Nr 25-26/2025 Na dłużej

POZA CENTRUM: Pogranicze jako otwartość

Dominika Górko Aleksandra Zińczuk
Rozmowy Cykl Jubileusz: POZA CENTRUM

Dominika Górko rozmawia z Aleksandrą Zińczuk, redaktorką naczelną „Kultury Enter”

Dominika Górko: Jakie trzy epitety – niekoniecznie komplementarne – opisują dziś „Kulturę Enter”?

Aleksandra Zińczuk: Przekorność. Pogranicze. Radykalna otwartość, szczególnie na Innego.

Lublin – gdzie mieści się siedziba redakcji – to miasto styku, tranzytu, przenikania granic. Jak ta geografia wpływa na wasz sposób myślenia o kulturze?

Miejsca przygraniczne, pograniczne bardzo były owiane złą sławą oraz trudnym do wyrugowania podziałem Polski na Polskę A i Polskę B. Ten geopolityczny ciężar i piętno stereotypów szeroko pojętego „Wschodu” głęboko odczuwały w Lublinie kolejne pokolenia. Dopiero w ostatniej dekadzie widać przesunięcie w myśleniu o wschodniości i pograniczności jako otwartości na inne kultury, języki i tradycje. Ale na ten stan rzeczy złożyła się praca wielu środowisk na przestrzeni co najmniej 40 lat.

Kiedy powstała „Kultura Enter” i kto za nią stoi?

Jak to zwykle bywa, za takimi działaniami stoją pozytywnie nakręceni fascynaci.

Pierwszym redaktorem naczelnym był Grzegorz Kondrasiuk, przez krótki okres Barbara Odnous. Natomiast w 2017 roku dyrektor Warsztatów Kultury w Lublinie  Grzegorz Rzepecki zaproponował mi, abym z obowiązków sekretarza redakcji przejęła obowiązki redaktorki naczelnej. Od początku ideą pisma była otwartość i pełna dostępność, stąd wydania w wersji elektronicznej. Pierwszy numer ukazał się w 2008 roku. Do około 2011 roku trwał szczególny okres, kiedy lubelskie środowisko kulturalne płynęło na fali pełnego entuzjazmu i chęci wywalczenia dla Lublina tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Ostatecznie wygrał jednak Wrocław.

Jak ta mobilizacja wpłynęła na środowisko?

Mimo porażki udało nam się w tych staraniach wypracować wspólnie do ówczesnej aplikacji wartościowe wizje zmiany miasta. Na długo zostały opracowane podwaliny do polityki kulturalnej, zainicjowano nowe aktywności w obszarze ogólnospołecznym. W tym procesie wyjątkowa była partycypacja rozmaitych aktorów życia kulturalnego. Będąc w tym czasie również w środku tej energii, do tej pory żywię głębokie przekonanie, że poza widocznymi liderami społecznymi w tym okresie całe miasto uczestniczyło w tych staraniach o tytuł ESK.

I w tej entuzjastycznej, twórczej atmosferze całego środowiska zrodziła się idea pisma, której towarzyszył pomysł założenia organizacji pozarządowej o tej samej nazwie. Lecz jak to w życiu bywa, środowisko pisma oraz powstałej organizacji z czasem się rozminęły, choć nazwa do dziś pozostała ta sama. Wśród założycieli organizacji byli stali pracownicy Centrum Kultury w Lublinie: Rafał Koziński, Grzegorz Rzepecki i Piotr Zieniuk. Natomiast przy pierwszych numerach czasopisma poza wymienionym Grzegorzem Kondrasiukiem sporo udzielali się wtedy miejscy aktywiści, jak Marcin Skrzypek czy Paweł Laufer, zaś sekretarzem redakcji była Katarzyna Plebańczyk. Co istotne, od początku sprzyjającą nam w budowaniu komponentu wschodniego osobowością był Mykoła Riabczuk, wybitny ukraiński intelektualista. Dwanaście lat temu pierwsza redakcja rozpierzchła się i „Kultura Enter” w naturalny sposób była bliska zakończenia swej aktywności. Jednak Grzegorz Rzepecki widział sens kontynuacji i reaktywacji czasopisma. Wraz z Barbarą Odnous podjęłyśmy się wtedy tego zadania, nadając też nieco inny format i nowy kierunek. W ten sposób doczekaliśmy już 116. numeru.

