21 grudnia 2018
Rok_z_zycia_codziennego_w_Europie_Srodkowo_Wschodniej_1_0843
fot. Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej

Krakowscy mieszczanie na gorących krzesłach

Jest taka zabawa – ustawia się obok siebie kilka krzeseł, wokół których, zgodnie z rytmem grającej muzyki, krążą gracze. Kiedy zapada cisza, każdy musi usiąść. Miejsc jest jednak mniej niż ludzi. Kto nie znajdzie swojego krzesła, przegrywa rozgrywkę; triumfują siedzący. Chociaż podczas najnowszej premiery Narodowego Starego Teatru w Krakowie – „Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” Pawła Demirskiego w reżyserii Moniki Strzępki – miałam swoje miejsce, towarzyszyło mi nieodparte wrażenie, że ktoś zabawił się moim kosztem. Czułam się jakby wszyscy inni siedzieli w najlepsze, a ja – stałam, wiedząc, że tę rundę na pewno zaliczę do nieudanych.

Spektakl opowiada o młodym mężczyźnie (Szymon Czacki) – obytym i wykształconym, ale niemającym większego wpływu na swoje życie. W dzieciństwie decydowali za niego rodzice, nieco później szkoła i jej urzędnicy – nauczyciele. Z chwilą uzyskania teoretycznej samodzielności okazało się, że decydenci nie zniknęli, a jedynie rozproszyli się w gęstej siatce zaciągniętych zobowiązań, złożonych obietnic i cudzych oczekiwań. W pewnym momencie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. W obliczu zbliżającego się końca wspomniana układanka przestaje go dotyczyć. Sama diagnoza nie zostaje wypowiedziana wprost, a przekazywana jest w formie sugestii i podtekstów – jakby, analogicznie do mętnych obligacji, zwolnienie z wszelkich powinności też było mętne.

Chłopakowi towarzyszą rodzice (Dorota Segda i Zbigniew W. Kaleta – para stereotypowych mieszczan), babcia (Anna Dymna – bezpośrednia góralka), nauczycielka Wanda (Małgorzata Zawadzka – łudząco podobna do wiceministry kultury Wandy Zwinogrodzkiej), profesor (Michał Majnicz – niepozorny, mający na sumieniu molestowanie studentek) i ksiądz (Radosław Krzyżowski – lubiący dobrze zjeść, wypić i niestroniący od towarzystwa dzieci). Wokół głównego bohatera krąży też reprezentantka pokolenia milenialsów (Anna Radwan), przedstawiciele proletariatu (Juliusz Chrząstowski i Dorota Pomykała) oraz tajemniczy wicepremier (Krzysztof Zawadzki). Spektakl składa się z szeregu scenek rodzajowych z ich udziałem, które pozlepiane są ze sobą raczej umownie i niespecjalnie zgrabnie. Ukazują wakacje, oglądanie zdjęć po powrocie, rozpoczęcie roku akademickiego, wyjścia studentów na piwo, wigilię czy przyjazd głównego bohatera z Genewy, gdzie bezskutecznie pracował przy zderzaczu hadronów. Czasem trudno zrozumieć powody, dla których twórcy decydują się pokazać nam konkretne zdarzenia, bo nie wnoszą one wiele do całości przedstawienia.

Ze względu na kondycję głównego bohatera, którego stan ciągle się pogarsza, sekwencyjna narracja może odzwierciedlać przebłyski wspomnień z jego życia. Retrospekcje nie przypominają jednak obrazów filtrowanych przez sentyment za czymś, co mija, a zbiór niechlubnych zachowań Polaków. Można się z nich pośmiać, ale niewiele więcej z tego wynika.

„Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” to pierwszy spektakl Narodowego Starego Teatru w Krakowie po rocznej zapaści tej instytucji spowodowanej zmianą dyrekcji. Marek Mikos, który okazał się niekompetentnym decydentem (otaczającym się jeszcze bardziej niekompetentnymi współpracownikami), zgodził się przekazać symboliczną pałeczkę w ręce Rady Artystycznej. Dzięki temu do Krakowa wrócili doceniani w Polsce reżyserzy i reżyserki, a wielopokoleniowy, znakomity zespół aktorski „wrócił do żywych” po sezonie, w którym jego członkom przyszło odrzucać role albo pauzować. Dlaczego Monika Strzępka i Paweł Demirski, duet od lat określany jako „wściekły” i „wyrazisty”, nie sproblematyzował tej sytuacji? Czy przemilczenie tego tematu w ich najnowszej produkcji jest znakiem wsparcia dla wspaniałych aktorów czy legitymizacją – wciąż brzydko pachnącej – kwestii wyboru i utrzymywania na stanowisku dyrektora Marka Mikosa?

Możliwych odpowiedzi na te pytania jest wiele, jednak żadnej nie jestem w stanie zaakceptować bez podejrzliwości. Rozumiem potrzebę kompromisów, do jakich doszli rada i dyrektor, reżyserka, dramaturg i zespół. Godzę się na nie i nawet się z nich cieszę – walka na noże nie może być przecież jedyną metodą rozwiązywania konfliktów. Opowiadam się jednak za jak najczęstszym komentowaniem kompromisowych zachowań, zwłaszcza jeśli są moralnie grząskie, bo i takie wszyscy wielokrotnie akceptujemy. Za nieobecność takiego komentarza mam żal do Strzępki i Demirskiego.

