Nr 7/2021 Na teraz

Historia pełna ciszy

Dominika Gracz
Komiks

„pewna historia”, zawiera w sobie wiele elementów, które polski czytelnik może kojarzyć z wcześniejszych prac Gipiego. Nie znaczy to jednak, że jest to komiks jedynie dla fanów autora.

„pewna historia” to tak naprawdę dwie historie przeplatające się na kartach komiksu. Opierają się one na dwóch głównych postaciach. Pierwsza to Silvano Landi – pisarz w średnim wieku, który powoli traci kontakt ze światem zewnętrznym i zanurza się w świat przeszłości uchwycony w formie listów pisanych przez jego pradziadka. Druga postać to ów pradziadek, Maur, należący do pokolenia, które doświadczyło koszmaru pierwszej wojny światowej. Żonglując czasem, Gipi opowiada historię o czasie właśnie, o lęku i rozpadzie, ale także o pewnej szczególnej więzi, jaka pojawia się między Silvano a jego przodkiem.

Historia Silvano ma wiele początków, a Gipi nam nie pomaga – bawi się chronologią, ale też przestrzenią, nie tłumacząc, co jest prawdziwe, a co wyobrażone, co należy do „teraz”, a co do „kiedyś”. Dlatego czytelnikowi może zająć chwilę „umoszczenie” się w historii. Gipi nie jest zresztą zainteresowany opowieścią per se. Chętniej raczy nas skrawkami czegoś większego, pewnego rodzaju migawkami z życia Silvano; skupia się raczej na przekazaniu za jej pomocą emocji i nastrojów, które świetnie buduje poprzez warstwę graficzną komiksu. Postaram się więc skupić przede wszystkim na głównych motywach przewijających się poprzez całą opowieść.

Zacznijmy od czasu. Funkcjonuje on tutaj dwojako. Z jednej strony jako przerażająca siła, której nie da się powstrzymać – wyobraźcie sobie, że macie osiemnaście lat i budzicie się pewnego dnia w ciele pięćdziesięciolatka: pomarszczona skóra, cienie pod oczami i wszystkie niespełnione, młodzieńcze marzenia sprawiają, że człowiek z trudem patrzy na swoje odbicie. Z drugiej zaś jako bardzo niejednoznaczna, tajemnicza przestrzeń. Czas może leczyć rany, ale może także skrywać nieprzepracowane traumy. Czas „tu” i „teraz” może nas przerażać, ale już czas w formie przeszłej (albo: wyobrażenia na jego temat) może pełnić funkcję eskapistycznej ucieczki – nawet jeśli jest to ucieczka w terror wojny.

Wojna jest u Gipiego przedstawiona jako nieprzepracowana, pokoleniowa trauma, która rzuca cień na relacje kolejnych potomków Maura. Ból i terror przemocy – tej widzianej, odczuwanej i zadanej drugiej osobie – podążają zarówno za Silvano, jak i za jego żoną (która odchodzi od męża) i córką (której coraz trudniej jest opiekować się zanurzonym w odmętach przeszłości ojcem). Listy pradziadka, piękne w swej formie, oczarowują głównego bohatera, próbującego swoją obsesją zainteresować żonę i córkę („To jego listy. Oryginalne. Rozumiesz? Nie wiedziałem, że jeszcze istnieją… Listy z frontu! Rozumiesz?! Słyszysz? (…) To listy, które pradziadek pisał do rodziny. Przepiękna historia!”). Jednak coś, co początkowo nazwać można nawet „zawodowym” zainteresowaniem (w końcu Silvano to pisarz, a więc osoba wyjątkowo czuła na opowieści oraz ich formę), szybko przekształca się w chorobę. Silvano coraz bardziej odcina się od świata rzeczywistego – żyjącej rodziny, teraźniejszości, pracy i zobowiązań – i przenosi w świat wyłaniający się z listów, budując przy tym nową relację z nieżyjącym przodkiem. Ostatecznie zastępuje mu ona całe dotychczasowe życie.

A jednak – chociaż historia opiera się na listach, pisaniu narracji, na skrawkach cudzej opowieści, autor „pewnej historii” zdaje się wyznawać zasadę, którą można by zamknąć we frazie: to, co zaczyna się od słowa, kończy się ciszą. Cisza u Gipiego jest wynikiem niewyrażalności bólu – przynajmniej w konwencjonalny sposób. Dlatego przestrzenią do „opowiadania” o bólu jest obraz. Porażkę słowa i triumf obrazu Gipi przedstawia na dwóch poziomach – na poziomie działań bohatera oraz na poziomie samego komiksu.