Czym dzisiejsza „Kultura Enter” różni się od tej sprzed reaktywacji? Jak zmieniła się wasza wrażliwość, tematy, a może i grono odbiorców?

Początkowo pismo miało charakter miejski, lubelski, lokalny. Wciąż profil pisma jest kulturalno-społeczny. Obecnie jednak ma już zasięg i charakter ogólnopolski, a nawet rozpoznawalność poza granicami kraju. Ze względu na swoje zainteresowania badawcze pierwszy redaktor stworzył istotny zasób materiałów dotyczących teatru. Z kolei moją propozycją było obywatelskie wykorzystanie potencjału pogranicza i stworzenie pogłębionej opowieści o Wschodzie, sąsiedztwie, wspólnocie środkowoeuropejskiej.

Czy „Enter” w nazwie odsyła do przechodzenia, inicjowania, otwierania? Jakie ścieżki otworzyło przed wami prowadzenie pisma?

Świetne pytanie, bo z zasady chcieliśmy być dostępni dla innych, a przecież wiele dróg otworzyło się również dla nas! Z perspektywy mojego czasu zarządzania pismem dostrzegam niezwykłe otwarcie w dialogu transgranicznym i międzynarodowym. A więc możliwość otwierania nowych okien na światy naszych sąsiadów poprzez tłumaczenie ich aktualnych tekstów. Usłyszenie znaczących głosów z Ukrainy, Białorusi, Niemiec czy Litwy daje nie tylko twórcom, lecz przede wszystkim rodzinie czytelniczej niebywałe narzędzia poznawcze. Skomponowane przez 17 lat materiały pod niektórymi względami są dziś nie do przecenienia w walce z agresywną dezinformacją. Dzięki wieloletnim kontaktom z autor(k)ami i tłumacz(k)ami następnym naturalnym krokiem było rozbudowanie działalności wydawniczej i zainicjowanie od przełomu 2013 i 2014 roku serii „Wschodni Express”. Wszystkie te działania to naczynia połączone. Pismo pozostało dostępne w całości online, natomiast pragnienie wydania literatury sąsiedzkiej w większym formacie udaje się realizować w druku.

Ta historia brzmi imponująco. Podejrzewam jednak, że rozwój nie jest łatwy wobec panujących w kulturze warunków niepewności. Jak wygląda wobec nich praca redakcyjna?

Kwestie finansowania w sektorze kultury działają demotywująco. Wynagrodzenia dla pracowników kultury są skandaliczne. Sytuacja autorek i autorów jest nie do pozazdroszczenia. W porównaniu z większymi ośrodkami i możliwościami na rynku zagranicznym jesteśmy daleko z tyłu. Bezlitosny rynek, dyktat social mediów i nieodpowiedzialna postawa klasy politycznej wyrządza szkody w całej naszej kulturze.

Jak zatem wyglądają finansowe warunki prowadzenia „Kultury Enter”?

Opieramy się na niewielkim rocznym budżecie instytucji kultury, czyli naszego wydawcy – Warsztatów Kultury w Lublinie. Zatem podlegamy zasadom finansowania i rozliczania jak każda samorządowa instytucja kultury. Z braku możliwości sfinansowania pełnowymiarowej redakcji ponad dekadę działamy jako nieregularnik, choć na początku byliśmy miesięcznikiem.

A czy te warunki finansowe umożliwiają płacenie autorom za teksty?

Gros naszego budżetu to honoraria autorskie. Redakcja nie płaci zwykle za przedruki oraz teksty promocyjne. Możemy się wspierać zleceniami zewnętrznymi. Współpracujemy też z artystami i redaktorami. Patronat medialny jest nieodpłatny, czasem oparty na umowie barterowej.

Jakie strategie pomagają wam przetrwać tę niepewność – zarówno finansową, o której już sporo mówiłyśmy, jak i polityczną?

Plus podlegania pod stałą jednostkę samorządową polega na tym, że co roku otrzymujemy budżet na działania programowe. Jeśli nie jest on satysfakcjonujący, to trzeba zmniejszyć zaplanowaną działalność i poczekać na lepsze czasy. Na szczęście istnieją liczne programy dotacyjne ministerialne, unijne czy uruchomione przez Instytut Książki, które wspierają czytelnictwo oraz obszar literatury i mediów.

