Marcin-Jaworski
fot. M. Kaczyński

Festiwal jako pas transmisyjny

Z Marcinem Jaworskim, kuratorem Festiwalu Fabuły, który odbędzie się w Poznaniu w dniach 21-26.05.2018, rozmawia Agnieszka Waligóra

 

Agnieszka Waligóra: Festiwal Fabuły odbywa się w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu już po raz trzeci. Co takiego tkwi w fabule, że wciąż chcemy o niej słuchać?

Marcin Jaworski: Kiedy patrzymy na program festiwalu i pytamy o fabułę, możemy mieć na myśli kilka różnych rzeczy. Fabuła to, po pierwsze, najważniejsze książki prozatorskie, jakie ukazały się w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat – nie tylko powieści i opowiadania, także reportaże czy eseje. Przede wszystkim chodzi o literaturę piękną, literaturę faktu oraz prozę naukową, ale tym razem będziemy także rozmawiać o scenariuszach seriali czy grach komputerowych. Festiwal pokazuje zatem rozmaite sposoby opowiadania o świecie, różne formy, jakie nasze opowieści mogą przyjmować. Fabuła to ważne teksty – i mocni autorzy. Po drugie – i nie mniej ważne – fabuła wiąże się z naszym rozumieniem świata, z tym, jak definiujemy naszą tożsamość, jak konstruujemy  rzeczywistość, opowiadając sobie o niej. Rozmowa o fabule może być rozmową o naszych dużych i małych narracjach. Próbą zobaczenia ich z dystansu, zastanowienia się, czy nie potrzebują one zmiany albo czy nie powinniśmy ich odrzucić. Są to narracje wielkie – polityczne, społeczne, religijne – oraz małe – prywatne, intymne. Często nakładają się one na siebie. Jest wiele momentów w naszym życiu zbiorowym i jednostkowym, w których schematy kulturowe zderzają się z indywidualnym przeżyciem i mogą skłonić nas do zmiany opowieści o sobie czy innych. Należy do nich żałoba po stracie bliskiej osoby. Temu między innymi poświęcone będzie spotkanie z Marcinem Wichą – podstawowym tematem jego książki „Rzeczy, których nie wyrzuciłem” jest przecież pożegnanie z matką. Z jednej strony fabuła jest więc sprawą poważną, fundamentalną. Z drugiej powiedzieć trzeba po prostu: fabuła jest przyjemnością, zabawą! Lubimy słuchać dobrych fabuł i lubimy je sobie opowiadać. A festiwal to spotkania z ludźmi oddanymi literaturze, czytanie świetnych tekstów i wartościowa rozrywka. Wszystko to może sprawiać, że nasze życie będzie ciekawsze, lepsze, przyjemniejsze. Mądrzejsze.

W takim razie tym, co panuje naszym życiem – i co jest głównym przedmiotem zainteresowania festiwalu – jest już nie literatura, ale narracja?

Z pewnością literatura! Problem trzeba jednak potraktować ostrożnie… Dziś wielu aktywnych uczestników życia kulturalnego uważa, że literatura straciła swoją dominującą pozycję. Że wolimy fabuły opowiadane za pomocą innych środków i mediów – filmów, seriali, gier. Zastanawiając się, czym jest dziś literatura i jakie znaczenie ma w niej fabuła, możemy powiedzieć tak: czegokolwiek dookoła nas nie próbowalibyśmy zrozumieć – książki, filmu, ale też reklamy, przemówienia politycznego, homilii, tweeta, dowolnego przekazu w kulturze, bo każdy korzysta z jakiegoś rodzaju narracji – literatura może być dla nas punktem wyjścia. Jeśli nauczymy się, a uczymy się tego przecież od początku edukacji, jak interpretować dobre wiersze czy powieści, mamy nad innymi fabułami przewagę. Jeśli chcemy zrozumieć własne doświadczenie, zdystansować się do niego, może potraktować je terapeutycznie, przemyśleć ważny moment w swoim życiu albo przyjrzeć się temu, co dzieje się w społeczeństwie – opowiadamy to, ale też sprawdzamy, jak to jest przedstawione w tekstach literackich. One dostarczają nam narzędzi rozumienia i demaskowania innych fabuł, które wcale nie muszą być niewinne.

