23 stycznia 2019
Ekonization_5_bis
fot. Natalia Pakuła
Ekonization_ 18
fot. Natalia Pakuła
Ekonization_2_bis
fot. Natalia Pakuła
Ekonization_13_bis
fot. Natalia Pakuła
Ekonization_28_bis
fot. Natalia Pakuła

Gość w dom

Z czym zostaje artysta wizualny, jeżeli sam siebie, z etycznych względów, pozbawia głównego narzędzia swojej pracy – widzenia? Wszak przez lata edukacji uczony jest tego, jak patrzeć i widzieć, a następnie jak za pomocą obrazu przenosić to, co zobaczył, na medium, w którym się specjalizuje. Szwajcarski artysta Andrea Marioni, którego wystawę „Ekonization: Hello My Friend” możemy oglądać obecnie w poznańskiej Galerii Miejskiej Arsenał, zdaje się doskonale rozumieć myśl filozofki Donny Haraway, która przestrzega nas o tym, że nasze oko nie jest niewinne, a jego używanie sytuuje naszą wiedzę w konkretnym, uprzywilejowanym miejscu. Z tego powodu w swojej relacji z nieformalnego obozu dla uchodźców Eko w greckiej miejscowości Polykastro Marioni świadomie odrzuca media takie jak film i fotografia, aby skonfrontować nas – widzki i widzów wystawy – z projektem raczej etnograficznym (w pozytywnym, zaangażowanym znaczeniu) niż artystycznym.

Głównym powodem, dla jakiego Marioni rezygnuje z obrazu w swojej opowieści o tym miejscu i zamieszkujących go ludziach, jest przekonanie o estetyzacji i pornografizacji cierpienia ubóstwa, które prowadzić może do zobojętnienia, „wizualnego uprzedmiotowienia kategorii »uchodźców«, konsekwentnie utrwalając ich percepcję jako odmiennej grupy ludzkich istot”. Faktycznie, my również powinnyśmy zadać sobie pytanie, jak i czy w ogóle „działają na nas” kolejne zdjęcie, kolejny film i obraz przedstawiający osoby uciekające ze swoich krajów przed wojną. Istnieje niebezpieczeństwo, że po którymś razie nasze oczy i umysły nie dostrzegą już poszczególnych ludzi i ich historii, ale jedną, bezpodmiotową grupę, w której każdy wygląda tak samo i reprezentuje ten sam typ doświadczenia.

Dlatego też artysta – niemal jak przykładowy etnograf – decyduje się na tekst. Wystawa ta przesycona jest tekstem, napisami, a jej nieodłączną część stanowi dziennik, który Marioni prowadził podczas swojego pobytu w obozie Eko (polskie tłumaczenie w przygotowaniu). Nie bez przyczyny używam metafory etnografii. Marioni niejako przypadkowo trafia do miejsca, które kompletnie różni się od jego codziennych przywilejów – i zostaje w nim na jakiś czas. Dziennik, adekwatnie do ery cyfrowej, w której żyjemy, rozpoczął się od publikowania wpisów na Facebooku, staje się dla nas świadectwem codzienności i podobnie jak u pierwszych (i kolejnych) etnografów i etnografek, spojrzeniem artysty w głąb własnych przeżyć, analizą i rekonstrukcją swoich dotychczasowych wyobrażeń. W zderzeniu z codziennymi problemami, głównie ludzi, do których przyjechał, ale również własnymi, weryfikuje swoją wiedzę na temat przeszłości – tego, co zdarzyło się w Europie podczas drugiej wojny światowej, ale również przyszłości – obserwując życie osób pozostawionych samymi sobie, przewiduje, jak „cywilizacja zachodnia” poradzi sobie, gdy nadejdzie przepowiadana przez polityków, futurologów i jasnowidzów Apokalipsa. Poczucie to jest wzmacniane poprzez obecność wyciętych przez artystę z płyt i pomalowanych jakby dziecięcą kreską postaci, którym nie nadano twarzy, zamiast nich pozostawiając dziurę przywołującą skojarzenia o znanych nam dobrze zabawach, podczas których osoba fotografowana wkłada swoją głowę w przygotowany „stand” symbolizujący jakąś osobę i na czas robienia zdjęcia przyjmuje jej tożsamość. Frywolność takiej zabawy uświadamiamy sobie dopiero, kiedy pomyślimy o tym, jak i w kogo zamienilibyśmy się, gdyby do wykonania zdjęcia użyć ustawionych przez Marioniego manekinów.

Zestawiając dziennik z innymi przedmiotami pokazanymi na wystawie, których zasadniczą funkcją jest przekazanie informacji w postaci tekstu, rysuje się, a właściwie pisze przed nami gorzka wersja współczesności. W wersji tej słowa nabierają charakteru ironicznego, a jeśli pozbawić by je kontekstu – cynicznego. Na wystawę wchodzi się przez dziurę w płocie, zaraz za którą na sznurach, takich jak na pranie, powieszone są koszulki przesyłane do obozów w paczkach z pomocą humanitarną z krajów zachodnich. Jak pisze kuratorka Elisa Rusca w tekście do wystawy, napisy na tych koszulkach stanowią „dziwny zbiór sloganów, noszonych przez mieszkańców Eko, w większości nieświadomych tego, co oznaczają”. Znajdziemy na nich hasła znane nam z różnorakich popkulturowo-motywacyjnych frazesów: be fast or be last (bądź szybki, aby nie być ostatnim), if in doubt… shout! (w razie wątpliwości… krzycz!), smile! (uśmiechnij się!), f..ck y’all (pieprzyć was wszystkich) i inne tego typu, raczej niemodne już w tej części świata nadruki.

