Kultura popularna to nie jest niewinna siła; nie przechodzimy przez okres dojrzewania – oglądając filmy, czytając historie, słuchając żartów i różnych dialogów – wyposażeni w niewidzialną tarczę, która odrzuca złe pomysły. Strasznie dużo z tego, co wiemy, czerpiemy z opowieści, z którymi się spotykamy. W filmach z lat osiemdziesiątych, na których dorastali zarówno Kevin, jak i Brett Kavanaugh, jak podsumował to kiedyś krytyk kultury Wesley Morris, „dziewczyny się upijały, były podglądane, pakowane do bagażników samochodów i wózków sklepowych oraz wyśmiewane”. Jednak w latach dziewięćdziesiątych sytuacja nieco się skomplikowała. Prostą mizoginię z filmów „Świntuch” i „Zemsta frajerów” zastąpiło kino, które postrzegało dziewczyny jako istoty posiadające dużą, a może nawet zbyt dużą, sprawczość seksualną. Historyczka filmowa Karina Longworth w swoim podcaście „You Must Remember This” szczegółowo przeanalizowała popularny w latach dziewięćdziesiątych motyw lolitek: nieletnich dziewcząt, które były fetyszyzowane, wielbione i jednocześnie budzące lęk na ekranie w filmach takich jak „Trujący bluszcz”, „Lolita”, „Dzikie żądze” i „Zauroczenie”.
Wpływ pornografii na tego typu produkcje filmowe nie podlega już dziś dyskusji. Widzimy w nich ledwo pełnoletnie cheerleaderki, opiekunki do dzieci, pasierbice i uczennice, wszystkie nieustraszone i aż nazbyt dostępne. W latach dziewięćdziesiątych motywy te zaczęły pojawiać się w multipleksach, a seksualność dorosłych kobiet została zastąpiona „emancypacją” nastolatek. W 1995 roku Alicia Silverstone, wówczas dziewiętnastolatka, wystąpiła w filmie Opiekunka, thrillerze psychologicznym wydanym bezpośrednio na wideo, opowiadającym o trzech męskich bohaterach – dwóch nastolatkach i jednym dorosłym – którzy mają obsesję seksualną na punkcie tej samej dziewczyny. Był to rok po tym, jak Silverstone pojawiła się w trzech różnych teledyskach grupy Aerosmith, z których jeden, „Crazy”, przedstawia Silverstone i Liv Tyler – córkę Stevena Tylera – wcielające się w rolę uczennic katolickiej szkoły, które uciekają z zajęć, kradną coś ze sklepu na stacji benzynowej, pokazują swoje wdzięki osłupiałemu sprzedawcy, biorą udział w „amatorskim wieczorku” w klubie ze striptizem, a następnie padają na łóżko ze swoją nagrodą pieniężną. (We wszystkich trzech teledyskach, jak napisał Michael Musto w artykule opublikowanym w 1995 roku w magazynie „Vanity Fair”, Silverstone zagrała rolę „spragnionej, zbuntowanej, nieco nonszalanckiej syreny, która najwyraźniej miała wprowadzić młodych chłopców w okres dojrzewania”).
