2/2021 Na teraz

#Berlinale2021: zwrot w stronę kina niezależnego

Andrzej Marzec
Film

Berlinale konsekwentnie realizuje wizję festiwalu poszukującego nowych, eksperymentalnych form wyrazu, spragnionego kina niepokornego, które jednocześnie zdaje sprawę z niepokojów współczesności. Zapoczątkowana w zeszłym roku przez nowego dyrektora  Carla Chatriana sekcja Encounters stopniowo zyskuje własny, wyrazisty charakter, a dzięki przyznawanym w jej ramach nagrodom nabiera również właściwego rozmachu. O ile tym razem konkurs główny wygrał najbardziej radykalny i bezkompromisowy festiwalowy obraz („Bad Luck Banging or Loony Porn”), o tyle w przypadku Encounters pierwsza nagroda paradoksalnie trafiła do niezwykle klasycznie zrealizowanego, lecz prawdopodobnie najbardziej wrażliwego filmu w sekcji. Mowa o społecznie zaangażowanym „My” (Nous) w reżyserii Alice Diop. Reżyserka z właściwą sobie uważnością kreśli w nim intymne portrety mieszkańców paryskich przedmieść. Za pomocą kamery próbuje ocalić od zapomnienia okruchy dnia codziennego zmarginalizowanych grup społecznych oraz zobrazować trudne do pokonania podziały współczesnej francuskiej wspólnoty. Niezwykle trafnie ukazuje przepaść między centrum i peryferiami, utrwalaną nie tylko przez rasową dyskryminację i ekonomiczne wykluczenie, ale również przez nostalgię za wizją Francji jako hierarchicznej monarchii.

Seks, kłamstwa i teorie spiskowe

Najbardziej interesujące w tegorocznej odsłonie Encounters były moim zdaniem debiuty – świeże, eksperymentalne głosy młodego pokolenia      filmowców. Należy wspomnieć w tym miejscu o „The Scary of Sixty-First”, czyli prowokacyjnym, złowieszczym thrillerze psychologicznym Dashy Nekrasovej. Amerykańska reżyserka białoruskiego pochodzenia czerpie pełnymi garściami z estetyki włoskich brutalnych horrorów giallo oraz w świadomy sposób odwołuje się do „Oczu szeroko zamkniętych” Stanleya Kubricka czy mrocznej filmografii Romana Polańskiego. Jej film to historia dwóch przyjaciółek (Noelle i Addie), które po ukończeniu koledżu wprowadzają się do ekskluzywnego apartamentu na Manhattanie, a zagadkowo niska cena nieruchomości na Upper East Side nie budzi ich wątpliwości. Gdy okazuje się, że mieszkanie było wcześniej własnością Jeffreya Epsteina – amerykańskiego multimilionera skazanego za przestępstwa seksualne z udziałem nieletnich – spokojne do tej pory życie kobiet zaczyna wymykać się spod kontroli. Addie zostaje opętana przez ducha jednej z ofiar i pogrąża się w seksualnej manii połączonej z regresem do wieku dziecięcego. Natomiast Noelle całkowicie pochłania śledztwo związane z tajemniczym samobójstwem Epsteina w więziennej celi. Nekrasova to ciekawy, mroczny głos niezależnego kina amerykańskiego – bezbłędnie posługuje się filmowymi kliszami, umiejętnie żongluje współczesnymi teoriami spiskowymi i doskonale wyczuwa niepokoje społeczne.

„Nous”, reż. Alice Diop, 2020

Przestrzeń wspólna

„Dziewczyna i pająk” to z kolei europejski debiut zaprezentowany w sekcji. Bracia Ramon i Silvan Zürcher (nagroda za najlepszą reżyserię) stworzyli niezwykle udany, również od strony formalnej, film o współdzieleniu przestrzeni. Bez trudu odnajdziemy w nim inspiracje intymnym kinem Angeli Schanelec czy obrazami codzienności Érica Rohmera. Lisa wyprowadza się z mieszkania i z nadzieją patrzy w przyszłość, z kolei opuszczana przez nią współlokatorka Mara z nostalgią rozpamiętuje wspólnie przeżytą przeszłość. Osią fabuły jest przeprowadzka, dzięki której reżyserzy otwierają dla widza zazwyczaj skrywaną, prywatną, domową przestrzeń, doprowadzając w ten sposób do wielu nieoczekiwanych spotkań oraz przypadkowych zderzeń i zdarzeń. Ich bohaterowie są w nieustannym ruchu, zgiełku oraz krzątaninie, którą dodatkowo potęgują ciekawscy sąsiedzi, biegające dzieci i zwierzęta, urocza ekipa przeprowadzkowa oraz szalejący na korytarzu przeciąg.

