06 lipca 2018
_MG_6742
„Porządek i chaos", widok wystawy, fot. Michael Wittassek
_MG_6631
„Porządek i chaos", widok wystawy, fot. Michael Wittassek
_MG_6656
„Porządek i chaos", widok wystawy, fot. Michael Wittassek

Porządek, chaos i to, co pomiędzy

Jakkolwiek cenne, wystawy dzieł sztuki, dla których papier stanowi medium, nie należą do przyciągających tłumy blockbusterów. To raczej gratka dla entuzjastów kolaży, rysunkowych szkiców czy graficznych wprawek, którzy z uwagą śledzą każdą kreskę, jaka pojawiła się na kartce. Aby zwabić szerszą publiczność, muzea i galerie sięgają więc po nazwiska popularnych twórców, jednak niekojarzonych z działaniami na i w papierze. Tak funkcjonuje chociażby Louisiana Museum of Modern Art w Humlebæk, gdzie w ramach cyklu ekspozycyjnego „Louisiana on Paper” pokazywano grafiki, rysunki lub wycinanki między innymi Ellswortha Kelly’ego, Barnetta Newmana czy George’a Condo.

Wystawa „Porządek i chaos” w poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał grawituje także wokół sztuki papieru i to z dość wyjątkowego powodu. Zaprezentowane prace sprowadzono bowiem z Kunstmuseum Villa Zanders w Bergisch Gladbach – instytucji gromadzącej wyłącznie dzieła powstałe z delikatnego materiału. Ta osobliwa kolekcjonerska specjalizacja jest naturalną konsekwencją historii. Dziewiętnastowieczna willa należała wszak do Marii Zanders, która po śmierci męża-przemysłowca przejęła rodzinną papiernię, a w posiadłości urządziła salon artystyczny. Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego stulecia willę przekształcono w muzeum, którego zbiory akcentują 400-letnią tradycję produkcji papieru w tym mieście. Są w nich rysunki, grafiki, odbitki fotograficzne, akwarele, kolaże, a także trójwymiarowe obiekty takich artystów, jak choćby Christo, Holzer, Kolár, Rauschenberg i Vostell.

Poznańska ekspozycja jest pokazem wycinka prywatnej kolekcji. Wyselekcjonowane prace osiemnaściorga artystów zaaranżowano w dwóch salach, odpowiadających – jak się zdaje – kategoriom chaosu oraz porządku. W tekście kuratorskim Bogna Błażewicz pisze:

Regularne, precyzyjne i wyciszone dzieła, które można postrzegać jako swego rodzaju materializację idei porządku, przeciwstawione zostają postrzępionemu „bałaganowi” dartych kartek, celowo uszkadzanych kawałków papieru, kontrolowanej destrukcji i zamierzonemu nadmiarowi.

Słowa te jednak nie korespondują w pełni z tym, co zobaczyć można w galerii. Rzeczone „przeciwstawienie” wybrzmiałoby dosadniej, gdyby realizacje utożsamiane z chaosem nie były odseparowane przestrzennie od tych, tematyzujących porządek. Co więcej, jeśli za fundament służy tutaj tytułowa opozycja (w której chaos rozumiany jest jako nie-porządek, stan niepohamowanej niestabilności, zaburzenia, bezładu tudzież spazmatycznego nieopanowania), to wszelkie działania celowe, kontrolowane, zamierzone, o których mówi kuratorka, osłabiają chaotyczną naturę. Sztuce eksponowanej w Arsenale warto przyglądać się, traktując pojęcia porządku i chaosu nie w sposób wykluczający, zerojedynkowy, a płynny, komplementarny.

W partii wystawy traktującej o chaosie znalazła się realizacja Johna Cage’a – „Eninka 3” (1986). Amerykanin, wraz z asystentami, kładł arkusz wilgotnej japońskiej bibuły na płonący kopczyk gazet, po czym scalał je, dociskając prasą drukarską. Następnie bibułę przenoszono na kartkę, zachowując wszelkie osmolenia oraz wytrawione ogniem dziury. Ostatni etap polegał na przyłożeniu do papieru rozżarzonego żelaznego ogniwa z industrialnego łańcucha. Rozgrzany metal wypalał na powierzchni brązowawy okręg – swoistą sygnaturę. Monotypia ta jest częścią cyklu, u podstaw którego (jak również wielu innych prac Cage’a) spoczywała fascynacja buddyzmem zen. Tytuł „Eninka” stanowi zangielszczony neologiczny egzotyzm, łączący dwa japońskie słowa: en (okrąg) oraz ka (ogień). Jest również aluzją do monastycznego malarstwa ensō – kaligrafowanych okręgów, ilustrujących równowagę oraz ujawniających potencjał twórczy, wolny od ograniczeń umysłu. To, co mogłoby uchodzić za obraz chaosu i destrukcji, zawiera w sobie pierwiastek porządku. Pod tym względem „Eninka 3” wykazuje pokrewieństwo z założeniami zen, bazującymi na paradoksach.

