zrealizowały inicjatywy towarzyszące poświęcone rocznicy Czerwca ’56. Zorganizowano spacery tematyczne, w trakcie których na ślady wydarzeń sprzed 70 lat patrzono z konkretnych perspektyw: architektonicznej, historyczno-instytucjonalnej (miejsc związanych z wydarzeniami) czy literackiej. O perspektywę literacką upomniało się także Wydawnictwo Miejskie Posnania, publikując książkę „W mieście gniewu”. Przygotowana przez Wiesława Ratajczaka, Jerzego Borowczyka, Jolantę Nawrot-Sprysak i Alicję Przybyszewską antologia zbiera rozproszone dotychczas teksty (opowiadania, fragmenty powieści, wiersze, reportaże, artykuły publicystyczne et cetera) na temat Czerwca ’56, pisane przez twórców obecnych w kanonie (jak Adam Ważyk, Gustaw Herling-Grudziński, Kazimiera Iłłakowiczówna, Włodzimierz Odojewski, Stanisław Barańczak, Ryszard Krynicki), autorów i autorki literatury popularnej (Piotr Bojarski, Małgorzata Musierowicz, Krystyna Kofta) oraz autorów nieznanych z podręczników historii literatury. Książka pozwala zrewidować powszechne przekonanie, że poznańskie wydarzenia nie miały kulturowej reprezentacji. Wątki literackich reprezentacji powracają także na wystawie „Zerwać czerwony sztandar. Poznański Czerwiec 1956” w Galerii Atanazego w Bibliotece Raczyńskich, gdzie prezentowane są m.in. ingerencje cenzury w wiersz Kazimiery Iłłakowiczówny, przypominana jest twórczość Konrada Doberscheutza czy proces powstawania słynnej książki „Poznański Czerwiec 1956” pod redakcją Jarosława Maciejewskiego i Zofii Trojanowiczowej (wydanej po raz pierwszy w 1981 roku).

Jednym z największych wydarzeń kulturalnych poświęconych rocznicy Poznańskiego Czerwca był plenerowy tryptyk przygotowany przez wspomniany już Teatr Ósmego Dnia. Składały się na niego pokazy trzech nienowych już spektakli – „Trzy tramwajarki”, „Pierwszy strzał”, „Stukot/Czerwiec ‘56” – w nowych lokalizacjach (bo w przestrzeń miasta przeniesiono je nie pierwszy raz). Wieńczący całość „Stukot” prezentowany był w przededniu rocznicy, 27 czerwca, w przestrzeni zakładów Hipolita Cegielskiego – a więc fabryki, z której wyruszyli strajkujący robotnicy.

Historyczne miejsce wzbogaciło spektakl. Pokaz odbywał się po zmroku, a użyte reflektory sceniczne sprawiły, że na murach hal produkcyjnych pojawiły się cienie aktorów jako strajkujących robotników. Efekt był poruszający: widma bohaterów wydarzeń ponownie nawiedziły fabrykę w milczącej, lecz aktywnej obecności. Inne ściany zakładów HCP wykorzystano celowo jako ekrany, na których pojawiały się projekcje materiałów archiwalnych towarzyszących spektaklowi, między innymi fotografii strajkujących i dokumentów procesowych. Wyświetlano także hasła, które strajkujący trzymali na transparentach. „Żądamy wolności”, „Żądamy obniżenia cen”, „Chcemy chleba”, „Jesteśmy głodni”. Pośród wielu haseł nie pojawiło się najsłynniejsze – „Żądamy chleba” – lecz wszystkie pozostałe zapisane były charakterystyczną czcionką znaną z ikonicznej fotografii transparentu, na którym napisano właśnie to.

O haśle było w ostatnim czasie głośno z innego powodu.

domena publiczna | źródło: WikiMedia

Dobro wspólne i jego ograniczenia

Na kilka dni przed pokazem „Stukotu” w Sądzie Okręgowym w Poznaniu zapadło pierwsze rozstrzygnięcie w sprawie hasła „Żądamy chleba”.

Jeden z najbardziej rozpoznawalnych transparentów Poznańskiego Czerwca stworzył grafik, Stanisław Nowak. Kiedy dowiedział się o proteście robotników, namalował w swojej pracowni kilkadziesiąt transparentów zawierających różne hasła, które przekazał maszerującym. Trójkę osób niosących ten z napisem „Żądamy chleba” sfotografowano, dzięki czemu hasło stało się symbolem czerwcowych wydarzeń. Fotografia ta stała się inspiracją identyfikacji graficznej oficjalnych obchodów 70. rocznicy. Nie tylko miasto posługuje się tym projektem – robią to także instytucje edukacyjne czy kulturalne.

