Nr 8/2026 Na teraz

…i zaniedbaniem

Jadwiga Śmielecka
Teatr Recenzja

Diabeł czai się wszędzie. Może być tuż obok nas. Niedawno odwiedził Moskwę, a dziś ze sceny Teatru Nowego w Poznaniu przygląda się irlandzkiemu Kościołowi katolickiemu. W wyreżyserowanym przez Marcina Libera spektaklu „Diabeł i dziewczyna” wszystko się błyszczy – bogato zdobione ornaty, ściekająca z rany krew, złote spodenki. Nie brak żywych kolorów i popularnych piosenek, a ton napisanego przez Małgorzatę Sikorską-Miszczuk tekstu precyzyjnie balansuje pomiędzy humorem i powagą. W takiej kampowej estetyce opowiedziana została historia Sinéad O’Connor, która 3 października 1992 roku w programie „Saturday Night Live” podarła zdjęcie papieża Jana Pawła II, protestując przeciwko ukrywaniu pedofilii w irlandzkim Kościele i nawołując do walki z „prawdziwym wrogiem”.

Na tle mieniących się cekinami kostiumów i zaaranżowanej na podobieństwo prezbiterium sceny, których paleta barw niemal zupełnie ograniczona została do odcieni fioletu i bieli, postać Sinéad (Weronika Asińska) wyróżnia się prostym kostiumem. Ubrana w znane ze zdjęć wykonanych przez Kate Garner dziurawe dżinsy, skórzaną kurtkę oraz białą koszulkę z napisem „WEAR A CONDOM”, już na poziomie wizualnym zdaje się pozostawać poza światem przedstawionym. Również emocje bohaterki sytuują ją na uboczu akcji scenicznej, co może sugerować, że przygląda się ona jedynie prezentowanej na scenie relacji ze swojego życia. Obejmuje ona trudne dzieciństwo, fizyczną i psychiczną przemoc, jakiej doświadczała ze strony matki, a także prześladowania, które spotkały ją po podarciu zdjęcia papieża. Spektakl Libera nie ma jednak charakteru biograficznego w ścisłym tego słowa znaczeniu. Zaintonowany na początku „hymn Irlandii”, będący w rzeczywistości parafrazą „Mazurka Dąbrowskiego”, prowokuje do łączenia sensów przedstawienia z sytuacją społeczno-polityczną w Polsce. Obecne w tekście Sikorskiej-Miszczuk nawiązania do „Mistrza i Małgorzaty” Michaiła Bułhakowa nadają jego inscenizacji cechy paraboli, zamieniając ją w opowieść o uniwersalnych wartościach, takich jak dobro i zło. Dla twórców i twórczyń „Diabła i dziewczyny” historia O’Connor staje się pretekstem do postawienia pytań o źródła przemocy i odpowiedzialność za nią.

Na Patriarszych Prudach Woland prosi Berlioza, aby uwierzył chociaż w istnienie diabła. Również u Libera Pan Diabeł (Ildefons Stachowiak) oskarża współczesne społeczeństwo o wyrzeczenie się religii. Każdym gestem pomalowanej na czarno dłoni przypomina, że jest pośród nas, czym podtrzymuje znaczenie apelu skierowanego do przewodniczącego zarządu Massolitu. Pozostający w konwencji „Mistrza i Małgorzaty” Pan Diabeł nie pamięta, na którą nogę kuleje. Tę samą wątpliwość wyraża również Jan Paweł II (Aleksander Machalica), kiedy wstaje z wózka. A z jakiej przyczyny w finale spektaklu matka Sinéad (Edyta Łukaszewska) porusza się o kulach? Każda z tych postaci nosi w sobie potencjał do czynienia zła, które realizować się może zarówno jako brutalna przemoc, jak i brak reakcji na nią, zaniechanie albo niewstawienie się za ofiarami.

