Nr 13/2021 Na teraz

Egzamin z survivalu

Bartosz Nowicki
Literatura

Małe i średnie miasta pełnią dziś funkcję inkubatorów kadr, talentów i rąk do pracy dla wielkich aglomeracji. Przekonałem się o tym, mieszkając w Skierniewicach. W tym prawie pięćdziesięciotysięcznym mieście można regulować zegarek według częstotliwości występowania ulicznych korków. Te zdarzają się dwa razy dziennie – rano, kiedy tłum mieszkańców pędzi na dworzec, aby dojechać pociągiem do pracy w Warszawie, i po południu, kiedy stamtąd wraca. Miasto może z kolei zawdzięczać bliskiemu sąsiedztwu ze stolicą nie tylko wygórowane ceny mieszkań, ale i brak satysfakcjonującej infrastruktury handlowej, rozrywki na dobrym poziomie czy interesującej oferty kulturalnej. Skierniewice z deficytem na rynku mieszkań, słabą opieką medyczną i obsesyjnie wybetonowanym rynkiem, na który wieczorami zagląda tylko księżyc, spokojnie mogłoby być sztandarowym bohaterem „Zapaści” Marka Szymaniaka. Mimo to lubiłem tam mieszkać. Spokój, cisza, piękne okoliczności przyrody. W pewnym wieku właśnie takie potrzeby stają się najistotniejsze.

W tekście piosenki „Małomiasteczkowy” Dawid Podsiadło opisuje odczucia bliskie kolejnym pokoleniom młodych ludzi, pokonujących dystans z rodzinnego do większego, „wyśnionego” miasta: platoniczny zachwyt i nieodwzajemnioną miłość, ambicje zawojowania świata i rozczarowujące poczucie niedopasowania. Dlaczego opuszczamy swoje miasta? Dlaczego do nich nie wracamy, choć tęsknimy i chcielibyśmy wrócić? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Marek Szymaniak. Z lektury „Zapaści. Reportaży z mniejszych miast” wynika, że motywacją do wyjazdu jest nie tyle chęć podbicia świata, ile zwykła życiowa konieczność. Autor, śledzący dotąd mechanizmy i patologie rynku pracy w Polsce („Urobieni. Reportaże o pracy”), tym razem dotarł do mieszkańców kilkudziesięciu „średnich” miast (ośrodki powyżej 15 tys. mieszkańców, niebędące stolicami województw, m.in.: Bielawa, Prudnik, Pisz, Nowa Ruda czy Kętrzyn), aby oddać głos tym, których na co dzień nie widać z centralnej perspektywy.

Po 1989 roku w większości polskich miast wydarzenia przebiegały według tego samego scenariusza. Prywatyzacja, otwarcie granic na import tanich produktów ze wschodu oraz galopująca inflacja stopniowo doprowadziły lokalny przemysł do upadku. Brutalna i gwałtowna transformacja ustrojowa przeorała krajobraz społeczno-ekonomiczny, docierając do każdego zakątku kraju. Według niektórych badań co trzeci zakład albo uległ całkowitej likwidacji, albo zaprzestał produkcji. W wielu przypadkach decyzje zostały podjęte pochopnie, będąc nierzadko efektem nadużyć związanych z dziką prywatyzacją. Najbardziej ucierpiały mniejsze ośrodki, w których fabryki i zakłady, jako główne miejsca pracy w regionie, stanowiły serce społeczno-gospodarczego krwiobiegu. Wraz z upadkiem przemysłu zatrudniającego lwią część mieszkańców zniszczeniu uległ cały system naczyń powiązanych. Ogromnemu bezrobociu (sięgającemu w niektórych miastach 40%) towarzyszył upadek przyzakładowego szkolnictwa zawodowego, opieki medycznej, domów kultury, stołówek, bibliotek, komunikacji zbiorowej i systemów socjalnych (dofinansowania wczasów, kolonii i wielu innych). Był to cios wymierzony w lokalne wspólnoty, z którego większość mieszkańców małych i średnich miast do dziś nie może się otrząsnąć. „[…] U nas jedyne, co potrafili, to w kilka lat zlikwidować zakład, który istniał ponad dwieście lat. Zamiast troszczyć się o swoje, to dali zarobić Chińczykom. Miał być Zachód, a dostaliśmy chińskie szmaty i bezrobocie” – mówi była pracownica Bielawskich Zakładów Przemysłu Bawełnianego, jedna z bohaterek reportażu. Skutki zapaści wybrzmiewać będą jeszcze przez długie lata, w ogromnym stopniu wpływając nie tylko na strukturę demograficzną i ekonomiczną kraju, ale również na przemiany kulturowe i cywilizacyjne.

