07 czerwca 2019
poskromienie
Spektakl Poskromienie , fot. Natalia Kabanow

Podziemny Wrocław (Teatr Polski w Podziemiu)

Od niemego protestu aktorów Teatru Polskiego we Wrocławiu przeciwko objęciu funkcji dyrektora przez Cezarego Morawskiego minęły prawie trzy lata. Kiedy na początku sezonu 2018/2019 działający od grudnia 2016 roku Teatr Polski w Podziemiu zapowiadał program, widać było światełko w tunelu. Zespołowi, mającemu mocne wsparcie partnerów – oprócz Ośrodka Kultury i Sztuki we Wrocławiu także Instytutu im. Jerzego Grotowskiego – obiecano stałą siedzibę. Zyskał również koproducenta w postaci Teatru Śląskiego w Katowicach. Po prawie całym sezonie bilans pozostaje dodatni. W maju miała miejsce czwarta premiera Podziemia, licząc od pierwszego wydarzenia podanego w repertuarze jako spektakl.

„Poskromienie” w reżyserii Moniki Pęcikiewicz zainaugurowało działalność zespołu w nowej wrocławskiej przestrzeni działań artystycznych – prowadzonej przez Instytut Grotowskiego Piekarni na Kępie Mieszczańskiej. W tym samym czasie w Teatrze Polskim zaprezentowano 604. premierę tej instytucji – komedię Aleksandra Fredry „Ożenić się nie mogę” w reżyserii Grzegorza Kempinsky’ego. Spektakl jest adaptacją jego przedstawienia przygotowanego przed pięcioma laty w Teatrze Miejskim w Gdyni. To pokłosie planów artystycznych odwołanego w listopadzie Morawskiego. Przekształcił on wszystkie trzy sceny Teatru Polskiego, pamiętające – żeby wymienić tylko ostatni rok dyrekcji Krzysztofa Mieszkowskiego – spektakle Krystiana Lupy, Krzysztofa Garbaczewskiego, Moniki Strzępki, Łukasza Twarkowskiego czy Barbary Wysockiej, w sceny o charakterze kabaretowo-komediowym o bardzo przeciętnym poziomie artystycznym. Zamiast kontynuować program teatru dramatycznego o zasłużonej renomie, Morawski utworzył kolejną w mieście – obok Sceny ATM na Bielanach, Teatru Komedia czy Teatru Piosenki w Imparcie – scenę rozrywkową.

Pierwszego września 2016 roku przed wejściem głównym do Teatru Polskiego jego aktorzy po raz pierwszy na znak protestu zakleili sobie usta czarną taśmą. Choć milczeli na schodach budynku przy ulicy Zapolskiej, przemówili na fanpage’u „Teatr Polski – w podziemiu / Polski Theatre in the underground”. Platforma pełniła odtąd funkcję informacyjną, partycypacyjną, a nawet terapeutyczną – to tu widzowie wyrażali słowa poparcia, umawiali się na kolejne protesty, w końcu nieformalnie zrzeszyli się pod przewodnictwem Magdaleny Chlasty-Dzięciołowskiej jako Publiczność Teatru Polskiego. Dopóki Morawski nie przeprowadził kolejnych zwolnień, aktorzy należący do Inicjatywy Pracowniczej wychodzili do oklasków z zaklejonymi ustami, a następnie odczytywali swój manifest. Pamiętam owacje po jego odczytaniu kończącym czternastogodzinne „Dziady” Michała Zadary – chyba ostatnie w Polskim – zaprezentowane podczas Olimpiady Teatralnej 2016. Sprawie Polskiego nie pomogło ani wsparcie publiczności, ani podpisy pod popieraną przez środowisko teatralne petycją Akcji Demokracja „Ratujmy Teatr Polski we Wrocławiu”. W 71. rocznicę rozpoczęcia działalności Teatru Polskiego, 7 stycznia 2017 roku, buntujący się aktorzy rozpoczęli swoją „podziemną” działalność artystyczną. Krzysztof Garbaczewski na podwórku Capitolu przygotował wtedy performans „Tak zwana ludzkość w obłędzie”. Odtąd artyści znaczyli mapę Wrocławia kolejnymi „podziemnymi” wydarzeniami: na placu Wolności, w Zajedni Dąbie, Browarze Mieszczańskim, Dolnośląskim Centrum Filmowym, Hali Stulecia, Instytucie Grotowskiego czy Centrum Innowacji Przejście. W latach 2017–2018 zrealizowali serię jednorazowych performansów społecznych i artystycznych, przygotowanych miedzy innymi przez Michała Borczucha, Pawła Świątka, Łukasza Twarkowskiego, Sebastiana Majewskiego, Oskara Sadowskiego i Andrzeja Sobolewskiego oraz przez osoby dawniej pracujące w zespole aktorskim i producencko-administracyjnym Teatru Polskiego.

