Nr 18/2025 Na teraz

Pod pozorami

Michał Piepiórka
Film

„Sorry, Baby” to reżyserski debiut aktorki Evy Victor i jej autorski projekt: – nie tylko stanęła za kamerą, ale też napisała scenariusz filmu i zagrała główną rolę. Podjęła się niezwykle wymagającego zadania, biorąc na warsztat jeden z najtrudniejszych filmowych gatunków – komediodramat. Wymaga on odpowiedniego równoważenia proporcji humoru i dramatu. Trzeba zważać na tempo i rytm, nadając opowieści wiarygodność. W „Sorry, Baby” wszystko jest w punkt.

Zadanie było tym trudniejsze, że komponent tragiczny jest w „Sorry, Baby” wyjątkowo poważny, choć z początku nic tego nie zapowiada. Agnes mieszka samotnie w domu gdzieś na obrzeżach niewielkiego amerykańskiego miasta. Główną bohaterkę poznajemy w momencie, gdy odwiedza ją Lydia, najbliższa przyjaciółka i lokatorka ze studiów, która niedawno wyprowadziła się do Nowego Jorku. Młode kobiety spędzają wolny czas na nadrabianiu zaległości – opowieściach, co u kogo słychać, ale również wspominaniu przeszłości. Zyskuje ona na znaczeniu szczególnie w scenie spotkania ze znajomymi ze studiów. Po pewnym czasie staje się jasne, że te ostatnie są dla Agnes niewygodnym tematem. Na pewne wspomnienia bohaterka reaguje tężejącą twarzą, mocniej zaciśniętą ręką na udzie, spuszczonym wzrokiem. Minione lata kryją jakąś niewyjawianą ani znajomym, ani widzom tajemnicę, wciąż rzutującą na codzienność dziewczyny. Nie o sekret jednak chodzi, lecz o jego konsekwencje.

Akcja przeskakuje kilka lat wstecz. Lydia mieszka z Agnes, wspólnie zakuwają do egzaminów, a przede wszystkim męczą się nad pracami wieńczącymi studia. A raczej męczy się Lydia, bo Agnes napisanie zaliczeniowego eseju idzie bez problemów, a promotor jest zachwycony jej rozważaniami. To jednak, co wydawało się sukcesem, wkrótce przyniesie bolesne i traumatyczne doświadczenia, a przedmiot zazdrości mniej utalentowanych studentów stanie się przyczyną rozpaczy Agnes.

„Sorry, Baby” przypomina filmy Woody’ego Allena, choć porównywanie filmu Victor akurat do tego twórcy wydaje się wyjątkowo niezręczne – krytykuje ona bowiem wszystko to, co autor „Manhattanu” zdaje się reprezentować. Może więc należałoby mówić o młodej reżyserce raczej jako anty-Allenie. Podobieństwa między filmami obu twórców narzucają się jednak same. „Sorry, Baby” również stoi głównie dialogami – wyjątkowo gęstymi, błyskotliwymi i zabawnymi, które bawią i jednocześnie w szczególny sposób mogą obudzić nieprzyjemne emocje. Poza tym akcja rozgrywa się w przestrzeni, którą Allen zawsze uwielbiał: w świecie akademickim. Victor z pewnością reprezentuje ten sam filmowy nurt, co nowojorczyk – kino niskobudżetowe, niezależne, rozgadane, precyzyjne fabularnie, skoncentrowane na psychice głównego bohatera. Reżyserka „Sorry, Baby” zdaje się celowo zbliżać do tego stylu, ale po to tylko, by go całkowicie wywrócić na drugą stronę. Agnes nie ma niczego z neurotycznej natury postaci Allena, akademia przynosi jej więcej bólu niż spełnienia, a przede wszystkim – jest kobietą, która musi walczyć z takimi mężczyznami jak Allen.

[Dalsza część recenzji zawiera spojler]

Victor wpisała się swoim filmem we wciąż wydłużającą się listę twórczyń, które zaangażowały się swoją działalnością w ruch #MeToo. Dodatkowo umieściła akcję w szczególnie emblematycznej przestrzeni – na amerykańskiej akademii ruch ten stał się osobnym, niezwykle ważnym zjawiskiem, wyczulonym na kwestie związane z wykorzystywaniem pozycji zależności między wykładowcami a studentkami, ale także w ramach hierarchii służbowych. Jej Agnes ponosi konsekwencje nieetycznego zachowania promotora, który wykorzystał swoje zawodowe stanowisko i społeczne usytuowanie, by zgwałcić studentkę. Cierpienie dziewczyny nie bierze się jedynie z intymnego wykorzystania, czuje się także w jakiś sposób ograbiona również ze swojego potencjału intelektualnego. Wcześniej dumna z powodu bycia najlepszą w grupie, statusu dysponującej niespotykanym talentem, z przyszłością na akademii, teraz ma poczucie, że wszystkie pochwały i osiągnięcia były częścią wyrafinowanej, a przy tym wyjątkowo bolesnej gry jej oprawcy. Od tej pory nic nie jest w stanie ją ucieszyć, a sukcesy zdają się podejrzane. Osłabiona pewność siebie powoduje, że dziewczyna osuwa się w depresję.

