Nr 26/2022 Na moment

Show me your showcase 2: (not so) Great September

Marcin Małecki
Festiwale Muzyka

Gdy niemal trzy lata temu snułem na łamach „CzasKultury.pl” rozważania dotyczące przyszłości imprez showcase’owych, nie sądziłem, że w takim kierunku potoczą się zmiany pod tym względem na polskim rynku koncertowym. Tekst publikowałem co prawda na początku pandemii, wiedząc, że czeka nas czas zawieszenia, niepewności, i dopuszczając do siebie myśl, że niejedno wydarzenie zostanie odwołane. Kończyłem jednak nadzieją, że spotkamy się na poznańskim Spring Breaku i na innych showcase’owych festiwalach. Po upływie kilkunastu miesięcy nadzieja ta zyskała tylko częściowe pokrycie w rzeczywistości. Nie przypuszczałem bowiem, że poznański festiwal, który posłużył mi jako punkt odniesienia, wskutek pandemii koronawirusa zniknie z mapy wydarzeń muzycznych. Natura jednak nie znosi próżni – nic więc dziwnego, że uaktywnić się postanowiła Łódź. Zaplanowano tam Great September – jesienny festiwal showcase’owy, za którego sterami stanęli Łukasz Minta (dotąd związany ze Spring Breakiem) i Artur Rojek (odpowiedzialny za sukces Off Festivalu).

Niestety, losy Great September okazały się niełatwe i skomplikowane, a koniec końców niechlubne i smutne. Po zawirowaniach związanych z tegoroczną edycją imprezy, na przełomie listopada i grudnia organizatorzy zaczęli wyciągać na siebie różne brudy i obwiniać się wzajemnie o fiasko organizacyjne i wizerunkowe całości. Prześcigają się w oskarżeniach, czyją winą jest nagłe (na dwa tygodnie przed planowanym startem) przesunięcie daty wydarzenia o miesiąc oraz kto odpowiada za brak przelewów dla artystów. W tle mamy również typowe dla polskiego realnego kapitalizmu bolączki: zmuszenie do pracy bez umowy i zabezpieczeń socjalnych czy też oskarżenia o oszustwa finansowe. Sprawa ostatecznie ma trafić do sądu – co pozwala przypuszczać, że po burzy oskarżeń obie strony zamilkną, obawiając się, że (zgodnie ze znaną maksymą) cokolwiek napiszą, może zostać wykorzystane przeciwko nim. Afera przybrała więc kształt scenariusza typowego dla medialnego skandalu: zniknęła tak szybko, jak nagle wybuchła.

Czy aby na pewno? Z perspektywy medialnej być może tak – ale wątpię, czy można tak powiedzieć z perspektywy środowiskowej. Kuluary aż huczą od informacji, że walczący ze sobą promotorzy tuszują niewygodne dla siebie fakty. Nikt, kto miał do czynienia z którymś z organizatorów, nie chce głośno sformułować konkretnych zarzutów, ale pokątnie wypływają informacje, które zwykle można usłyszeć przy okazji środowiskowych skandali: że „to nie pierwszy raz”, że „nie mówiło się, ale było wiadomo”, że „można się było spodziewać, że tak się to potoczy”, że „przecież już kiedyś”… Mimochodem wzmiankuje się, że wspomniane osoby nie pierwszy raz zachowały się nie w porządku wobec współpracowników i wykonawców (internauci przypominają w tym kontekście o kontrowersjach związanych z konkursem dla młodych polskich zespołów przed Off Festiwalem w 2014 roku czy inicjatywie Off Mine, która w okresie pandemicznego zastoju miała być sposobem na utrzymanie łączności z fanami katowickiego festiwalu).

Najwięcej na całym zamieszeniu tracą (i stracą) jednak artyści – prawdopodobnie upada właśnie kolejna impreza, której zadaniem było połączyć branżę i ułatwić odkrywanie nowych zjawisk muzycznych przez dziennikarzy, menedżerów i promotorów.

