Nr 13/2021 Na teraz

Senna nowoczesność

Waldemar Rapior
Literatura

Spoiler alert. Ostatnie strony książki „Sny o pociągach”. Całe życie głównego bohatera, Roberta Grainiera, podsumowane w jednym, pięknie skomponowanym przez Denisa Johnsona akapicie:

Grainier przeżył dobrze ponad osiemdziesiąt wiosen, aż do późnych lat sześćdziesiątych. W tym czasie zdarzyło mu się wyprawiać na zachód, w miejsca odległe od oceanu tylko parędziesiąt mil, choć samego Pacyfiku, nigdy nie ujrzał, a także na wschód, najdalej do Libby, miasteczka o czterdzieści mil w głąb Montany. Kochał się tylko z jedną kobietą – swoją żoną Gladys – posiadał jednoakrową parcelę, dwa konie i wóz. Nigdy się nie upił. Nigdy nie nabył broni palnej ani nie rozmawiał przez telefon. Regularnie jeździł pociągami, samochodami wiele razy, raz leciał samolotem. W ostatniej dekadzie życia podczas każdej wizyty w miasteczku oglądał telewizję. Nie miał pojęcia, kim mogli być jego rodzice, nie pozostawił też po sobie spadkobierców.

Johnson czyni życie Grainiera kanwą swej noweli, a ja odhaczam stały punkt omówień – zwięzłe przedstawienie treści książki. Ale czy nowela Johnsona poświęcona jest po prostu kolejnym zdarzeniom z życia Grainiera?

Opowieść zaczyna się latem 1917 roku w północnej wypustce stanu Idaho. Robert Grainier pracuje przy torowisku. Mija go gromada mężczyzn trzymających pod pachą chińskiego robotnika. Grainier dołącza do gromady. Chińczyka przyłapano ponoć na kradzieży z magazynów Kolei Międzynarodowej Spokane. Mężczyźni chcą wymierzyć sprawiedliwość. Trochę dla żartu, a trochę w imię sprawiedliwości mężczyźni chcą zrzucić Chińczyka z przęsła mostu kolejowego. Kiedy jednak Chińczyk zaczyna się wyrywać, a z walczących mężczyzn spływają coraz gęstsze strugi potu, nie ma odwrotu: trzeba go ukatrupić. Męska złość w pełnej postaci: bezgraniczna i bez sensu. „Trzymam drania i na mnie możecie liczyć!” – krzyczy Grainier. Grupie egzekucyjnej udaje się dotaszczyć „Chiniaka” na nasyp. Paru chłopów kibicuje Chińczykowi. Udaje mu się uciec, a zdyszana gromada, choć nie wie do końca, co przeskrobał, zostaje z niczym. Dlaczego Grainier dołącza do grupy egzekucyjnej? Poczuł zew męskości? Był banalnym, nieświadomym rasistą?

Z tego epizodu dowiadujemy się, że Grainier raczej reaguje na to, co go – dosłownie – spotyka, niż realizuje własny projekt życiowy. A jednak chwilę później odkrywamy też, że nie jest on oszalałym, spuszczonym ze smyczy pitbullem. Tego samego dnia, kładąc się spać, przypomina sobie zdarzenie z nasypu kolejowego, a w mroku czuje, że „oczy córki zwróciły się ku niemu, jak u zaszczutego zwierza” (s. 12). Granier do końca życia zapamięta ten moment.

