17 kwietnia 2019
mein_kampf2_0166
fot. Magda Hueckel

Jak czytać nacjonalizm

Trzydziestego marca na Jasnej Górze słychać było wielogłos kwiatu polskiej młodzieży, która – ściskając w dłoniach sztandary i pochodnie – ogłaszała triumfalnie swoje nadejście. „Młodzi, wierni, błogosławieni!” – brzmiało hasło, którym legitymizowała się rzesza nacjonalistów. Członkinie oraz członkowie Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Ruchu Narodowego oraz Związku Żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych zmobilizowali się do kolejnej, dorocznej Pielgrzymki Środowiska Narodowego. Pod sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej modlitwy przeplatały się z patriotycznymi deklaracjami krzyczanymi w rytm kibolskich przyśpiewek. Przed obliczem Czarnej Madonny odbyło się ślubowanie młodych narodowców gotowych do zasilenia szeregów Młodzieży Wszechpolskiej. Jednym z warunków przystąpienia do wspomnianej organizacji jest pozytywnie zdany test ze znajomości lektur narodowych. Radykalna młodzież chętnie edukuje się w oparciu o źródła, które służą wytworzeniu jednolitej ideologicznie wspólnoty.

Tydzień wcześniej w warszawskim Teatrze Powszechnym odbyła się premiera spektaklu, w którym podjęto temat nacjonalizmu, wykorzystując tekst „Mein Kampf” Adolfa Hitlera. Reżyser Jakub Skrzywanek oraz dramaturg Grzegorz Niziołek przyjrzeli się tej książce i zastanowili, dlaczego po doświadczeniach drugiej wojny światowej narodowy socjalizm oraz faszyzm nadal kogoś pociągają. Śmiałość wygłaszania nacjonalistycznych treści, zarówno na ulicach, jak i wiecach wyborczych, skłoniła ich do zadania pytania: czy lektura „biblii nazistów” może pomóc lepiej zrozumieć radykalizujące się społeczeństwa?

W „The Gathering Storm” (pierwszym tomie zbioru zapisków złożonych w cykl pt. „The Second World War”) Winston Churchill napisał, że wszystkie techniki nazistowskiej propagandy zostały dokładnie przedstawione w „Mein Kampf”, więc aby przewidzieć drastyczne ruchy dyktatora, należało wnikliwie ją czytać, co robili nie tylko przedstawiciele środowisk faszystowskich. Ich niepokój oraz opór były jednak niewystarczająco skuteczne wobec stale rosnącej popularności, a także przerażającej siły przekazu „Mein Kampf”. Hitler był świadomy, jak duża część jego planów została tam ujawniona. Dlatego, już jako kanclerz, blokował dostęp do pełnej wersji swojej książki. Od dziesięcioleci krąży ona jednak poza kontrolą jakiegokolwiek organu władzy zarówno w formie fizycznej, jak i cyfrowej. Dotarcie w internecie do jej chałupniczo tłumaczonej wersji zajmuje dziś około pół sekundy.

W spektaklu Skrzywanka przytoczono fragmenty „Mein Kampf”, których nie szlifowano cenzorską przezornością. Aktorki i aktorzy recytują ze sceny teksty Hitlera podzielone na trzy akty, zawierające pomniejsze bloki tematyczne (np. „Natura widziana przez chore umysły”, „Bolszewicy kultury planują atak” czy „Szaleństwo staje się metodą”). W trakcie przedstawienia pojawiają się też fragmenty filmów propagandowych, a także innej kinematografii z lat 30. i 40.

Od początku miejsce i czas akcji zawieszone są pomiędzy współczesną Polską a Republiką Weimarską z poprzedniego wieku, podkreślając uniwersalność faszystowskiej ideologii. Jedyną jawną sugestię co do okresu historycznego, w którym Hitler napisał swoją książkę, stanowią kostiumy, które subtelnie przypominają modę lat 30.

W spektaklu Skrzywanka wyeksponowane zostało słowo. Scenografia jest oszczędna, oświetlenie dyskretne, a obecność muzyki śladowa. Brak zbędnych dekoracji oraz wizualnych rozpraszaczy kontrastuje tu z przepychem wyrazów, które wydobyto z kopalni obfitej w propagandowy kruszec.

Krytyka sztuki, obyczajów czy polityki zagranicznej została przez Hitlera opakowana pseudonaukowym językiem, podpatrzonym u biologów i historyków. Kwestię czystości rasowej oblepiono nawiązaniami do świata zwierząt, tak że proponowane przez niego rozwiązania sugerują dziejową konieczność. W spektaklu ciekawie zobrazowano to podczas ostatniej sceny – w trakcie cytowania koncepcji Hitlera na temat konieczności przedłużenia linii rasy aryjskiej, ubrani w puchowe kostiumy z wielkimi genitaliami aktorzy udawali kopulację. Statyczna mechaniczność tej sceny kontrastowała z mędrkującym tonem „Mein Kampf”, maskującym nadużycia i nieścisłości proponowanych koncepcji. Swobodna żonglerka faktami, jaką dyktator stosował, przedstawiając wizję idealnego świata, przyczyniała się do powstania potężnej i niebezpiecznej chimery retorycznej, podszywającej się pod naturalny twór. Potwór ten, karmiony butą oraz poczuciem wyższości swojego stwórcy, chowa pazury, łasząc się do czytelnika. Autor „Mein Kampf” chce się z odbiorcą zakolegować, pokazując mu zestaw swoich życiowych doświadczeń – w spektaklu przytoczono fragmenty opisujące relacje dyktatora ze swoim ojcem, jego wspomnienia z czasów szkolnych czy opinie na temat roli kultury oraz sztuki. Mamiąc widza frywolnie recytowanymi fragmentami „Mein Kampf”, aktorzy i aktorki stale przypominali, że siła słów Hitlera wynika nie tylko z jego nieskrępowania i arogancji w stawianiu radykalnych tez, ale też ze swobody samego aktu wypowiedzi.

