13 listopada 2012

Historia nieprzekupnego oka

Historia pokazywanej w Zachęcie w Warszawie i później, w krakowskim MOCAK-u poznańskiej galerii Akumulatory 2 uzmysławia, czym był fenomen niezależnych galerii prowadzonych przez artystów w ostatnich dekadach PRL-u. Kiedy patrzymy na działalność Akumulatorów z dzisiejszej perspektywy, uwagę zwrócić musi kilka szczegółów odróżniających ją od większości galerii działających dzisiaj. Po pierwsze, uderzający jest w Akumulatorach 2 brak kuratora, a przynajmniej kuratora w dzisiejszym rozumieniu tego słowa: odrębnego od artystów profesjonalisty, który jest inicjatorem i manipulatorem działań w obszarze sztuki. Galeria prowadzona przez artystę Jarosława Kozłowskiego, jak sam mówi na łamach wydanej przez Zachętę książki, opierała się na sieci tworzonej przez artystów. Każdy wystawiający w Akumulatorach polecał innych, którzy, jego zdaniem, pasowali do profilu galerii. W ten sposób galeria, zamiast tworzyć hierarchiczną pionową strukturę autorytetu, budowała połączenia poziome oparte na przyjaźni i współpracy. (Choć, naturalnie, można by się spierać, czy każda taka spontaniczna struktura naturalnie buduje także swoją opartą na autorytecie strukturę pionową.)

Interesujący jest też status terytorialny galerii. Anegdotyczny jest fakt, że galeria posiadała największy neon, jaki kiedykolwiek miała i będzie mieć galeria sztuki współczesnej. Mieściła się ona bowiem w budynku do dziś ozdobionym gigantycznym neonem „Akumulatory” – reklamą poznańskiej fabryki Centra. Galeria przez cały czas swojego istnienia borykała się z problemami lokalowymi, nie miała autonomicznej przestrzeni. W sali, gdzie prezentowano wystawy, odbywały się dyskoteki dla studentów – często okazywało się, że pomieszczenia jest z różnych powodów niedostępne. Akumulatory korzystały więc z przestrzeni innych galerii. W ten sposób, choć silnie związana z położonym w centrum Poznania budynkiem akademickim, galeria stawała się bardziej bytem konceptualnym niż materialnym. Wreszcie, na końcu, choć nie najmniej ważna – kwestia finansów. To ona ostatecznie zaważyła na decyzji o zakończeniu działalności galerii, bo okazało się, że wraz z upadkiem PRL-u, i dojściem do głosu „realizmu finansowego” dotychczasowy model funkcjonowania takich nie do końca określonych instytucji, jak Akumulatory nie ma racji bytu. Jarosław Kozłowski czyni tutaj gorzką konstatację, że kiedy niezależność stała się „statutowa”,  przestało być możliwe jej praktykowanie. Galeria przez wiele lat działała w obszarze kultury studenckiej, najpierw pod parasolem Socjalistycznego Związku Studentów Polskich, a później Państwowej Wyższej Szkoły Plastycznej w Poznaniu. Była to działalność oparta na bezinteresownym działaniu jej twórców oraz wystawiających w niej artystów. Akumulatory funkcjonowały poza światem rynku sztuki z kilku powodów: po pierwsze, w Polsce takiego rynku nie było, a po drugie artyści z Zachodu, którzy w niej wystawiali, sami silnie kontestowali ideę rynku.