Film „Clueless” [Słodkie zmartwienia] z 1995 roku w reżyserii Amy Heckerling, w którym dziewictwo Cher Horowitz stanowi część fabuły, wyraził wprost to, co inne produkcje z Silverstone tylko sugerowały: że seksualność nastolatki jest najwyższą nagrodą dla każdego mężczyzny, który zasługuje na to, by ją zdobyć. Kino lat dziewięćdziesiątych ekscytowało się wspaniałą, niestosowną młodością, nawet jeśli formalnie nie przekraczano żadnych granic: obraz „Beautiful Girls” [Piękne dziewczyny] z 1996 roku przedstawia rzekomo uroczą relację emocjonalną między dorosłym Timothym Huttonem a trzynastoletnią bohaterką graną przez Natalie Portman. Longworth zauważa, że w latach dziewięćdziesiątych w corocznym wydaniu magazynu „Esquire” zatytułowanym „Women We Love” [Kobiety, które kochamy] pojawił się nawet dyskusyjny dodatek „Women We’d Be Willing to Wait For” [Kobiety, na które jesteśmy gotowi poczekać] przedstawiający nastoletnie gwiazdy – trzynastoletnią Kirsten Dunst i piętnastoletnią Christinę Ricci – „od których redaktorzy magazynu nie mogli oderwać wzroku, mimo że honorowo zobowiązali się do cierpliwości, biorąc pod uwagę młody wiek dziewcząt. W 1997 roku, kiedy w adaptacji filmu „Lolita” Adriana Lyne’a pojawiły się zmysłowe sceny seksu między czternastoletnią dziewczyną a jej czterdziestokilkuletnim ojczymem, odtwórczyni głównej roli, siedemnastoletnia Dominique Swain, pozowała na promującej film okładce magazynu „Esquire”, ubrana w skąpy top i oblizując palec.
Często jednak granice były przekraczane. W filmie „Dzieciaki”, niezależnej produkcji Larry’ego Clarka z 1995 roku, zakupionej i dystrybuowanej przez Harveya Weinsteina, w sześciominutowej scenie otwierającej Telly, „chirurg dziewic”, namawia dwunastoletnią dziewczynkę do seksu, po czym brutalnie ją wykorzystuje, mimo że ona błaga go, by przestał, a potem wyśmiewa ją wraz ze swoim najlepszym przyjacielem. Obraz wywarł ogromny wpływ na kino lat dziewięćdziesiątych. W wywiadach i artykułach rocznicowych twórcy zawsze z dumą twierdzą, że dziś nie mógłby powstać, jak gdyby zmuszanie małoletnich i nastoletnich aktorek i aktorów do odgrywania rozbudowanych scen gwałtu miało być powodem do dumy, znakiem rozpoznawczym odważnego kina, a nie przerażającym, bezdusznym okrucieństwem. („Każdy facet próbował przelecieć Rosario na planie” – powiedział w 2015 roku scenarzysta Harmony Korine magazynowi „Rolling Stone” o aktorce Rosario Dawson, która miała wówczas piętnaście lat5). Scena otwierająca Dzieciaki, w której aktorzy całują się przez kilka minut, jest tak intymna, że widać krople. Film „Dzieciaki” był tak szokujący, tak nihilistyczny i wojerystycznie ponury w odniesieniu do nastolatków i seksu, że wszystko, co pojawiło się później, wydawało się w porównaniu z nim bezpieczniejsze.
Dlatego też wytwórni Columbia Pictures znacznie łatwiej było wypromować film „Dzikie żądze”, erotyczny thriller, w którym dwie uczennice liceum na Florydzie, grane przez Neve Campbell i Denise Richards, świętują udany przekręt, uprawiając seks w trójkącie ze szkolnym doradcą zawodowym (Matt Dillon). Reżyser Bernardo Bertolucci w „Ukrytych pragnieniach” z 1996 roku łatwiej mógł skupić się na pytaniu, komu Lucy (Liv Tyler) „odda” swoje dziewictwo, podczas gdy kamera przesuwa się po jej ciele zakrytym jedynie kostiumem kąpielowym – pytaniu, które dorośli bohaterowie filmu omawiają i roztrząsają w nieprzyzwoicie długich dyskusjach. Prawdopodobnie łatwiej było też uzasadnić umieszczenie na plakacie filmu nagiej Tyler, robiącej nadąsaną minę i pozującej efektownie na tle falistych wzgórz Toskanii.
