27 marca 2012

Sacrum i profanum

Wiera – bohaterka „Wygnania”, poprzedniego filmu Andrieja Zwiagincewa – wolała umrzeć, niż u boku najbliższej osoby pędzić życie pozbawione wzajemnego zrozumienia i bliskości. W „Elenie”, która właśnie gości na naszych ekranach, rosyjski reżyser pokazuje świat całkowicie wyzuty z jakichkolwiek emocjonalnych więzi. Wspólne rozmowy zostały zastąpione oglądaniem telewizji w osobnych pokojach i graniem na konsoli. Wzajemny kontakt ogranicza się do dyskusji o pieniądzach i zdawkowego pytania: „co masz dzisiaj w planach?”.

„Wygnanie”, podobnie jak debiutancki „Powrót”, rozgrywało się w przestrzeni symbolicznego pustkowia – poza konkretnym czasem i miejscem. Brakowało odniesień do współczesności czy określonego okresu historycznego. Filmy te miały moc uogólnień – moralitetów utkanych z religijnych symboli i odniesień, które przypominały dzieła Andrieja Tarkowskiego. W tym tkwiła ich siła – zamierzona metaforyczność pozwalała bez patetycznej nachalności posługiwać się symbolem, przede wszystkim religijnym, i wpisywać opowiadaną historię w prawosławną wrażliwość. W „Elenie” Zwiagincew osadził akcję w realistycznej współczesności z brzęczącymi telewizorami i społecznymi nierównościami. Mimo danego czasu filmowego, miejsce ponownie zostało niedookreślone. Elena żyje wraz z dobrze sytuowanym mężem w dużym mieście. Gdyby jednak nie fakt, że bohaterowie mówią po rosyjsku, akcja filmu mogłaby się rozgrywać gdziekolwiek na świecie.

Wraz z wpisaniem fabuły we współczesność znikła – chciałoby się powiedzieć: na szczęście – religijna symbolika, tak charakterystyczna dla poprzednich filmów Zwiagincewa. Tu mogłaby ona stać się natarczywym, obcym elementem, zbyt dosłownie komentującym oglądane wydarzenia. Nie oznacza to, że autor „Powrotu” zrezygnował z chrześcijańskiego kontekstu – wciąż pozostaje dla niego ważnym punktem odniesienia. Brak wartości religijnych w życiu bohaterów staje się probierzem ich etyczności. Zwiagincew jawi się jako prawosławny moralista, który podobnie jak inny młody rosyjski reżyser – Iwan Wyrypajew, autor „Euforii” i „Tlenu” – widzi w powrocie do Cerkwi szanse na moralne odrodzenie rosyjskiego społeczeństwa.

U Zwiagincewa jawi się ono jako zbiór egoistycznych jednostek, martwiących się jedynie o hedonistyczne przyjemności i osobistą wygodę, nie potrafiących ze sobą rozmawiać i okazywać sobie prawdziwych uczuć. Jedyną osobą, która dba o kogoś innego niż o samą siebie, jest tytułowa bohaterka. Symptomatyczny jest fakt, że tylko ona zostaje w filmie pokazana w cerkwi. Żyje, opływając w luksusy, ze starszym, dobrze sytuowanym mężczyzną, którego poznała w szpitalu, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Dziś nie musi już chodzić do pracy, do jej obowiązków należy tylko robienie mężowi porannej kawy i opieka nad luksusowym apartamentem. Elena stara się również finansowo pomagać synowi z wcześniejszego małżeństwa, dla którego pieniądze wyciągane od matki są jedynym źródłem utrzymania. Sam nie pracuje, a całe dnie spędza przed telewizorem, opróżniając kolejne butelki piwa. Impulsem do aktywności nie są nawet kolejne rodzące się z „wpadek” dzieci. Opieka nad nimi ogranicza się jedynie do ciągłego nagabywania matki o kolejne pieniądze. Tym razem niezbędne są do opłacenie studiów, by jego dorastający syn uniknął wojska.