Gwałtowne przejście na gospodarkę wolnorynkową było punktem zapalnym zmian, jakie zaszły w tożsamości poszczególnych „miast zapaści”. Szymaniak wnikliwie śledzi i analizuje dalekosiężne konsekwencje posttransformacyjnego domina. Jest ich cała litania: począwszy od wciąż jeszcze większego niż średnia krajowa bezrobocia, niskich zarobków, nepotyzmu i kumoterstwa, przez zmiany demograficzne (wyludnienie, starzenie się społeczeństwa, rozpad więzi rodzinnych), problemy mieszkaniowe, ograniczony dostęp do usług publicznych, instytucji państwowych, szkolnictwa wyższego, ochrony zdrowia, kultury, rozrywki i transportu zbiorowego, po nadużycia lokalnych władz czy radykalizację poglądów i konfliktów, głównie na tle narodowościowym i rasowym.

Choć Szymaniak swój wywód prowadzi głównie z perspektywy kilkunastu miast leżących na wschodzie Polski i na Dolnym Śląsku, to podobnie jak w czasach transformacji, we wszystkich „miastach zapaści” – a według wyliczeń autora mamy ich w kraju 255 – znów obowiązuje jeden scenariusz. Tym razem oparty jest on na schemacie społeczno-demograficznego błędnego koła. Brak pracy, studiów oraz mieszkań wypycha młodych mieszkańców do większych miast, gdzie skuszeni możliwościami rozwoju, najczęściej zostają na stałe. Emigracja oznacza dla ich rodzinnych miast między innymi zmniejszenie dochodów z podatków, brak rąk do pracy, spadek jakości usług czy odpływ wykwalifikowanej kadry. Ostatnie z wymienionych zjawisk wywołuje najpoważniejsze konsekwencje w sektorze zdrowia. Przykładem może być leżąca na Dolnym Śląsku dwudziestotysięczna Nowa Ruda, gdzie brak kadry lekarskiej doprowadził do zamknięcia oddziałów i przeniesienia ich do oddalonego o dwadzieścia kilometrów Kłodzka. Jeśli dodamy do tego kiepską kondycję transportu zbiorowego, to uzyskamy krajobraz zapaści w całej rozciągłości.

Tam, gdzie mało rąk do pracy, tam nikłe zainteresowanie inwestorów. Wiele natomiast nadużyć i patologii związanych z zatrudnieniem – od niskich zarobków u „Januszy biznesu”, wykorzystujących pozycję na ubogim, lokalnym rynku pracy, aż po koneksje będące głównym atrybutem podczas poszukiwania zatrudnienia. Tak koło się domyka. Finalnie „miasta zapaści” sukcesywnie wyludniają się, a ich mieszkańcy starzeją – bez podstawowej opieki socjalnej i dostępu do dobrej jakości usług publicznych. Są również bardziej narażeni na zanieczyszczenie środowiska – jest to jeden z kolejnych elementów błędnego koła. Niezamożnych mieszkańców małych ośrodków nie stać na ekologiczne formy ogrzewania, podobnie jak wielu gmin niemających w swoich budżetach środków na programy wymiany starych pieców. Konsekwencją są niechlubne rekordy zawartości szkodliwych substancji w powietrzu, co w rezultacie prowadzi do pogorszenia kondycji zdrowotnej i komfortu życia autochtonów.

Poruszającą konsekwencją zmian, przebijającą się niejako między wierszami reportażu, jest samotność: „[…] nikt nie zajmuje się tymi, co zostali. A zostali głównie starsi. Tacy, którzy już nigdzie nie wyjadą. I nikt ich nie widzi…”. I choć samotność w największym stopniu uderza w starszą generację, to jest zjawiskiem promieniującym szerzej, niż mogłoby się wydawać. Towarzyszy także młodym, którzy z różnych powodów nie mogli wyjechać wraz ze swoimi rówieśnikami. Wreszcie – tym, którzy już wyjechali i osiedlili się w nowych, obcych dla siebie miejscach. Oni z kolei skarżą się na dojmującą tęsknotę za rodzinnymi stronami: „Wyjedziesz, to jesteś daleko od rodziny i nigdy do końca u siebie. Nie możesz zapuścić korzeni. Wprawdzie ludzie to nie drzewa, można ich przesadzać, ale nie w każdej ziemi rozkwitną tak samo” – stwierdza Maciek z Prudnika.

Autor reportażu obala obiegową opinię, jakoby „na miejscu” zostali jedynie ci mniej zaradni i mniej zdolni. Skłania się raczej do myśli swojego rozmówcy, Tomasza z Kętrzyna: „Niektórzy twierdzą, że mieszkańcy nie radzą sobie w nowej, wolnorynkowej rzeczywistości. Ja uważam, że oni sobie naprawdę świetnie poradzili, bo przeżyć w takich warunkach to nie lada sztuka. Kętrzynianie każdego dnia zdają egzamin z survivalu”. Szymaniak wskazuje zatem również na pozytywne zjawiska, mogące być przykładem dla innych lokalnych władz i społeczności. Są to: udana restrukturyzacja zakładów meblowych i odlewniczych FAM w Chełmnie czy prospołeczna polityka mieszkaniowa spółdzielni lokatorskiej w Bielawie. Przedstawia też recepty na wyjście z zapaści, widząc je (podobnie jak szereg specjalistów) w częściowej decentralizacji instytucji publicznych, urzędów, szkolnictwa, instytucji kultury czy w reformie edukacji, nastawionej na umiejętności zawodowe. Szansy na poprawę jakości życia mieszkańców i ich wpływu na politykę lokalną upatruje z kolei w oddolnych ruchach miejskich i niezależnych mediach, wywierających nacisk na urzędników oraz kontrolujących ich poczynania. To ostatnie wydaje się zresztą wyjątkowo trudne w małych społecznościach miejskich.

