05 grudnia 2012

Propaganda bezbożnego ateizmu

Jakiś czas temu w „Rzeczpospolitej” ukazał się tekst Grzegorza Górnego na temat billboardów, które pojawiły się w niektórych polskich miastach za sprawą laickich organizacji. Górny interpretuje akcję jako brutalny atak na chrześcijaństwo, w której pomysłodawcy kampanii zrównują wiarę z morderstwami i złodziejstwem, pisze także, że dla chrześcijan nie ulega wątpliwości, iż można być dobrym człowiekiem, nie wierząc w Boga, cała akcja zatem jest zwyczajnie chybiona.

Wydaje się, że współzałożyciel „Frondy” popełnił w swoim felietonie dwa poważne błędy. Po pierwsze, nie jest tak, że dla większości chrześcijan człowiek niewierzący może być dobry. Nawet pobieżne empiryczne badania w środowisku ludzi wierzących mogą wykazać, że religia uznawana jest przez nich za źródło moralności, ateiści nie mogą zatem posiadać moralności, a ci, którzy ją posiadają, albo są dziwacznymi wyjątkami od reguły, albo wierzą tylko jeszcze o tym nie wiedzą. Drugi błąd to mylna interpretacja samego plakatu. Wymowa billboardu: „nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”, jest bardziej subtelna wymowy niż zakłada to Górny. Nie stawia znaku równości między wiarą a zabójstwem i złodziejstwem, plakat przedstawia graficznie formularz, w którym obok zdań zakreśla się w kwadraciku twierdzącą odpowiedź. Plakat mówi zatem wyłącznie o tym, że nie trzeba być wierzącym, by respektować podobne do chrześcijan zasady moralne i że nie muszą one wypływać z wiary religijnej. Charakterystyczne jest to, że coming out ateistów oceniany jest jako działanie w swej istocie agresywne, natomiast podobne akcje katolików traktowane są jako naturalne prawo do wyrażania swoich poglądów. Stąd tylko krok do ogłoszenia krucjaty do walki z „propagandą bezbożnego ateizmu”.

O tym, czy moralność można wywodzić z wierzeń religijnych, w interesujący sposób opowiada książka Pawła Michalaka „Jeśli bóg jest” (w książce autor konsekwentnie pisze słowo „bóg” małą literą). Tytuł ten w przewrotny sposób nawiązuje do słynnego dzieła Leszka Kołakowskiego „Jeżeli Boga nie ma”. I jeśli Kołakowski, sam nie deklarujący się jako osoba wierząca, w błyskotliwy sposób wykazywał, że nawet jeśli Boga nie ma, to powinien on być – Michalak głosi tezę zupełnie przeciwną. Pisze wprost, że doktryna chrześcijańska jest największym (mierzonym liczbą wyznawców) fałszem w historii ludzkości. „Wiara – pisze Michalak – jest w najlepszym razie niegroźną naiwnością, w najgorszym – zagrożeniem dla otoczenia wierzących i ich samych. Współcześnie, obok zmian klimatycznych i groźby poważnych kryzysów politycznych oraz gospodarczych, religijna indoktrynacja i fanatyzm należą do największych zagrożeń cywilizacyjnych”. Książka Michalaka bliższa jest zresztą pisarstwu Richarda Dawkinsa niż twórczości wybitnego polskiego filozofa. Przyczynia się do tego wykształcenie i praktyka zawodowa autora, który jest profesorem genetyki i genomiki w Wirginskim Instytucie Bioinformatyki, autorem licznych prac naukowych z zakresu genetyki ewolucyjnej, a swoje publikacje umieszczał między innymi w prestiżowym czasopiśmie „Science”. Z tego powodu porównania z „Bogiem urojonym” Dawkinsa nasuwają się same. Polski autor, będący podobnie jak Dawkins biologiem, odwołuje się w swoim wywodzie do podobnych argumentów, sięgając po przykłady z dziedziny genetyki czy pokazując, w jaki sposób proces ewolucji wpływał na nasze dzisiejsze warunki fizyczne i psychiczne.

Podobnie jak wychowany w tradycji anglosaskiej eseistyki autor „Ślepego zegarmistrza”, Michalak nie boi się wykraczać poza dziedzinę, w której jest specjalistą. Choć zapewne za to tak, jak jego poprzednika, spotkają go zarzuty, czytelnik będzie mógł osobiście ocenić, na ile zdroworozsądkowa argumentacja Michalaka jest uzasadniona. Zestaw tych zarzutów jest łatwy do przewidzenia, autor nie jest teologiem, nie jest biblistą, archeologiem i historykiem, jego tezy można więc potraktować jako publicystyczne. Nie zmienia to jednak ich wagi i nie zdejmuje z jego polemistów obowiązku rzeczowego ustosunkowania się do nich. O tym, że istnieje poważny kłopot z krytyką religii, świadczy chociażby niedawno publikowany w „Polityce” (41/2012) wywiad z psychologiem doktorem Andrzejem Molendą. Opowiada on o syndromie, który nazywa „zatruciem Bogiem” i o zidentyfikowanej już w latach 50. ubiegłego wieku jednostce chorobowej zwanej nerwicą eklezjogenną, której przyczyną jest agresywna indoktrynacja obrazem surowego Boga w dzieciństwie. Jednocześnie zastrzega, że deklaracja niewiary bywa po prostu ucieczką na skutek urazu do Boga i Kościoła.

