16 maja 2019
nic

Granica wyobraźni

Granicą naszej wyobraźni są obraz śmierci i nicość. To granica sprawdzalna i przesuwalna – jej modyfikacje są możliwe w sztuce i filozofii. Krzysztof Garbaczewski i jego zespół, czerpiąc z doświadczeń Bolesława Leśmiana, Kazimierza Malewicza, Martina Heideggera i Paula Celana tworzą przestrzeń transcendentalnej realności.

Nie-przedstawienie

Czarny kwadrat po raz pierwszy pojawił się w twórczości Malewicza jako element kurtyny futurystycznej opery „Zwycięstwo nad Słońcem”. Czy był to gest odrzucenia naśladownictwa w sztuce, czy zakwestionowanie racjonalnego sposobu myślenia? A może próba stworzenia alternatywnego świata? Używanie przez malarza barw i figur geometrycznych sprawiało, że jego obrazy nie przypominały już świata, który jest poznawalny przez rozum i zmysły. Czy „Czarny kwadrat na białym tle” mógł być dowodem na istnienie tego, co transcendentne?

Czarny kwadrat w spektaklu Krzysztofa Garbaczewskiego to fragment trójwymiarowej przestrzeni sceny Starego Teatru wydzielonej przez dwuwymiarowy biały ekran, wycięty w środku (scenografia: Robert Mleczko, Jan Strumiłło). Ekran przybliża i oddala się od widzów, przesuwany przez aktorów (choreografia: Marta Ziółek). W jego świetle pojawiają się kolejne kwadraty (wyznaczone np. przez białe jarzeniówki, będące ramą wypełnionego lustrami kubiku) i postaci.  Garbaczewski odsyła nas w ten sposób do zbiorowych wyobrażeń Zagłady, ale także odsłania karykaturalność postaw męczeńskich i heroicznych, umocnionych w pamięci kolektywnej.

Czy czarny kwadrat w spektaklu Garbaczewskiego ma zatem wymiar etyczny? A może pozostaje tylko znakiem nicości – braku Boga, który dopuścił Holokaust? Szczątki Zagłady to tylko kilka znaków: pasiak i rzędy cyfr wypisanych sprayem na białym tle (obozowe tatuaże). Twórcy spektaklu zdają się szukać pozostałości doświadczenia śmierci w ciałach tych, którzy Zagładę przeżyli.

Poezja (z) dźwięków

Czesław Miłosz pozwolił przetrwać w poemacie ciału Eurydyki. Do Hadesu, którego rzeka zdaje się płynąć nad głowami publiczności, przybywa po nie Orfeusz. Na białą ramę zakłada uprzęż z grubych sznurów. Przesuwa czarny kwadrat ku rampie i z powrotem – ku wnętrzu sceny. Jego twarz przybiera wyraz wielkiego wysiłku. Syzyfowa praca. Na tworzy Eurydyki maluje się grymas niemego krzyku. To ekspresja cierpienia. Obrazy są groteskowe niczym z Kantorowskiego Teatru Śmierci i Miłości. Ciała aktorów wymykają się dialektyce życia i śmierci. Zanurzone są w abstrakcyjnym, nierealnym świecie wykreowanym według reguł poezji Leśmiana; świecie, w którym w czasie karnawału się pości, a bawi podczas postu.

Reguł nie dyktują sensy słów, a raczej ich melodia, tworzona przez głos i jego przetworzony dźwięk. Jego źródła są często niedostrzegalne – ukryte w półcieniu i mroku. Ambientowa muzyka (Jan Duszyński), ciężkie odgłosy oddechu, wysypywane kamyki, stąpanie po podłodze, dźwięki fortepianu, szum i hałas – to wszystko buduje niezwykły krajobraz dźwiękowy, w którym najdotkliwiej wybrzmiewa cisza. Czy ona jest tytułową nicością?

Jedna z pierwszych projekcji przygotowanych przez Yana Kalnberzina i wyświetlanych na ekranie kubiku, który znajduje się wewnątrz czarnego kwadratu, przedstawia kreślone pięciolinie. Przesuwają się one jakby pod wpływem wypowiadanych słów i uderzeń w klawisze fortepianu. Pięciolinię inicjuje klucz wiolinowy lub basowy, ale nuty się na niej nie pojawiają. Kiedy linie się urywają, strzałka wskazuje kolejną pięciolinię. Spektakl Garbaczewskiego jest jak kompozycja o wielu początkach, która rozpoczyna się wciąż na nowo, wytwarzając relacje z każdą poprzednią i następną. Inicjowanie zapisu staje się działaniem prawdziwie ludzkim, system znaków zaś tym, co funkcjonuje nie w człowieku, ale obok niego; tym, od czego ludzka świadomość jest zależna.

