Archiwum
16.07.2015

Wiedźmin jest rasistą (i seksistą)

Marcelina Lewandowska Zuzanna Popiel
Gry

„– Mgła gęsta jak mleko…
– Obudził się w tobie poeta?
– Mhm. Chcesz usłyszeć fraszkę?
– Pewnie.
– Lambert, Lambert, ty chuju”.
Rozmowa wiedźmina Geralta z wiedźminem Lambertem

Bez wątpienia „Wiedźmin” jest jednym z najbardziej znanych polskich produktów – przecież nie bez powodu premier Donald Tusk wręczył w prezencie prezydentowi Obamie drugą odsłonę serii. O popularności tytułu może świadczyć chociażby fakt, że „Dziki Gon” został wydany w wersji pudełkowej aż w 109 krajach (w 15 wersjach językowych, w tym 8 dubbingów), oraz niezwykła liczba zdobytych nagród (79).

Aby dobitniej podkreślić ogrom i jakość (bo w tym wypadku duże liczby idą w parze z wysoką jakością) „Wiedźmina 3”, skupmy się jeszcze przez chwilę na randomowych cyferkach. Co my tu mamy? Otóż praca nad grą trwała aż 4 lata, w tym czasie ekipa CD Projekt RED wykreowała świat 30 razy większy w stosunku do poprzednich części (razem wziętych), zanimowała 30 tysięcy linii dialogowych (a ich liczba ciągle rośnie) oraz zaprojektowała 36 różnych zakończeń trwającej ponad 100 godzin rozgrywki. Jeśli chodzi o sprzedaż, koszty produkcji zwróciły się już w dniu premiery, a w ciągu dwóch pierwszych tygodni tytułu na rynku sprzedano aż 4 miliony kopii. Imponujące, nieprawdaż?

W „Dzikim Gonie” towarzyszymy Geraltowi w poszukiwaniach Ciri ściganej przez tajemniczy korowód demonów. Nasza podróż jest w przeważającej części samotna – na wiernym koniu Płotce przemierzamy gigantyczny świat i żaden ekran ładowania nie zakłóca już w pełni wolnej eksploracji. Wrażenie robią projekty lokacji: od przypominającego Mazury Velen, przez miasto Novigrad, królewski zamek w Wyzimie aż po północne wyspy Skellige. Poprawie uległy projekty postaci (zwłaszcza wspaniale prezentują się bohaterki Triss Merigold i Yennefer z Vergenbergu) – dzięki Nvidia Hairworks twórcom udało się osiągnąć efekt realistycznych włosów i sierści. Gra dostępna jest na platformach: Microsoft Windows, XBOX ONE oraz PlayStation 4. Niestety płynność grafiki na konsolach pozostawia wiele do życzenia. Na PlayStation potknięcia najbardziej rzucają się w oczy podczas cut-scenes – obrazowi zdarza się rozmywać i przeskakiwać o kilka klatek. W wersji PC-towej grafika wydaje się jednak w ogóle nie mieć wad (no może z wyjątkiem  zbyt płaskiej budowy roślinności).

Jednocześnie tak mocna strona techniczna gry nie odbija się na jakości fabuły, która wciąż stanowi główną zaletę serii. Sukces „Wiedźmina” niewątpliwie zależy właśnie od niej, gdyż – nie oszukujmy się – oparta na dialogach i mechanicznej walce rozgrywka nie jest zbyt porywająca. Tak więc jako Geralt mamy okazję wikłać się nie tylko w sprawy wagi państwowej (jak zamach na króla Radowida czy pomoc cesarzowi Emhyrowi), ale także możemy obserwować niezwykle ciekawe i zaskakujące sytuacje z życia codziennego mieszkańców Północy. W czasie rozgrywki na pewno poczujemy więc dreszczyk emocji, kiedy będziemy świadkami palenia ludzi na stosach, przemocy wojennej czy potyczek miejskiej mafii.

To oczywiście nie wszystko – świetnym urozmaiceniem są zlecenia wiedźmińskie, podczas których zapolujemy na istoty żywcem wyciągnięte ze słowiańskich wierzeń (m.in. na utopce, południce, biesy, ubożęta czy nawet na porońca). Jeżeli zapragniemy oderwać się na jakiś czas od trudnego fachu zabójcy potworów, możemy wybrać jedną z minigierek: bójkę w klubie, wyścigi konne lub grę w karty w barze.

Przyjemność sprawia także odnajdywanie nawiązań do innych dzieł popkultury (na przykład kowal Hattori z Novigradu to uśmieszek twórców w stronę fanów „Kill Billa”) i kultury (chociażby inspiracje „Dziadami” Mickiewicza). Dorzucając do tego wspaniały dubbing (Jacek Rozenek jako Geralt) i mięsiste partie dialogowe (zwłaszcza rozmowy z wiedźminem Lambertem czy Krwawym Baronem), otrzymujemy niemal niekończącą się rozrywkę na najwyższym poziomie.

