To druga różowa książka Anouk Herman, choć w środku nie tak intensywnie jak poprzednia, „Right into pod tramwaj”. To może ucieszyć czytelników, którzy mieli problem z jej lekturą – wściekły róż każdej kartki w połączeniu z drobnymi, czarnymi literami utrudniał czytanie osobom ze szczególnymi potrzebami w zakresie wzroku. Teraz mamy szesnaście wierszy na białych kartkach, jedenaście na pudrowym różu i dwa wściekle różowe na czerni.
A jednak „Silesian Gothic” – tom nagrodzony właśnie Nagrodą Literacką GDYNIA – to książka tak samo intensywnie różowa w warstwie znaczeniowej. Teksty nie wyblakły. Wciąż bije z nich gniew, choć zmienił się ich charakter: w oczy rzuca się odejście od konfesyjności w stronę większej narracyjności. Nie mówimy tu już o wściekłej, wrzuconej w życie, w ciało i społeczeństwo jednostce, tylko o poczuciu nieadekwatności całych przestrzeni i narracji.
Ta zmiana – od jednostkowego krzyku ku szerszym opowieściom – pociąga za sobą także przesunięcie w pejzażu miejsc i znaczeń. W „Silesian Gothic” nie chodzi już tylko o osobiste doświadczenia przefiltrowane przez język i cielesność, ale o terytoria naznaczone historią, urbanistycznym chaosem i kulturową erozją. To właśnie przestrzenie stają się bohaterkami tekstów – nie jako tło, ale jako aktywne, obolałe podmioty. Ich topografia okazuje się równie istotna, co ton wypowiedzi.
To wniosek nieoczywisty, ale uważam, że najważniejszym tekstem w „Silesian Gothic” jest zamieszczony na końcu słowniczek. Od niego trzeba zacząć lekturę i do niego wracać. Między wymienionymi w nim miejscami topograficznymi toczy się narracja i kształtuje estetyka tomu. Pstrąże, kawiarnia Arizona, willa w Jastrzębiu – to miejsca o unikalnych, złożonych historiach. Wiele z nich posiada osobliwą przeszłość; znajdziemy wśród nich pomniki prowizorki, a nawet samowoli budowlanej. Dziś wszystkie są opuszczone, w stanie rozpadu albo już nieistniejące.
W takim kontekście łatwo krytykowi napomknąć o duchologii albo o gotyckim materializmie Marka Fishera. Wymieniane w tomie miejsca, takie jak Willa w Jastrzębiu (futurystycznie wyglądający budynek na dachu bloku mieszkalnego, obecnie w rozbiórce) czy kawiarnia Arizona (pływający obiekt w kształcie spodka zbudowany w 1957 roku, obecnie zrujnowany) stanowią u-tracone wizje wspaniałych przyszłości. W dobie rojenia o innych fantazyjnych przyszłościach – chipach w mózgu, kolonizacji Marsa czy sex-robotach – te obiekty są jak duchy minionych przyszłości i nadziei na nie. Ich pamięć nas dziś nawiedza, przypominając, że każda nadchodząca futura jest banalna i nie tak efektowna. W wierszu „rakieto” Herman uosabia tego ducha i uspokaja go, mówiąc: „nie rozpaczaj, rakieto, firma robstal nie / wstrzyma elektromagnesów, a miasta / kończące się na -wice nie zrzucą sufiksów, / jak zwinki ogonów. Nie spadną samoloty / na pasy startowe i nie będą wyburzać / brutalnych wieżowców”. Równocześnie zapowiada koniec ery UFO.
Na płaszczyźnie stworzonej z minionych nadziei, starych planów urbanistycznych i śląskiej historii rozgrywana jest nieco inna estetyka, również nieodłącznie związana z nadziejami i rozczarowaniami: dziewczyńskości. Książkę otwiera wiersz „prolegomena”:
Oto jest dziursko, kanion, mózg nastoletniej
dziewczynki. Rzeki, które go znaczą, to strugi
mcflurry – słodki ulepek śluzu i krwi.
