24 października 2017
meyerowitz

Genialny klan

Obraz Noaha Baumbacha pojawia się znikąd, nagle i niespodziewanie w dystrybucji internetowej platformy Netflix. Autentycznie niezależny, bez subwencji i ograniczeń, wyrazisty w swojej konsekwentnie autorskiej, a jednak często zapożyczanej sygnaturze, Baumbach wciąż realizuje kino na własnych warunkach. Nie stroi się w piórka nonszalanckich przewrotek, nie potrzebuje zamieniać jasnych i czytelnych komunikatów w serialową epizodyczność kojarzoną z największą na świecie wypożyczalnią-online. „Opowieści o rodzinie Meyerowitz” to klasyczny film z cyklu szalonych nowojorskich komedii, ujęty w nawias przydomowych zadr, ojcowskiego wykluczenia, a także zmagań ze statusem zdjętego ze świecznika artysty, doprawiony inteligentnym, a zarazem tryskającym egzystencjalną rozpaczą poczuciem humoru.

W swoim najnowszym filmie autor „Frances Ha” nie zrywa ze sprawdzoną strategią artystyczną, która od początku jego reżyserskich wojaży czyni z niego pełnoprawnego spadkobiercę Woody’ego Allena: doborowa obsada konfrontuje się z niezliczonymi neurozami, a uwielbienie nowojorskiego wiru wybrzmiewa w kinie tak naprawdę utkanym wyłącznie ze słów. Tyle że wbrew pozorom nachalnej allenowszczyzny Baumbach po raz kolejny wybiera najlepszy możliwy wariant dla tych zapożyczeń. Reżyser w anegdotyczny, polifoniczny, a jednocześnie lekki i finezyjny sposób snuje balladę o nowojorskiej rodzinie z żydowskim backgroundem, w której szeregach nie może zabraknąć ofiar artystycznego losu. Swoim zwyczajem Baumbach podśmiechuje się z nich przez gorzkie łzy.

Piętno porażki odcisnęło się już w trzonie familii – Harold (Dustin Hoffman) to rzeźbiarz awangardzista, który całe dnie spędza na nieskutecznych próbach godzenia się z kompleksem mniejszości. Swoimi koncepcjami artystycznymi pragnie uleczyć nadwyrężone ambicje i niedopieszczone ego, ale koniec końców presję sprostania wymaganiom spycha na trójkę dzieci. Chce bywać ze swoimi pracami w wielkich galeriach, ale nie jest mile widziany nawet na wernisażach kolegów po fachu. Owo rozgoryczenie wybrzmiewa najlepiej w sytuacji, gdy Harold krytycznym okiem spogląda na dzieła starego druha. Choć ten ocean powierzchownej brawury i pretensjonalna enigma zdają się dla bohatera niepokojącym komentarzem współczesnej kultury, szybko rekompensuje je uścisk dłoni obecnej na wystawie Sigourney Weaver (sic!). Wystarczy, że dotykamy „gwiazd” i już umyka naszej uwadze niedawne rozczarowanie. Życie i twórczość artysty to grunt z zasady grząski, z którego łatwo osunąć się w sztampę i nazbyt intymne punkty widzenia, jednak Baumbach omija te zasadzki cynicznymi metakomentarzami, punktującymi potencjalną pretensjonalność i hipokryzję dobrze sytuowanych intelektualistów. A to dopiero pierwsze okrążenie.

Niezrozumienie i zawiedzione oczekiwania dominują również w życiu i wyobraźni dzieci Harolda. Starszy syn Danny (Adam Sandler) to czwartoligowy muzyk, który od święta udzieli lekcji gry na pianinie, czasem pochałturzy do przysłowiowego kotleta. Jest trochę ekscentryczny, trochę neurotyczny, ale zarazem zwyczajny, boryka się z banalnymi problemami: brakiem poczucia stabilizacji, rozstaniem z żoną, odpowiedzialnością za córkę. Ma kłopot ze znalezieniem miejsca parkingowego na zatłoczonych ulicach Brooklynu, trudności ze zdobyciem numeru od przypadkowo napotkanej kobiety. O ile dominantą życia bohatera są niezbywalne poczucie twórczej melancholii, potrzeba akceptacji patriarchy familii i uporządkowania życiowego barłogu, o tyle dla Matthewa (Ben Stiller), młodszego z Meyrowitzów, przybranego brata Danny’ego, jest nią sukces – zarówno w sferze rodzinnej, jak i zawodowej. Jako czarna owca nigdy nie wykazywał specjalnego zainteresowania sztuką i jako jedyny zarobił dzięki temu prawdziwe pieniądze. Teraz wraca do rodzinnego gniazda, gdzie sprowadzają go sprzedaż rodzinnej posiadłości oraz choroba ojca. Co ciekawe, dopiero dzięki bezpośredniej konfrontacji zaczyna się właściwa rozgrywka między bohaterami, dla których Baumbach przygotował kilkanaście sesji w ramach zaległej terapii rodzinnej.

