Nr 19/2025 Na teraz

PO NIE-W-CZASIE: Ile wojen jeszcze?

Judyta (Ita) Wachowska
Cykl Jubileusz: PO NIE-W-CZASIE Literatura

W przyszłym roku przypadnie 90. rocznica rozpoczęcia hiszpańskiej wojny domowej. Mogłoby się wydawać, że jako bogato opracowane zjawisko nie skrywa już ona przed czytelnikami i badaczkami niespodzianek książkowych. Okazuje się jednak inaczej. Dowodzi tego wydany w 2021 roku przez Czarne zbiór reportaży S. L. Sznajdermana „Wojna w Hiszpanii. Reportaż z głębi kraju” w tłumaczeniu Magdaleny Kozłowskiej. Oryginalne wydanie książki, „Krig in Szpanien. Hinterland”, ukazało się w 1938 roku nakładem Idysze Uniwersal Bibliotek, warszawskiej oficyny wydawniczej należącej do Benjamina Szymina. Książka została wydana, kiedy hiszpańska wojna jeszcze trwała, i w roku, w którym niemieckie wojska nazistowskie zajęły Austrię i Czechy – a zatem w czasie, gdy faszyzm dążył do światowej dominacji. Oficyna wydawnicza Szymina dołączyła do grona publikacji o międzynarodowym znaczeniu dla hiszpańskiego konfliktu. „Wojna w Hiszpanii” to jeden z tekstów, które przypominają, jak wiele głosów zapisanych w jidysz pozostaje poza głównym nurtem naszej kulturowej świadomości i jak pilny jest ich przekład. Po wydaniu polskim reportaże Sznajdermana zostały przetłumaczone na hiszpański (2023) oraz na angielski (2024). Po 83 latach książka zyskała drugie życie.

Lata 30. XX wieku stanowiły prawdziwą złotą erę korespondentów zagranicznych, jak pisał Hugh Thomas. Przez niespełna trzy lata od końca lipca 1936 można było spotkać na południe od Pirenejów kwiat dziennikarstwa światowego. Wśród nich był Szmuel Lejb Sznajderman, który zyskał miano pierwszego żydowskiego korespondenta wojennego. Tak naprawdę nie wiemy do końca, czy był pierwszy, wiemy natomiast, że nie był jedyny – bo polskich Żydów piszących korespondencje z wojny hiszpańskiej w jidysz i po polsku było więcej; na pewno jednak jego książka był pierwsza. Choć znamy teksty takich klasyków hiszpańskiej wojny, jak George Orwell czy Ernest Hemingway (znacznie mniej rodzimego Pruszyńskiego), tamten konflikt skrywa jeszcze ciągle wiele nieopowiedzianych historii, także tych, w które wplecione są losy polskich napięć, antagonizmów, zapomnień czy wymazywań. Dlatego warto przyjrzeć się osobom, faktom i kontekstom, które przyczyniły się do powstania tej książki, oraz perspektywie, z jakiej opisuje wojenną Hiszpanię.

Sznajderman (wydawnictwo użyło spolszczonej wersji nazwiska pisarza, choć on sam często podpisywał teksty jako Schneiderman lub Shneiderman, a tego ostatniego nazwiska używał oficjalnie już na emigracji w USA) był poetą, tłumaczem, publicystą, dziennikarzem i reportażystą. Równolegle do pracy stricte literackiej interesowało go życie rozgrywające się na ulicach dużych miast i sztetli, w fabrykach, walka o prawa pracownicze, o sprawy społeczne. Jeździł tam, gdzie działy się sprawy ważne, i relacjonował wydarzenia do prasy codziennej. Jeszcze przed wojną zafascynowała go nowa forma reportażu. Mistrzem, do którego przyznał się w swoich wspomnieniach, był Egon Erwin Kisch, jeden z prekursorów nowoczesnego reportażu, odrzucającego egzotyzujące opisy świata z perspektywy podróżniczo-krajoznawczej na rzecz obnażania prawdy o rzeczywistości – dziś powiedzielibyśmy: „nieprzedstawionej”, niestroniącej od perspektywy społeczno-politycznej. Nowy reportaż brał na warsztat historie społeczności marginalizowanych, słabych, niewidocznych i niesłyszalnych, życie codzienne ulicy, żydowskich sztetli i dzielnic, społeczną rzeczywistość obrazującą napięcia. Na początku lat 30. Kisch napisał przedmowę do sznajdermanowskiego zbioru „Od Nalewek do Wieży Eiffla”, wydanego w Warszawie w 1936 roku i przełożonego na polski przez Helenę Sznajderman, żonę autora. Pisał tam: „Reportażysta musi okiem i uchem, mózgiem i sercem zbadać fakty, a dopiero potem zastosować nieograniczonego ogromu artyzm, aby nie fałszując faktów, ujawnić ich wewnętrzną budowę, nadać im właściwą skalę gradacji i obrazowość […]. Reportaż jest socjalistyczną, rewolucyjną formą literacką”. Ta pierwsza reportażowa książka autora wyszła w tym samym wydawnictwie, co reportaże hiszpańskie. Jego szef, Benjamin Szymin (zamordowany cztery lata później wraz z żoną Treblince), był już wówczas teściem Sznajdermana.