Nie jest moim celem ocena tych wydarzeń pod względem artystycznym. Istotniejsze jest ich oddziaływanie polityczno-społeczne[1], za które aktorzy, aktorki oraz Publiczność Teatru Polskiego otrzymali w 2017 roku Kamyk Puzyny („trafia do tych, którzy z zaangażowaniem, na scenie oraz poza nią, bronią teatru, którego niepodważalną jakość współtworzyli”[2]). Performanse, których przesłanie adresowane było do urzędników Województwa Dolnośląskiego i polityków, odnosiły się nie tylko do kwestii związanych z teatrem, ale także do szerokiego tematu prowadzonej w kraju polityki kulturalnej. A ta – co widać także na przykładzie innych instytucji Wrocławia – nie zmienia się na lepsze. Urząd Marszałkowski przychyla się właśnie do – brzmi to niepokojąco enigmatycznie – zmian funkcjonowania Wrocławskiego Teatru Pantomimy im. Henryka Tomaszewskiego – dodajmy, że w roku jubileuszu patrona teatru.

Dopiero kontrola Najwyższej Izby Kontroli przesądziła o decyzji Urzędu Marszałkowskiego, by w listopadzie 2018 roku zwolnić Morawskiego ze stanowiska dyrektora Teatru Polskiego. Obecnie obowiązki dyrektora tej instytucji pełni Kazimierz Budzanowski, a pełnomocnikiem do spraw artystycznych jest reżyser i dramatopisarz Krzysztof Kopka, znany w mieście propagator teatru dokumentalnego. Zaprosił on Martę Streker, która wyreżyserować ma spektakl „Leśni. Apokryf” według scenariusza Agnieszki Wolny-Hamkało, opartego na opowiadaniach partyzanckich Tadeusza Różewicza. Ostatnio próby zostały przerwane z powodu kolejnego, zaogniającego się konfliktu środowiska artystycznego w Teatrze Polskim. Aktorzy ze Związku Zawodowego „Solidarność” sabotują zmiany w repertuarze. Zakwestionowali także udział w obradach komisji konkursowej na dyrektora teatru przedstawiciela drugiego działającego tam związku – Inicjatywy Pracowniczej. Rozstrzygnięcie konkursu wstrzymano do końca czerwca, kiedy komisja ma podjąć decyzję, wybierając pomiędzy mniejszym albo większym złem. Kandydaci – Justyna Kramorz, Igor Wójcik i Adam Sroka – nie mają doświadczenia ani wizji, która dawałaby nadzieje na rozwiązanie konfliktów interpersonalnych i finansowych w Polskim oraz przywrócenie dawnego poziomu artystycznego. Pozytywną zmianą jest natomiast uwzględnienie w składzie komisji – oprócz zwyczajowo zaproszonych przedstawicieli teatru, urzędników Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego i wrocławskiego Urzędu Marszałkowskiego – także artystów i reprezentantów dolnośląskich instytucji kultury: reżyserów Pawła Łysaka i Piotra Tomaszuka, rektor wrocławskiej filii Akademii Sztuk Teatralnych Elżbiety Czaplińskiej-Mrozek i dyrektorki Teatru Dramatycznego w Wałbrzychu Danuty Marosz.

Do odwołania Morawskiego z funkcji dyrektora przysłużyli się byli aktorzy i pracownicy Teatru Polskiego. Ich głównym celem były jednak nie zmiany administracyjne, ale kulturotwórcze: utworzenie we Wrocławiu – w miejsce brakującej – sceny teatralnej z repertuarem dramatycznym. Teatr Polski w Podziemiu rozpoczął stałą programową działalność w październiku 2017 roku – premierą „Państwa” według Platona w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego. Program w nowo utworzonym teatrze ustalany jest kolektywnie przez kuratora artystycznego Piotra Rudzkiego, Radę Artystyczną i zespół. Po ponad dwóch latach istnienia twórcy znaleźli bezpieczną przystań w Piekarni nad Odrą. W międzyczasie (w czerwcu 2018 roku) powstały monodram Dariusza Maja „Aleja Narodowa” w reżyserii Katarzyny Dudzic-Grabińskiej i „Postać dnia” w reżyserii Seba Majewskiego – finalisty 25. edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej. Spektakl o Igorze Przegrodzkim, w którego wcielił się rewelacyjny Michał Opaliński, to kolejna – moim zdaniem najbardziej udana artystycznie – propozycja tematyzująca sytuację dawnych aktorów Teatru Polskiego. Konsekwentne odwoływanie się do tego tematu powoli staje się jednak obciążającym balastem.