Niezależnie od dalszych sądowych losów sprawy, nieoptymistycznie, ale i z niewielkim ryzykiem pomyłki możemy założyć, że Great September nie odzyska już dawnej renomy. Czy istnieje dla niego jakaś alternatywa? Otóż tak. W tekście „Show me your showcase” wspominałem krakowską imprezę Tak Brzmi Miasto. Dodać to tego można imprezę o podobnej formule – Sea You. Gdańskie przedsięwzięcie skupia się na prezentowaniu wykonawców związanych z Trójmiastem. Oba wydarzenia nie mają ambicji, by branżowe spotkanie dla muzyków, promotorów i dziennikarzy łączyć z miejskim festiwalem dla wszystkich. Należy to przyjąć jako dowód racjonalnego planowania i postrzegać jako szansę. Tak Brzmi Miasto poza coroczną konferencją organizuje TBM: Inkubator, czyli serię warsztatów dla społeczności muzycznej odbywających się w miastach na terenie całej Polski. Sea You natomiast poprzez skoncentrowanie się na lokalnych twórcach zwraca uwagę na istotę networkingu i pokazuje, jak silna jest i była scena trójmiejska.

Great September z kolei szedł tą samą drogą, za którą krytykowałem dawniej Spring Breaka. Goszczący na łódzkiej imprezie Bedoes, Ralph Kaminski, Julia Wieniawa czy Belmondziak to wykonawcy, którzy przyciągną odbiorców mainstreamowych, już zainteresowanych polską muzyką, raczej nie zachęcą jednak do poszukiwania nowości. Podobnie działał panel z udziałem Dawida Podsiadły opowiadającego o swojej najnowszej płycie – ukazywał nieco schizofreniczny mechanizm działania organizatorów, z jednej strony korzystających z okazji na zmonetyzowanie dotychczasowej sławy i rozpoznawalności największych nazwisk, z drugiej zaś ciągle podkreślających, że impreza skupia się na tych maluczkich i początkujących.

fot. Diego Catto on Unsplash

Przypadek Great September okazuje się szczególnie dotkliwy także ze względu na naruszenia niepisanej umowy środowiskowej, opartej na sprzężeniu zaufania i prestiżu. Renoma twórców uznanych festiwali, znawców lokalnego rynku, doświadczonych organizatorów koncertów w każdej skali stanowiła swego rodzaju gwarancję. Wysoki poziom zaufania i oczekiwań wpływa zatem na skalę rozczarowania upadkiem. Okazuje się bowiem, że inicjatywy, które hucznie zapowiadały odmianę wizerunku polskiego muzycznego biznesu, które ogłaszały się „zmianą na lepsze”, „nową jakością”, w ostatecznym rozrachunku nie odróżniają się stosowanymi praktykami od konkurencji.

Jeśli zatem trzy lata temu kończyłem sporymi nadziejami i odrobiną niepewności – tym razem jestem zmuszony odwrócić proporcje. Bo oczywiście chciałbym, aby te doniesienia zmieniły realnie krajobraz polskiej branży muzycznej, ale jednocześnie mam przekonanie graniczące z pewnością, że po chwilowym oburzeniu wróci „stara normalność”. Obym się mylił.

 

PS Swoją drogą w Poznaniu zaplanowano nowy festiwal na miarę Spring Breaka – przyszłoroczny Next Fest reklamuje się hasłem „Make Spring Great Again”. Może niezbyt to szczęśliwy wybór – ze względu na źródło tej frazy oraz na jej zużycie w przestrzeni komunikacyjnej, ale nie przesądzajmy sprawy. Czas pokaże, czy hasło, które w zamierzeniu ma być pstryczkiem wobec rozczarowującej tudzież znikającej konkurencji, okaże się konkretną obietnicą czy tylko czczą przechwałką.