Dramatyczne konflikty rymujące się z emocjonalnymi niedostatkami i miłosną próżnią wywołanymi brakiem wiary ze strony ojca są fundamentem „Opowieści o rodzinie Meyerowitz”. W filmie toczy się zastraszające współzawodnictwo o pozycję w ojcowskiej hierarchii, rozpędu nabierają również braterski konflikt, a także bezsilne próby pojednania dysfunkcyjnej rodziny. Tym ciekawsza to próba, że w dynamicznych konfrontacjach osobliwych nowojorczyków Baumbach z powodzeniem prezentuje absurdalny, wręcz kabaretowy wymiar, w którym cały świat i życie opowiedziane są przez pryzmat połączeń i przeciwieństw, układów sił. Szczególnie spektakularnie ukazane jest to w scenie wernisażu ojca, na którym braciom przychodzi wygłosić kilka słów. Na światło dzienne wychodzą wtedy traumy z dzieciństwa, łzy spływają wartkim strumieniem. „Szkoda, że ojciec nie odniósł większego sukcesu, bo to ułatwiłoby nam życie” – mówi Matthew. „Opowieści o rodzinie Meyrowitz” stanowią ważny głos w temacie łagodzenia goryczy. Ikoniczne kody, takie jak credo „z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach”, reżyser wykorzystuje w sposób twórczy, wyrafinowany i świeży.

Film spaja jeszcze inna, a może i najważniejsza cecha Baumbacha – fenomenalna obsada. W tym przypadku twórca dokonał niemalże niemożliwego, a mianowicie wycisnął z Sandlera i Stillera (którzy w oczach krytyków i widzów zwykli uchodzić za uosobienie etatowych przygłupów Hollywoodu) wielowymiarowych reprezentantów pokolenia czterdziestolatków doprowadzonych do skraju wytrzymałości. Wiarygodność zbudowana na opozycji powagi i ironii oraz ocieplenie emploi tego duetu przy jednoczesnym zerwaniu z dotychczasową aktorską specjalizacją i złapaniu widza w pułapkę łzawych tonów to zaskoczenie – zdaniem choćby Michała Oleszczyka – godne nominacji, a być może zwycięstwa w tegorocznym rozdaniu Oscarów. Wymagałoby to na pewno – ze względu na światową dystrybucję Netflixa – radykalnego przewartościowania niezachwianych modeli artystycznych i produkcyjnych Hollywoodu. Nie traćmy jednak tej przewrotnej perspektywy z pola widzenia. Pożyjemy, zobaczymy.

 

„Opowieści o rodzinie Meyerowitz”, reż. Noah Baumbach
Netflix
premiera polska: 13.10.2017

Sceny z życia
22 maja 2018

Sceny z życia

Skończyło się – nagrody przyznane, werdykty ogłoszono. 71. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Cannes zwyciężył Japończyk Hirokazu Kore-eda. Można odbierać werdykt jury – pod przewodnictwem Cate Blanchet – jako wyraz zdegustowania obrazem społeczeństwa zbudowanego na kryzysie: zatomizowanego, zblazowanego, balansującego nad przepaścią...

W paszczy szaleństwa
21 maja 2018

W paszczy szaleństwa

Marlo jest w dziewiątym miesiącu ciąży, ma na głowie dwójkę dzieci i ani chwili czasu dla siebie. Wie też, że z pojawieniem się następnego potomka, sytuacja stanie się jeszcze gorsza, a pracy jedynie przybędzie...