W planie festiwalu mamy wieczór przeznaczony na slam. Poezja także jest rodzajem fabuły?

Tak – w piosenkach, wierszach, anegdotkach, żartach też opowiadamy sobie przecież małe fabułki. Ale nie tylko o to nam chodzi. Slam jest przede wszystkim momentem żywego, mówionego, czasem improwizowanego tekstu, na który można zareagować, który angażuje nas w literaturę, bo ona dzieje się tu i teraz. Ważne, żeby literatura zaistniała w takiej formie. Poza tym slam to po prostu moment rozluźnienia, zabawy. Nie znaczy to, że nastrój fajnego wieczoru stoi w sprzeczności z mówieniem o sprawach istotnych. Warto dodać, że poznańska scena slamowa gromadzi coraz lepszych twórców i ma coraz liczniejszą, wymagającą publiczność.

Co wyjątkowego czeka nas na tegorocznym festiwalu? Będzie mowa o kanonie polskiej literatury, planowana jest rozmowa o reportażu historycznym, ale mamy też seminarium Koła Literatury Nowej UAM poświęcone rewolucjom i utopiom. Układa się to w jakiś spójny motyw przewodni? Na przykład konfrontację starego z nowym?

Festiwal zawsze mierzy się z jakimś dużym, ważnym tematem – w tym roku będzie to transformacja, jaką Polska przeżyła po przełomie roku 1989, widziana z perspektywy literackiej i naukowej. Temu tematowi poświęcony jest panel otwierający festiwal oraz spotkanie o latach 90. w prozie. Można też powiedzieć ogólnie: pytamy o wolność. Obchodzimy w Polsce stulecie odzyskania niepodległości, za rok będzie trzydziesta rocznica roku 1989, mija pięćdziesiąt lat od roku 1968... Ta ostatnia data okazała się ważna dla reporterów, całą książkę poświęcili jej Ewa Winnicka i Cezary Łazarewicz, a między innymi o ewolucji ruchu hipisowskiego pisze w najnowszej książce Wojciech Jagielski. Nie są to jednak rzeczy, które podporządkowują sobie wszystkie wydarzenia. Cenimy sobie różnorodność. To, że na festiwalu pojawia się twórczość Henryka Sienkiewicza, temat Żyda w polskim kanonie oraz „Lalka” Bolesława Prusa – a program układaliśmy znacznie wcześniej niż ogłoszono tegoroczne tematy maturalne – jest nie tylko reakcją na ważne dziś kwestie i toczone w Polsce dyskusje. Jest również zaproszeniem kierowanym do różnych adresatów. Jest szansa, że wykłady odświeżające kanon zainteresują uczniów i nauczycieli, których szczególnie zapraszamy. Prelekcje prowadzone są przez charyzmatyczne, wyraziste postaci. Uczniowie czy studenci mają szansę zobaczyć, jak można dziś rozmawiać o literaturze.

W tym roku Festiwal Fabuły interesuje się osobami, które w dyskusji o literaturze często są marginalizowane. Sporo zainteresowania poświęca na przykład tłumaczowi: mamy nie tylko Śniadanie Tłumaczy, ale i wystawę „Zobaczyć tłumacza”.