Helena (Hala, Eileen), której Sznajderman jako towarzyszce hiszpańskich wydarzeń zadedykował książkę, była przez całe życie intelektualną partnerką i współpracowniczką męża. Przepisywała jego teksty, była ich pierwszą redaktorką, niejednokrotnie tłumaczką, archiwistką spuścizny męża oraz brata, Davida Seymoura. Miała dyplomy Warszawskiej Szkoły Dziennikarskiej oraz Berlińskiego Uniwersytetu Technicznego. Jest autorką pierwszego, nieoficjalnego przekładu na polski reportaży hiszpańskich. Tłumaczyła z jidysz także teksty innych autorów.

Brat Heleny, David, zapisał się na kartach historii jako jeden z najbardziej utalentowanych i najwrażliwszych na ukazanie ludzkich historii fotografów swoich czasów. Na paryskiej emigracji przybrał przydomek „Chim”. Czytany z francuska brzmiał jak pierwsza część oryginalnego nazwiska Szymin. W maju 1947 roku został współzałożycielem, wraz z Robertem Capą, Henri Cartier-Bressonem, George’em Rodgerem oraz Williamem Vandivertem, fotograficznej Agencji Magnum – która nadal prowadzi działalność, a dziś protestuje przeciwko zabijaniu i głodzeniu dziennikarzy (podobnie jak ludności cywilnej) w Gazie. Z większością współzałożycieli Seymour dzielił początkowo nie tylko paryskie ciemnie, ale także pracę fotoreporterską w wojennej Hiszpanii. W 2007 roku odnaleziono walizkę meksykańską (zdeponowaną aktualnie w nowojorskim International Centre of Photography), w której znalazły się dwa mało znane zdjęcia, zrobione przez Davida w Hiszpanii swojemu szwagrowi. Są one fotograficznym dokumentem ich wspólnej obecności w Hiszpanii, śladem (skądinąd niewidzialnej w narracjach tekstowych) współpracy. Hiszpańska wojna była pierwszym konfliktem zbrojnym tak szeroko relacjonowanym przez prasę międzynarodową. Fotografie odegrały w niej dużą rolę. Lekkie i ciche aparaty Leica, którymi się posługiwali fotoreporterzy, i filmy o dużej światłoczułości i 36 klatkach stanowiły prawdziwą rewolucję w technice fotograficznej. Ułatwiały poruszanie się po niedostępnych wcześniej miejscach, do których nie udałoby im się dotrzeć z ciężkim sprzętem na statywach. Z nowymi aparatami byli szybcy i często nie aż tak widoczni, mogli więc fotografować z zaskoczenia, niezauważeni.

Seymour jest autorem dziesięciu fotografii towarzyszących tekstowi reportaży hiszpańskich (w wydaniu polskim jest ich niestety tylko osiem, wydania hiszpańsko- i angielskojęzyczne opublikowały wszystkie). Choć ich dobór wydaje się niekiedy dość przypadkowy, sama ich obecność w książce jest bardzo cenna – stanowią niezwykle ciekawe dopełnienie narracji. Bohaterami jego obiektywu często były dzieci i ludność cywilna. Zarówno Seymour, jak i Sznajderman są zwolennikami przedstawiania wojny z perspektywy drugoplanowej, z (republikańskiego) zaplecza. Często mówi ono o wojnie więcej niż narracje z linii frontu. Pokazuje przełożenie konfliktu na życie codzienne, ujawniając totalność wojny, zacierając granicę między frontem a życiem poza nim.