Uzasadnione braki wizualne są na wystawie Marioniego wypełniane jednoznaczną materialnością. Zgaszone, szarawe kolory makatek i koców z nadrukiem UNHCR (ONZ-owski urząd Wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców), z których konstruowane są obozowe namioty i miejsca odpoczynku, kontrastują z łańcuchami jaskrawych lampek choinkowych na baterie, dającymi jedyne światło w odciętym od infrastruktury obozie. Metalowe płoty i przenośne toalety znajdujące się na wystawie mają za zadanie przybliżyć widzkom i widzom „klimat” obozowej infrastruktury. Obóz Eko powstał spontanicznie, w okolicy plaży, przy stacji benzynowej o tej samej nazwie i autostradzie prowadzącej na północ Europy. Kto podróżował samochodem po europejskich autostradach, zna uczucie tymczasowości, którego doświadcza się podczas postoju na stacji benzynowej. Marioni w swoim dzienniku słusznie zauważa, że jest w tym miejscu na chwilę, wyjeżdżając stamtąd, będzie musiał zastanowić się, dokąd tak naprawdę wraca.

Z punktu widzenia materialistycznego warto zastanowić się nad faktem, że to właśnie ropa naftowa stanowi bogactwo, o które toczą się wojny, wypychające następnie mieszkańców w trudną i niechcianą podróż-ucieczkę. Istoty ludzkie zostają niejako przehandlowane na materiał, dzięki któremu reszta świata może się rozwijać i nie musi dzielić się uzyskanym dzięki niemu dobrostanem. Jeżeli wystawa Marioniego istotnie w jakimś stopniu odzwierciedla sytuację tego konkretnego obozu, to my jako widzowie nie jesteśmy w stanie nie zauważyć towarzyszącej jej od samego początku do końca gorzkiej ironii. Tym bardziej realnej, że pozbawionej zapośredniczonej w fotografiach czy filmie reprezentacji, a uderzającej nas swoją szczegółowo dopracowaną dosłownością materii.

Grecja jest krajem, w którym od kilku lat powstało bardzo wiele obozów dla uchodźców, zarówno formalnych, usytuowanych najczęściej w dawnych koszarach wojskowych (podobnie rzecz ma się w Polsce), pod nadzorem Frontexu, jak i bardziej oddolnych, prowadzonych przez niezależnych wolontariuszy i wolontariuszki, funkcjonujących dzięki wsparciu niektórych organizacji pozarządowych, w mniejszym stopniu uzależnionych od decyzji politycznych. Użyty w tytule wystawy neologizm „ekonization” jest połączeniem komercyjnej nazwy stacji benzynowej Eko oraz słowa „kolonizacja”. Nie sposób jednak uniknąć skojarzenia słowa „eko” z greckim oryginałem oiko, oznaczającym „dom”. Czy zatem w tym konkretnym przypadku możemy mówić o (u)domowieniu lub (za)domowieniu się w tym skleconym naprędce obozie? W tekście kuratorskim przeczytamy, że „Andrea Marioni zaprasza nas, abyśmy dali się »skolonizować« poprzez obiekty i odniesienia zaczerpnięte z rzeczywistości”. Stworzone na wystawie atmosfera, faktura i kolory koców, narzut, światełka, toi-toie, płot, metalowe pręty, koszulki i wreszcie tekturowe postacie, których twarzy nie znamy, stają się nam w jakiś sposób bliskie i domowe. I to jest chyba najmocniejsze doznanie w całym tym nie-do-końca artystycznym przeżyciu.

 

Andrea Marioni, „Ekonization: Hello My Friend
kuratorka: Elisa Rusca
Poznań, Galeria Miejska Arsenał
11.01–3.03.2019

Uwaga, spoiler!
20 maja 2019

Uwaga, spoiler!

Wraz z ostatnim odcinkiem „Gry o tron”, serialu, który wyrósł na jeden z największych fenomenów współczesnej popkultury, szanse na to, że ujrzymy ostatnie dwa tomy „Pieśni lodu i ognia”, sagi George’a R...

Haft Okupacyjny vs. craftywizm. Feministyczne strategie artywistyczne
18 maja 2019

Haft Okupacyjny vs. craftywizm. Feministyczne strategie artywistyczne

Dzisiaj haft ma już niewiele wspólnego z przyuczaniem kobiet do patriarchalnie wyznaczonego im ideału. Jednak jego historyczne uwarunkowanie jest czytelne chociażby we wciąż istniejącym, kobiecym stereotypie delikatnej estetyki haftu oraz ekonomicznie problematycznym statusie domowego zajęcia, co wskazuje na trwałość ucieleśnionych norm kulturowych, i co w swej nazwie odsłania Kolektyw Złote Rączki...