Wykreowany w spektaklu obraz Kościoła katolickiego upodabnia go do organizacji zapewniającej masową rozrywkę, a nie duchowe spełnienie – działania jego hierarchów są teatralne, pozbawione głębszego sensu i zaplanowane tak, aby robić wrażenie na widzach. Postny fiolet ornatów kardynałów Uno i Secundo (Janusz Grenda i Paweł Hadyński) to jedynie pozór, maskujący bogate zdobienia. Zamiast słów modlitwy rozbrzmiewa „Like a Prayer” Madonny. Wykorzystanie popularnych utworów muzycznych w kontekście sakralnym pozwala na zestawienie Kościoła i przemysłu muzycznego, wzmacniając krytykę zinstytucjonalizowanej religii. Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera postawa O’Connor, która – przeciwstawiając się komercjalizacji branży rozrywkowej – odrzuciła, przyznaną jej w 1991 roku, statuetkę Grammy.

Wielokrotnie powracają również fragmenty piosenki „Losing My Religion” zespołu R.E.M., od której rozpoczyna się spektakl i przy dźwiękach której Jezus (Dawid Ptak) zostaje zdjęty z krzyża, by śpiewać z główną bohaterką. Wykorzystanie tego utworu może być aluzją do odchodzenia wiernych od Kościoła katolickiego ze względu na sprzeniewierzenie się tej instytucji najważniejszym wartościom wiary. Michael Stipe – autor słów tego utworu – podkreślał jednak, by jego tytułu nie wiązać z religią, odnosząc go raczej do idiomatycznego zwrotu oznaczającego utratę panowania nad sobą, frustrację i desperację. Takie emocje charakteryzują naznaczoną buntem postawę O’Connor, szczególnie w kluczowym dla przebiegu akcji, ale niepokazanym na scenie momencie podarcia przez artystkę zdjęcia Jana Pawła II. W spektaklu obie te interpretacje przenikają się, tworząc mocny komentarz do opowiadanej w nim historii.

Postać Jezusa, podobnie do Sinéad, przez większość czasu przygląda się wszystkiemu z boku. Czasami robi zdjęcia, bo to równocześnie Platon – brytyjski fotograf portretowy i dokumentalny, pracujący przede wszystkim z osobami sławnymi. Brak interwencji z jego strony, podobnie jak niemal beznamiętne utrwalanie kolejnych kadrów, wymownie sugerują, że żyjemy w świecie, w którym nie ma miejsca na boską interwencję. Postać Jezusa wyróżnia na tle hierarchów Kościoła prostota i szczerość. Przypomina, że „wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40), sugestywnie puentując w ten sposób stawiane Kościołowi katolickiemu zarzuty o ukrywanie przemocy.

fot. Natalia Kabanow

Twórcy kreują paralelę pomiędzy postacią Jezusa a Sinéad, która zajmuje jego miejsce na krzyżu. Kobieta, wyniesiona na ołtarze przy dźwiękach „Black Celebration” Depeche Mode, przyjmuje rolę kozła ofiarnego, którego Kościół potrzebuje, aby zachować integralność. Jej społeczna śmierć i złamanie kariery mogą odkupić grzechy instytucji i jej hierarchów, odwracając uwagę od ich zaniedbań i skupiając na sobie wzrok opinii publicznej.

Krzywda, której jako dziecko doświadczyła Sinéad, zostaje w spektaklu zestawiona z figurami nastolatków czczonymi przez Kościół katolicki. Przed Komisją w Sprawie Naprawy Zła i Przywrócenia Dobra staje święty José Sánchez del Río – patron prześladowanych i doznających przemocy dzieci – męczennik, który oddał życie w Powstaniu Cristeros. Kolejna jest błogosławiona Laura del Carmen Vicuña Pino – patronka rozbitych rodzin – która doświadczyła przemocy ze strony konkubenta matki. Obie postacie grane są przez Dariusza Pieróga groteskowo, a zaangażowanie, z jakim gotowe są poświęcić się dla sprawy, kontrastuje z obojętnością, z którą Komisja przyjmuje ich ofiarę.

