Nr 9/2026 Na teraz

Pogranicza to fascynujące miejsca: z dala od centrów, położone na styku. Nie tylko te fizyczne, ale też kulturowe i – w muzyce – gatunkowe. To tu rodzą się najciekawsze zjawiska, można otworzyć się na Innego, zmienić perspektywę, co zawsze jest ożywcze. Jednocześnie przez to oddalenie pogranicza są zapominane, często pomijane, może nawet zbywane. Europa Środkowo-Wschodnia – poprzecinana granicami państwowymi, pełna powidoków upadłych imperiów, ze swoim etnicznym pomieszaniem – jest takim właśnie pograniczem. Jest także półperyferium, zbyt bliskim centrum, by interesować swoją innością, i zbyt od niego odległym, by centrum miało o nim pojęcie.

A jednak to właśnie tutaj można usłyszeć jedne z najciekawszych głosów w europejskiej muzyce. Z Lublany nadaje eksperymentalne trio Širom, grające niedający się przypisać do żadnej tradycji awangardowy folk – transowy, hipnotyczny, transgresywny. W swojej muzyce nieortodoksyjnie wykorzystują tradycyjne instrumenty z całego świata: zachodnioafrykański balafon współbrzmi z afgańskim rubabem i amerykańskim banjo. W ich rękach to połączenie brzmi zupełnie naturalnie, bo nie silą się na oczywiste odwołania do konkretnych tradycji; ze znanych elementów budują nową jakość, która jest jednocześnie komfortowo bliska i niezwykle odległa. Ich lider, Iztok Koren, w swojej solowej twórczości sięga zarówno do zachodniej awangardy, jak i tradycji regionu Prekmurja, z którego pochodzi. Na swoim ostatnim solowym albumie „Spaces XIII: Iztok Koren, String Instruments & Percussion” gra melodie z Mongolii, Appalachów, Maroka, przetyka je wolną improwizacją i nagraniami terenowymi. Z kolei polski gitarzysta Raphael Rogiński z podróży po pograniczach i (pół)peryferiach oraz z wielokulturowości uczynił swoje artystyczne credo: grał nie tylko Jana Sebastiana Bacha i Johna Coltranea, ale i muzykę kurpiowską, litewską, jemeńską, zachodnioafrykańską, serbską, gruzińską, tatarską. Od kilku lat poszukuje muzycznych dusz i korzeni Europy Wschodniej, którą definiuje bardzo szeroko – od Odry po Morze Czarne i dalej, aż po Kaukaz. Uwielbia też współpracować z innymi muzykami, cechuje go wielka otwartość na wspólnotowe doświadczenia. Z Širom już grał, razem wykonywali muzykę nowojorskiego kompozytora Moondoga. Kwestią czasu było, aż Iztok i Raphael zaczną wspólnie grać – zbyt wiele ich łączy.

Album nagrali szybko, w kilka czerwcowych dni ubiegłego roku. Wcześniej zagrali kilka koncertów, co wystarczyło, aby wspólnie ukuć pomysł na płytę. Podkreślają, że nie było żadnego dogrywania ścieżek, żadnych studyjnych manipulacji – po prostu zagrali swój materiał podczas sesji nagraniowej, jak na koncercie. Obaj są na tyle sprawnymi improwizatorami, że nie wpadają na mielizny, nie ma tu ani jednego niepotrzebnego dźwięku, nie gubią się w narracji. Wiedzą, dokąd zmierzają, jak się tam dostać i jakich środków użyć.

Podróżowanie jest dla nich naturalne, również w wymiarze artystycznym. To niespokojne duchy, które nie potrafią usiedzieć na miejscu, muszą się poruszać, muszą odkrywać. „Nocturnal Consolations” uczynili hołdem dla drogi, choć jest ona zupełnie inna niż proste drogi przecinające Stany Zjednoczone czy argentyńską Patagonię. To droga kręta, zaskakująca, wijąca się niczym rzeka.

To także podróż pełna rozmachu. Multiinstrumentalista Koren gra tu na guembri (zachodnioafrykańskiej lutni wykorzystywanej m.in. w marokańskiej muzyce Gnawa), banjo, kalimbie, harmonium, syntezatorach, Rogiński zaś na swej nieodłącznej gitarze o tysiącu obliczy. Poruszają się od algierskich ergów, okurzonych miast Sahelu, po wyschnięte Morze Aralskie, a po drodze zahaczają o Bałkany, Anatolię, step pontyjski, Kaukaz – wszystkie obrzeża i pogranicza tego, co zwykliśmy nazywać Zachodem. W centrum tego wielkiego obszaru jest właśnie Europa Wschodnia i może dlatego „Nocturnal Consolations” wypełniają melancholia i nostalgia, tak charakterystyczne dla regionu. Wreszcie, jak sami podkreślają, sięgnęli do dziedzictwa Bizancjum, odczuwalnego w Słowenii, Grecji czy Serbii, którą nie tak dawno eksplorował Rogiński z triem Ružičnjak Tajni. To stąd biorą się ornamenty przypominające złote tło prawosławnych ikon.

Koren, podobnie jak w Širom, buduje muzykę, która jednocześnie jest wszędzie i nigdzie. Zawodzące banjo prowadzi ku brzegom rzeki Senegal, ale gdy tylko zaczyna grać na nim smyczkiem, przywołuje perską kamanczę i rabab spotykany w Uzbekistanie. Harmonium z kolei to ukłon w stronę subkontynentu indyjskiego i pakistańskiego qawwali. Na tych wszystkich instrumentach gra nieortodoksyjnie, wykracza poza tradycyjne techniki, szuka nowych brzmień i niestandardowych zastosowań. Rogiński w swojej gitarze zaklina rozmaite style, gatunki i instrumenty.

Fascynujące jest podążanie za nimi, poszukiwanie powidoków autentycznych miejsc. W „I Put Horn in my Worries” przywołuje brzmienie azerskich wirtuozów gitary jak Rüstəm Quliyev (którzy z kolei przekładali na gitarę techniki gry na lutni tar), by dosłownie za chwilę jego instrument zabrzmiał jak arabska lutnia oud. W „Island in the Midst of a Dried Sea” obaj muzycy muskają uzbecki shashmaqam. „The Children Have Grown Up” drapie mnie w tył głowy, aż nie przypomnę sobie wspaniałego albumu z muzyką ostatnich pontyjskich Greków w Abchazji. I mógłbym jeszcze tak długo wymieniać. Muzycy podrzucają tropy, czasem wręcz zostawiają bardzo czytelne wskazówki w tytułach, jak w odnoszącym się jednocześnie do Gnawy i tuareskiego tishoumaren „The Spirit is Becoming a Desert”. By podkreślić zawiłość swojej muzyki, w album wpletli cztery miniatury – labirynty, których pokonanie zajmuje po minucie, ale to w nich dzieje się najwięcej. Nie wiadomo, co stanie się za kolejnym zakrętem.

Ta współpraca musiała się wydarzyć. Dwie z najciekawszych muzycznych osobowości regionu mówią wspólnym głosem. Wchodzą na drogę, która zdaje się nie mieć końca. „Nocturnal Consolations” jest opowieścią o potrzebie zrozumienia świata w każdej skali, od pojedynczych osób po cywilizacje. Można jej słuchać na wiele sposobów, przybliżając i oddalając się od tych powidoków gatunków i regionów, aż po całościową panoramę, za każdym razem odkrywając w dźwiękach coś nowego.

Iztok Koren & Raphael Rogiński, „Nocturnal Consolations”
Instant Classic
2026