Zamiast notować skojarzenia i słowa, szkicuję w trakcie spektaklu figury geometryczne mapowane w przestrzeni scenicznej przez linie światła (reżyseria światła: Robert Mleczko). Kiedy na białym kwadracie wypisywane są kolejne numery (obozowe) – rysuję trójkąt przypominający Oko Opatrzności – w środku nie ma jednak oka, a czarny kwadrat na białym tle. Kiedy Eurydyka-więźniarka obozowa wydobywa z siebie głos – światło tworzy koło – symbol jedności, harmonii, nieskończoności, precyzji, wieczności... Czym może dla nas być ten okrąg?

Co po Zagładzie?

Eurydyka tylko raz zdejmuje swój pasiak – kiedy przybywa do swojego męża. Staje się wówczas Penelopą czekającą na Odyseusza. Spotkanie. Delikatność mężczyzny. Widać jedynie zarys ich sylwetek, rysujący się delikatnie w mroku. Powoli jego czułe słowa przeradzają się w tyradę. To monolog człowieka, który sądzi, że posiadł wiedzę o znaczeniu słów, porządku i strukturze świata. Notuję: „pusta gadanina”. Dlaczego nie mogą pomilczeć jak Paul Celan i Martin Heidegger, o których spotkaniu dowiadujemy we wcześniejszej scenie?

O czym milczeli poeta (żydowskiego pochodzenia) i filozof (członek NSDAP)? Pytanie o Zagładę jest w spektaklu zawieszone, nie jest wypowiadane wprost. Kiedy Eurydyka mówi o wodzie, która pochłania ciała, myślę o tonących uchodźcach. Heidegger myślenie nazwał „najprostszym i dlatego najtrudniejszym ręko-dziełem człowieka”; to towarzyszenie rzeczy w jej dzianiu się, pozwalaniu, by była ona tym, czym jest. Myśląc, pytam dalej: czy Eurydyka-więźniarka jest tą, po którą trzeba zejść do Hadesu naszej pamięci? czy zdołalibyśmy ją kochać i wyprowadzić z piekła obojętności i nieczułości, nie oglądając się, czy nam jeszcze towarzyszy? Garbaczewski pyta o tożsamość ufundowaną na wyparciu i sakralizacji Zagłady. Profanuje pamięć, wyśmiewa patos filozoficznych dywagacji i klisze interpretacyjne poezji. Pozostaje wierny jednej zasadzie: jeżeli coś istnieje, ma swoją postać w rzeczywistości, a także w wyobrażeniach i sztuce.

Nie-widzenie

Czy jeśli będziemy długo wpatrywać się w czarny kwadrat, odkryjemy tajemnicę nicości? Takie myślenie byłoby naiwne. Nicości nie widać; ale jeśli jest w nas miłość i wiara – ujawni się ona w naszym spojrzeniu, słuchaniu, dotykaniu. Rzeczywistość kreowana przez sztukę odbija zmysłowe doświadczenie świata. W „nicości” nawet ciało nie jest indeksem bycia człowiekiem. Dlatego aktorzy – w swojej groteskowości i śmieszności – zdają się nie-ludzcy. Może właśnie ta „nie-ludzkość” pozwoli – jak „nicość” – odkryć to „coś”, co czyni nas ludźmi?

 

„Nic”
medytacja teatralna inspirowana „Czarnym kwadratem na białym tle” Kazimierza Malewicza, poezją Bolesława Leśmiana, książkami „Nic-nic” Janusza Palikota, „Kairos” Cezarego Wodzińskiego, „Mount Analogue” René Daumala i myślą U.G. Krishnamurtiego
reżyseria, adaptacja: Krzysztof Garbaczewski
scenografia: Robert Mleczko, Jan Strumiłło
reżyseria światła: Robert Mleczko
choreografia: Marta Ziółek
kostiumy: Marcin Kosakowski
muzyka: Jan Duszyński
Narodowy Stary Teatr w Krakowie
premiera: 28.03.2019

Białe noce
18 lipca 2019

Białe noce

Ari Aster w „Midsommar. W biały dzień” wytwarza własny język i poszerza ramy gatunku. Zaciekawiony symbolicznym potencjałem mistycznego kina grozy, sprawdza, co jeszcze się tam kryje, kłębi i kotłuje...

Amalgamat (czyt. miszmasz)
17 lipca 2019

Amalgamat (czyt. miszmasz)

W zaskakująco skromnym programie tegorocznego idiomu festiwalu Malta, od lat stanowiącego najważniejszy blok festiwalowego programu, nie znalazło się niemal nic, co mogłoby dorównać maltańskiemu formatowi i realizowanym wcześniej ambicjom, które od lat wysoko ustawiały poprzeczkę oczekiwań widzów...