alt
Fot. Janusz Marciniak

Pożegnanie Piotra Piotrowskiego

W niedzielę, 3 maja zmarł Piotr Piotrowski. Informacja ta poruszyła wielu jego przyjaciół, uczniów, studentów, czytelników, tych, którzy go podziwiali i tych, którzy z jego poglądami się nie zgadzali. Był to człowiek pełen życiowej energii, ogromnej wiedzy i dociekliwej inteligencji, obdarzony sarkastycznym poczuciem humoru, zapewne z ironicznym rozbawieniem przypatrywałby się swojej ceremonii pogrzebowej, korowodom oficjalnych deklaracji i wyrazów ubolewania.

Jako że Piotr nie był sentymentalny, postaram się, aby to pożegnanie wieloletniego autora i przyjaciela „Czasu Kultury” było krótkie i rzeczowe. Odszedł od nas nagle i – jak zawsze w takim wypadku – zbyt wcześnie nie tylko znany i wybitny historyk sztuki, ale przede wszystkim intelektualista, który był bardzo mocno zaangażowany w sprawy publiczne. Dawał tego dowody przez wiele lat, kiedy przed rokiem 1989 był członkiem redakcji nielegalnego podziemnego pisma „Obserwator Wielkopolski”. Niewielu jest ludzi, którzy tak jak Piotr Piotrowski potrafili swoje przekonania społeczne artykułować z takim zaangażowaniem i pasją. To właśnie Piotr Piotrowski był inicjatorem powstałej w ubiegłym roku w Poznaniu Otwartej Akademii, autorem wielu listów i protestów pisanych w obronie zagrożonej w Polsce demokracji. wolności słowa i twórczości artystycznej. Piotrowi nie podobało się to, że w Polsce przestrzeń społeczna zawłaszczana jest przez fanatyków religijnych i populistów, że nasza kulawa demokracja nie dopuszcza do głosu mniejszości i nie chce zapewniać im należytych praw. Pisał, że boli, kiedy demokracja „przynajmniej formalnie przyjęta przez wszystkie kraje postkomunistycznej Europy, nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań, nie w pełni realizuje marzenia o wolności”. Interesowała go idea „demokracji radykalnej”, która zamiast opierać się na konsensusie eliminującym mniejszości, podtrzymuje spór jako nieusuwalny element systemu społecznego.

Oburzał go kryzys idei uniwersytetu, jego biurokratyzacja i komercjalizacja. Kpił z bezmyślnych absurdów parametryzacji, która promuje zapobiegliwych średniaków, a nie dostrzega istotnych osiągnięć naukowych. (Niestety nie zdążył, jak obiecał, zredagować poświęconego temu tematowi numeru „Czasu Kultury”.) Gorąco protestował przeciwko wyprowadzaniu wydziałów humanistycznych z centrum Poznania, argumentując, że w ten sposób tracimy bezcenną dla całej społeczności przestrzeń kultury i wiedzy. Był historykiem sztuki, który nie zamykał jej w hermetycznym dyskursie naukowym, ale pokazywał, że „Sztuka jako aktywność publiczna, niejako ze swej natury jest działaniem politycznym w szerokim tego słowa znaczeniu, gdyż przestrzeń tę definiuje polityka... Ta przestrzeń to agon, obszar rywalizacji grup i jednostek, rywalizacji różnych przedmiotów podejmujących czasami krytyczną, czasami apologetyczną dyskusję na rozmaite tematy, także te najważniejsze, jakimi są wolność i demokracja...”. Przypominał, że demokracja sama się nie obroni, że artyści i intelektualiści stale muszą się o nią upominać. Książki Piotra Piotrowskiego, takie jak: „Znaczenia modernizmu”, „Awangarda w cieniu Jałty” czy „Agorafilia. Sztuka i demokracja w postkomunistycznej Europie”, budowały nowy kanon pisania i odczytywania sztuki w Polsce.

Był nie tylko autorem setek artykułów i wielu książek, był także praktykiem próbującym wcielać swoje idee w życie. Przez pięć lat, jako kurator działu Sztuki Współczesnej Muzeum Narodowego w Poznaniu, zrealizował takie projekty, jak „Odwilż” czy indywidualne wystawy Jarosława Kozłowskiego i Zofii Kulik (ocenzurowanej z powodu pseudoreligijnej histerii związanej z wizytą papieża w Poznaniu). Przez kilkanaście miesięcy był dyrektorem Muzeum Narodowego w Warszawie, gdzie próbował zrealizować nakreślony przez siebie program „Muzeum Krytycznego” – „instytucji pracującej na rzecz demokracji opartej na sporze, ale także instytucji autokrytycznej, rewidującej własna tradycję, mierzącą się z własnym autorytetem oraz ukształtowanym przez siebie kanonem historyczno-artystycznym”. Jego prace dotyczące sztuki w Europie Środkowej i jej, jak to określał, kondycji postkomunistycznej, były czytane i komentowane na całym świecie. Wykładał nie tylko na Uniwersytecie imienia Adama Mickiewicza w Poznaniu, ale gościł także na uniwersytetach w Budapeszcie, Jerozolimie, Berlinie, Princeton i Nowym Jorku. W swoich najnowszych rozważaniach autor „Sztuki według polityki” zastanawiał się nad tym, w jaki sposób afirmatywna krytyka może pomagać ukształtować tożsamość nowej zjednoczonej Europy.

Piotr Piotrowski był jednym z najciekawszych, najbardziej dociekliwych intelektualistów we współczesnej Polsce. Bez niego dyskusje o sztuce i polityce już nigdy nie będą tak interesujące.

Wilda w PRL: można inaczej
18 listopada 2017

Wilda w PRL: można inaczej

Tegoroczna publikacja poznańskiej Fundacji SPOT „Poprawiajmy stosunki międzyludzkie. Wilda w czasach PRL” autorstwa Magdaleny Mrugalskiej-Banaszak wpisuje się idealnie w nurt coraz bardziej popularnych ostatnimi czasy archiwów społecznych...