13 października 2011

Delikatnie, po męsku

Nie ma imienia, najczęściej mówią na niego „młody” albo po prostu „Driver”. Za dnia pracuje jako mechanik w warsztacie samochodowym, a do pensji dorabia jako kaskader rozbijający na zawołanie pędzące samochody. Nie unika również życia nocnego – sprzedaje swoje umiejętności złodziejom organizującym napady. Wynajmuje się na pięć minut – tyle daje sobie czasu na zgubienie policji i przetransportowanie klientów w bezpieczne miejsce. To główne zajęcia bohatera filmu Nicolasa „Drive” Windinga Refna.

Driver jest osobą bez dookreślonej tożsamości – przyjechał do Los Angeles jakiś czas temu – nikt nie wie skąd ani dlaczego. Jego twarz przypomina maskę, którą ubiera podczas kaskaderskich wyczynów. Rzadko można wyczytać z niej jakieś emocje – opanowanie to jedna z najważniejszych cech zawodowego kierowcy. Łagodny uśmiech pojawia się na jego twarzy dopiero, gdy poznaje Irene – młodą i piękną sąsiadkę samotnie wychowującą małego synka pod nieobecność męża odsiadującego wyrok za kradzież. Nowa znajomość szybko przeradza się w uczucie, które doprowadzi do tragedii.

Refn sprawnie bawi się naszymi oczekiwaniami. Po pierwszych scenach nocnych pościgów ulicami Los Angeles, gdy spodziewamy się kolejnych zastrzyków adrenaliny, historia zwalnia, a pędzące samochody ustępują rodzącej się miłości. Jednak i ona nie ma szansy na rozwinięcie w typowo hollywoodzkim stylu. Gdy obie strony coraz bardziej angażują się i przyzwyczają do nowej sytuacji, a Driver zaprzyjaźnia się z chłopcem, dla którego staje się namiastką ojca, z więzienia powraca Standard – mąż Irene. I tu kolejne zaskoczenie – nowa sytuacja nie staje się impulsem dla Drivera do walki o ukochaną dziewczynę.

Historia opowiedziana w filmie nie odbiega od standardów dobrego kina akcji. Mamy tu wszystkie elementy, które powinien spełniać wyróżniający się scenariusz gatunkowego dzieła z pogranicza filmu gangsterskiego i akcji. Jest intrygujący bohater, którego niedookreślenie podwójnie wzbudza naszą ciekawość, jest niebezpieczna miłość, tabun groźnych gangsterów, szybkie samochody i sporo rozlanej krwi. Co jednak sprawia, że „Drive” to nie tylko film poprawny, lecz wręcz wybitny?

Refn żongluje kliszami i stereotypami, a przy okazji bawi się naszymi przyzwyczajeniami. Używa chwytów gatunkowych, czyniąc z brutalnej historii walki o miłość i przetrwanie prawdziwe dzieło sztuki. „Drive” śmiało można nazwać filmem postmodernistycznym, a Refna – postmodernistą w takiej samej mierze jak Tarantino czy braci Coen. Podobnie jak oni – potrafi wybrać z kina gatunków najbanalniejsze elementy i zmontować z nich dzieło zarówno nowatorskie estetycznie, jak i porywające przeciętnego widza. Refna różni jednak od tych amerykańskich reżyserów brak ironii. O ile Coenowie i Tarantino składając swoje filmy z wyświechtanych klisz, puszczają do widza oko, dając do zrozumienia, że to tylko zabawa i gra konwencjami, Refn opowiada swoją historię bardzo serio, bez krzty parodii, co potęguje artystyczne wrażenie.

Niezwykła, lekko melancholijna atmosfera jest w tym filmie wielce istotna. Bardzo męska historia, której nie brakuje brutalności i rozlewu hektolitrów krwi, została rozegrana na najdelikatniejszych tonach. Refn zrezygnował z szybkiego tempa charakterystycznego dla samochodowych pościgów, tak przecież istotnych w filmie o kaskaderze. Brakuje również piętrzących się zwrotów akcji i galopady ujęć. Nacisk został położony na wysmakowane zdjęcia, gdzie liczyły się kolorystyczne dominanty intensywnych barw i kompozycja utrwalona w lekko wydłużonych ujęciach. Całość dopełnia muzyka, wzmacniająca klimat niedopowiedzenia i romantyczności, która na szczęście ani na moment nie popada w czułostkowość czy patos dzięki wibrującym bitom, jakby dochodzącym z nostalgicznej dyskoteki. Refn potrafił w nowy i w pełni autorski sposób zmontować intrygującą i wciągającą historię z elementów doskonale wszystkim znanych. Największym plusem filmu nie jest więc scenariusz, a sposób jego realizacji. Refn zastępując szybkość akcji intensywnością, zburzył kanony kina gangsterskiego. Brutalny świat mafiosów i złodziei przedstawił w łagodnych kadrach, nie unikając przy tym niezwykle brutalnych scen strzelanin i bójek.

Refn wkroczył tym filmem na światowe salony kina autorskiego. Choć można znaleźć podobieństwa w posługiwaniu się filmową gatunkowością do innych wielkich współczesnego kina, nie można zarzucić mu epigoństwa czy taniego naśladownictwa. W „Drive” zademonstrował niezwykłą biegłość realizacyjną, a także wrażliwość i pomysłowość. Potrafił również dobrać świetnych współpracowników, przede wszystkim aktorów. Ryan Gosling i Carey Mulligan dzięki rolom Drivera i Irene wspinają się w hierarchii hollywoodzkich aktorów. Także dzięki ich grze „Drive” posiada znamiona arcydzieła.

„Drive”
reżyseria: Nicolas Winding Refn
dystrybucja: ITI Cinema
premiera: 16.09.2011

Więźniowie nienawiści
18 września 2018

Więźniowie nienawiści

Przez lata Lee wypracował charakterystyczną tożsamość artystyczną, którą łatwo na ekranie zidentyfikować. Nawet w jego bardziej klasycznych dokonaniach gatunkowych, pojawiają się zawsze te same kwestie: rasizmu, przemocy, rozdziału pomiędzy agresywną rewolucją wobec zastanego systemu a powolnym dążeniem do jego poprawy poprzez pokojową współpracę...

Oko za oko, nos za nos
14 września 2018

Oko za oko, nos za nos

Przy małej przebojowości samego projektu przestrzeni, bezspornie silna jest selekcja – każda z wystawionych prac ma temperaturę wrzenia, a kontakt z nią oddziałuje na widza niemal fizjologicznie – o trwającej w Galerii Piekary wystawie prac Włodzimierza Borowskiego „No to co...

Egzamin dojrzałości
13 września 2018

Egzamin dojrzałości

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że wszystko, co najlepsze w polskiej kinematografii, pochodzi od debiutantów. Tym większe zaskoczenie wywołała lista filmów konkursowych tegorocznego Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, na której znalazły się tylko dwa filmy podpisane przez reżyserów bez doświadczenia w pełnym metrażu...