Wzniosły tytuł jest znaczący dla całości. Wraz z umieszczonym na końcu słownikiem stanowi wskazówkę i przewodnik do tego, co czytające znajdą pomiędzy. Wiersz wiąże ciało nastoletniej dziewczyny z kapitalizmem i jego organami, jakimi są produkty, marki. Dziewczęce ciało zostaje zespolone ze współczesnością. Jej „wnętrzności tłoczą się pod skórą, jakby już-już / chciały wyjść!”, a jej mózg to kanion, do którego można wrzucić wszystko. Wieczność to dla niej gumowa piłka, a jej poglądy są wciąż niezdefiniowane. Bohaterka wiersza jest potencjalnością.
Ta opowieść stanowi core, jądro wobec anturażu gotyckiego, duchologicznego śląska, co widać w wierszu „Pragnę być macicą nowej duszy”:
ta nastoletniość, którą mam w sobie, chce śmietanki i krwi
mieszania się węgla i farbek w blenderze
i chce obgryzać skórki – warstewka po warstewce
aż z palca uchowa się jedynie skrawek
Ale i, co istotne: „chce być dziełem przypadku i wróżeniem z oczu”. Bardzo ważne, że to nie podmiotka, a zatem (nazwijmy to tak z powodu braku lepszej formuły) „posiadaczka nastoletniości”, chce być dziełem przypadku, tylko chce tego jej nastoletniość. Jak gdyby nastoletniość była software’em złożonym z faktorów kulturowych i cielesnych, którym można obsługiwać działanie dziewczyny.
Ale tom nie poprzestaje na eksplorowaniu estetyki przestrzeni i cielesności. „Silesian Gothic” operuje także rozedrganym, wielowarstwowym językiem. To dykcja składająca się z elementów internetowych estetyk, żartobliwa i poważna zarazem, dziecięca i techniczna, potoczna, ale momentami teoretyzująca. Herman buduje swoje wiersze z cytatów kultury popularnej, nazw marek i lokalnych idiomów – z tych elementów powstaje rodzaj poetyckiego pidżyna, w którym doraźność i intymność współistnieją z analizą strukturalną. Język ten nie służy jednak ironii w klasycznym sensie – raczej umożliwia opowiadanie rzeczywistości w sposób maksymalnie intensywny, momentami groteskowy, ale zawsze emocjonalnie zaangażowany.
Afektywność – niekoniecznie rozumiana jako uczuciowość, lecz po spinozjańsku – jako zdolność języka do poruszania, do budowania napięcia między rejestrem a treścią – nadaje tomikowi ton. Herman tworzy język nie przez bezpośrednie emocjonalne wyrażenia (choć inaczej to wygląda w momentach używania wulgaryzmów, do czego zaraz przejdę), ale dzięki budowaniu nastrojowych opowieści. W „Right into pod tramwaj” ten efekt zapewniała poetyka konfesji, a w „Silesian Gothic” – opisy przestrzeni i poetyka przypowieści. Doskonale to widać w wierszu „tidy role models”:
heliogabal, to ile miałaś lat, kiedy plusnęli cię do rzeki?
twój niedojrzały mózg zobaczył ciemność, grdyczka
wpadła na stal. wlekli cię niepięknie w piachu, nie było
żadnych kwiatów, nie było hrt. anouk to nie kawafis,
dlatego dodam jeszcze:ależ byłaś chujowa, swawolna, debilka z debilowa,
bogate dziecko, sęp. to jednak dobrze, bo lubię, jak
czasem mówią o nas źle.
Herman jest wulgarne, nie da się tego nie zauważyć. Nie ucieka do subtelności, lecz wybiera bezpośredniość: wkurw, masywną poezję żalu i gniewu. To adekwatny język dla wypowiedzenia niezgody na zastany kształt rzeczywistości.