Jeden z największych mankamentów krakowskiego przedstawienia – poza brakiem pożądanego autotematyzmu oraz niespójnością i rozwlekłością poszczególnych sekwencji – wiąże się z tekstem Pawła Demirskiego. To jeden z najbardziej oczywistych utworów, jakie ten świetny dramaturg stworzył w całej swojej teatralnej karierze. O klasie średniej dowiadujemy się z niego tylko tego, co dobrze wiedzieliśmy już wcześniej. Są to ludzie małostkowi, skąpi i marudni, którym brakuje własnego języka. Większość ich życia to próba dopasowania się do komercyjnych wzorców, które akurat są modne i pożądane. Demirski ilustruje to przykładem wakacji w „ciepłych krajach”: małżeństwo z synem, babcią i guwernantką udaje się do miejsca z kolorowego katalogu. W restauracji nie potrafią dogadać się z obsługą, ale – by podkreślić swoją wyższość – i tak odnoszą się do niej z pogardą. Zamawiają dania, których nazwy niewiele im mówią. Ważne jest tylko to, by obcy kraj „zaskoczył ich” swoją egzotyką. Tanie wino próbują jak najszlachetniejszy trunek, kompromitując się w oczach miejscowych. Zdjęcia z wyjazdu niewiele różnią się od tych, które znaleźć można w turystycznych ofertach – plaża, błękitne morze i palmy. Nie chodzi bowiem o to, by czegokolwiek doświadczyć, ale by wakacje sprostały określonym wymaganiom.

Niezależnie od (braku) błyskotliwości stawianych w spektaklu tez, publiczność bawiła się na nim wyśmienicie. Niemal każdy dowcip wywoływał salwy śmiechu na widowni, co tylko potęgowało moje poczucie wyobcowania i niewygody. Z czego lub kogo śmieją się widzowie, skoro prawdopodobnie większość z nich należy do portretowanej klasy średniej – teoretycznie ośmieszanej w spektaklu? Po obejrzeniu przedstawienia miałam nieodparte wrażenie, że nie jest ono kierowane przeciwko komuś – brakuje mu agresji, wyraźnej choćby w „Tęczowej trybunie”. Pokazana na scenie klasa społeczna jest jak skłócona familia – każdy ma swoje wady, ale nadal siedzimy przy rodzinnym stole. Teatralny obraz nie został stworzony jako ostra diagnoza polskiego mieszczaństwa i pewnie nikt nie poczuje się nim dotknięty – jego pointa sprowadza się do stwierdzenia, że może nie jesteśmy najlepsi, ale i nie najgorsi. Jesteśmy – po prostu – średni.

Największe wątpliwości budzi we mnie postać podobna do Wandy Zwinogrodzkiej, która wciąż tęskni za cmentarzami, trupami, dawnymi wartościami. Kiedy zostaje zgwałcona przez pijanego profesora, stwierdza, że napaść sprowokował jej wygląd (zapina wtedy wszystkie guziki sukienki i zaczyna przypominać „podręczną” ze słynnego serialu) – i że w przeszłości do takiej sytuacji by nie doszło. Zupełnie nie rozumiem, jaką tezę próbuje forsować ta sekwencja spektaklu. Obśmiać wtórną wiktymizację ofiar przemocy seksualnej? Przedstawić ultrakonserwatywne, patriarchalne opinie, które zakładają, że to kobieta jest winna gwałtu? A może wyszydzić podobiznę wiceministry kultury na najbardziej prostackim poziomie, kompromitując jej życie seksualne? Wszystkie te możliwości wydają się seksistowskie, a opisana scena pozostawia niesmak.

Teatralną zabawę w gorące krzesła zdecydowanie przegrałam – w „Roku z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej” nie było momentu, w którym siedząc pośród doskonale bawiących się widzów, nie czułabym się obco i nieswojo, Powstanie tego spektaklu odbieram jednak jako mały sukces krakowskiego zespołu – w ubiegłym sezonie w Narodowym Starym Teatrze powstawały przedstawienia, którym nie warto było poświęcić nawet słowa. Teraz pojawiło się takie, które można skrytykować. Ot, taka (dobra) zmiana.

 

 

Paweł Demirski, „Rok z życia codziennego w Europie Środkowo-Wschodniej”
reżyseria: Monika Strzępka
scenografia/ kostiumy: Arek Ślesiński
muzyka Tomasz Sierajewski
światło/ projekcje video: Robert Mleczko
Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
premiera: 30.11.2018

Humanista sygnalista
13 listopada 2019

Humanista sygnalista

Fragment książki „Wiele tytułów”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Czarne pod patronatem „Czasu Kultury”: „Czytanie, rozumienie i używanie literatury to rodzaj kulturowego zestawu ratunkowego, z którego jednak trzeba korzystać przed wypadkiem, ponieważ jego ratunkowa funkcja polega na symulowaniu katastrofy lub problemu i umożliwianiu ich antycypacji”...

Harcerze, wuefiści, melancholicy
12 listopada 2019

Harcerze, wuefiści, melancholicy

Muzyka Myslovitz nie stanowiła w żadnym wypadku kulturowego oręża, nie celebrowała lokalności, wydawała się doskonale uniwersalna. To samo tyczy się zresztą tematyki tekstów i ich jakości estetycznych...