Grainier jest dziwną postacią. Trudną do rozgryzienia. Jego moralność jest jakby zwierzęca – używam tego określenia nie z przekonania, lecz z braku lepszego słowa. Zwierzęca moralność to dla mnie moralność doznawana, pamiętana cieleśnie, a nie przemyślana bądź opracowana na bazie etycznych kodeksów. Ponieważ za mało jeszcze wiemy o zwierzęcej moralności, używam tego określenia wyłącznie metaforycznie. Grainier pamięta bowiem wyobrażony wzrok córki z tamtej nocy, pamięta sylwetkę umierającego mężczyzny z gangreną, który obwieszcza, że najdalej jutro umrze. Prosi on Grainiera o drobną przysługę, ale ten jej nie spełnia – a ta niespełniona prośba wraca do niego regularnie w myślach. Bo też Grainier pozbawiony jest wszelkiej refleksji. Żyje – po prostu. Dla czytelnika wychowanego w kulcie indywidualizmu – takiego indywidualizmu, który dzięki przemysłowi psychologicznemu i towarzyszącym mu technologiom monitorowania własnych emocji, myśli i tożsamości można dodatkowo dowolnie modyfikować i wynajdować na nowo – Grainier pozostaje nieprzenikniony, odpychający, dziwaczny. Nie poznajemy żadnych jego myśli. Jest jakby naczyniem napełnianym kolejnymi zdarzeniami i przez kolejne osoby (ale czy nie tak wygląda poniekąd życie w sieci? Czy nie reagujemy raczej na to, co widzimy i słyszymy, zamiast spróbować zrozumieć sytuację, która uruchamia nasze emocje?). Grainier nie odwołuje się do własnych emocji, aby zbudować sens własnego życia. Gdy umierają jego córka i żona, twierdzi, że stało się to, ponieważ Chińczyk rzucił na niego klątwę. „Zdaniem Grainiera była to zbyt surowa kara” (s. 60). W świecie bohatera wszystko łączy się ze wszystkim, a zdarzenia sprzed wielu lat powracają i są przyczyną nieszczęść.

Nie znamy myśli Grainiera, jedynie jego emocje, namiętności, które nim targają. Czy jest to człowiek bez właściwości? A może everyman? Nie znamy jego pochodzenia, nie zna go też sam Grainier, co więcej – nie jest tym zainteresowany Większość życia spędza w samotności. Po śmierci córki i żony w płomieniach wielkiego pożaru odbudowuje jednoizbową chatę, którą równie dobrze można postrzegać jako metaforę trumny. Jest wrażliwy na przyrodę:

Dopiero parę dni później, kiedy wrócił na miejsce starego domu – gdzie teraz stawiał nowy dom – zauważył to, czego przedtem nie dostrzegł przez harówkę: wiosna rozkwitła z całą mocą, słoneczna i piękna, i w dolinie Moyea na czarnym tle pogorzeliska widać było mnóstwo zieleni. Ziemia zaczynała się tu goić. Wierzbówka i samosiejki sosny sięgały już po uda. Gdy zrywał się wiatr, po dolinie niosły się kłęby sosnowego pyłku, jak podbarwiona musztardą mgła (s. 49).

Grainier nie przeżywa jednak przyrody na sposób uprzywilejowanej klasy średniej: nie kontempluje jej, nie jest uważny na niuanse estetyczne, nie docenia unikalności, ale patrzy na nią pragmatycznie: „Jeśli nie wyrwie tych nowych drzewek, zamiast poręby zaraz znów będzie miał las” (s. 49).

Są jeszcze widzenia, które nawiedzają Grainiera. Pewnej nocy bohater budzi się i staje w drzwiach swej chaty, postawionej na spalonej ziemi. Trawy już zazieleniły teren. „W te noce gwizd pociągu dawał sygnał kojotom, a od nich odzywały się wilki” (s. 94). Grainier dostrzega wilka na podwórzu. „Stworzenie ani drgnęło, wyglądało na zranione” (s. 95). Mężczyzna patrzy z przerażeniem i dostrzega w rannej wilczycy dziecko, córkę. „Kate. Kate. Co ci się stało?” (s. 97). Czy ranna wilczyca to właśnie Kate – córka, która w innym śnie/widzeniu uratowała się z pożaru?

