07 lutego 2018
opart1
Jesús Rafael Soto, „Pénétrable BBL bleu”, fot. Bartosz Stawiarski
opart2
Fot. Bartosz Stawiarski
opart3
Henryk Stażewski, „Relief metalowy nr 4”, 1966. Dzięki uprzejmości Galerii Starmach

Ruch i złudzenia

Muzeum Sztuki Nowoczesnej jeszcze tylko do niedzieli prezentuje prace europejskich artystów tworzących sztukę optyczną i kinetyczną w kontekście dzieł twórców z Ameryki Łacińskiej. Równolegle w stolicy odbyła się obszerna, zorganizowana przez Fundację Stefana Gierowskiego wystawa „Przygody z op-artem”, a dodatkowe przykłady prac wykorzystujących złudzenia optyczne można było znaleźć na „Utracie równowagi” w U–jazdowskim. Ten kuratorski wielogłos w dyskursie dotyczącym op-artu znajduje swoje odzwierciedlenie na aukcjach sztuki, gdzie sztuka optyczna również cieszy się sporym zainteresowaniem.

Zjawisko współczesnego op-artu trafnie udało się zdiagnozować w tekście towarzyszącym wystawie Fundacji Stefana Gierowskiego, w którym „Przygody z op-artem” zostały nazwane „próbą odpowiedzi na pytanie o obecność nurtu op-art w sztuce polskiej, nie tylko w czasie jego największej popularności, ale także współcześnie”. Wśród prezentowanych przez organizację prac pokazano dzieła wielu znanych polskich artystów: Ryszarda Winiarskiego, Zofii Artymowskiej czy Wojciecha Fangora, ale obok nich pojawiły się również nazwiska młodszych twórców, takich jak Karol Komorowski (rocznik 1994). Niestety współczesnego kontekstu zabrakło w Muzeum Sztuki Nowoczesnej, gdzie kuratorka wystawy, Marta Dziewańska, zdecydowała się ograniczyć do twórczości z lat 50., 60. i 70.

W trzeciej dekadzie ubiegłego stulecia zauroczeni dadaizmem, konstruktywizmem i rozwojem techniki artyści zaczęli wprowadzać do swoich prac ruch. Pionierem sztuki kinetycznej był tworzący na początku XX wieku konstruktywista, Naum Gabo, a za jednego z głównych twórców tego kierunku uchodzi Alexander Calder. Kinetyzm wykorzystywał naturalny przepływ powietrza lub specjalnie skonstruowane mechanizmy, dzięki którym przedmiot nie był już statyczny jak tradycyjna rzeźba, a percepcja patrzącego ulegała zmianie. Kinetyczne obiekty osiągnęły apogeum popularności w latach 50. i 60., aby stać się punktem wyjścia dla malarzy tworzących w duchu bazującego na złudzeniu optycznym op-artu i ostatecznie ustąpić miejsca artystom z tego nurtu w latach 70. Pierwsi przedstawiciele op-artu, między innymi prezentowani w MSN-ie Carlos Cruz-Diez, Jesús Rafael Soto i Victor Vasarely, zaczęli eksperymentować z geometrycznymi kształtami, pozorując ruch i zmuszając widza do zaangażowania. O ile Soto często wykorzystywał ruchome elementy, budując pomost między kinetyzmem a op-artem, o tyle Cruz-Diez i Vasarely, autor słynnej „Zebry” z lat 30., uważani są za prekursorów „czystej” sztuki optycznej.

Ekspozycja w pawilonie nad Wisłą nie powstałaby, gdyby nie współpraca instytucji z dwóch kontynentów: warszawskiego muzeum, Muzeum Sztuki Współczesnej Garaż w Moskwie i SESC São Paulo. Po MSN-ie ekspozycja odwiedzi dwa pozostałe muzea. Tytuł warszawskiej wystawy, „Inny Trans-Atlantyk”, stanowi nawiązanie do powieści Witolda Gombrowicza, której główny bohater migruje do Argentyny. Dziewańska odnosi się przewrotnie do dawnej lektury szkolnej, aby wskazać podobieństwa łączące artystów z Europy Środkowo-Wschodniej i Ameryki Łacińskiej. Oglądając ich op-artowe oraz kinetyczne prace, można odnieść wrażenie, że w podobny sposób doświadczają rzeczywistości i posługują się tymi samymi środkami wyrazu.