Jakie są plany Podziemia? W kolejnym sezonie nieoficjalnie zapowiedziana jest premiera „Księcia” na motywach Machiavellego w reżyserii Pawła Świątka oraz oddolna inicjatywa – wydanie książki o „fenomenie publiczności Teatru Polskiego we Wrocławiu”. Właśnie dobiegła końca kampania w ramach akcji Aktywny Dolny Śląsk z Dolnośląskiego Budżetu Obywatelskiego w celu pozyskania środków na jej publikację[4]. Książka ma zawierać opis działań publiczności od 2016 roku realizującej ideę zawartą w motcie „Wspólnota ludzi teatru – artystów i widzów”. W ten sposób udokumentuje działania ludzi, którzy mają świadomość, że teatr nie jest samotną wyspą, ale jest współtworzony przez swoich odbiorców.

Dwudziestego siódmego marca aktorzy zorganizowali – już po raz trzeci – Podziemny Międzynarodowy Dzień Teatru. Za pierwszym razem były to działania przed wejściem głównym do Teatru Polskiego we Wrocławiu, następnie na placu Wolności, a ostatnio w Instytucie Grotowskiego, gdzie odczytali słowa orędzia kubańskiego reżysera Carlosa Celdrána, które mogłyby być ich credo:

Kiedy zrozumiałem, że teatr jest krajem samym w sobie i że to ogromne terytorium, które obejmuje cały świat, zrodziła się we mnie myśl, że to jest także wolność: nie musisz się oddalać ani ruszać z miejsca, w którym się znajdujesz, nie musisz biec ani się przemieszczać. Żyjesz tam, gdzie jest publiczność.

Jak Międzynarodowy Dzień Teatru będzie wyglądał we Wrocławiu za rok? Minie za mało czasu, aby przywrócić świetność Teatru Polskiego – mimo (na co ze wszystkich sił liczę) wytężonych starań nowej dyrekcji. Z kolei Teatr Polski w Podziemiu może borykać się z problemami obsadowymi (o jakość repertuaru jestem spokojna), ponieważ większość aktorów pracuje w Krakowie czy Warszawie. A gdyby – puszczając wodze fantazji – obie instytucje rozpoczęły współpracę i zaproponowały koprodukcje? Na afisze mogłyby wrócić nazwiska między innymi Andrzeja Kłaka, Anny Ilczuk, Ewy Skibińskiej, Małgorzaty Gorol, Janki Woźnickiej, Igora Kujawskiego, Agnieszki Kwietniewskiej, Dariusza Maja, Dagmary Mrowiec-Matuszak, Michała Mrozka, Michała Opalińskiego, Marcina Pempusia, Katarzyny Strączek czy Wojciecha Ziemiańskiego… Jakkolwiek by było, jednego jestem pewna: w razie konieczności widzowie zawsze staną obok twórców, gotowi bronić teatru na najwyższym poziomie.

 

[1] Także na fanpage’u twórcy Podziemia prowadzą otwartą debatę polityczną – ich misją jest wpływ poprzez sztukę i politykę na kształt życia społecznego, np. obecnie zachęcają do pójścia na wybory parlamentarne.

[2] Wcześniej zespół nagrodzony został honorową nagrodową Warto „za konsekwentna batalię w obronie wolnej sztuki i wartości, jaką jest teatr publiczny, oraz świeże, pełne energii i artystycznie spełnione performanse”, por. Magda Piekarska, „Warto 2017. Najlepsi młodzi artyści we Wrocławiu – gala wręczenia nagród”, „Gazeta Wyborcza – Wrocław” 10 marca 2017, http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/238017,druk.html.

[3] Z opisu spektaklu.

[4] 27 maja 2019 na stronie aktywny.dolnyslask.pl opublikowano wyniki głosowania. Projekt nie został zakwalifikowany do realizacji.

ŁAŃCUCH POKARMOWY: Po nas choćby potop
16 sierpnia 2019

ŁAŃCUCH POKARMOWY: Po nas choćby potop

„Opisane przez Libertiego sposoby produkcji i dystrybucji wieprzowiny, soi, tuńczyka w puszce i koncentratu pomidorowego, a także towarzyszące im historie wzrostu potężnych międzynarodowych przedsiębiorstw i upadku drobnych rolników, są zarówno anegdotyczne, jak i synekdotyczne – działają na zasadzie pars pro toto, wskazując na funkcjonowanie rynku spożywczego jako takiego”...

Idol w naftalinie
14 sierpnia 2019

Idol w naftalinie

W tym nieudanym portrecie związku – opartym na kontraście: on nieznośnie zblazowany intelektualista, ona pocieszna prostaczka – brakuje bowiem ostrej jak brzytwa ironii, cynizmu, sarkazmu i orgazmu...