Bardzo łatwo odczytać widzenia i sny Grainiera jako majaki samotnie żyjącego człowieka, który stracił rodzinę. Psychologiczne odczytanie jednak nie posuwa nas do przodu w interpretacji „Snów o pociągach”. Grainier traci zmysły – ale co z tego wynika? Postać bohatera jest tajemnicza, tak jak tajemniczy jest sam tekst. Co więcej – nie tylko ja miałem problem z interpretacją Grainiera. Dziwnym trafem – czyżby tajemny świat noweli wydostał się z kart książki – tuż po lekturze „Snów o pociągach” natrafiam na podcast „The Librarian Is In” (Bibliotekarz w domu) emitowany przez słynną Nowojorską Bibliotekę Publiczną. Odcinek z 7 maja 2020 roku dotyczy „Snów o pociągach”. Autorzy próbują rozszyfrować postać Roberta Grainiera. Przez godzinę dyskutują, nie dochodząc do konkluzji. Drugą kwestią, o której piszą zwykle krytycy, jest styl Denisa Johnsona. Każda z recenzji, jaką przeczytałem, zwraca uwagę na piękny i precyzyjny język noweli. Johnson pisze ostre zdania, krótkie, realistyczne. Realizm splata się tu jednak z pięknymi opisami przyrody, snów i widzeń. Recenzent „The New Yorkera” zatytułował esej o powieści „Cabin Fever” (Śmiertelna gorączka). Spokojny realizm przeradza się tu w horror niczym z H.P. Lovecrafta.

Świat przedstawiony jest porośnięty bujnym lasem. Obok przyrody, równie naturalnie jak ona, funkcjonuje kolej. Wszystkie postaci, które Grainier spotyka, mają jakiś związek z koleją – kogoś rozjechał pociąg, ktoś inny pracuje przy budowanie mostu kolejowego, jeszcze inny nie może pozwolić sobie na kupno biletu i drałuje pieszo do miasta. Grainier miał to szczęście, że po latach „patrzył na wagon przewożący tego dziwnego młodego piosenkarza z górskiej biedoty, Elvisa Presleya” (s. 24) – zupełnie jak w kawałku „Trans-Europe Express” Kraftwerk: „From station to station / Back to Düsseldorf City / Meet Iggy Pop and David Bowie”.

W przedindustrialny świat noweli wkroczyła modernizacja – linie kolejowe zaczynają łączyć wszystkie zakątki Stanów Zjednoczonych. Mniejszość chińska jest niezbędna do jej budowy, Indianie są spychani na margines i traktowani jak ludzie drugiej kategorii (Grainier nie uważa się za dobrą partię, ale twierdzi, że z łatwością pojąłby za żonę Indiankę). Nowoczesność oznacza unicestwienie tradycyjnego życia – jest ono w końcu przeszkodą dla modernizacji. W powieści Johnsona spotykamy jednak postaci, które wchodzą w relacje ze sobą i przyrodą na sposób preindustrialny. Być może właśnie dlatego Grainier wydaje się osobą nierefleksyjną, jedynie reagującą na świat. Nowoczesny podmiot analizuje siebie, monitoruje własne zachowanie i kontroluje odruchy cielesne i emocjonalne. Ten preindustrialny świat nie jest idyllą – pełno w nim cierpienia i poniżenia zarówno ludzi, jak i zwierząt, a zarazem dużo w nim dzikości i dziwności. Jest to świat tu i teraz. Wiadomości ze świata, jak choćby o Wielkiej Wojnie w Europie, są plotkami i stereotypami: „choć zawieszenie broni zawarto już półtora roku temu, brygadzista twierdził, że to tylko chwilowe, że wnet znów rozgorzeją bitwy, póki jedna ze stron nie wyrżnie drugiej do nogi” (s. 20). Linie kolejowe zmieniają codzienne życie ludzi, jednak mentalność wciąż pozostaje w sferze marzeń, mitów i przeświadczeń.

Johnson mistrzowsko tworzy postacie. Do ich zbudowania potrzebnych jest mu kilka zdań:

Arn Peeples przybył z południowego zachodu – twierdził, że w Tombstone widział się z braćmi Earpami, nawet z nimi rozmawiał. Słynnego szeryfa i jego braci nazwał „pomylonymi szmondakami”. Za młodu robił w kopalniach w Arizonie, potem było wiele dekad przy pile wszędzie tam, gdzie cięto drzewa, a teraz został z niego wątły, pokurczony pomagier, wiecznie rozgadany, a unikający ciężkiej roboty, najstarszy z leśnych ludzi (s. 18).