Fakt, że obie postaci grane są przez mężczyznę, a w dziesięcioosobowej obsadzie występują zaledwie dwie kobiety, obnaża androcentryczną strukturę hierarchii kościelnej. W tym kontekście szczególną uwagę zwraca scena narodzin Sinéad. Ciało kobiety zostaje w niej ukazane przedmiotowo – porównane do maszyny, której działanie nie jest zależne od woli właścicielki. Karykaturalna gra Edyty Łukaszewskiej w roli Marii O’Connor akcentowana jest przez jej wyznanie, że chciałaby powstrzymać poród, który przed chwilą się zaczął. Sekwencja ta kontrastuje z fałszywym ciążowym brzuchem, który podczas sesji zdjęciowej nosiła Sinéad. Gumowy rekwizyt można usunąć w dowolnym momencie. A ciążę? Choć podczas porodu matka wzywa Boga, pojawia się przed nią jedynie diabeł, przebrany za papieża. I znów mężczyzna nadzoruje narodziny Sinéad, co wyraźnie podkreśla relację zależności i władzy w patriarchalnym społeczeństwie. Pytanie o to, kto ma prawo do podejmowania decyzji, stanowi stały element toczącej się w Polsce debaty o aborcji. Kiedy więc w finale spektaklu ogłoszony zostaje koniec piekła, a chwilę później Premier Irlandii (również Dariusz Pieróg) ogłasza liberalizację prawa aborcyjnego, trudno nie doszukiwać się aluzji do odbywających się od 2016 roku protestów Ogólnopolskiego Strajku Kobiet, które w 2020 i 2021 roku odbywały się pod hasłem „piekło kobiet”.

Relacja Sinéad z matką jest trudna, ponieważ przekonania religijne Marii są źródłem przemocy. Starsza z kobiet kilkakrotnie zmusza córkę do przyznania, że jest niczym. Aby budować własną tożsamość, Sinéad zmuszona jest zbuntować się – nie tylko przeciwko matce, ale również wobec wpajanego przez nią światopoglądu. Z niezgody Sinéad na bezrefleksyjne przyjmowanie dogmatów wynika kluczowe dla spektaklu pytanie o to, kto ponosi odpowiedzialność za jej cierpienie, a także za każdy przypadek przemocy seksualnej w Kościele i każdą śmierć, która jest – zarówno bezpośrednim, jak i pośrednim – skutkiem tej przemocy. Czy za czyny jednostek odpowiada wadliwy system? Osoby stojące na jego szczycie? Jan Paweł II wymownie milczy, także te pytania pozostawiając bez odpowiedzi.

W kraju, w którym dominuje katolicyzm, temat przemocy seksualnej w Kościele jest nadal tabuizowany, a postać Jana Pawła II otaczana jest kultem, spektakl Libera to mocny komentarz społeczny i polityczny. Choć tekst Sikorskiej-Miszczuk nie stroni od ostrych, momentami prowokacyjnych słów, twórcy „Diabła i dziewczyny” nie opowiadają się przeciwko samej wierze. Zachęcają raczej do przyjęcia postawy Sinéad – stawiania trudnych pytań i bezkompromisowego przeciwstawiania się przemocy. Największym grzechem Kościoła wydaje się zaniedbanie – niewypełnienie obowiązku stanięcia po stronie ofiar. Spektakl pozostaje niejednoznaczny, choć prowokuje pytania, czy przeestetyzowana forma i silna uniwersalizacja nie niosą niebezpieczeństwa zawłaszczenia intymnego doświadczenia i przypadków jednostkowych cierpień – nie tylko Sinéad O’Connor, ale też wszystkich, wspomnianych w spektaklu, ofiar. Twórcy zdają się świadomi takiego niebezpieczeństwa. Nawet ich bohaterka przyznaje, że wykorzystała cierpienie irlandzkich dzieci dla własnych celów. „Diabeł i dziewczyna” nie pozostawia swoich widzów obojętnymi. To teatr odważny, zaangażowany politycznie i zmuszający do namysłu, a przy tym – co ostatnio w polskim teatrze nie udaje się często – zabawny. Liber i Sikorska-Miszczuk nie tyle demaskują zło, ile pokazują, jak dobrze nauczyliśmy się z nim żyć, udając, że nic się nie stało.

Małgorzata Sikorska-Miszczuk
Diabeł i dziewczyna

Reżyseria: Marcin Liber
Asystent reżysera: Agnieszka Rydellek

Scenografia i kostiumy: Mirek Kaczmarek, Maria Mordarska
Muzyka: Marcin Macuk
Choreografia: hashimotowiksa (Paulina Jaksim, Katarzyna Kulmińska)
Reżyseria światła: Katarzyna Łuszczyk

Teatr Nowy w Poznaniu im. Izabelli Cywińskiej
Premiera: 27.03.2026