mat. prasowe Forum Film Poland

„Sorry, Baby” jednak nie jest kolejną historią o podłości mężczyzn, którzy nadwyrężają zaufanie i wykorzystują swoją pozycję. Co więcej, Agnes jest w stanie wybaczyć, a na pewno nie chce zaszkodzić swojemu promotorowi. Victor w taki sposób rozpisuje historię swojej bohaterki, by widz poczuł, że u podstaw dramatu Agnes nie stoi wyjątkowa nikczemność jednego mężczyzny. Dramat zresztą leży właśnie w tym, że to zupełnie przeciętny mężczyzna, a nie wyrachowany manipulant. Wszystko, co mówił o zdolnościach Agnes, wydaje się autentyczne (kobieta faktycznie jest najlepsza w grupie, bez pomocy promotora dostaje etat jako najmłodsza pracownica w historii uczelni) – nawet jeśli w głowie Agnes jego pochwały zaczęły brzmieć wyjątkowo fałszywie. Postać promotora została skonstruowana w taki sposób, by wina została przelana na systemowe nadwyrężanie pozycji przez pracujących na uczelni mężczyzn. W ten sposób Victor mocniej i celniej uderza w płciowe nierówności, przekładające się również na milczące akceptowanie nagannych zachowań seksualnych.

Jednocześnie Victor serią dialogów rozbraja cały społeczno-psychologiczny kontekst funkcjonowania kobiet jako ofiar. Dziewczyna spotyka się z dokonującym obdukcji lekarzem i z przedstawicielkami administracji uczelni. Wszyscy wydają się mieć jak najlepsze intencje, mówią, że rozumieją, chcą pomóc, współczują – ale zachowują się tak, jakby temu przeczyli. Victor obnaża pozbawione empatii myślenie systemowe: lekarz, posługujący się wyjątkowo suchym, medyczno-prawnym żargonem, traktuje dziewczynę paternalistycznie i pozostaje obojętny na jej zdrowie psychiczne; kobiety z uczelni chcą załatwić sprawę polubownie, jedynie fingując troskę i empatię. Victor zręcznie kreśli obraz krajobrazu po katastrofie bohaterki, która przeżywa znacznie większe męczarnie – psychiczne, towarzyskie i społeczne – niż mężczyzna, który zawinił.

„Sorry, Baby” jednak to nie tylko opowieść o indywidualnym bólu i rozpaczy. Nie po to Victor nakręciła komediodramat. Jest w nim równie wiele światła, miłości i nadziei. Biorą się one z relacji międzyludzkich – z bliskości z przyjaciółką (dramatu bohaterki dopełnia wyjazd Lydie do odległej metropolii – jej ślub i zbliżające się macierzyństwo najprawdopodobniej na dobre oddalą przyjaciółki), z romansu z miłym chłopakiem z sąsiedztwa, a nawet z pogawędki z całkowicie przypadkowym mężczyzną, który bezinteresownie częstuje bohaterkę kanapką.

Oferowany niemal w każdej scenie humor równoważy dramat, ale ani na moment go nie przykrywa ani nie obniża jego wagi. Dzięki niemu opowiadana historia wydaje się bliżej życia, w którym przecież dramaty idą w parze z prozą codzienności, sukcesy z porażkami, przyjaźnie z rozstaniami. Film Victor dzięki niemu uzyskał przyciągającą widzów lekkość, wzmacniającą empatyczny związek z bohaterką.

Tragikomiczna konwencja idzie w parze z prostą lekcją, którą „Sorry, Baby” oferuje. Bo to jest również film o pozorach – że pod wesołym usposobieniem, pod żartem i humorem może się skrywać dramat. Że pod pozorami sukcesu może tkwić cierpienie. Że – wreszcie – pod ciepłem i przyjaźnią może się znajdować opresja. Tak samo uwikłanie swojej bohaterki maskuje Victor – prawda o niej się wymyka: dziewczyna nie jest bezwolną ofiarą ani kobietą sukcesu, nie poddaje się, ale nie jest również w stanie przejść przez osobisty dramat samotnie. Jest postacią niezwykle złożoną – tak jak sytuacja, w której się znalazła. W ten sposób reżyserka zdaje się mówić: nie zazdrośćcie i bądźcie uważni – nigdy bowiem nie wiecie, co druga osoba przeżyła i z czym musi się mierzyć na co dzień.

„Sorry, Baby”
reż. Eva Victor
premiera: 29.08.2025