Nr 15/2021 Na teraz

Spojrzenie Aidy

Klara Cykorz
Film

Przepływy funduszy pomiędzy krajami nie zwracają zazwyczaj uwagi widzów niezainteresowanych szczególnie insajderską magią produkcji filmowej. Czasem tylko zdziwione oko zatrzyma się na białych literach informujących, że do polskiego filmu o polskiej historii i polskiej śmierci trochę grosza dosypał jakiś odległy francuski region (np. Owernia-Rodan-Alpy). Bośniacka kinematografia jest niewielka, nic dziwnego więc, że nowy film Jasmili Žbanić, laureatki berlińskiego Złotego Niedźwiedzia za „Grbavicę” (2006) ma zagranicznych koproducentów całe grono. Ale tym razem trudno strząsnąć stojącą za nimi sugestię. Nie wiem, czy osoba odpowiedzialna za napisy początkowe miała taką intencję, może intencji nie było, tę króliko-kaczkę stworzył po prostu kontekst. Austria, Niemcy, Francja, Holandia, Norwegia, Polska, Rumunia, Turcja. Europejska wspólnota kina artystycznego przedstawia film. Wróć, jeszcze raz. Austria, Niemcy, Francja, Holandia, Norwegia, Polska, Rumunia, Turcja przedstawiają. Co? Sytuację, w której pewne życia skazuje się na śmierć albo wegetację, buduje ogrodzenia, rozwija druty kolczaste najeżone najostrzejszymi żyletkami, zamyka bramy, opuszcza szlabany, czyni te życia zbędnymi, niewartymi ochrony, niewartymi niczego. Kiedy pisałam ten tekst, media zaczęły donosić o ciałach znajdowanych na granicy polsko-białoruskiej.

Losy tytułowej Aidy (Jasna Đuričić), przed wojną nauczycielki w srebrenickim liceum, a latem 1995 roku tłumaczki w bazie ONZ, inspirowane są mocno autobiograficzną książką Hasana Nuhanovicia – ocaleńca ze Srebrenicy, który przeżył jako tłumacz Holendrów. Nuhanović był świadkiem i zeznawał przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym dla byłej Jugosławii w Hadze, a potem przez lata procesował się z holenderskim rządem o uznanie winy holenderskiego wojska w wydaniu jego rodziny żołnierzom Ratko Mladicia. Wśród zamordowanych był ojciec Nuhanovicia, który wcześniej brał udział w pseudonegocjacjach z generałem jako reprezentant mieszkańców miasta. Ta sytuacja zostaje odtworzona w filmie – do wzięcia udziału w bezdusznej szopce zostaje zmuszony mąż Aidy, przed wojną dyrektor szkoły.

„Aida” jest oczywiście filmem o tym, jak sąsiedzi mordują sąsiadów. Młode chłopaki serbskiego oddziału wołają do bohaterki „pani profesor”, pytają o jej synów po imieniu, zaraz zagonią swoich rówieśników do autobusów i wywiozą na śmierć. Jest to tragedia zagęszczona, lokalna, zarazem państwowa i małomiasteczkowa. Ale drugie ostrze jeszcze mocniej wymierzone jest w zachodnie mocarstwa; nie ma tu złudzeń co do równości, do tego, że każde życie ludzkie jest warte tyle samo, bo nie jest. Główna nić narracyjna, kolejne próby Aidy, by ocalić męża i synów, roztoczyć nad nimi parasol ONZ-wskiej legitymacji, jest właśnie o tym; piekło czystki etnicznej to jedno, brak woli, by pokombinować, to drugie. Wszystkim jest przykro, ale nikt nie przymknie oka, nie nagnie regulaminu.

A w jaki sposób „Aidę” nawiedzają obrazy teraźniejszości? Próbuję uchwycić, ile jest tego w samym filmie, a ile dodaje kontekst. Pierwszy raz oglądałam „Aidę” na online’owych Nowych Horyzontach tego samego dnia, co wybitne „Purpurowe morze” Amel Alzakout i Khaleda Abdulwaheda, awangardowo-dokumentalny zapis dryfowania u brzegów wyspy Lesbos; dziś kontekstem są feedy Fundacji Ocalenie.