Bohater jednego z reportaży „Miasta Archipelagu” Filipa Springera, mieszkaniec Zamościa, twierdził, że w niewielkim mieście trudniej być nieuczciwym: „Trzeba mieć sporo determinacji do bycia świnią w takiej małej społeczności”. Brak anonimowości, o której przekonał się chyba każdy mieszkaniec mniejszego miasta, ma jednak posępny rewers, zdecydowanie mniej idealistyczny niż ten, na który powołuje się rozmówca Springera. Gęsta sieć powiązań lokalnych koterii, biznesu i establishmentu, o której wspomina w książce Szymaniak, generuje system zależności, stawiając w uprzywilejowanej roli „znajomych królika”, którym łatwiej jest załatwić „po znajomości” mieszkanie, miejsce w przedszkolu, pracę, wydzierżawić po preferencyjnej cenie miejski lokal, umorzyć mandat za złe parkowanie czy załatwić urzędową sprawę. Do systemu trudno się przebić z zewnątrz. Nie warto też z nim zadzierać czy próbować się uniezależnić. Idąc „na zwarcie” z jednym, zadzierasz często z całą społecznością. Struktura znajomości i siatki powiązań przypominają nierzadko swoją hierarchią i działaniem układ przestępczy.

Można żałować, że Szymaniak nie wybrał się do Bytowa, Ełku czy Pułtuska, aby przybliżyć czytelnikom przyczynę odwrócenia demograficznego trendu. Według prognoz w najbliższej dekadzie jedynie w tych trzech ośrodkach (spośród 255 „miast zapaści”) przybędzie mieszkańców. Jego reportaż można by również rozszerzyć o zagadnienia związane z często ubogą ofertą kultury i rozrywki. Formy spędzania wolnego czasu także mogą wiele mówić o charakterze wspólnoty, poczuciu tożsamości z miejscem bądź po prostu o satysfakcji z życia. Dotyczy to zwłaszcza młodzieży, która pozbawiona ciekawych alternatyw, próbuje zaznaczyć swoją obecność w przestrzeni publicznej w sposób spotykający się często z niezrozumieniem lokalnej społeczności. Przesiadywanie na ławkach, przystankach autobusowych (z których nic nie odjeżdża) i innych, zaadaptowanych na spotkania towarzyskie „miejscówkach”, jest tematem wywołującym wiele emocji w małych miastach.

Z kolei ubiegłoroczne protesty Strajku Kobiet, które dotarły nawet do najmniejszych zakątków Polski, w tym wielu „miast zapaści”, mogłyby stanowić pretekst do przyjrzenia się wpływom Kościoła na funkcjonowanie lokalnych społeczności. Wprawdzie protesty mogły odbyć się już po zakończeniu prac nad książką, jednak metaforyczne stosunki między wójtem a plebanem są istotną elementem kształtującym mało- i średniomiasteczkową codzienność.

Jak wylicza Szymaniak, „miasta zapaści” zamieszkuje dziś trochę ponad 5 milionów mieszkańców. Stanowią oni intratny kapitał polityczny, o czym świadczą nie tylko kiełbasy wyborcze, przywożone w teczkach przy okazji kolejnych plebiscytów, ale również uznaniowe rozdzielanie funduszy samorządowych z budżetu centralnego. Potwierdza to także ogromna determinacja rządzących w przejmowaniu regionalnych mediów, wciąż pozostających istotnym środkiem przekazu dla lokalnej opinii publicznej. Determinacja, jakiej próżno wypatrywać w kontekście rozwiązywania systemowych problemów mieszkańców.

„Zapaść” Szymaniaka, obok takich pozycji jak; „Nie zdążę” Olgi Gitkiewicz, „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta” Jana Mencwela czy wspomniane „Miasto. Archipelag” Filipa Springera, wpisuje się w kanon lektur przybliżający aktualny obraz Polski lokalnej, niewidocznej i zmarginalizowanej z perspektywy wielkich ośrodków miejskich i centralnego zarządzania. W wymienionych publikacjach znajdziemy celne diagnozy i recepty gotowe do natychmiastowego wcielenia w życie. Ważne, żeby poza społecznikami sięgnęli po nie także wszelkiej maści decydenci, którym na sercu leżą dobrostan lokalnych społeczności i przełamanie emigracyjnego trendu.

Marek Szymaniak „Zapaść. Reportaże z mniejszych miast”
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2021