Co najbardziej was rozczarowuje w polskim polu kultury – i jak próbujecie w „Kulturze Enter” tworzyć antidotum?

Zaznaczę, że nie jesteśmy odosobnieni w Polsce wobec postępującego coraz bardziej populizmu oraz polaryzacji społecznej. One rzutują na całą naszą sferę kulturalną. Na razie to wydaje się najbardziej przerażające i wymagające stałej pracy u podstaw. Slavoj Žižek już nazwał ten proces jako soft fascism, którego sygnały możemy zaobserwować nie tylko w europejskich społeczeństwach. Walka z demonami przeszłości nie należy do łatwych zadań. Tworzenie contentu obrazującego i tłumaczącego aspekty innych kultur oraz historii jest niezwykle istotne w dzisiejszym czasie. Staramy się na przykład tłumaczyć zawiłości polityki pamięci; tłumaczyć, że pamięć nie jest tożsama z historią. Przyszło nam w tej bezradności jednak dalej działać na przekór ponownie budzącemu się w kraju antysemityzmowi, antyimigranckim hasłom, błędnie pojmowanemu patriotyzmowi czy brutalnej walce o władzę, która destrukcyjnie wpływa na media i w konsekwencji na emocje społeczne.

Nadajecie zatem z samego wnętrza pogranicza. A jak wygląda wasza współpraca z autorami?

Mam nadzieję, że jest przede wszystkim wspierająca, bo w różnych niepewnych czasach daliśmy przestrzeń do wypowiedzenia się ludziom z zewnątrz i podzielenia się swoją perspektywą. Przygotowane numery tematyczne były gestem solidarności ze społeczeństwem białoruskim i ukraińskim, czasem wydaniu towarzyszyły dodatkowe imprezy kulturalne. Przygotowując tematyczny numer gruziński w tym roku, wręcz osobiście pojechałam do protestującego Tbilisi. Dzięki osobistemu zaangażowaniu i postawie obywatelskiej możemy być autentyczni w tym, o czym piszemy i co chcemy opowiadać światu. Wysokiej jakości literatura często towarzyszy wyjściu ze strefy komfortu. Pewnie tak jak w większości redakcji, praca odbywa się w formie online oraz prowadzenia korespondencji. Dodatkowo staramy się promować ciekawe twórcze sylwetki albo istotne społecznie tematy podczas otwartych spotkań w ciągu całego roku. Forma bywa przeróżna: wykłady, dyskusje, spotkania autorskie, koncerty, wystawy, patronaty medialne.

Z jakich działań lub tekstów jesteście szczególnie dumni?

Można być dumnym dziś z tego, że udało się prowadzić pismo mimo trudności. A było ich bez liku. Zaś współpraca z mądrymi, wrażliwymi twórczyniami i twórcami wynagradza wszelkie trudy i znoje. Każdy dotychczas opublikowany tekst ma tu niewątpliwie swój ciężar, miejsce i nieprzypadkowe znaczenie.

Nasza rozmowa wieńczy jubileuszowy cykl „CzasKultury.pl” – POZA CENTRUM. Co wyjątkowego daje wam bycie poza centrum?

Zaszczytnie nam uczestniczyć we wspólnym świętowaniu! Centralizacja sprzyja tylko władzy, szczególnie autorytarnej. Wszelkie pozacentrowe inicjatywy mają moc budowania wspólnoty. Również takiego wolnościowego chodzenia niekoniecznie odgórnie wyznaczonymi przez mainstream drogami. Zdarza się, że peryferyjność z jednej strony niesie ze sobą małostkowy wymiar prowincji, ale z drugiej – istnieje więcej okoliczności sprzyjających do pogłębionej refleksji, spokojnego tworzenia, dostrzeżenia innej perspektywy czy bycia bliżej realnych wyzwań i ludzi.

Jakie kierunki rozwoju widzi Pani dla „Kultury Enter” w najbliższych latach? Z jakimi wyzwaniami – programowymi, organizacyjnymi czy pokoleniowymi – mierzycie się dziś najmocniej?