Ale okładanie filmów – także tych dobrych – watą „uniwersalizmu” może być bardzo zwodnicze. Mamy w Polsce dość bogate tradycje wymazywania doświadczenia Zagłady za pomocą uniwersalistycznych sztuczek, całą tę machinę zrównywania, przerabiania pamięci o ludobójstwie na jedno homogeniczne polskie cierpienie. Zatem z retoryką porównywania trzeba być ostrożnym. Wiele jest filmów historycznych o przemocy, które nie próbują spotykać się z tu i teraz, rozpraszają uwagę, konserwują przeszłość jako coś dalekiego, zamknięty rozdział, czasami nawet wygrażają palcem (mnóstwo filmów o PRL-u – niekoniecznie tych złych).

 

fot. mat. prasowe Gutek Film

 

Sposobem na uniknięcie tej pułapki proponowanym przez Žbanić jest chyba złapanie równowagi pomiędzy historycznym konkretem a powtarzającym się wzorcem – nie tyle „uniwersalnym”, ile „rozpoznawalnym”. Reżyserka buduje dramaturgię wokół szlabanu i płotu, wokół tego, kto za bramę wejdzie, kto wyjdzie, wokół rozmiarów bazy (ile rodzin pomieści hala?), wokół tłumu uciekinierów, wokół tego, czy uda się ukryć trzech dorosłych mężczyzn w zagraconym kantorku. Nie udaje przy tym, że czegoś nie widać. W sporze o to, czy ludobójstwo jest, czy nie jest „wyrażalne”, zajmuje pozycję nie tylko po stronie „wyrażalnego”, ale wręcz „widocznego” (przez te wszystkie przejścia, ogrodzenia i druty).

Jeden z najczęściej obecnych w obiegu fotosów promocyjnych stanowi gniewny portret tytułowej bohaterki patrzącej przez ogrodzenie. Film rozwija kontekst tego zapadającego w pamięć kadru – Aida patrzy w tej scenie na kierowcę autobusu wiozącego mężczyzn na miejsce kaźni. Facet trzęsie się, próbuje niezdarnie palić papierosa i jednocześnie nie zwymiotować przez okno. O tym, jak przemoc wsiąka w ciała, była „Grbavica” – film budujący napięcie poprzez tropienie śladów traumy w najmniejszych odruchach matki i córki ponad dekadę po wojnie.

„Aida”, dla odmiany, to film o patrzeniu na mężczyzn. To oryginalne, odwrócone spojrzenie: podążamy za wzrokiem Aidy, kobiety, tłumaczki, nauczycielki, mediatorki, żony i matki, ku mężczyznom wysyłanym na śmierć i mężczyznom na śmierć wysyłającym, mężczyznom-żołnierzom, dowódcom z ich wąsami i uzbrojonym dwudziestolatkom. Cała galeria męskości, od starców po chłopców. Najpierw męskość bośniacka, „oddzielona od kobiet i dzieci”. Męskość krucha, przekreślonego życia, życia, które ma zostać wymazane. To opowieść o militarystycznej, nacjonalistycznej logice, która w każdym męskim ciele dostrzega potencjalnego żołnierza (demonizacja młodych mężczyzn w islamofobicznych, rasistowskich, antyuchodźczych dyskursach jest oczywiście drugą stroną tej samej monety). Samo genderowe spojrzenie na męskość jako kruchość, podatność na krzywdę, wydaje mi się spojrzeniem antyfaszystowskim, spojrzeniem sprzeciwu. Ale mamy w filmie też męskość serbską: tu uruchamiają się konteksty wręcz familiarne. Sąsiedzi, ojcowie, uczniowie („pani profesor!”). No i ten facet za kółkiem, któremu latają ręce. I w końcu męskość holenderska, najtrudniejsza do zdefiniowania. Žbanić podgląda wąsatych facetów, których trudno oddzielić od biurokratyczno-wojskowej machiny. Definiuje ich brak działania, zaniechanie jako okrutną formę mocarstwowej sprawczości.

Tym, co pozwala „Aidzie” patrzeć w przeszłość, nie ulegając paraliżowi, zniechęceniu i znieczuleniu, jest gniew. Aida jest wściekła. A każde „jest” określające bohaterkę określa też film. Ponieważ jest tłumaczką, film staje się opowieścią o klęsce słów, klęsce języka. Ponieważ jest nauczycielką, jest tu też jakiś strzęp historii o klęsce oświaty, a klęska oświaty to klęska przyszłości. W przyszłość pozwala jednak spojrzeć pulsująca w filmie furia. Tutaj gniew to troska.

 

„Aida”
reż. Jasmila Žbanić
premiera: 17.09.2021