Każdym opisem bohatera Johnson tworzy unikatowe minibiografie, jednak nie socjologiczne (nie otrzymujemy np. opisu cech klasowych) ani encyklopedyczne. Opisy są precyzyjne, niepobieżne. Czytając je, rozumiemy, kim jest dana postać, jakie miała życie, co przeżyła, poznajemy jej życie codzienne. Można powiedzieć, że postaci niejako tworzą fabułę – bo choć nie jest to klasyczna definicja fabuły, u Johnsona rytm fabuły toczy się zgodnie z rytmem pojawiania się kolejnych bohaterów. Jednak nie są oni jedynie pionkami służącymi do posuwania akcji do przodu – ich opis jest żywy, bo to właśnie postaci stanowią clou narracji i są głównym obiektem zainteresowania Johnsona.

Balzak w „Komedii ludzkiej” umieścił 2472 osobne postaci. Ponad sto z nich pojawiło się w jego innych powieściach. Można się spierać, czy są one „płaskie”, czy „wielowymiarowe”, jednak ich obecność tworzy realistyczną scenerię nowo wykluwającego się społeczeństwa Paryża. Ancien régime padł, w połowie XIX wieku rodzi się nowy, nowoczesny Paryż. Balzak portretuje to nowe społeczeństwo.

O ile francuski pisarz portretował społeczeństwo dopiero się rodzące, o tyle Johnson w „Snach o pociągach” tworzy obraz społeczeństwa odchodzącego: takiego, które stanowi niejako „scenerię” dla preindustrialnego świata i jest jego słabnącym echem. Drugim budulcem preindustrialnej rzeczywistości jest dla Johnsona przyroda, a właściwie jej niezwykle dokładne opisy. Precyzja krótkich zdań Johnsona odzwierciedla surowość świata preindustrialnego. Bajeczne opisy przyrody i snów – niewytłumaczalność świata. Akapity u Johnsona są tak skomponowane, że otrzymujemy skończony i przekonujący obraz rzeczywistości.

To inny świat; dla nas, ludzi po-nowoczesności, obcy, niezrozumiały, dziki i dziwny. Moralność tych ludzi wprawia w osłupienie. Za sprawą Johnsona mamy okazję go zrozumieć. „Sny o pociągach” nie są jednak realistycznym odbiciem rzeczywistości. Nowela napisana jest w trzeciej osobie liczby pojedynczej. Nie wiemy, kim jest narrator. Nie może nim być Johnson, urodzony w 1949 roku. Nie jest nim też Bóg, bo jego śladów jest w noweli niewiele. Jest nim chyba ktoś patrzący „znikąd”, z kosmosu, bez określonego miejsca na Ziemi. To charakterystyczne dla nowoczesności spojrzenie znikąd, uniwersalne, wyzbyte subiektywności i wznoszące się ponad własne przesądy. To spojrzenie w naszym świecie po-nowoczesnym już nie istnieje, nie ma racji bytu. Johnson nie tylko przedstawia modernizujący się świat, ale jednocześnie daje nam nowoczesne okulary, przez które możemy na niego patrzeć. Zarówno ów świat, jak i związana z nim perspektywa są jednak czymś, co minęło.

Realizm życia i Grainiera, i społeczeństwa opisanego przez Johnsona (w końcówce noweli reprezentowanego przez widownię przyglądającą się występom „wilczego chłopca” oraz konia, który potrafi liczyć) pęka na dobre w momencie, gdy ujawnia się kosmiczna perspektywa opisu. Grainier umiera i zostaje szybko zapomniany, tak jak zapomniane zostaną owe dziwy na scenie: „Lepiej weź pan ten bilet i dziwuj się dziwom”, mówi do Grainiera weterynarz dysponujący nadwyżką darmowych biletów, bo chorym koniem „jak nic za pół roku psy nim nakarmią, a co zostanie, sprzedadzą na klej”, s. 109). Grainiera ratują zdania Johnsona, nowela, którą czytam. Docieram do jej końca i zapada cisza. Na scenie dziwów milknie ryk wilczego chłopca. I przepada na zawsze.

Denis Johnson, „Sny o pociągach”
tłumaczenie: Tomasz S. Gałązka
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2021