Do czasu premiery filmu „American Pie” w 1999 roku w kinie upowszechnił się już wizerunek nastolatki jako intrygującej, hiperseksualnej uwodzicielki lub cnotliwej, łatwej do zdobycia madonny. W filmie „Szkoła uwodzenia”, który wszedł na ekrany tego lata, pojawiły się obie te figury: w postaci Kathryn Merteuil granej przez Sarah Michelle Gellar – „Możesz go wsadzić gdziekolwiek”, mówi przyrodniemu bratu, sugerując seks analny w ramach umowy między nimi – oraz Annette Hargrove (Reese Witherspoon), wolontariuszki w ośrodkach dla seniorów, która napisała opublikowany w magazynie „Seventeen” esej o zachowaniu dziewictwa do ślubu. W filmach z lat dziewięćdziesiątych nastoletnie bohaterki albo wykorzystywały swoją seksualność do zdobycia władzy, albo ją ukrywały – w tym samym celu.
W „Słodkich zmartwieniach” Cher Horowitz zastanawia się, komu oddać swoje dziewictwo – decyzja ta jest o wiele bardziej skomplikowana niż kwestia pożądania. Film stanowi luźną adaptację powieści Jane Austen „Emma”, a zmiana scenerii sprawdziła się, ponieważ dla amerykańskiej dziewczyny w latach dziewięćdziesiątych stawka w romantycznych relacjach była prawie tak samo wysoka jak dla niezamężnej kobiety na początku XIX wieku: Cher uważa, że zagrożona jest jej reputacja, status społeczny i przyszłość.
„Słodkie zmartwienia” przynajmniej dały Cher możliwość działania. Czego pragnęły dziewczyny w latach dziewięćdziesiątych? Według kina: chciały być pożądane i czerpać z tego korzyści. Film „American Beauty”, który miał premierę w tym samym roku, co „American Pie”, przedstawiał Angelę (w tej roli Suvari) jako dziewczynę odgrywającą dorosłą seksualność tak, że widzowie potrafili przejrzeć jej działania, nawet jeśli Lester (Kevin Spacey) tego nie dostrzegał. Jako pornofantazja Lestera, Angela flirtuje, pozuje i emanuje wyuczonym seksapilem, nawet jeśli za sprawą subtelnego aktorstwa Suvari widzimy, jak bardzo jej to nie pasuje. Jednak w scenach z Jane (Thora Birch) Angela zachowuje się zupełnie inaczej: jest pełna absurdalnej, nieco złośliwej energii, łatwo ją wyśmiewać, ale jednocześnie widać, jak bardzo jest wrażliwa.
Wojeryzm to tutaj jeden z głównych motywów i mimo jego lubieżności jestem wdzięczna „American Beauty” za to, jak pokazuje odgrywany przez Angelę erotyzm na potrzeby męskiego spojrzenia, tak jak uczą się tego wszystkie nastolatki pozwala nam dostrzec, że manifestowana przez nią zmysłowość jest nieszczera, daleka od tego, czego bohaterka naprawdę by chciała, gdyby miała przestrzeń, by to odkryć. To, że fetyszyzując Angelę jako nastoletnią cheerleaderkę dla dorosłej widowni, „American Beauty” powiela tę samą pułapkę, którą jednocześnie potrafi zidentyfikować, stanowi paradoks, którego nie potrafię rozwikłać. Nastoletni chłopcy w kinie są uproszczeni w sposób, który nie oddaje im sprawiedliwości. Chcą przelecieć laskę, jak to ujął Kevin, i są gotowi podjąć absurdalne, heroiczne wysiłki, by to osiągnąć. Pragnienia dziewcząt są przedstawiane jako o wiele bardziej skomplikowane, co zniechęca chłopców do prób zrozumienia ich i zamienia seks w walkę o władzę, która nie może przebiegać na równych zasadach.
Fragment z książki „Girl on Girl. Jak popkultura zwróciła kobiety przeciw sobie” Sophie Gilbert, która w tłumaczeniu Kai Gucio ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego. Wydawnictwu dziękujemy za współpracę!