W związku z ogromnym sukcesem poprzedniej części premiera „Dzikiego Gonu” opiewana była przez wszelkie media – nawet te, które nie interesowały się branżą gier. W Polsce nadaje się temu wydarzeniu znaczenie sukcesu na światową skalę i nic dziwnego, bo przecież „Wiedźmin 3” został przyjęty ciepło również przez zagranicznych recenzentów. Oczywiście, jak to zwykle bywa przy tak popularnych produkcjach, nie obyło się bez ostrej krytyki – chodzi tu głównie o słynną już recenzję z portalu Polygon.com, w której Arthur Gies zwrócił uwagę na „brzydkie” traktowanie kobiet w wiedźmińskim uniwersum, a także na nieobecność wątków postkolonialnych, co wywołało falę oburzenia wśród polskich fanów serii.

Amerykański krytyk zwraca uwagę przede wszystkim na scenę, w której jednej z bohaterek (Triss Merigold) w ramach tortur wyrywane są paznokcie, komentuje także kuse ubrania innych żeńskich postaci i liczne wątki dotyczące przemocy wobec kobiet (również seksualnej – tu szczególnie zapada w pamięć wątek szefa gangu lubującego się w mordowaniu prostytutek) – podsumowuje nawet grę jako skrajnie mizoginistyczną. Oczywiście, w „Wiedźminie” pojawia się wiele tego typu wątków, ale Gies jakby zapomniał, że kobiety nie są pod tym względem uprzywilejowane, bo gra w ogóle jest pełna przemocy: wojna, krwawe pijackie burdy, oszustwa, mafia, nienawiść na tle rasowym i religijnym, eksperymenty medyczne, przetrzymywanie ludzi w klatkach, gwałty (tu również na mężczyznach: w jednej z miejscowości można podsłuchać wypowiedź żołnierza, który chwali się, że zgwałcił chłopca), przemoc domowa, porzucanie dzieci w lasach, wrzucenie niemowlęcia do pieca, samookaleczenie, okaleczenia rytualne, wreszcie zabijanie zwierząt… To wszystko możemy napotkać w trakcie rozgrywki, zatem nie wydaje się, by przemoc wobec kobiet wyróżniała się na tle innych wątków. Jeśli faktycznie chodzi o kobiecą nagość, w grze pojawia się wiele ledwie odzianych bohaterek, czasem również nagich, podczas gdy Geralt w ciągu całej rozgrywki nie pokazał nawet pośladków (a szkoda!).

Innym zarzutem Giesa, który mocno komentowano w polskich artykułach, był brak czarnoskórych przedstawicieli poszczególnych ras. Co prawda w jednym z miast można spotkać sukkuba wyglądającego jak czarnoskóra kobieta, ale kto wie, czy Gies nie uznałby tej mordującej chutliwych mężczyzn femme fatale za jawny przejaw rasizmu ze strony twórców „Wiedźmina”. W tym momencie pojawia się pewien rozdźwięk między amerykańskim a polskim rozumieniem dyskryminacji, bo dla zdecydowanej większości Polaków, niewolnictwo w Stanach Zjednoczonych jest czymś odleglejszym i dalece bardziej neutralnym niż dla Amerykanów. Poza tym czy naprawdę tak trudno zauważyć alegorię współczesnej opresji i nietolerancji (w zasadzie każdej – od rasowej, przez narodową, seksualną i płciową) w uniwersum, w którym na rozkaz redańskiego króla-fanatyka mordowani są wszelcy „odmieńcy”? Cóż, sam Geralt (chociaż uderzająco biały) także jest odmieńcem, zazwyczaj stającym w obronie innych odmieńców (takich jak czarodziejki, dopplerzy czy nawet elfy)… Zdaje się, że Gies po prostu o tym zapomniał.

W Polsce natomiast „Wiedźmin” stanowi apologię słowiańszczyzny rozumianej jako część starożytnej, rdzennej kultury, która z jednej strony, w dobie globalizmu jest czymś bardzo lokalnym, a z drugiej – jest na tyle tajemnicza i niesamowita, by zawrzeć ją w mainstreamowej produkcji, sprzedać i rozpowszechnić na całym świecie. Gra stanowi świeży i sprawnie sporządzony mix polskiej kultury (od łowickich wycinanek, przez sarmatyzm, aż po literaturę), który stał się lekiem na nasze kompleksy względem Zachodu. Trzecia odsłona „Wiedźmina” to pierwsza rodzima produkcja, która sprzedała się w tak wielkim nakładzie i, co niezwykle istotne, jest to produkcja udowadniająca, że polskość (słowiańskość) może być naprawdę cool.

„Wiedźmin 3: Dziki Gon” (PS4)
CD Projekt RED
2015

alt