Przygotowujemy kolejne numery, w tym osobne numery tematyczne o motywie drogi, Galicji i Łotwie, nawiązujemy kolejne wartościowe kontakty. Więc o program jestem spokojna. Natomiast od dawna marzy mi się stały, stacjonarny zespół redakcyjny. W minimalnych warunkach startowych udało się stworzyć, działający do chwili obecnej, model współpracy zdalnej jeszcze daleko przed doświadczeniem pandemicznym. Redakcja już na poziomie samej semantyki zakłada zespół ludzi. Staram się też wciągać do współpracy debiutujące osoby, aby zachować ciągłość międzypokoleniową i dzielić się możliwością rozwoju, którą nam mało kto dawał lub trzeba było wszystko wywalczać samemu.

Prowadzenie wydawnictwa w miejskiej instytucji kultury ma swoje słabsze, jak i mocne strony. Z jednej strony prezentujemy typową działalność niekomercyjną, z drugiej kapitalistyczne tempo daje nam w kość. Dotyczy to też social mediów i zdania się na łaskę i niełaskę algorytmów. Nie wiadomo jak ciekawą masz zawartość tekstów i autorów, przed tobą tytaniczna praca, aby dotrzeć z tym bogactwem do ludzi. I tu się zaczyna cały proces marketingowy oraz gospodarowanie budżetem, ponieważ trzeba inwestować w reklamy promujące content. Dla platformy niezorientowanej na zysk, a również z utylitarną misją upowszechniania wiedzy to absurdalny wysiłek, lecz mamy świadomość, że niezbędny.
Nie możemy się równać z wysokonakładową prasą czy wypozycjonowanymi portalami czytelniczymi. Wobec tego mamy też inny profil, co nie znaczy, że mniej ambitny, sprawczy czy rozpoznawalny.

Czego życzyć redakcji „Kultury Enter”?

Cierpliwości! A poważnie: życzliwych i aktywnych czytelników, godnej pensji oraz możliwości zatrudniania nowych pracowników, bo w zespole siła.

A jakie życzenia wy przekazalibyście innym czasopismom kulturalnym w Polsce z okazji jubileuszu „CzasKultury.pl”?

Pozytywnego nastawienia, o które co prawda trudno już od czasu pandemii, potem pełnoskalowej wojny w Ukrainie i aktualnych globalnych zmian w zakresie geopolityki. Andrij Lubka w swojej książce „Wojna od tyłów” zauważył, że poruszamy się w świecie, gdzie słowa rozczarowują. Może przed nami wszystkimi zadanie, abyśmy na przekór ultra relatywizującym narracjom jednak przywrócili słowom siłę i sens? Poza tym życzymy wzrostu czytelnictwa, rosnących honorariów i możliwości budżetowania aktywności literackiej na wysokim poziomie oraz przekuwania doświadczenia wszelkich kryzysów w sytuacje rozwojowe. A także aby jak najwięcej czytelniczek i czytelników zwróciło się w stronę czasopism kulturalnych, rezygnując z jałowego politycznego dyskursu. Wtedy wszyscy odczujemy więcej wartościowych zmian wokół. Niech Czas Kultury trwa każdego dnia!

 

POZA CENTRUM: Dla redakcji „CzasKultury.pl” zawsze ważna była poznańskość i poznańska siedziba. Jako aktywni uczestnicy życia kulturalnego widzimy, że dzisiejsza kultura ponownie jest bardzo scentralizowana – tym mocniej doceniamy nasze, i każde, zajmowanie pozycji poza centrum. Rozproszenie geograficzne, instytucjonalne czy formatowe uważamy za istotne samo w sobie, jako akt przeciwdziałania centralizacji kultury. W ramach cyklu POZA CENTRUM zapraszamy do rozmów – a zatem formuły wspólnotowej – redakcje innych czasopism, których siedziby lub formaty mieszczą się poza „centralą”. Czego możemy się nawzajem od siebie uczyć? Jak celebrując swoje niezależności, zarazem budować sojusze? Odpowiedzi poszuka nasza autorka, Dominika Górko.

Cykl realizowany w ramach jubileuszu 15-lecia istnienia „CzasKultury.pl”.