Nr 6/2021 Na teraz

Smutek całego świata

Michał D. Wieczorek
Muzyka

„Ten smutek jest równy smutkowi całego świata” – śpiewa Arooj Aftab na swoim trzecim albumie. To najkrótsze i bardzo trafne podsumowanie „Vulture Prince”, płyty poświęconej doświadczeniu utraty.

Arooj Aftab, choć urodziła się i wychowała w pakistańskim Lahore, największym mieście Pendżabu, od dziewiętnastego roku życia mieszka w Stanach Zjednoczonych. Studiowała jazz na prestiżowej bostońskiej uczelni Berklee College of Music. Od kilku lat mieszka na Brooklynie, gdzie wpisała się w wielokulturową artystyczną tkankę dzielnicy. Wychowana w przebogatej, hindustańskiej kulturze muzycznej artystka, żyjąc w Ameryce, nie gubi swoich korzeni, chociaż nie trzyma się ich kurczowo. Jej kompozytorski język opiera się na dwóch filarach: muzyce hindustańskiej oraz zachodnim podejściu do komponowania i chęci eksperymentowania.

Było to słychać na „Bird Under Water”, debiucie z 2014 roku. Elegancki jazz i delikatny folk Aftab połączyła z tekstami w urdu i południowoazjatyckimi skalami, mikrotonami, brzmieniami instynktownie kojarzącymi się z Azją Południową. Artystka zebrała wówczas prawdziwie międzynarodowy skład – muzycy pochodzili z Indii, Izraela, Grecji, Malezji, Japonii. To płyta elegancka, ale jednocześnie bardzo wygładzona: kompozycje wpadają z smoothjazzowe koleiny, jak w „Aey”, w którym współbrzmienie sitaru i fortepianu jest bardziej niż stereotypowe. Drugi album, „Siren Islands” – wydany początkowo tylko dla subskrybentów New Amsterdam Records na Bandcampie – przyniósł całkowitą zmianę stylistyki. Niebiańskie, syrenie wokalizy Aftab zatopiła w syntezatorowych, wirujących plamach. To muzyka niczym z marzeń sennych, natchniona i duchowa, pełna niepodpowiedzeń. I projekt całkowicie osobny.

Aftab przyznaje, że „Vulture Prince” to album o powrocie do miejsc, które mogła kiedyś nazwać swoimi, a które już w większości nie istnieją. Utratą, która ciąży bardziej, była śmierć młodszego brata, zmarłego w czasie przygotowań kompozycji na „Vulture Prince”. W wywiadzie dla NPR Aftab wspomina, że „Diya Hai” był ostatnim utworem, który pokazała mu przed śmiercią – jeszcze w szkicowej formie, z towarzyszeniem harmonium, instrumentu jednoznacznie kojarzącego się z pakistańską muzyką suficką qawwali. Początkowo nie planowała go umieszczać na „Vulture Prince”, ale postanowiła w ten sposób uhonorować brata. Jego pamięci dedykuje cały album, jednak nie jest to muzyka żałobna. Nawet jeśli ta żałoba jest „równa smutkowi całego świata”, to nie dominuje. Tak, Aftab napisała muzykę pełną melancholii i zadumy, opartą na sufickich tekstach, lecz ten smutek jest bardziej metafizyczny.

„Vulture Prince” stanowi bezpośrednią kontynuację „Bird Under Water”, ale Aftab bardzo poszerzyła swoją kompozytorską paletę. Podkreśla to rozpoczynające album „Baghon Main” – nowa wersja „Baghon Main Pade Jhoda” z debiutanckiej płyty. Tam kompozycja ciążyła w stronę jazzu i pakistańskiego folku za sprawą użycia harmonium, tutaj nie ma po nim śladu. Jest bogaty, ale przestrzenny indie folk ciążący w kierunku zachodniej klasyki. Nic dziwnego, że Aftab znalazła swoje miejsce w New Amsterdam Records obok Nathalie Joachim – kompozytorki opierającej swoją muzykę na haitańskim folklorze, ale w istocie bardzo amerykańskiej.