Przedstawione w dwudziestu pięciu reportażach mikrohistorie – poza paroma portretami ważnych republikańskich polityków (Manuela Azañi, Largo Caballero, Lluísa Companysa) i legendarnych postaci rewolucji (anarchisty Durrutiego oraz niemieckich antyfaszystów Ludwiga Renna i Juliusa Deutscha) – skupiają się zazwyczaj na ludności cywilnej. Na migrantach, wojennych dzieciach, kobietach; na matkach, siostrach, partnerkach walczących na froncie; na robotnikach skolektywizowanych fabryk, milicjantkach i milicjantach. Są też fragmenty o atmosferze w barach i kawiarniach, katalońskie i walencjańskie pejzaże, ulice i schrony. A także wyroki trybunału ludowego na przekształconym w więzienie statku „Urugwaj”. W wielu tekstach jest obecna tematyka żydowska (najpełniej w reportażu „Żydzi w Katalonii”), międzynarodowych ochotników walczących po stronie hiszpańskiej Republiki przeciw faszyzmowi. Wiele tu scen wojennego, pozafrontowego życia.

Sznajderman przebywał w ogarniętej wojną domową Hiszpanii z krótkimi przerwami nieomal rok. Pojechał tam z Paryża, już jako polsko-żydowski emigrant uciekający przed faszyzmem i antysemityzmem. Był w Barcelonie i północnej Katalonii, w Walencji, w Kraju Basków, w Aragonii, w Madrycie (choć te ostatnie miejsca nie znalazły się w opublikowanym tomie – większość zawartych w książce reportaży pochodzi z Barcelony i Walencji). W barcelońskich i walenckich opisach codziennego życia wojny i rewolucji czuć entuzjazm, ciekawość, często też zadziwienie. Odczuwamy je, gdy czytamy o społecznej wrażliwości i solidarności, o milicjantkach, którym przewieszone przez ramię karabiny nie przeszkadzają, by pomalować usta szminką, o anarchistkach z ugrupowania Mujeres Libres podejmujących społeczną walkę z prostytucją, o zagranicznych bohaterkach poległych w obronie republikańskiej Hiszpanii. Niezależnie od tego, czy Sznajderman opisuje nachalną rywalizację międzypartyjną połączoną ze sprzedażą gadżetów „przemysłu rewolucyjnego” na barcelońskiej Ramblas, wielojęzyczny „cmentarz listów” przy centrali pocztowej Brygad Międzynarodowych, ogromną bibliotekę klasztoru Montserrat (gdzie znajduje znane mu judaica), czy wciąż odbywającą się – pomimo wojny i wystarczającego już przelewu krwi – corridę z ustawioną partyturą przemówień i chóralnych śpiewów pieśni rewolucji, wszędzie zostawia swoją afektywną sygnaturę.

Kończący książkę reportaż opowiada o wojennych migrantach – „z których każdy ma swoją tragedię, każdego z nich trawi ból” – przebywających w specjalnie zorganizowanym schronieniu w hali sportowej na barcelońskim wzgórzu Montjuïc, gdzie funkcjonowała szkoła dla dzieci z postępowym programem nauczania. Po raz kolejny obserwuje tam ogromną solidarność wśród mieszkańców („Barcelona rozlokowała dotychczas ponad dwieście tysięcy bezdomnych”, a „dzieci, których matki zginęły w drodze, zostały przygarnięte przez mieszkańców” miasta), spotyka uciekinierów z Irún i Malagi. Ci ostatni doświadczyli okrutnych bombardowań ludności cywilnej (jeszcze przed Guernicą). Kończy tekst pytaniem powtórzonym za andaluzyjskim chłopem z okolic Malagi, który sam pogrzebał na polu swoją żonę i jedenastoletniego wnuka, zabitych od bomb: „Kiedy ta wojna się skończy? […] Kiedy? Ale wojna się dopiero zaczęła”.

