Nr 17/2022 Na dłużej

Dwa pytania towarzyszące sylwetce Moor Mother

Bartek Woynicz
Ankieta Muzyka

Kreśląc sylwetkę Moor Mother, poprosiłem o pomoc zaprzyjaźnione krytyczki i krytyków muzycznych, przesyłając im dwa pytania. W niniejszej mini-ankiecie oddaję im głos, dziękując za to, że zechcieli podzielić się opiniami.

 

Który utwór lub album z dyskografii Moor Mother jest dla Ciebie najważniejszy i dlaczego?

Jarek Szczęsny: Z jej dorobku wybieram „Circuit City”, gdyż oszałamia do nieprzytomności. To jedno z jej najpotężniejszych dokonań. Nie tylko chroni przed napierającym zewsząd skretynieniem, ale powoduje również skraplanie się wody na suficie.

Agnieszka Szydłowska: Zawsze zapieram się wszystkimi kopytami przed wskazywaniem ulubionych płyt czy utworów. Poznałam siebie na tyle, że znam już na wylot swoją zmienność. ALE w świecie algorytmów i cyfrowych odsłuchów mam na dłoni wynik – moja Moor Mother w ostatnim czasie to ta z płyty „BRASS”, czyli współpracy z Billym Woodsem. Co to za połączenie! Niebywałe, jak klarownie brzmi to artystyczne spotkanie. Ile muzycznych światów, ile możliwości.

Kuba Knera: Tu odpowiem nietypowo – ostatnia płyta „Irreversible Entanglements”. Bardzo podoba mi się debiut z otwarciem w postaci „Chicago – Texas” włącznie, ale ich ostatni dwupłytowy album to konglomerat kultur i metod kompozycyjnych, które bazują na improwizacji. No i popis wspaniałych instrumentalistów, którzy sprawdzają się na żywo, czego doświadczyłem przed rokiem na festiwalu Le Guess Who?

Natalia Zamilska: Album „Fetish Bones” (2016) / utwór „Dead Protest” – to moja pierwsza styczność z tą artystką i pamiętam, że nawet dla mnie było to na tamten czas „zbyt wiele” pod względem muzycznym, nie wspominając o ciężkości przekazu. Do twórczości Moor Mother trzeba dojrzeć i poświęcić jej sporo czasu, żeby zrozumieć, że w tym potężnym hałasie jest zawarta poezja, obdzierająca rzeczywistość z wszelkiego fałszu. Dla mnie Moor Mother to artystka totalna.

Bartek Chaciński: Ulubiony album – z solowych chyba „Circuit City”, bo jest to z jednej strony autorska płyta Moor Mother, z drugiej – w rzeczywistości jest to po części też kontynuacja działań z Irreversible Entanglements, składem jazzowym, który uważam za jeden z najwybitniejszych z dziś działających. Co do utworu – to się zmienia, więc aktualnie chyba „Vexed” na płycie The Buga. Ayewa często występuje gościnnie u innych i jest przykładem artystki, która – raz zaproszona – de facto zagarnia utwór, czyniąc z niego element swojej dyskografii. Moor Mother jest ciągle na fali wznoszącej, bo tegoroczne „Jazz Codes” uważam za album, który dorównuje „Circuit City”.

Gosia Płysa: Jeśli miałabym wybrać najważniejszy dla mnie utwór Moor Mother, to pewnie byłby ten, z którym spędziłam chyba najwięcej czasu w ogóle, czyli „This Week”, który Camae stworzyła wraz z Gengiem na potrzeby naszej, unsoundowej płyty „Intermission”. Poruszający, mroczny i potężny – chociaż krótki, oddaje ciężar momentu, w którym powstawał – w środku pandemii, w Philadelphii, jak reszta Stanów żyjącej protestami BLM.

Łukasz Komła: Najlepszy album solowy Moor Mother to wciąż jej debiutancki „Fetish Bones” i jednocześnie pochodzący z tego krążka utwór „By The Light”. Bo to cholernie mocna płyta, surowa oraz rozszarpująca i dotykająca jeszcze głębiej różnych schorzeń systemu Stanów Zjednoczonych. Idealną soczewką jest właśnie „By The Light”, z której wypełza na światło dzienne z mrocznych czeluści zakłamania chociażby tragiczna śmierć Sandry Bland.