Zarówno w tekście, jak i w spektaklu drastyczne pomysły przedstawione zostały lekko, jakby od niechcenia. Aktorzy i aktorki wygłaszali je bez skrępowania, przechadzając się po scenie oraz między publicznością; parokrotnie zaczepiali widzów, zadając pytania, dotykając ich. Hitler wplótł do „Mein Kampf” warkocze barokowych metafor oraz niezbyt wyrafinowanych porównań, przez co jego słowa brzmią infantylnie i pozornie niewinnie. Dlatego, choć nie dotyczą kwestii śmiesznych, tandetne stylistycznie fragmenty książki często bawią widzów.

Zastosowane przez Hitlera i przeniesione na scenę chwyty retoryczne zamazują ślady manipulacji faktami oraz tępią krytyczną czujność odbiorcy. Fragmenty deklamowane przez aktorów i aktorki budzą trwogę nie tylko ze względu na ich treść, ale także hipnotyczną siłę, zdolną mamić czytelników „Mein Kampf”.

Przebierając w całej artylerii retorycznych zagrywek, twórcy spektaklu postanowili odszukać te, które pojawiają się w populistycznych wypowiedziach dzisiejszych polityków. Także gest malowania na biało twarzy Czarnej Madonny czy kibolski makijaż w barwach narodowych sugerują nawiązania do nacjonalizmu w polskim wydaniu. Festiwal odniesień do współczesności pojawił się w doskonałej, oderwanej od wcześniejszej konwencji spektaklu, scenie widowiska operowego. Aktorki i aktorzy wystąpili w maskach Angeli Merkel, Jarosława Kaczyńskiego, Donalda Tuska i Donalda Trumpa. Scena została wypełniona tekturową scenografią przedstawiającą ponton z flagą z napisem „refugees welcome”, mur odgradzający Meksyk od Stanów Zjednoczonych oraz samolot, budzący skojarzenia z tragedią smoleńską. „Przedstawienie w przedstawieniu” w cudzysłów groteski brało dzisiejsze realia polityczne. W konwencji operowej farsy ukazało bolesne kwestie współczesności: klerycką pedofilię, obozy dla uchodźców, groteskową walkę o władzę karykaturalnych polityków. Nawiązania do dzisiejszej polityki, choć bronią się specyficzną konwencją, tylko skrótowo krytykują populizm, co sprawia, że przedstawienie samo się o niego ociera.

Biorąc pod uwagę skalę zainteresowania spektaklem zarówno polskich, jak i zagranicznych mediów, wydaje się, że kontrowersje wzbudza nie tyle przystawalność do współczesności, ile sam pomysł czytania jej poprzez słowa z lat 30. XX wieku. „Mein Kampf” budzi i będzie budzić popłoch, co jest niezaprzeczalnie dobrą reakcją. Przedstawienie Skrzywanka dowodzi jednak, że warto przekuć nieufność w obserwację, która ma szansę przynieść lepsze żniwo niż strach.

Wiadomo, że książki mogą pomagać w szerzeniu zła. Niedawno zamiast marzanny w Gdańsku zapłonęły te, które wydawały się podejrzane, nieczyste i niewygodnie popularne. Ponad osiemdziesiąt lat wcześniej w mieście nad Sprewą także ustawiono papierowy stos, który rozżarzono podpałką nienawiści. Choć te przykłady nieco się różnią, trudno zlekceważyć towarzyszącą obu działaniom wiarę w performatywną moc niszczącego gestu. Harry Potter okazuje się bardziej niebezpieczny niż Adolf Hitler. Spektakl Teatru Powszechnego w reżyserii Jakuba Skrzywanka ukazuje niepokojącą moc słów nienawiści i propagandy. Zamiast ostentacyjnego palenia papieru podsuwa widzom kilka merytorycznych zapałek. Warto mieć je przy sobie. Dzisiaj i zawsze.

 

„Mein Kampf”
reżyseria: Jakub Skrzywanek
słowa: Adolf Hitler
dramaturgia: Grzegorz Niziołek
scenografia i kostiumy: Agata Skwarczyńska
muzyka: Karol Nepelski
ruch: Agnieszka Kryst
wideo: Magda Mosiewicz
Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie
premiera: 23.03.2019

Białe noce
18 lipca 2019

Białe noce

Ari Aster w „Midsommar. W biały dzień” wytwarza własny język i poszerza ramy gatunku. Zaciekawiony symbolicznym potencjałem mistycznego kina grozy, sprawdza, co jeszcze się tam kryje, kłębi i kotłuje...

Amalgamat (czyt. miszmasz)
17 lipca 2019

Amalgamat (czyt. miszmasz)

W zaskakująco skromnym programie tegorocznego idiomu festiwalu Malta, od lat stanowiącego najważniejszy blok festiwalowego programu, nie znalazło się niemal nic, co mogłoby dorównać maltańskiemu formatowi i realizowanym wcześniej ambicjom, które od lat wysoko ustawiały poprzeczkę oczekiwań widzów...