Sznajderman chciał opublikować w wersji książkowej najpierw reportaże z głębi kraju, a potem wydać drugi tom poświęcony walkom na frontach. Jego przedsprzedaż była zapowiadana w oryginalnym wydaniu jidyszowym. Drugiej części reportaży hiszpańskich jednak nie ma, choć w dużej mierze istnieje w wersji prasowej, a hiszpańscy wydawcy zamieścili jako dodatek dwa reportaże opublikowane już po wojnie, w 1976 roku w nowojorskim jidyszowym dzienniku „Forward”. Możemy przypuszczać, że do wydania drugiego tomu nie doszło ze względu na przyspieszony bieg historii i zbliżającą się drugą wojnę światową. Polscy i hiszpańscy tłumacze potwierdzają tę tezę. Nie można odrzucić też przypuszczenia, że książka przepadła bądź ze względu na działania przedwojennej cenzury polskiej, bądź została unicestwiona przez nazistów już podczas wojny. Tę wersję przyjmuje tłumaczka wydania angielskojęzycznego.

Prawie 90 lat później, gdy literatura dotycząca hiszpańskiego konfliktu zbrojnego jest naprawdę olbrzymia (choć jej pierwszą i, delikatnie mówiąc, niepełną historię pisali zwycięzcy), a kontekst jej odbioru uległ oczywistej zmianie, książka Sznajdermana jawi się jako świetnie napisana, współczesna proza reporterska. Zaryzykuję stwierdzenie, że dla nieobciążonego „profesjonalnym” nawykiem, ale uważnego i potrafiącego nawiązać z literaturą głębokie relacje czytelnika bądź czytelniczki mniej ekscytująca wydaje się dokładność reportażowych faktów, pisanych zazwyczaj na gorąco, choć ta pozostaje nieodmiennie ważna szczególnie dla badaczy i badaczek tematu. Najciekawsze dla czytających dzisiaj zawarte w tomie teksty zdają się wybór tematów, intensywność opisów i odmienność spojrzenia na hiszpańskie wydarzenia. Śledzenie, gdzie autor przykłada swoje reporterskie, czujne i uważne oko i ucho. Sznajderman nie stara się mieć zewnętrznego, obiektywnego spojrzenia. Nie jest narratorem oddalonym, tylko świadkiem opisywanych wydarzeń. Pisze od środka, czasem z przejęciem, czasem z patosem, ale też z poczuciem humoru, a nawet ironią (tu świetnym przykładem jest reportaż o walce byków w Barcelonie). I choć nie było łatwo osobie z zewnątrz rozpoznać się w tamtym mozaikowym, pogrążonym w wojnie świecie, to właśnie ciekawość i wrażliwość, z jakimi patrzy na to, co dzieje się na frontowych tyłach, są niezwykle cenne w książkowych reportażach Sznajdermana. Jak sam przyznaje, hiszpańska wojna rozgrywała się dwutorowo, wojenne zaplecze było ciekawe ze względu na fakt, że tam działy się jednocześnie wojna i rewolucja oraz – często propagandowa – walka między partiami. A także życie. Tyłami frontu, hinterlandem, był przecież cały kraj.

Nie ma chyba wątpliwości, że traktowanie reportażu jako niesienie głosu prześladowanych i ofiar wciąż jest aktualne. Zwłaszcza że wirus faszyzmu jest ciągle aktywny i krąży nie tylko po Europie. Przybiera kostiumy i mutuje w kontekstach, które jeszcze niedawno wydawały się trudne do pomyślenia. W tej perspektywie wydana w 2021 roku książka o konflikcie toczącym się w latach 30. XX wieku w Hiszpanii nie jawi się wcale jako reportaż historyczny, tylko na wskroś teraźniejszy. Choć oczywiście nie jest to żadnym pocieszeniem. Chyba jedynie o tyle, o ile reportaż kolejny raz staje się antidotum wobec polityki, zadając kłopotliwe pytanie: ile wojen jeszcze?

Archiwum obchodzącego piętnastolecie istnienia „CzasKultury.pl” liczy bez mała 3700 tekstów. W roku jubileuszowym chcemy spojrzeć wstecz nie po to, by zbiór naszych piętnastoletnich treści podsumowywać, ale by go poszerzać. Zaprosiliśmy osoby piszące do nadsyłania omówień dzieł z ostatniego 15-lecia, których jeszcze nie opisywaliśmy na naszych łamach. Przeciwstawiając się modelowi uczestnictwa w kulturze, który promuje (i wymusza) kult nowości – chcemy dowartościować lekturę niespieszną i uważną. Wspólnie chcemy analizować dzieła nienowe – co nie oznacza, że bez potencjału na nowe odczytania.

Zapraszamy do nadsyłania kolejnych propozycji omówień.