Nr 25-26/2025 Na teraz

Amerykański koszmar

Dominika Gracz-Moskwa
Komiks

Bohater „Ameryki” nie trafia do Nowego Świata czy ziemi obiecanej – ani on nie jest przybyszem z głową pełną planów marzeń o nowej, wspaniałej przyszłości, ani Ameryka nie jest miejscem, w którym wszystkie nadzieje się ziszczą. Najpierw skrzywdzony, następnie osamotniony Karl Rossmann przybywa do Nowego Jorku, aby zniknąć. I rzeczywiście zaczyna znikać – wraz z kolejnymi wydarzeniami, strona po stronie ginie jego niewinność, a on sam powoli nasiąka mrokiem, brutalnością i nieprzewidywalnością, którą proponuje mu nowa rzeczywistość.

Do nowojorskiego portu szesnastoletni Karl przybywa na pokładzie transatlantyku z Hamburga. W podróż z Europy wyruszył z przymusu – po tym, jak ponad dwukrotnie starsza od niego służąca uwiodła go i zaszła z nim w ciążę, rodzina postanowiła usunąć go z widoku i umieścić pod opieką mieszkającego w Ameryce wujka. Jednak zrządzeniem losu i w konsekwencji swoich dziwnych, nielogicznych (a może i głupich) decyzji, Karl trafia na ulicę. Szukając pracy, trafia w nieciekawe towarzystwo. W końcu jego sytuacja komplikuje się na tyle, że ratować może się jedynie kolejną ucieczką. Lecz dokąd uciekać, skoro już jest się w miejscu ucieczki?

„Ameryka” Piotra Dumały to komiksowa interpretacja nieukończonej powieści Franza Kafki, znanej także pod tytułem „Zaginiony”. Celowo nazywam wydany przez NAGLE! tom interpretacją, a nie adaptacją, bo Dumała powieść traktuje raczej jak punkt wyjścia, lecz dalej nie podąża ściśle za Kafką (o ile da się w ogóle podążać za czymś, czemu pisarz nie zdołał nadać ostatecznego kształtu). Nadaje całości autorskiego charakteru, mieszając niektóre elementy opowiadanej historii, a także proponując alternatywne zakończenie. Przy tym wszystkim pozostaje jednak wierny Kafkowskiemu duchowi w najogólniejszym ujęciu: nadal czytamy historię przede wszystkim o zderzeniu jednostki z absurdem wszelkiej maści sytuacji i systemów. „Ameryka” nie jest zatem typowym komiksem „na motywach powieści”. To opowieść na wskroś kafkowska, ale jednocześnie w pełni autorska.

Bohater oddelegowywany jest do kolejnych osób i wiedziony do kolejnych miejsc, w których czeka na niego moralne zepsucie. Ze strony na stronę Karl podejmuje serię błędnych, czasem nielogicznych decyzji, ale równie często jest po prostu w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Czuć w interpretacji Dumały niejaką sympatię do bohatera, który jawi się nie tyle jako nieodpowiedzialny czy głupi, ile jako niedoświadczony życiowo, nieco naiwny, raczej poczciwy. Autorska empatia przekłada się na perspektywę czytelniczą: w trakcie lektury nie odczuwałam irytacji na Karla czy lekkiego zażenowania jego postępowaniem, lecz współczucie wobec jego sytuacji.

Już pierwsze ujęcie na twarz młodego Karla wskazuje, że mamy do czynienia z wystraszonym dzieckiem. Z zamyślenia chłopca wyrywa widok upadającego ciała. Starszy mężczyzna umiera na serce – ucieczka do innego świata od początku naznaczona jest nieszczęściem i śmiercią. Jednak nazajutrz ten sam człowiek towarzyszy Karlowi w rozmowie z kapitanem. To jasny sygnał: bohater pozostawił za sobą nie tylko rodzinny dom, ale i realny, racjonalny świat. Ameryka jawi się – jak zwykło się o niej mitologizująco mówić – jako sen, ale jest to sen koszmarny. Statua Wolności nie trzyma pochodni, lecz miecz, a jej twarz na okładce, jakby nieludzka, wykrzywiona jest w grymasie bólu i złości – nie wiemy, czy to dlatego, że patrzymy na nią oczami Karla, czy dlatego, że świat przedstawiony nie ukrywa przez nami swojego charakteru.

W komiksowej Ameryce bowiem cała rzeczywistość ulega wykrzywieniu, a poczucie realności jest zachwiane. To, co określić można by jako realne, nieustannie miesza się z podejrzanym, niepewnym, dziwnym. Niczym we śnie, nie jesteśmy tu ani we władzy wydarzeń, ani we władzy nas samych – w ramach kolejnych perypetii Karl jest z pozoru autonomiczny, gdyż podejmuje samodzielnie decyzje, ale zarazem całkowicie autonomii pozbawiony, gdyż nie osiąga sprawstwa: nie zyskuje wpływu na przebieg wydarzeń.

