Archiwum
21.01.2015

Walka w głębinach

Jakub Małecki
Gry

Dno oceanu, przez swoją niedostępność miejsce niemal zupełnie nieznane człowiekowi. Kto wie, co kryje się w tej niezbadanej głębi? Gra planszowa „Abyss” daje jedną z możliwych odpowiedzi. Podwodne królestwo toczą niepokoje, od pewnego czasu jego tron pozostaje pusty. Trwa zażarta walka o zdobycie poparcia. Przywódca może być tylko jeden.

Jeśli trzeba by było wskazać jedną, jedyną rzecz, którą nowa produkcja wydawnictwa Rebel różni się od wszystkich pozostałych, to jest nią zdecydowanie pudełko. A co w nim takiego niesamowitego? Na jego froncie nie ma bowiem ani jednego słowa. Tytułu, godności autorów, dosłownie niczego. Jest natomiast zajmujące całą powierzchnię oblicze, posępne i niepokojące. Jedno z takich, które wodzi oczami za przechodzącym – aż ciarki przechodzą. Grafik zasługuje na duże słowa pochwały. Wewnątrz pudełka jest niewiele gorzej, całość utrzymano w dość mrocznym klimacie, a szczególną uwagę zwracają wyglądające jak prawdziwe perły, które są środkiem płatniczym w Otchłani. Nawet gdyby gra miała nie przypaść do gustu, to warto się z nią zaznajomić chociażby ze względów estetycznych.

Plansza została podzielona na trzy obszary, każdy odpowiada możliwej do wykonania akcji. W swojej turze gracz podejmuje tylko jedno działanie. Pierwszą z opcji jest możliwość eksploracji, która pozwala na rekrutację przedstawicieli sojuszniczych ras. Wśród nich znajdziemy między innymi koniki morskie, kałamarnice, meduzy czy kraby, przedstawione na kolorowych kartach, które opatrzone zostały wartościami od jednego do pięciu. Gracz aktywny odkrywa kolejne kartoniki, każdorazowo pytając, czy ktoś nie chce ich kupić. Jeśli tak jest, chętny wnosi opłatę w postaci perły (pereł). Zdecydować się na kartę może również gracz aktywny, co natychmiastowo kończy licytację. Podczas badania głębin można również natrafić na potwory. Osoba rozgrywająca swoją turę decyduje, czy chce z takowym walczyć, czy woli dalszą eksplorację. Pokonanie bestii gwarantuje profity w postaci pereł, żetonów z punktami czy też kluczy (o nich za chwilę). Karty niewybrane podczas licytacji trafiają do drugiej sekcji, gdzie są sortowane wg rodzajów. Inna możliwa akcja to po prostu zabranie na rękę jednego z takich stosów. Zbierane kartoniki służą do przeciągania na swoją stronę potężnych Lordów z gildii żołnierzy, polityków, farmerów, magów, kupców bądź ambasadorów. Wszyscy oni posiadają specjalne moce, które ułatwiają nam grę i uprzykrzają ją naszym przeciwnikom. Zdolności mogą być natychmiastowe, realizowane w momencie rekrutacji lub stałe. Każdy z Lordów gwarantuje ponadto pewną ilość punktów zwycięstwa, część z nich posiada także symbol klucza. A po co nam one? Po zebraniu trzech możemy natychmiast zaanektować jedno z dostępnych miejsc w królestwie, które znajdują się na płytkach ułożonych obok planszy i przynoszą na końcu rozgrywki określone korzyści.

Czy gra „Abyss” jest równie grywalna, jak ciesząca oko? Z pewnością nie jest odkrywcza. Jej poszczególne składowe miały już swoje zastosowanie wcześniej po wielokroć. Ze względu na element licytacji tytuł ten nabiera barw przy większej liczbie graczy. Lepiej wygląda też wtedy walka z potworami z głębin. Na różnorodność kolejnych partii mają wpływ pojawiający się losowo Lordowie, działanie niektórych niesie bowiem interesujące zmiany w rozgrywce. „Abyss” nie jest pozycją szczególnie skomplikowaną. Tłumaczy się łatwo, a zabawę można ukończyć w godzinę. Mimo swojej prostoty, również gracze zaawansowani nie powinni się przy niej nudzić. Plusem jest na pewno brak przestojów, gracze nie miewają podczas partii paraliżu decyzyjnego. Nie jest to tytuł, do którego miałoby się ochotę zasiadać dzień po dniu, bo kolejne partie mogą być do siebie zbyt podobne, ale raz na jakiś czas można przy nim miło spędzić trochę wolnego czasu.

„Abyss”
autorzy: Bruno Cathala
grafika: Xavier Collete
Rebel
2014

 

alt
{gallery}abyss{/gallery}