Ale nie te cechy Akumulatorów zdecydowały o tym, że dzisiaj Zachęta i MOCAK organizują wystawę poświęconą jej historii, a wystawie tej towarzyszy monumentalna, rzadko w Polsce spotykana książka. (Przy okazji symptomatyczny jest brak uczestnictwa w tym ważnym, z punktu widzenia lokalnej historii, wydarzeniu władz miasta Poznania i działającego w mieście Muzeum Narodowego. Potwierdza to strukturalne i programowe lekceważenie spraw kultury w Poznaniu.) Powód dla organizacji wystaw i wydania książki jest prosty. Galeria Akumulatory 2 jest niezwykle ważną częścią historii sztuki współczesnej w Polsce. Od 1972 do 1990 roku zaprezentowano tu 195 wystaw, odczytów, performansów i tym podobnych. Jej działalność w maju 1972 roku otworzyła seria wykładów Andrzeja Turowskiego, Jerzego Ludwińskiego oraz Andrzeja Kostołowskiego. Jest to działanie symptomatyczne dla miejsca, które traktuje uprawianie sztuki jako czynność intelektualną, co w Polsce tamtego czasu nie było sprawą oczywistą. Czasami, jak w wypadku wystąpień Alicji Kepińskiej i Maszy Potockiej, granice między działaniem teoretycznym a artystycznym ulegały zatarciu. Galeria Akumulatory stała się jednym z nielicznych naprawdę ważnych miejsc sztuki w Polsce, wystawiali w niej między innymi: Jerzy Kałucki, Krzysztof Wodiczko, Andrzej Partum, Wojciech Bruszewski, Izabella Gustowska czy w końcu sam prowadzący galerię Jarosław Kozłowski. O fenomenie galerii stanowi jednak przede wszystkim jej działalność międzynarodowa. W przestrzeni Akumulatorów zobaczyć można było wystąpienia takich artystów jak na przykład: Richard Long, Michael Craig-Martin, Dick Higgins, Emmet Williams, Richard Wilson, by wymienić tylko kilku z tych najbardziej znanych. Galeria pojawiła się też na mapie światowego ruchu Fluxus dzięki organizacji w 1977 roku ich ostatniego – jak się później okazało – festiwalu. Ciekawostką jest fakt, że międzynarodowe kontakty ze światem sztuki na Zachodzie czy nawet na Dalekim Wschodzie przychodziły łatwiej niż współpraca w obrębie tak zwanego bloku wschodniego. Kontrola granic i ludzi w krajach socjalistycznych uniemożliwiła wielu interesującym artystom pojawienie się w Akumulatorach. Warto dodać, że w Poznaniu dzięki istnieniu uczelni artystycznej Akumulatory nie funkcjonowały w pustce. Na przełomie lat 80. i 90. funkcjonowało tu co najmniej sześć galerii opartych na podobnych autorskich  koncepcjach. Wśród nich były galeria Wielka 19, nieistniejąca od roku galeria ON czy funkcjonująca do dzisiaj galeria AT. Fenomen galerii działających wtedy w Poznaniu ciągle czeka na monografię odpowiednią do ich rangi.

Wystawa, która aktualnie odbywa się w warszawskiej Zachęcie, prezentuje monumentalny zbiór dokumentacji działalności galerii, możemy tam zobaczyć plakaty, zdjęcia, rysunki, ale także rekonstrukcje wystawianych w Akumulatorach prac. Wśród nich kamienny krąg Richarda Longa, „19 przedmiotów, które powinieneś znać” Hanny Łuczak czy „Żółtą rzeźbę pocztową” Robina Klassnika. Dzięki temu widzowie wystawy mogą stać się nie tylko pośrednimi, ale także bezpośrednimi uczestnikami tego, co działo się w Akumulatorach. Kiedy patrzymy na historię Akumulatorów jako na pewną całość, jedną opowieść o sztuce i tworzących ją ludziach, wyłania się z niej tytułowa figura „nieprzekupnego oka”.  Historia patrzenia i widzenia rzeczy w sposób niezależny od obowiązujących w różnych systemach politycznych i estetycznych konwencji. Jest to widzenie rozumiane jako akt prywatny, jednostkowy, ale jednocześnie intelektualny i nieodwracający się od rzeczywistości.

 

„Nieprzekupne oko, Galeria Akumulatory 2 1972–1990”
pod redakcją Bożeny Czubak i Jarosława Kozłowskiego
Zachęta Narodowa Galeria Sztuki
Warszawa 2012
wystawa 15.09–18.11.2012

fot. Bogdan Perzyński, Projekcja 2, 1981, autor zdjęcia: Jarosław Kozłowski

 

 

Śląska karuzela
20 listopada 2018

Śląska karuzela

W „Drachu” Szczepan Twardoch rezygnuje z linearnej narracji – szatkuje biografie swoich bohaterów, zmuszając czytelnika do bardzo uważnej lektury i samodzielnego układania jej elementów w całość...

(Po łebkach) w stronę queerstory
16 listopada 2018

(Po łebkach) w stronę queerstory

Zaczyna się i kończy mocno. Z pomysłem. Gorzej z środkiem, od metodologii po treść. Smakowicie zapowiadająca się „Dziwniejsza historia” Remigiusza Ryzińskiego przypomina queerstoryczny kalejdoskop, wirujący w takim tempie i naszpikowany tyloma lusterkami, że o zagubienie przyprawił samego autora, bo o ile wypada pochwalić Ryzińskiego za intencję, o tyle wykonanie pozostawia momentami sporo do życzenia...