Labilność widoczna jest także na planie rysunku. Dumała jednak się na niej nie zatrzymuje, dodatkowo podkreślając nierzeczywisty charakter świata przedstawionego poprzez zestawienie elementów z różnych porządków czasowych. Graficzny projekt Ameryki, jak wyjaśniał sam autor, inspirowany był latami 30. XX wieku, ale w kadrach pojawiają się nowocześnie wyglądające auta czy telefon komórkowy. Czas nie ma tu jednego porządku czy wymiaru: to, co dla bohatera stanowi dni i miesiące, dla Ameryki często oznacza lata i dekady.

Pod koniec komiksu twarz Karla ponownie nabierze wyrazu z pierwszego kadru – będzie to tuż przy końcu historii, na moment przed popełnieniem przez bohatera zabójstwa. Mam wrażenie, że pomiędzy tymi scenami twarz Karla fluktuuje pod wpływem miejsca, do którego trafia i sytuacji, w której się znajduje. Skoro w komiksowej rzeczywistości ani czas nie jest pewny, ani miejsce nie jest stałe, dlaczego w pełni dookreśloną miałaby być twarz? Więc kiedy inni bohaterowie, trochę kafkowsko, a trochę baśniowo, na moment stają się kotem i lisem, Karl na pozór pozostaje sobą. Ale to tylko pozór, który oddaje kreska – bo faktycznie chłopca schodzącego z pokładu statku w pierwszych kadrach od bohatera wsiadającego do pociągu na końcu historii dzieli wiele.

Dumała opowiada, że uczył się rysować twarz bohatera – podczas tworzenia kolejnych szkiców szukał jej wyrazu, aż wypracował odpowiedni efekt; czytając komiks, przypuszczam, że to świat przedstawiony podyktował autorowi kontury wizerunku bohatera.

Charakterystyczny dla „Ameryki” jest przymus ciągłego ruchu. Dynamizm historii podkreśla także pewna dramaturgia rysunku. Kreska – splątana, czasem jakby niedopracowana, czasem znowu zbyt gęsta, tak że potrzeba momentu, aby wyłuskać z niej kształt czy detal – zdaje się nieustannie drgać. Dumała tłumaczy swoje decyzje w załączonym do komiksu wywiadzie – sposób prowadzenia kadrów miał posłużyć do uzyskania efektu filmowego. Warto dodać, że Dumała potrafi świetnie myśleć kadrami filmowymi, gdyż stoi za nim pokaźny dorobek animacyjny. Także w komiksie autor świetnie żongluje różnymi rodzajami ujęć – dalekimi pozwala nam na oddech, a gdy chce wywołać poczucie napięcia lub podnieść emocje, sięga po zbliżenia i szczegóły.

Rysunkowy kunszt autora uwidacznia się zarówno w spokojnych, szerokich planach (jak wtedy, gdy transatlantyk dobija do portu czy w szkicach miejskich pejzaży), jak i (a może: przede wszystkim) w mocnych zbliżeniach, w zabawie światłocieniem czy w momentach emocjonalnego apogeum. Co ciekawe, zdecydowana większość dialogów prowadzona jest w dość dużym zbliżeniu – w kadrach często mieszczą się jedynie twarze, co podkreśla pewną atmosferę duszności, ale i niejasności, zamieszania, chaosu.

Ponad sto lat po powstaniu powieściowego pierwowzoru „Ameryka” nie przestała być aktualna. I nie chodzi przy tym tylko o pewną „ponadczasowość” Kafkowskiej historii, ale o współczesny kontekst. Trafnie wskazuje na nie Krzysztof Ostrowski, wspominając o socjopolitycznych zmianach, które dotykają współczesne Stany Zjednoczone – autor porównuje medialne relacje, w których parapolicyjne organy ICE „polują” na nielegalnych imigrantów, z końcowymi fragmentami komiksu, w których Karl ucieka przed policją, a jej funkcjonariusze patrolują dworzec i jego okolice, zatrzymując i legitymując kolejne osoby. Ameryka – ta realna – zmienia się, a wraz z tym opowieść Kafki nabiera kolejnych kontekstów. Nigdy nie była uniwersalna – ale wciąż jawi się jako aktualna. Nigdy też nie została zamknięta – Kafka swojej „Ameryki” nie ukończył, a Dumała dał nam otwarte zakończenie – pozostaje więc liczyć, że wraz z kolejną zmianą kafkowska rzeczywistość utraci na aktualności.

„Ameryka”
Na motywach powieści Franza Kafki
Rysunki: Piotr Dumała
Redaktor prowadzący: Krzysztof Ostrowski
Wydawnictwo NAGLE!