Z motywu korzystają również organizatorzy akcji „Żądamy chleba”, która od sześciu lat służy upamiętnieniu wydarzeń czerwcowych – w jej ramach stowarzyszenie Zupa na Głównym zbiera fundusze na przygotowywanie posiłków rozdawanych osobom w kryzysie bezdomności. Przed jej pierwszą edycją Muzeum Powstania Poznańskiego – Czerwiec 1956, w którego zbiorach znajduje się fotografia niosących transparent robotników, wydało organizatorom zgodę na jej wykorzystanie.

W marcu 2026 roku do sądu wpłynął wniosek o przedprocesowe zabezpieczenie praw autorskich przed wytoczeniem procesu organizatorom akcji „Żądamy chleba”. Złożyła je Rita Nowak-Wilowska, córka Stanisława Nowaka, która uważa, że przysługują jej prawa autorskie do hasła, a zatem nie tylko do treści, ale także do „autorskiego projektu kroju pisma, układu liter, proporcji, kształtu oraz pozostałych elementów kompozycji wizualnej”. Organizatorzy zbiórki zostali wezwani do zaprzestania naruszania praw autorskich, opublikowania przeprosin, usunięcia wszelkich materiałów naruszających prawa autorskie oraz ewentualnej zapłaty zadośćuczynienia. Reprezentująca Nowak-Wilowską adwokatka wskazywała, że jej klientka „nie ma nic przeciwko wykorzystywaniu hasła do celów patriotycznych, społecznych czy przy obchodach rocznicowych”, nie zgadza się jednak na wykorzystanie go w celach komercyjnych. A za takie uznała charytatywną akcję prowadzoną przez organizację pozarządową na rzecz potrzebujących.

Zgodnie z obowiązującym prawem, dopiero po uwzględnieniu wniosku o zabezpieczenie Nowak-Wilowska miałaby czas na wniesienie pozwu. Sąd Okręgowy oddalił jednak wniosek o zabezpieczenie. Uznał, że slogan „Żądamy chleba” „zarówno w jego warstwie tekstowej, graficznej, jak i ujmowanej całościowo” nie podlega ochronie prawnoautorskiej. Tym samym sąd przychylił się do argumentacji pozywanych, którzy wskazywali, że charakter hasła jest ponadindywidualny. Postulat był wypowiadany i pojawiał się na transparentach podczas wielu protestów społecznych. Także w czerwcu 1956 roku powtarzali i wykrzykiwali go liczni manifestujący. Dlatego, jak stwierdzał Przemysław Terlecki, dyrektor Wielkopolskiego Muzeum Niepodległości, „jeśli ktokolwiek może mieć prawa do tego hasła, to [wszyscy] robotnicy Czerwca ’56”. Można ująć rzecz inaczej: hasło „Żądamy chleba” należy do społecznego dziedzictwa, a zatem jest dobrem wspólnym. Do korzystania z takiego dobra ma prawo każdy obywatel, a obowiązkiem państwa jest ochrona tego prawa.

Fakt, że sąd przychylił się do takiej interpretacji uznaję za nieoczywistą, ale piękną formę celebracji rocznicy Poznańskiego Czerwca. Uważam, że decyzja ta ma doniosłe znaczenie, ponieważ od lat, jako społeczeństwo, raczej tracimy prawo do kolejnych symboli naszych wolnościowych zrywów i dążeń.

Dynamikę tę dobrze pokazuje na przykład przypadek znaku „Solidarność” – oficjalnej identyfikacji najpierw ruchu społecznego lat 80., a następnie związku zawodowego i opozycji politycznej. Inspiracją do jego stworzenia były odręczne napisy i hasła na murach stoczni, fabryk i domów, malowane w czasie sierpniowych strajków – znak miał kojarzyć się z wzajemnym wsparciem i z maszerującym tłumem. Po 1989 roku związek zawodowy nie przestał posługiwać się logotypem. Autor znaku, Jerzy Janiszewski, uznawał, że stanowi on symbol walki Polek i Polaków o wolność i prawa obywatelskie, a nie logotyp konkretnej organizacji. Tym samym Janiszewski zasugerował, by traktować znak jako wspólne dobro społeczne. Jednak w 2007 roku Janiszewski podpisał z NSZZ „Solidarność” umowę, która dawała związkowi wyłączność w rozporządzaniu jego projektem, a organizacja nie kontynuowała tradycji postrzegania tego znaku jako dobra wspólnego. Wzmocniła ochronę logotypu, rejestrując go w 2015 roku jako znak towarowy w EUIPO. Na stronie NSZZ „Solidarność” znajduje się osobna zakładka z informacją o ochronie wynikającej z przepisów prawa oraz informacja o sankcjach prawnych za użycie logotypu bez jego zgody.