Nieskończone pokłady dobra Eleny i jej matczyny instynkt stają w konflikcie z wyrachowaniem syna i chłodną kalkulacją współczesnego świata, którą reprezentuje jej mąż. Sprzeczka o pieniądze ujawnia różnice w ich systemach wartości. Niemożność porozumienia pcha kobietę do podjęcia drastycznych kroków, wpychających w kołowrót zła. Bohaterka Zwiagincewa staje się odwrotnością postaci Faustowskiego Mefistofelesa, który „zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”. Elena jawi się jako święta, biorąca na siebie w imię wartości brzemię grzechu. Jest ostatnią piastunką cnót, której poczynania trudno jednoznacznie oceniać. Jak postać z greckiej tragedii zmuszona jest stawiać na szali sprzeczne wartości, a każdy jej wybór oznacza czyjś dramat.

Taka konstrukcja postaci i struktury opowieści była niezwykle ryzykowna. Paradoksalnie, mogła doprowadzić do apologii nihilizmu czy wręcz amoralności. Zdaje się jednak, że Zwiagincew, nie oceniając w sposób jednoznaczny wyborów Eleny, uniknął wpadnięcia we własne, etyczne sidła. Dzięki temu jej świętość posiada rysę – jest skażona złem. To sprawia, że Elena jest postacią prawdziwie tragiczną, wymykającą się prostym binarnym ocenom moralnym.

Zniuansowanie bohaterki nie przybliżyło jej jednak do rzeczywistości. Niestety to, co sprawdzało się w jego symbolicznych, parareligijnych przypowieściach, nie wyszło w filmie predysponującym do bycia komentarzem do współczesnego świata. Bohaterowie wcześniejszych filmów Zwiagincewa byli raczej symbolami niż ludźmi z krwi i kości. Na przykład postacie grane przez Konstantina Ławronienko były stylizowane na archetypiczne figury Ojca i Męża. Podobnie jest z Eleną – wydaje się bohaterką pochodzącą z moralitetu, brak jej psychologicznej wiarygodności. Choć jest otoczona przez zwykłą, realistyczną rzeczywistość, nie pasuje do niej – jest potężniejsza od życia. Brak jej racjonalnych motywów i prawdopodobnych reakcji – jest jedynie metaforą niepasującą do kontekstu. Rosyjski reżyser chciał zbyt wiele: pogodzić swoją poetycką, metaforyczną wrażliwość, z której był dotąd znany, z realizmem współczesnego świata. Te porządki jednak do siebie nie pasują – przedstawiona rzeczywistość rozpada się, tchnie fałszem.

Zwiagincew kolejny raz powziął temat konfliktu instytucji rodziny i międzyludzkich relacji. W „Powrocie” skonfrontował dorastających synów z niewidzianym od kilkunastu lat ojcem. W „Wygnaniu” z kolei przestawił dramat małżeńskiego niezrozumienia i towarzyszącej mu samotności. Znane z wcześniejszych filmów wątki podejmuje również w „Elenie”. Tym razem jednak chciał pójść krok dalej – osadzić metafizyczną przypowieść w realistycznej scenografii i zaopatrzyć we współczesne konteksty. Zastosował te same środki formalne: ograniczył dialogi i skupił na śledzeniu codziennych, pozornie nic nie znaczących czynności. Nieśpieszne, długie ruchy kamery wprowadzają w filmach Zwiagincewa klimat kontemplacji – pewien rodzaj uświęcenia oglądanych wydarzeń. Dzięki nim tworzy się przestrzeń sacrum, która w przypadku „Eleny” zostaje skontrastowana z profanum realistycznie przedstawionej rzeczywistości. Rodzący się dysonans nie posiada siły uogólnienia, a jedynie razi nieprawdopodobieństwem.

 

„Elena”
reżyseria: Andriej Zwiagincew
dystrybucja: Against Gravity
premiera 23.03.2012

Na straży różnicy
17 sierpnia 2018

Na straży różnicy

„Ani zwrot ikoniczny, ani internet nie sprawiły, że literatura zdezaktualizowała się. To właśnie jej potencjał opowieściowy może być dziś wykorzystany przeciwko cyfrowo wywoływanej amnezji i zwężonej perspektywie doświadczenia czasowości” – rozmowa z Andreasem Huyssenem...

W tym seksie jest metoda?
09 sierpnia 2018

W tym seksie jest metoda?

„Lekkie historie, literatura eskapistyczna” ‑ tak ogólnikowo i samodegradująco (?) swą twórczość określa Milo Manara. Dla włoskiego rysownika w centrum zainteresowania tych pozornie niewyszukanych opowieści znajdują się kobiece ciało i odważna erotyka...