Paulina Żaczek: Najbliżej mojego serca jest album „Irreversible Entanglements”. To debiut, który porywa. Artyści poprzez ognistą odmianę free jazzu i poetyckie narracje eksplorują traumy osób czarnoskórych, poruszającej historii przetrwania. Zespół dobitnie opowiada o rzeczywistości osób czarnoskórych, więc to nie jest album, który włącza się, by oddać się relaksowi po długim dniu, co może wprowadzać w konfuzję słuchaczy przyzwyczajonych do bardziej abstrakcyjnych odmian free jazzu. Poezja i głęboki głos Moor Mother sprawiają, że obcowanie z ich muzyką to bardzo emocjonalne przeżycie.

Moor_Mother | The Seahorse Tavern | OBEY Convention

Który utwór lub szerzej album zaproponowałbyś na start komuś, ktoś nie zna Moor Mother, i dlaczego?

Jarek Szczęsny: Z uwagi na wątki doniosłe, a wręcz fundamentalne dla twórczości Moor Mother można zacząć od utworu „The Blues Remembers Everything the Country Forgot” z Billym Woodsem. Jako dziecko środkowoeuropejskiego narodu z podziwem patrzę, jak słowa ulepione z gniewu uderzają w wybiórczą pamięć Ameryki.

Agnieszka Szydłowska: Zaczęłabym od „Time Float”, czyli pozornie delikatnie. A potem opowiadając o zaangażowaniu i talencie artystki, wskoczyłabym w „Deadbeat Protest”.

Kuba Knera: „After Images”, bo ma w sobie moc, wściekły bit, ale też dosadny przekaz w postaci tekstu. No i w przeciwieństwie do wielu dosyć luźnych jej utworów ten w zwarty i treściwy sposób wyraża złość i frustrację współczesnego świata.

Gosia Płysa: Osobom odkrywającym twórczość Moor Mother polecam jej wspaniałe duo z DJ Haram, czyli 700 Bliss i ich wspólny banger „Cosmic Slop” z debiutanckiej epki „Spa 700”.

Michał Wieczorek: Na start poleciłbym „BRASS”, który jest też zresztą moja ulubioną płytą Moor Mother. Razem z Billym Woodsem i plejadą gości (w tym niesamowitą Amirthą Kidambi) tworzą wielowarstwową opowieść o rasowej opresji, wywodzącą się z jazzu, klasycznego rapu i bluesa. Jest jednocześnie eksperymentalna i przystępna, i chyba najlepiej prezentuje artyzm Moor Mother.

Bartek Chaciński: Najlepszy moment startowy to zeszłoroczny duet z Billym Woodsem, czyli album „BRASS”. Stosunkowo prosty, mieszczący się w szeroko rozumianej formule hip-hopu, która okaże się pewnie przystępna także dla słuchaczy, którzy na co dzień nie szukają klimatów free czy awangardy. A przy tym to wciąż fenomenalny album, dobrze pokazujący ekspresję Ayewy.

Natalia Zamilska: Jestem zwolenniczką rzucania się na głęboką wodę i wkładania rąk w ogień, dlatego na pierwszy rzut zaproponowałabym komuś ten sam numer, od którego ja zaczynałam. Oczywiście, można zacząć od albumu „BRASS” albo nawet ostatniego krążka „Black Encyclopedia of the Air”, który nazwałabym wręcz lirycznym i romantycznym, ale wydaje mi się, że w przypadku Moor Mother to pójście na łatwiznę i ominięcie bardzo ważnego elementu w jej dyskografii. Mało jest w obecnych czasach takich artystów, których twórczość polecałabym jednak poznawać od samego początku do końca. W jej dyskografii nie ma ani jednej niepotrzebnej sekundy, wszystko ma swoje miejsce i znaczenie. Warto rozpocząć tę podróż tam, gdzie zaczęła sama artystka.

Łukasz Komła: Odkrywanie Moor Mother zalecam od wspomnianego „Fetish Bones”, ale w szybkim zestawieniu z jej najnowszym „Black Encyclopedia of the Air” – zaskakująco innym, mniej agresywnym materiałem od wcześniejszych produkcji. Na jednej szali ustawiam również dokonania zespołu Irreversible Entanglements z udziałem Amerykanki, gdzie wielokrotnie Moor Mother prezentuje się jeszcze lepiej niż na solowych płytach.

Paulina Żaczek: Trudne pytanie, bo jej twórczości według mnie nie da się wartościować jako „prostsze/trudniejsze i od tego zacznij”. Myślę, że trzeba wybrać samodzielnie płytę i jej posłuchać, ale tak naprawdę przysiąść i słuchać. Oddanie swojej uwagi to pierwszy dobry krok i dalej już słuchacz sam poczuje, w którą stronę chce iść.