Prace ponad trzydziestu pięciu eksponowanych w MSN-ie twórców i kolektywów twórczych reprezentują logiczne myślenie o sztuce i są efektem eksperymentów ze złudzeniami optycznymi. Mimo że można znaleźć dla nich wspólny mianownik w postaci fascynacji autorów efektami wizualnymi, cechuje je duża różnorodność. Z jednej strony są one przesiąknięte niespokojnym duchem epoki, z drugiej – mają charakter czysto estetyczny. Ich funkcja ozdobna bierze górę nad krytyczną. Niektóre rzeźby, obrazy czy obiekty wyglądają jak ciekawy dodatek do wyposażenia wnętrza. Jedne zawieszono nad wysokim sufitem, inne umieszczono w gablotach lub wyeksponowano na ściankach, podłodze oraz przed muzealnym gmachem. Surowa, betonowa bryła muzeum nad Wisłą pozwala obcować z poszczególnymi pracami bez poczucia przytłoczenia czy przeładowania. Patrzący może dać się uwieść rozmaitym wrażeniom wzrokowym.

Gdy odbiorca intensywnie wpatruje się w obrazy Milana Dobesia (ur. 1929), proste linie i statyczne kręgi zaczynają falować jak meduzy, a figury geometryczne po pewnym czasie wyglądają na zdeformowane. „Studium przestrzeni” Wojciecha Fangora (1922–2015) także bazuje na złudzeniu optycznym. Oglądającemu wydaje się, że obraz świeci niczym słońce. Dłuższa obserwacja płótna sprzyja kontemplacji. W podobny nastrój może wprawić kolorowy „Obiekt kinetyczny P-28” Abrahama Palatnika (ur. 1928), który przypomina obraz Joana Miró w trójwymiarze. Obserwacja skomplikowanego, umieszczonego w szklanej gablocie mechanizmu przywodzącego na myśl wnętrze zegara działa uspokajająco i kojąco.

Z kolei Lygię Clark (1920–1988), która sięga po aluminiową blachę czy tworzącego w stali nierdzewnej Vojina Bakicia (1915–1992) cechowało zamiłowanie do ostrej, kanciastej, ekspresjonistycznej formy, w której światło przechadza się po powierzchni rzeźby. Carlos Cruz-Diez (ur. 1923) do wymienionych wyżej materiałów wprowadza akryl, malując geometryczne figury ukryte za pionowymi, barwnymi żaluzjami. I tak w „Physichromie No. 1025”, poprzez odpowiednie nałożenie farby, artysta wywołuje złudzenie drgania i migotania nieruchomych blaszek.

Podobne efekty uzyskiwał Jesús Rafael Soto (1919–2005). Jedna z jego wielkoformatowych prac, „Pénétrable BBL bleu”, została umieszczona przed wejściem do muzeum. Artysta zbudował konstrukcję w kształcie sześcianu, w której zawiesił tysiące nylonowych, niebieskich obwódek na druty z PCV. Mienią się one w świetle dziennym jak dyskotekowa kula. Obiekt jest interaktywny – można do niego wejść, przespacerować się po jego wnętrzu. Praca szczególnie przypadła do gustu odwiedzającym, o czym świadczy ilość selfie, jakie pojawiły się na Facebooku. Interaktywna jest również „Pierwsza wibracja” Soto – metalowe, sterczące kwadraty przymocowane do płótna pokrytego cienkimi deseczkami. „Działa”, gdy patrzący się porusza – można wówczas odnieść wrażenie, że kwadraty wibrują.