Za każdą odsłoną festiwalu stoi inny kontekst, reagujemy na to, co dzieje się w życiu literackim. W ostatnich latach środowisko tłumaczy zaczęło być wreszcie doceniane nie tylko przez specjalistów. Centrum Kultury ZAMEK regularnie zaprasza osoby związane z przekładem. Tworzą one coraz liczniejszą, świetnie zorganizowaną grupę, którą trzeba docenić i zaprezentować. Łatwo zauważyć ciekawego zagranicznego autora, zachęcający tytuł, a jednocześnie zignorować nazwisko tłumacza, chociaż to przecież on w dużej mierze odpowiada za formę książki, którą trzyma się w ręku. Z wydarzeń poświęconych przekładowi skorzystać mogą wszyscy nim zainteresowani, także uczniowie czy studenci filologii. Na przykład na drugim stopniu polonistyki UAM od kilku lat prężnie działa specjalność przekładowa… Na festiwalu będą gościli naprawdę świetni fachowcy – to szansa na spotkanie, rozmowę, naukę.

Festiwal jest zatem nastawiony na rozmaitych odbiorców i różne potrzeby. To już nie tylko tradycyjne spotkania z autorami, ale też spotkanie biznesowe dla księgarzy oraz panel poświęcony najmłodszym czytelnikom. W fabułach znajdzie się więc miejsce dla każdego?

W naszym, czyli zespołu ds. literatury Zamku i jego współpracowników, rozumieniu festiwal jest złożonym komunikatem, kierowanym do wielu różnych odbiorców. Zaproszenie przyjęli świetni autorzy. Dbamy też jednak o to, by każde spotkanie było prowadzone przez specjalistę, żeby nie tylko gość, ale także gospodarz był osobowością. Na przykład spotkanie z Brygidą Helbig poprowadzi Inga Iwasiów, a przecież autorki mogłyby się zamienić miejscami i nikt by się temu nie dziwił. Zaprosiliśmy wybitnych naukowców, dziennikarzy i tłumaczy. W tym roku mamy też program adresowany do księgarzy. Myślimy o festiwalu jako o pasie transmisyjnym między autorami, czytelnikami, wydawcami, księgarzami, tłumaczami, nauczycielami, uczniami, którzy mogą spotkać się w jednej przestrzeni. Zamek przez cały rok dba o siatkę relacji i podtrzymywanie bliskich kontaktów z różnymi osobami współtworzącymi życie literackie. Do nich zaliczają się, oczywiście, także dzieci, które należą do publiczności najbardziej wymagającej. Bardzo nam zależy na najmłodszych odbiorcach. W tym roku rekomendujemy im „Ten i tamten las” Magdaleny Tulli, książkę nagradzaną, która podoba się czytelnikom w każdym wieku. Jej lektura daje dużo radości, trochę smutku, mądrze wzrusza. Spotkanie wokół niej jest po to, żeby dzieci mogły przeżyć festiwal po swojemu i miały przy tym dobrą zabawę.

Czyli tworząc festiwal, chce się reagować na teraźniejszość, pokazywać to, co jest – o czym się właśnie rozmawia, co się czyta, co jest ważne?

W Zamku myślimy o festiwalu jako większej całości – pracuje na niego miejsce, do którego przez lata przyzwyczaiła się publiczność, rzetelna i sprawna organizacja, konsekwencja i regularność działania. Wysiłek trwa cały rok, zapraszamy ludzi, nawiązujemy kontakty, współpracujemy z wydawcami, szukamy autorów, którzy dopiero debiutowali i tych, których warto przypomnieć. Tak, reagujemy na rzeczywistość i próbujemy pokazać to, co aktualnie dzieje się nie tylko w literaturze. Ale program festiwalu nie pokrywa się z listą bestsellerów. Nie chcemy proponować czy powielać łatwych rozpoznań. Wskazujemy rzeczy najbardziej według nas wartościowe, z różnych powodów ważne w danym czasie, ale także te, które warto przypomnieć i odświeżyć. Festiwal jest świadomym wyborem – autorów, książek, gatunków, tematów. Przede wszystkim jest jednak szerokim, otwartym zaproszeniem, które każdego czytelnika, każdego uczestnika życia literackiego traktuje równie poważnie.