Inny przykład tracenia prawa do symboli dążeń wolnościowych polskiego społeczeństwa wskazuje ogłoszona w 2014 roku ustawa o ochronie znaku Polski Walczącej. Stwierdza ona co prawa, że znak „stanowi dobro ogólnonarodowe i podlega ochronie należnej historycznej spuściźnie Rzeczypospolitej Polskiej”, jednak na tej podstawie ogranicza prawo do używania znaku, nakładając na obywateli obowiązek „otaczania go czcią i szacunkiem”. Nie blokuje to użycia komercyjnego (odzież patriotyczna; słynne repliki opasek powstańczych sprzedawane w Empikach; kubki et cetera), ale uniemożliwia wykorzystanie znaku do swobodnego prowadzenia debaty publicznej na bieżące, ważne społecznie tematy. Przekonały się o tym kobiety trzymające transparenty z nawiązującym do znaku symbolem Polki Walczącej w trakcie Czarnych Protestów. W Warszawie, Szczecinie i Kielcach użycie takich transparentów zostało zarejestrowane przez policję, która następnie przekazała sprawę do prokuratury, ta zaś oskarżyła aktywistki o złamanie ustawy. Zapadły rozbieżne wyroki. Sądy w Szczecinie i w Warszawie uniewinniły trzymające transparent kobiety, ale Sąd Rejonowy (a następnie, w postępowaniu apelacyjnym, także Sąd Okręgowy) w Kielcach uznał, że modyfikacja znaku była jego publicznym znieważeniem i ukarał manifestantki grzywną. W uzasadnieniu uniewinnienia oskarżonych ze Szczecina sędzia stwierdzał, że połączenia znaku powstańczego z symbolami płci nie doprowadziło do pomniejszenia jego wartości. Wprost przeciwnie: wedle sądu obwinionymi kierowała chęć „podniesienia wartości i wagi własnych, aktualnie podejmowanych działań w sferze publicznej” i nadanie szczególnej wartości walce o prawa kobiet (gdyż wykorzystany znak gloryfikuje bohaterską walkę). Z kolei w uzasadnieniu wyroku skazującego, który zapadł w Kielcach, sędzia uznawał, że komunikowanie ważnej publicznie sprawy przy pomocy tego symbolu jest nieuprawnione: „Może się na niego powoływać każdy działający w interesie całego narodu polskiego, ale nie partii politycznej czy jakiegoś ruchu społecznego. […] Być może było to zrobione w szczytnym celu, ale na pewno nie można tu mówić o interesie całego narodu polskiego”. Orzekł zatem, że nie wolno znaku użyć w ważnym dla sporej grupy obywatelek i obywateli w celu społecznym.

Tę interpretację ciekawie kontruje argumentacja pełnomocnika organizatorów akcji „Żądamy chleba”, Zbigniewa Krügera. Stwierdzał on: „[…] hasło i jego znaczenie z punktu widzenia protestów czerwcowych są bardzo ważne. Ale jeżeli nawiązujemy do niego w tak słusznej sprawie, by pomagać potrzebującym i głodnym Poznaniakom, to nie ma mowy o naruszeniu prawa autorskiego”. Sprawę można ująć szerzej: jeśli nawiązujemy do historycznego symbolu w interesie publicznym, nie łamiemy żadnego regulującego je prawa. Szacunek do symboli historii społecznej przejawia się w uznawaniu, że podnoszą one rangę naszego głosu.

Sprawa hasła „Żądamy chleba” nie jest zamknięta – ścieżka prawna nie wyczerpała się, Nowak-Wilowska wciąż ma możliwość odwołania się od decyzji o oddaleniu oraz do wniesienia pozwu bez zabezpieczenia powództwa. Jeśli dojdzie do rozprawy, tylko pozornie będzie ona miała zasięg lokalny. Faktycznie, rozstrzygając o ochronie lub jej braku dla poznańskiego hasła, sąd orzekał będzie, czy elementy historii społecznej mogą być dobrem wspólnym.

Nie wiem, czy decyzja o niewyeksponowaniu hasła „Żądamy chleba” na murach HCP w trakcie pokazu „Stukotu” była podyktowana toczącą się procedurą sądową. To raczej mało prawdopodobne – spektakl miał premierę dekadę temu, nim spór zdążył wybuchnąć. Nie da się jednak wykluczyć, że wniosek o zabezpieczenie praw autorskich miał efekt mrożący i są osoby, które przestraszyły się wykorzystania hasła do upamiętnienia 70. rocznicy strajku. W sprawie prawa do hasła w mniejszym stopniu chodzi o to, czy będzie wolno używać go na scenie (jeśli powołamy się na kontratyp sztuki – zapewne tak); kluczowe jest, czy będziemy mogli robić to poza upamiętnieniami robotniczego zrywu. Nawiązywanie do haseł Poznańskiego Czerwca, by przeciwdziałać społecznym nierównościom, komunikować palące kwestie zabezpieczeń socjalnych czy naświetlać nierespektowanie prawa pracy będzie najpiękniejszą formą celebracji tamtych wydarzeń i dowodem ich żywotności we wspólnej społecznej pamięci. Tylko czy wszyscy to zrozumieją?