Archiwum
29.01.2015

Wspólne krajobrazy

Michał Gustowski
Literatura

Esej Martina Pollacka „Skażone krajobrazy” wynika z przenikliwości spojrzenia i wrażliwości na to, co zakryte w krajobrazie i języku. Refleksja na temat zbrodni, jak zawsze u tego autora, wchodzi w pełną napięć relację z tym, co najbardziej intymne i osobiste.

Pisarstwo Martina Pollacka ma wyraźnie detektywistyczny rys. W poprzednich książkach, choćby w „Ojcobójcy” czy „Śmierci w bunkrze”, towarzyszymy autorowi w śledztwie na tropie niewyjaśnialnych zbrodni, w których możliwie najdokładniej rekonstruuje on przebieg zdarzeń, wskrzesza postacie i odnajduje nieznane wątki. W najnowszej książce przedmiotem takiego śledztwa staje się krajobraz. Ten nigdy nie jest niewinny, ponieważ zawsze jest wytworem człowieka.

W 2006 roku ukazał się zbiór esejów „Sarmackie krajobrazy. Głosy z Litwy, Białorusi, Ukrainy, Niemiec i Polski”, których Pollack był redaktorem i pomysłodawcą. Przywołuję ten tytuł dlatego, że najnowsze dzieło austriackiego pisarza wyraźnie z nim koresponduje i może być czytane jako swoiste post scriptum. „Sarmackie krajobrazy”, obszerny zbiór na temat Europy Środkowo-Wschodniej, ze względu na mało klarowne kryterium doboru tekstów oraz ich nierówność zostały przyjęte dosyć chłodno. Zamieszczona w tytule sarmackość nie stała się, zapewne na przekór założeniom, pojęciem służącym do opisu współczesności ani do budowania wspólnej narracji o przeszłości. Być może dlatego Pollack, próbując objąć refleksją ten obszar Europy, swoją uwagę przekierował z sarmackości na sam krajobraz.

Jeżeli krajobraz jest przestrzenią symboliczną i zwierciadłem kultury, to kultura europejska jest opętana kultem pamięci – pisze Pollack. Nagromadzenie pomników, cmentarzy i innych miejsc pamięci jest tego jasnym przykładem. Upamiętnianie zmarłych i troska o ich groby stanowią sens kultury i wyraz człowieczeństwa. Autor przypomina jednak, że nasze mapy są pełne białych plam. Dlatego Pollacka interesują miejsca jeszcze nieodkryte, w których „posiane, nie chce rosnąć”; krajobrazy, których neutralność jest zwodnicza i złowieszcza. Ich banalność może przecież świadczyć o skażeniu zbrodnią, którą trzeba wykryć i opowiedzieć.

Kształtowanie krajobrazu, jak wskazuje Pollack, bardzo często było zawoalowanym sformułowaniem i oznaczało po prostu zacieranie śladów zbrodni. Takiej metaforyki używano na przykład w nazistowskiej doktrynie: ważne było nadawanie nowego wymiaru otoczeniu, „ucywilizowanie” ziem, podporządkowanie ich sobie. Mówiło się o kreowaniu, organizowaniu, kształtowaniu, umieszczaniu w krajobrazie, który jest przecież podatny na manipulacje. Autor „Cesarza Ameryki” pokazuje nam ten splot języka opisu i ukrytych w nim treści. Chociaż koncentruje swoją uwagę na czynach dokonywanych przez nazistów, to dzięki metaforze skażenia jego myśl sięga dalej, jest ponadczasowa i uniwersalna.

Pollack bardzo umiejętnie wciąga w swoją opowieść, oszczędnym, ale sugestywnym językiem rysuje przestrzeni zbrodni, oddaje surowość krajobrazu i brutalność wydarzeń. Dlatego przywoływane przez niego przykłady Hudej Jamy czy stawów wokół zamku Hrastovec są wyzwaniem dla wyobraźni czytelnika. Autor wysuwa przy okazji interesującą hipotezę dotyczącą przemocy: dokonywana na świeżym powietrzu, „z dala od cywilizacji” ma osobną dynamikę, jest zupełnie inna od tej obecnej w obozie koncentracyjnym.

Lektura „Skażonych krajobrazów” zachęca do podejrzliwego przyglądania się banalnym wizerunkom także naszych miast i wsi. Jest to o tyle trudne, że widok przydomowego ogródka czy wiejskiego sadu wydaje się czymś błahym i bez znaczenia. A jednak, jak pokazuje Pollack na własnym przykładzie, najbliższe otoczenie, tak dobrze pamiętane z dzieciństwa, może skrywać rzeczy niewyobrażalne. Konfrontacja z takimi faktami jest dla Pollacka najciekawsza i najbardziej osobista: wspomnienia sielskich wędrówek i beztroskich zabaw muszą jakoś istnieć w jego świadomości z przykrą prawdą: miejsce spacerów było zarazem miejscem kaźni. Centralnym punktem, wokół którego krąży myśl pisarza, jest właśnie ten moment konfrontacji z przeszłością i towarzyszące mu napięcie.

Efektem jego poszukiwań jest zabarwiona melancholią myśl, że żyjemy po prostu w skażonych krajobrazach. Pollack traktuje to jako pewne zobowiązanie i jego esej ma również wymiar apelu. Niejednokrotnie powraca w nim postulat, że musimy wytrwale pracować na rzecz bezimiennych ofiar, zapomnianych i zagrzebanych w masowych grobach. Musimy przeprowadzać kolejne dochodzenia, rysować nowe mapy takich miejsc. Pollack pokazuje nawet sposób ich tworzenia: wskazówkami w tej syzyfowej pracy mogą być fotografie oraz przekazy ludności, będącej uczestnikami tamtych zdarzeń. Martin Pollack zbiera takie fotografie i szuka w nich tropów, które być może okażą się przydatne w jego dalszych poszukiwaniach. Oprawcy niemal zawsze, ze znakomitą skrupulatnością dokumentowali zbrodnie, czyniąc z nich swego rodzaju trofeum. Jak czytamy w eseju, to właśnie po tych bolesnych śladach musimy odpowiedzialnie podążać, tworząc nowe miejsca pamięci w naszym wspólnym, środkowoeuropejskim krajobrazie.

Martin Pollack, „Skażone krajobrazy”
Wydawnictwo Czarne
Wołowiec 2014

alt