Obok pracy Cage’a zamieszczono kolaż Johna Gerarda z 1986 roku – nawarstwiającą się misterną plątaninę skrawków postrzępionego papieru. Wprawdzie poszczególne fragmenty różnią się od siebie barwą, kształtem, rozmiarem czy stopniem transparentności, ich układ nie jest aleatoryczny. Dostrzec można rytmizujący porządek – wyraźne pasma, w których kawałki biegną diagonalnie raz w lewą, raz w prawą stronę, tworząc zygzakowaty, niemal kryształowy deseń. Kolażową gęstwinę stanowi także praca Jana Vossa (1993), w której kartki z kolorowymi malunkami kłębią się i nachodzą na siebie, jednakże ów obrazowy chaos został zakomponowany w formę prostokąta; zorganizowany, zamknięty w geometryczne ryzy. Wrażenie oswobadzania się ze wszelkich ograniczeń sprawia natomiast realizacja Andreasa Mya. Papier służy mu jako budulec rzeźbiarskich obiektów, wiszących bezwładnie w przestrzeni. Spiralne konstrukcje o biomorficznych kształtach My wykonał z kawałków falistego kartonu. Pojedyncze fragmenty, współtworzące tę skomplikowaną gmatwaninę, skłaniają, by widzieć w niej osobliwy przykład struktur dyssypatywnych lub samoorganizacji – spontanicznego przechodzenia chaotycznych cząstek w uporządkowane systemy.

Dzieła zgrupowane w drugiej sali można identyfikować – wedle słów kuratorki – z materializacją ładu. W sukurs łączącej je regularności, precyzji oraz wyciszeniu przychodzą rytmiczne podziały, achromatyzm, geometryczna asceza czy serializm. Potwierdza to praca „Powtórzenie zranienia nr 1/87” z 1987 roku autorstwa Ryszada Waśko, twórcy kojarzonego głównie z działaniami kinematograficznymi i fotograficznymi. Krata, wycięta z czasochłonną starannością w białym brystolu, przypomina stykówkę lub klatki filmowe, powtarzające w rzędach stały bieg pustych kadrów. Podobna repetycja cechuje „Ohne Titel” (1979) Hermanna Glöcknera – arkusz papieru, naznaczony śladami jego wielokrotnego składania. Przecinające się ukośnie załamania tworzą romboidalną siatkę, której układ daleki jest jednak od matematycznej precyzji. Realizacja Niemca przywodzi na myśl postminimalistyczny cykl „Drawing Which Makes Itself” (1972–1973) Dorothei Rockburne, powstały wskutek zaginania papierowych kart. Czynnikiem burzącym ład tych prac jest przypadek – pierwiastek przynależący raczej do domeny chaosu aniżeli porządku. Tę ambiwalentną relację między regularnością a arytmią odnaleźć można także w „John Cage. Das Buch der Roaratorio” (1989) Fanny Schoening. Kolaż artystki składa się z wycinków próbnych odbitek drukarskich, pochodzących z pracy Amerykanina – „Roaratorio, an Irish circus on Finnegans Wake” z 1979 roku, instruktażowego zapisu kompozycji słuchowiska radiowego. Wąskie, zadrukowane tekstem paski, przyklejone przez Schoening wertykalnie i horyzontalnie, sprawiają wrażenie posegregowanej kartoteki. Niemniej w symetrię układu wkradają się zakłócenia rytmu. Wizualny kolaż niemieckiej artystki niejako naśladuje dźwiękowe kolaże Cage’a, stając się jego nietuzinkowym portretem.

Projekt skonfrontowania porządku i chaosu jako zjawisk antynomicznych skłania, by szukać tego, co pomiędzy nimi lub raczej – tropić w nich opozycyjne cząstki. Według Bogny Błażewicz poznańska wystawa to „żywioł chaosu kontra spokojna precyzja, hałas wobec ciszy”. Idąc za łacińskim aforyzmem ordo ad chaos, ciekawszymi wydają się stany przejściowe, pośrednie, a także wady systemów, reorientacje, niedoskonałości, zaburzenia i deformacje. Nawet hałas może stać się ciszą, gdy biały szum z czasem przeobrazi się w kojącą afonię...

 

 

„Porządek i chaos. Wystawa fragmentu kolekcji Kunstmuseum Villa Zanders”
artyści: Hartmut Böhm, John Cage, Liliane Csuka, Leo Erb, Tibor Gáyor, John Gerard, Hermann Glöckner, Dietrich Helms, Oskar Holweck, Wolf Kahlen, Jack Leiner, Antonio Scaccabarozzi, Fanny Schoening, Henryk Stażewski, Jan Voss, Ryszard Waśko, Andreas My i Michael Wittassek
kuratorki: Bogna Błażewicz, Petra Oelschlägel, Dorota Tarnowska-Urbanik
Poznan, Galeria Miejska Arsenał
15.06–22.07.2018

Seks, trumny i walizki
19 lipca 2018

Seks, trumny i walizki

Krzysztof Warlikowski od przeszło dekady konsekwentnie rozwija swój teatr monumentalny. Nie licząc realizacji operowych zaczęło się to gdzieś pomiędzy „Aniołami w Ameryce” a „(A)pollonią”...

Miłość w czasach rock’n’rolla
17 lipca 2018

Miłość w czasach rock’n’rolla

„Na plaży Chesil” zarzucić, nie ma artystycznego lenistwa – to nie prosta adaptacja, w której mamy wrażenie, że znani aktorzy cytują nam jedynie najciekawsze fragmenty książki, a stojąca na uboczu kamera jedynie ich obserwuje...