Ale Herman nie ucieka od śmiechu – choć nie jest to śmiech beztroski. To raczej śmiech zgnębionej dziewczyny: śmiech, który nie rozbraja, lecz demaskuje; który jest bronią, a jednocześnie symptomem doznanych krzywd; zaklęciem i zarazem przekleństwem. Wyśmiewa istotne figury, konstruuje karykatury, droczy się z teoriami. To szyderczy rechot, pobrzmiewający niczym znany z obrazów popkultury śmiech czarownicy.
Wkurw i śmiech Anouka roznosi się właśnie poprzez tę figurę – figurę czarownicy znaną z humanistycznych girlhood studies. To figura głęboko przez Herman rozpoznana i opracowywana, o czym można się przekonać dzięki esejowi „O dziewczyńskości wiedźmy na podstawie »Szkoły czarownic«”. W ramach studiów nad dziewczyńskością czarownica stanowi antytezę kulturowych stereotypów kobiecości: jest nieskora do służby, destabilizująca normy, niewygodna. „Silesian Gothic” to podjęta przez Anouka próba zaczarowania Śląska spojrzeniem dziewczyńskiej czarownicy. Używa w tym celu ciekawej taktyki zasiedlania obranej przestrzeni swoimi potencjalnościami:
wyobraź sobie, że nie jestem dzieckiem, a dyplomatą, kana:
anouk architekt, anouk urbanista, anouk prezydent wielotysięcznego miasta,
anouk delegat, anouk edward gierek, anouk jerzy ziętek, anouk stary dziad
To najbardziej jaskrawy przykład stosowania poetyki zwielokrotniania siebie, pochodzący z wiersza „hotel zlatibor wg kany radević”. W zasadzie każda opowiedziana w wierszach historia, wymieniona postać, miejsce zostają przetworzone przez kolejne spojrzenia czarnownicy-Anouka.
Dla tej dynamiki znacząca jest trzyczęściowa konstrukcja całego tomu: „Przed”, „W trakcie”, „Po”. W najprostszej interpretacji chodzi o inicjację, utratę dziewictwa i niewinności. Wskazuje na to wiersz „co się wydarza gdy tracisz dziewictwo”, który obrazuje proces utraty niewinności:
wgryzłaby się ząbkami, wczepiła pazurkami —
oczyści ją tylko ace i chlor. padłaby na kolana,
a potem by umarła (nie umrze). ginsberg napisał
kiedyś, że pierwsza miłość to dno.
Mięsista poetyka Herman – wbrew bezpośredniości wskazania w tytule – rozbija utratę niewinności znaczeniowo, tak samo jak wszystko, co brutalne i ostre znaczeniowo w tej poetyce. Przez to „utrata dziewictwa” może oznaczać zarówno inicjację seksualną, jak i pierwszą miłość oraz smugę cienia: przejście, granicę, moment zwrotny w życiu jednostki, utratę złudzeń, konfrontację z odpowiedzialnością, konsekwencjami i tak dalej. Podobnie jak potencjalne wcielenia bohaterki wierszy, wersje możemy mnożyć.
Dzięki takiej konstrukcji „Silesian Gothic” można czytać jako poetycki Bildungsroman, opowieść o dojrzewaniu pewnej nastoletniości, ciała, a także jako traktat o przemianach estetyki i postrzegania przestrzeni. Mamy tu zatem – obecne także w debiutanckim „Right into pod tramwaj” – konteksty dziewczęctwa, internetu, młodzieżowej brutalności, a w „Silesian Gothic” dochodzi do tego lokalność postdemoludu. „Stare idee mogą czasem wykorzystywać nowe budynki. Nowe idee potrzebują starych budynków” – głosi cytat z Jane Jacobs, w poezję polską wprowadzony jako motto do „Pawilonów” Dominika Bielickiego. Szukając motta do „Silesian Gothic”, chciałbym strawestować ten cytat: „Stare estetyki mogą czasem wykorzystywać nowe budynki. Nowe estetyki potrzebują starych budynków”.
Gdy to wszystko czytam, w myślach pobrzmiewa muzyka w stylu zespołu Molchat Doma.