Silvano to pisarz, a jednak nie potrafi przepracować odziedziczonej traumy ani za pomocą mowy, ani pisma. Słowo, które powinno (lub: miało) być łącznikiem z rzeczywistością, w tym przypadku zawodzi. Z jednej strony nieumiejętność wyrażenia się za pomocą języka odsuwa Silvano od najbliższych, ponieważ nie potrafią oni ani zrozumieć jego obsesji, ani pomóc mu w jej przepracowaniu. Z drugiej strony odziera go z jego zawodowej tożsamości. Nową formą wyrażania staje się więc dla pisarza obraz – rysunki, na których Silvano obsesyjnie uwiecznia jedynie dwie rzeczy: uschnięte drzewo i stację benzynową.

Drzewo, w tej konkretnej formie, jest jednocześnie bezpośrednim nawiązaniem do przeszłości (w komiksie widzimy to samo drzewo będące elementem pejzażu wojennego frontu), służąc za dość oczywisty i czytelny symbol grozy, śmierci, rozkładu, jak i sygnaturą trwania: istnienia w czasie nawet w tej „martwej” formie. Stacja benzynowa to z kolei jedyny łącznik Silvano z teraźniejszością. A jednak jest to łącznik niezwykle bolesny – to właśnie na stacji główny bohater zostaje naraz odrzucony i porzucony przez żonę. Zdezorientowany wzrok Silvano, rozchylone w milczeniu usta i lekko przygarbiona postawa tworzą przejmujące przedstawienie człowieka zagubionego, samotnego i zdecydowanie potrzebującego pomocy. Oba obrazy są więc emblematami dwóch traum, jakich doświadczył SIlvano. Drzewo świadczy o historycznej i pokoleniowej traumie związanej z wojną; stacja zaś mówi o traumie osobistej, wynikającej z porzucenia przez najbliższych.

Także sam Gipi woli uchwycić ból i opowiadać o nim bardziej za pomocą obrazu, niż słowa. Wracamy tu do kwestii poszatkowanej, achronologicznej fabuły, która jest nie tyle zwartą opowieścią, ile fragmentami czegoś znacznie większego. W miejsce przejrzystej narracji otrzymujemy plansze pozbawione słowa albo okraszone dość oszczędnym komentarzem, często odnoszącym się raczej do tego, co dzieje się poza kadrem, niż stricte związanym z tym, co widzimy niejako naocznie, bezpośrednio.

A jest na co patrzeć, bo Gipi roztacza przed nami cały wachlarz swoich umiejętności, sięgając zarówno po akwarele, jak i pospieszne szkice utrzymane w tonacjach czerni i bieli. Szybko orientujemy się, że po tę pierwszą technikę autor sięga, gdy opowiada o przeszłości – niezależnie od tego, czy mówimy o przeszłości „faktycznej”, czy „wyobrażonej”. Natomiast prostsze grafiki wykorzystywane są głównie wtedy, gdy Gipi ukazuje rzeczywisty świat Silvano, w tym jego rozmowy z córką czy lekarzami. Obie formy niosą ze sobą zupełnie inny ciężar emocjonalny. Kolory, po które sięga Gipi w części malowanej akwarelami, to przede wszystkim ciemne, przygaszone barwy – szarości, granaty i brązy, rzadziej pomarańcze i czerwienie, które – choć ciepłe – są mało przyjazne. Całość jest niezwykle przygnębiająca i ciężka, co doskonale wpasowuje się w tematy wojny, bólu i traumy. A jednak nie można odmówić tym obrazom formalnego piękna, które dodatkowo podkreśla świetnie dobrany, gruby, kremowy papier. Z kolei pospieszne, czarno-białe szkice, w których Gipi przedstawia głównie świat rzeczywisty, świadczą o czymś zarówno niezwykle ulotnym, jak i przyziemnym, a przez to być może mniej atrakcyjnym (w tym wypadku szczególnie dla Landiego) niż tragiczny w wydźwięku, lecz także żywy i pełen kolorów świat akwareli.

Gipi w niezwykle przejmujący sposób ukazuje, co dzieje się wtedy, gdy to, co dotychczas głęboko skrywane i nieuświadomione ostatecznie dochodzi do głosu; jak nieprzepracowane problemy niszczą nawet najsilniejsze więzi i jak destrukcyjna siła tkwi w traumie wynikającej z doświadczeń tak przerażających, że umykających zwyczajowym sposobom mówienia. Być może jednak najbardziej przejmująca w komiksie okazuje się konstrukcja, funkcja i „filozofia” czasu. Gipi pokazuje bowiem, że choć czas może stanowić barierę między różnymi doświadczeniami, bądź też osłabiać ból wynikający z traum, w równym stopniu może stać się jego nośnikiem i ostatecznie nie pozwolić nam się od bólu nigdy uwolnić.

„pewna historia”
scenariusz i rysunki: Gipi
tłumaczenie: Jacek Drewnowski
timof i cisi wspólnicy
Warszawa 2021