W zasadzie NAR to bardziej kolektyw, stowarzyszenie niż zwykła wytwórnia. Podobnych związków można szukać w islandzkim Bedroom Community: Amerykanie poruszają się po tożsamym obszarze – przecięciu muzyki klasycznej i indie. W tym samym miejscu sytuuje się muzyka Aftab – kompozycje na „Vulture Prince” bogato inkrustuje harfą, instrumentami smyczkowymi i dętymi. Przypomina to sposób, w jaki folkowe piosenki traktuje Sam Amidon (choć tu elektronika pojawia się incydentalnie) ale też – szczególnie w „Suroor” – Joannę Newsom z okresu „Have One On Me” i aranżacje rozpisane przez Ryana Francesconiego. Do współpracy przy „Diya Hai” Aftab zaprosiła brazylijską wirtuozkę gitary akustycznej Badi Assad. Jej obecność nadaje utworowi niezwykłej głębi, wzmacnia jego medytacyjny charakter. Trzeba zresztą przyznać, że artystka znów zmontowała międzynarodowy i gwiazdorski skład – z Gyanem Rileyem i Shahzadem Ismailym na czele.

Centralnym punktem „Vulture Prince” jest „Mohabbat”, z którego pochodzi przywoływany już dwukrotnie przeze mnie cytat. To gazel – persko-indyjska forma poetycka – napisany przez Hafiza Hoshiarpuriego. Wykonywany wielokrotnie, w interpretacji Aftab zyskuje przestrzeń i oddech. Ten miłosny lament staje się zadumą nad całym światem. Harfa przeplata się z gitara elektryczną, trąbki delikatnie dźwięczą w tle, podobnie jak dyskretna tabla – poza głosem Aftab najbardziej południowoazjatycki element tej aranżacji. W zasadzie od tego głosu powinienem zacząć. Aftab glissandami ślizga się po muzyce, po indyjsku nie omija ćwierćtonów. To (z zachodniej perspektywy) rozedrganie nadaje jej większej emocjonalności. Artystka zwykle nie wchodzi w wysokie rejestry, nie skacze po skalach, nie popisuje się szybkością glissand. Jej wokalna siła i wirtuozeria objawiają się w precyzyjnym dobieraniu długości frazy i podkreślaniu aksamitności swojego altu.

Po język angielski sięga tylko raz. „Last Night” jest tłumaczeniem wiersza Rumiego, najwybitniejszego perskiego poety, którego mające kilkaset lat utwory rezonują w świecie islamskim do dziś. Dopiero w połowie utworu artystka wraca do urdu. To, co czyni „Last Night” wyjątkowym na tle reszty „Vulture Prince”, to reggae’owa pulsacja i dubowe pogłosy. To na nich i soulującej partii wokalnej opiera się „Last Night”, najskromniejszy fragment albumu. Tylko głos, gitara, kontrabas i perkusja zatopione w księżycowej nocy, kiedy każdy dźwięk słychać stokrotnie wyraźniej. W stronę post rocka kieruje się natomiast we wzruszającym i równie ascetycznym „Saans Lo”. Delikatna partia elektrycznej gitary i głęboki, zamyślony głos Aftab akcentują moment pogodzenia się ze stratą. Jakby na potwierdzenie tego album kończy „Suroor”, najdynamiczniejsza kompozycja na płycie.

„Vulture Prince” to przede wszystkim muzyka piękna poprzez swoją melancholię i skupienie. Bogata i skromna jednocześnie. Pozbawiona przesady i pełna przestrzeni. Smutek przeplata się w niej z miłością. Jak w gazeli Hoshiarpuriego. Każda żałoba kiedyś się domyka.

 

Arooj Aftab, „Vulture Prince”
New Amsterdam
2021