Największe jednak wrażenie zrobiły na mnie „Zatrzymane fale prawdopodobieństwa” Miry Schendel (1919–1988). Mimo że artystka była agnostyczką, przygotowała instalację dotykającą problemu istnienia Boga. Podobnie jak Soto, stworzyła prostokątną, trójwymiarową konstrukcję. Z jej „sufitu” zwisają przeźroczyste, mieniące się odcieniami bieli, nylonowe żyłki. Przypominają włosy starego człowieka, ale także – promienie słońca. Widz ogląda je, przechadzając się dookoła wąskimi, przytulonymi do ścian pomieszczenia korytarzami. Na jednej ze ścian umieszczono tekst na szkle akrylowym – cytat z 1 Księgi Królewskiej. Opowiada on o wichurze, trzęsieniu ziemi i pożarze, w których nie było Pana, a po których powstał „szmer łagodnego powiewu”. Pracę można interpretować jako próbę zakwestionowania istnienia Boga lub wręcz przeciwnie – manifest jego obecności i przenikania materii. Bóg niósłby ukojenie po wielkich wyładowaniach. Zestawienie postaci Stwórcy z ukazaną w subtelny sposób naturą sugeruje zmienność wszystkiego, co nas otacza. Z anielskich włosów bije blask. Migoczące w nich światło wywołuje wrażenie ruchu, ale zarazem pustki. Praca zachwyca, a jednocześnie wysuwa na plan pierwszy zwątpienie w istnienie Boga. Jej ambiwalentna wymowa sprawia, że z jednej strony stanowi manifest agnostycyzmu, a z drugiej – może być źródłem interpretacji religijnych.

Po obejrzeniu dwóch op-artowych wystaw zadałam sobie pytanie o tajemnicę nieśmiertelności tego kierunku. Kluczem do zrozumienia fenomenu sztuki optycznej jest jej dekoracyjność połączona z rozrywką. Prace utrzymane w tym stylu wciągają, intrygują, niosą ze sobą pewną niespodziankę i obietnicę dodatkowych wrażeń. Ich abstrakcyjne formy na pierwszy rzut oka przypominają finezyjne tapety lub tkaniny w oryginalny deseń. Wiadomo jednak, że należy wejść z nimi w kontakt, poświęcić im odpowiednio dużo uwagi, obejrzeć z właściwej odległości. Dopiero w tej zabawie pozornie nieruchome kształty zaczynają żyć własnym życiem, układają się w nowe obrazy i wzory. Każda praca stanowi wyzwanie i zarazem zagadkę. Ta pasująca do salonów twórczość wynurzona z konstruktywistycznej myśli najzwyczajniej w świecie wciąga i staje się źródłem satysfakcji za każdym razem, kiedy uda się przejrzeć ideę artysty.

 

„Inny Trans-Atlantyk. Sztuka kinetyczna i op-art w Europie Wschodniej i Ameryce Łacińskiej w latach 50.–70.”
artyści: Władimir Akulinin, Vojin Bakić, Martha Boto, Feliza Bursztyn, Lygia Clark, Carlos Cruz-Diez, Milan Dobeš, Grupa Dwiżenije, Wojciech Fangor, Constantin Flondor, Vladimir Galkin, Oskar Hansen, Francisco Infante, Jerzy Jarnuszkiewicz, Julije Knifer, Wiaczesław Kolejczuk, Gyula Košice, Grzegorz Kowalski, Vlado Kristl, Julio Le Parc, Almir da Silva Mavignier, Grupa Mir, Vera Molnar, Lev Nussberg, Hélio Oiticica, Abraham Palatnik, Andrzej Pawłowski, Grupa Prometeusz, Ivan Picelj, Ludmiła Popiel, Wieńczysław Richter, Jerzy Rosołowicz, Mira Schendel, Nicholas Schöffer, Grupa Sigma, Jesus Rafael Soto, Aleksandr Srnec, Henryk Stażewski, Zdeněk Sýkora, Victor Vasarely, Magdalena Więcek, Ryszard Winiarski
Zespół kuratorski: Marta Dziewańska, Dieter Roelstraete, Abigail Winograd
Warszawa, MSN, 17.11.2017 – 11.02.2018
Moskwa, Muzeum Sztuki Współczesnej Garaż, 17.03–9.05.2018
SESC São Paulo, 25.07–30.09.2018

Sendlerowa to nie „Polka Nieskazitelna”
25 kwietnia 2018

Sendlerowa to nie „Polka Nieskazitelna”

„Sendlerowa” jest opowieścią o wyjątkowym człowieku i całej masie ludzi, którzy zostali zmuszeni, by sprostać sytuacji trudnej do wyobrażenia – rozmowa z przewodniczącym jury Poznańskiej Nagrody Literackiej, profesorem Piotrem Śliwińskim, o książce Anny Bikont  „Sendlerowa...