Braciom Zürcher udało się w niezwykle oryginalny sposób wyjść z filmowej tradycji opowiadania o dusznej, zamkniętej i hierarchicznie uporządkowanej strukturze domu, którą do tej pory można było do znudzenia interpretować jedynie za pomocą psychoanalitycznych klisz oraz mrocznych tropów rodzinnych. Główną bohaterką ich minimalistycznego obrazu jest sama przestrzeń, zawsze współdzielona z innymi oraz utkana z interakcji – spotkań, spojrzeń, zaczepek, muśnięć, śladów, emocji, nadziei, niepowodzeń i oczekiwań. Przestrzeń, postrzegana zazwyczaj jako gotowe do zamieszkania, zastane miejsce, tutaj okazuje się intensywnym splotem egalitarnych relacji, efektem ciągłego procesu tworzenia – powstaje w wyniku nieustannych negocjacji pomiędzy ludźmi, zwierzętami i przedmiotami. Szwajcarscy reżyserzy pokazują świat, w którym istotny wątek stanowią więzi, nikt nie mieszka tutaj sam, nie wiedzie życia na własną rękę. Według twórców istnieją jedynie rozmaici współlokatorzy – wszyscy są ze sobą połączeni i dlatego noszą na sobie ślady dynamicznych interakcji z ludzkimi oraz nie-ludzkimi innymi. Najlepszym przykładem takiej wizji rzeczywistości jest filmowa Mara, dziewczyna z opryszczką na górnej wardze, która nieustannie uderza się o różne elementy mieszkania oraz wpada na innych ludzi, zostawiając wokół siebie ślady własnego istnienia.

Jedną z najbardziej nowatorskich cech filmu braci Zürcher jest zupełnie nowe podejście do voyeryzmu oraz uprzedmiotawiającego spojrzenia. Tradycyjne kino najczęściej po prostu pozwala widzom, ukrytym w całkowitych ciemnościach, bezkarnie podglądać wystawionych na ich spojrzenie, bezbronnych bohaterów. Zürcherowie tworzą zapraszającą, zawsze otwartą wizualną rzeczywistość utkaną z przecinających się spojrzeń. Ich bohaterowie i bohaterki nieustannie wymieniają się nawzajem spojrzeniami, są oglądani przez innych uczestników wspólnej przestrzeni, którzy biorą udział w przeprowadzce. Między innymi dlatego widzowie filmu nie są w stanie ich uprzedmiotowić      ani wytworzyć intymnej relacji opartej na podglądaniu, niosącej ze sobą uprzedmiotawiającą przyjemność wzrokową. Można powiedzieć, że „Dziewczyna i pająk” to zaprzeczenie wszystkiego, czego nauczyliśmy się do tej pory o klaustrofobicznym domu od reżyserów greckiej nowej fali. Znana z greckich filmów wyzuta z emocji, sterylna, minimalistyczna przestrzeń mieszkania w wyobraźni braci Zürcher przyjmuje postać niesamowicie afektywnej, intensywnej, pulsującej i zapraszającej struktury wytwarzanej za pomocą więzi – opartej przede wszystkim na współodczuwaniu oraz współprzeżywaniu.

Tatarski barok

Wielbicieli nowego, eksperymentalnego kina z pewnością zainteresuje również rosyjski debiut „Córka rybaka”, który można było zobaczyć w tegorocznej sekcji Forum. Artystka wizualna Uldus Bakhtiozina zajmowała się do tej pory głównie fotografią i projektowaniem kostiumów, będących oryginalną reinterpretacją rosyjskich motywów ludowych. Jej charakterystyczny, rozpoznawalny, niezwykle barwny i pełen przepychu styl został określony tatarskim barokiem. Bakhtiozina z dumą podkreśla, że jest w połowie Tatarką i jej twórczość jest bezkompromisowa, reprezentując swobodne podejście do kulturowego dziedzictwa. Między innymi dlatego artystka nie boi się wykorzystywać w swoich kreacjach zapomnianych nakryć głowy (kokoszniki) czy też eksponować srebrnych, ozdobnych nakładek na zęby (grille).

„Córka rybaka” jest częściowo autobiograficzną opowieścią o Polinie, zwykłej dziewczynie, sprzedawczyni ryb. Pewnego dnia wyświadcza przysługę napotkanej przez siebie babuszce i otrzymuje od niej w darze herbatę na bezsenność. Wypity przed snem napar przenosi bohaterkę do baśniowej rzeczywistości, w której przechodząc szereg prób, musi udowodnić, że jest urodzoną carówną (ang. tzarevna). Szybko okazuje się, że sukces w barwnym i bogatym świecie marzeń sennych uzależniony jest od niemającej końca biurokracji i wręczanych łapówek. Bakhtiozina, inspirując się rosyjskimi baśniami i folklorem, kreśli słodko-gorzki obraz postsowieckiej rzeczywistości. Reżyserka w niezwykle oryginalny sposób udowadnia, że kultura pogoni za iluzorycznym sukcesem nie jest wcale nowym zjawiskiem. Nieco zmurszałe i budzące uśmiech na twarzy baśniowe pragnienie zostania księżniczką ma więcej wspólnego ze współczesnym instagramowym światem influencerów i celebrytów, niż może nam się wydawać.

***

Berlinale 2020 przez długi czas funkcjonowało w wyobraźni ludzi filmu jako ostatni międzynarodowy festiwal filmowy, który miał miejsce jeszcze w starej, przedpandemicznej rzeczywistości. Tegoroczna edycja odbywała się całkowicie online i pokazała, że pandemia nie sprzyja produkcjom kina głównego nurtu, lecz raczej alternatywnym twórcom oraz debiutom. Berliński festiwal zgodnie z wizją oraz zapowiedziami Carla Chatriana zdecydowanie zmierza w kierunku imprezy skupionej na kinie niezależnym. Czas pokaże, czy to trwała i zamierzona tendencja, czy jedynie sytuacja przejściowa, wymuszona rzeczywistością pandemiczną, niezwykle trudną dla wysokobudżetowej kinematografii.

71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie
1–5.03.2021 / 9–20.06.2021