Można by stwierdzić, że jeśli ktoś przeczytał „Boga urojonego”, to książki Michalaka czytać nie musi, bo nie znajdzie w niej nic ponad to, co napisał już papież ateizmu. Z drugiej strony, można się pokusić o stwierdzenie, że Michalakowi udało się uniknąć wielu (choć zapewne nie wszystkich) błędów, które zaważyły na odbiorze książki Dawkinsa. Mam tu na myśli zbytnie eksponowanie przez autora „Samolubnego genu” swojego ego i zbyt ochocze wstępowanie na ścieżkę emocjonalnej polemiki ze swoimi adwersarzami. „Jeśli bóg jest” została napisana znacznie bardziej wyważonym tonem, choć autor nie uniknął w kilku miejscach złośliwości, ale biorąc pod uwagę podawane przez niego przykłady, trudno mu się dziwić.

Istotną zaletą książki jest jej przystosowanie jej do kontekstu polskiego, nie braknie w niej odwołań do naszego podwórka, podczas gdy dla polskich czytelników Dawkinsa nużące i niezrozumiałe mogło być uzasadnione w kontekście kultury anglosaskiej odwoływanie się do ziejących nienawiścią do wszystkiego kościołów słynnego „pasa biblijnego” amerykańskiego Południa. Ich poglądy na świat są tak konserwatywne, że nawet Benedykt XVI wygląda przy nich jak istna nierządnica babilońska.

Książka Michalaka metodycznie omawia takie zagadnienia, jak materialne i historyczna świadectwa objawienia, świadectwa pisma, kwestia cudów, doznań mistycznych, wreszcie argumenty o ukrytym porządku świata czy też kwestia dobra i zła w kontekście doświadczenia religijnego. Biorąc pod uwagę zdroworozsądkowe poglądy autora i jego racjonalizm, dziwi mnie tylko jedno: deklaracja o tym, że w książce zwraca się do osób wierzących, aby po jej przeczytaniu uwierzyły one w rozum. Nie wiem, jak na przeszło 250 stronach można udowadniać, że wiara religijna nie opiera się na racjonalnych podstawach, a potem liczyć na to, że debatę o tym, czy Bóg istnieje, czy nie można rozstrzygnąć przy pomocy zdroworozsądkowej argumentacji. Każdy wierzący biolog wie, że jeśli Jezus urodziłby się w wyniku dzieworództwa, to byłby dziewczynką – na tym właśnie, powiedzą, polega cud, którego nie można wytłumaczyć zgodnie z logiką wiedzy naukowej.

W takiej sytuacji przestrzeń do debaty opartej na faktach jest niezmiernie ograniczona. Jeśli Michalak podaje takie przykłady, jak fałszowanie przez ojca Pio jego rzekomych stygmatów przy pomocy stężonego fenolu albo zdemaskowanie całunu turyńskiego jako średniowiecznego oszustwa, to nie przekona wierzących, którzy mają za sobą dziesiątki publikacji i świadectw mówiących coś przeciwnego. Poza tym wielu powtórzy słynne stwierdzenie wybitnego naukowca Stephena Jay’a Goulda o tym, że magisterium nauki obejmuje sferę empirii, natomiast magisterium religii – strefę ducha, której empirycznie badać nie sposób. Teza ta byłaby może uzasadniona, gdyby nie to, że jak zauważa Richard Dawkins: „religia wysuwa wiele twierdzeń o interwencji boga w świat materialny, co umieszcza te tezy w sferze dociekań jak najbardziej empirycznych” (pisownia wg oryginału książki). Inna strategia obrońców wiary w Boga polega na przesuwaniu go w te sfery, których współczesna nauka objąć nie może lub jest to trudne, jak na przykład moment przed Wielkim Wybuchem. Tu jednak Michalak ma dla wierzących złą wiadomość. Nauka penetruje dzisiaj i te obszary, a współcześni teoretycy są w stanie przedstawić takie modele powstania wszechświata, w których nadprzyrodzona interwencja nie jest potrzebna. Czekając zatem na rychłe pojawienie się w jakiejś kościelnej oficynie książki „Panie Michalak, Bóg jest! – 99 sposobów na polemikę z bezbożnym ateizmem”, polecam książkę wszystkim, którzy nie obawiają się, że interesująca lektura zachwieje ich dotychczasowym obrazem świata.

Paweł Michalak „Jeśli bóg jest”
Wydawnictwo Cis
Stare Groszki 2012

Postać, potańczyć i skończyć
25 września 2020

Postać, potańczyć i skończyć

Wydaje się, że to materiał na spektakl-samograj; wystarczy sprawna obsada, a reszta się obroni. Tym większy zawód sprawiają reżyserska niekonsekwencja i rwane tempo, w którym na scenie Teatru Nowego w Poznaniu rozgrywa się „Matka”...